FANDOM


Witam serdecznie! Z tej strony autor - Kozakdowoza. Mam przyjemność przedstawić wam... Jak na razie dość krótki fragment czegoś, co - mam nadzieje - kiedyś będzie całym opowiadaniem. Jest to mój najpoważniejszy projekt na tej wiki. Także... zapraszam i polecam ( ͡° ͜ʖ ͡°)

W opowiadaniu będą pojawiać się elementy z innych opowiadań, takie jak miejsca, postacie bądź Kido, historie z tych opowiadań nie obowiązują w tym.

Ostrzeżenie! A jakże, trzeba to umieścić. Opowiadanie może zawierać wulgaryzmy, przemoc, krew, odcięte części ciała i inne tego typu interesujące zjawiska. Od odpowiedzialności najzwyczajniej umywam ręce, żeby nie było, że nie ostrzegałem.

Mikro: ZagadkaEdytuj

PrologEdytuj

Rok 2018, 6 lipca, piątek.

Kiedy Daiki Omaeda zauważył przez okno zachodzące słońce, którego promienie wypełniały gabinet czerwonym światłem, uznał, że czas się zbierać. Ułożył na biurku stosy raportów, zabrał ze sobą te niewypełnione, zgasił stojącą nieopodal świeczkę, po czym wyszedł na rozgrzaną letnim upałem uliczkę Seireitei. Kończył ostatni, więc zamknął bramę gmachu kodem i pokierował się do własnej kwatery.

Po drodze mijał więcej osób niż zwykle. Szeptali między sobą w grupkach, lecz milkli, gdy wyczuwali jego obecność. Zbytnio się im nie dziwił, ale i tak go to irytowało.

Na Króla Dusz, niech to się wreszcie wyjaśni – pomyślał.

W celu uniknięcia współczującego wzroku kolegów z oddziału, postanowił iść bocznymi uliczkami. Aby nadrobić stracony czas, większość drogi pokonał za pomocą Shunpo, dzięki czemu dotarł na miejsce szybciej niż zwykle. Nie mógł tam długo zostać; był umówiony na spotkanie w ‘’Odyńcu’’. Odłożył papiery, wziął ze sobą sakiewkę, a po krótkim namyśle wrócił się po Zanpakuto i już miał wychodzić, kiedy ktoś zapukał do drzwi.

- Kto tam? – spytał podejrzliwie, chwytając za rękojeść katany.

- Posłaniec Omnitsukido.

Omnitsukido? Dziwne, chyba jeszcze nie rozwiązali tej sprawy…? - pomyślał, podchodząc do drzwi. Trzymając klamkę zawahał się, czy to aby nie żaden podstęp, ale ostatecznie uznał, że jest zbyt przewrażliwiony i otworzył wejście. Przed kwaterą faktycznie czekał klęczący posłaniec z zasłoniętą twarzą.

- Oficerze Omaeda, Pan Marechiyo polecił pana do misji specjalnej w Świecie Żywych – zakomunikował.

- Specjalną misję? – zdziwił się Daiki. – A coś dokładniej?

- Dwunasty Oddział donosi o fali zniknięć świadomych duchowo ludzi w wieku kilkunastu lat, atakowanych przez jedną grupę Hollowów. Więcej informacji uzyska pan w dwunastym oddziale, o ile zgodzi się pan przyjąć misję.

- Hmm… O tym zadecyduję dopiero po tym, jak się tam przejdę i dowiem o co chodzi.

- Przekażę informacje o pańskiej wizycie. Gdyby pan się zdecydował, może pan zwerbować jedną osobę do pomocy, trzecia zostanie przydzielona z Dwunastego Oddziału. Wynagrodzenie oraz wszelkie koszty związane z misją zostaną pokryte ze specjalnego funduszu Drugiego Oddziału.

Czyli z pieniędzy drugiej gałęzi Omaedów – pomyślał Daiki. – Grubas chce, bym wiedział, kto robi mi łaskę. Chcą się mnie pozbyć z Seireitei, jakbym nie potrafił o siebie zadbać…

- Niech będzie, możesz odejść – oznajmił.

- Tak jest! – odpowiedział posłaniec i zniknął.

____

Mimo że knajpa "Odyniec" lata swojej świetności miała już dawno za sobą, wciąż przyciągała wielu klientów. Szczególnie upodobali ją sobie uczniowie Akademii, w oczach których urosła do miejsca pół-legendarnych spotkań bohaterów starych intryg i ważnych wydarzeń. Raz na jakiś czas zjawiali się tu również młodsi wicekapitanowie, co zwykle działało na głodnych wrażeń uczniów jak magnes. Plotka głosiła, że pewnego razu odwiedził "Odyńca" sam Kapitan Hitsugaya - ci co głupsi mówili nawet, jakoby się upił, przeważała jednak wersja, że wyszedł po zamówieniu wody.

Teraz, kiedy w Soul Society zawrzało pierwszy raz od piętnastu lat, klienci przybyli jeszcze liczniej. Gadali, plotkowali, pili i jedli, wszyscy przyciągnięci sensacją, w tym miejscu połączeni jednym pytaniem: „Kto zabił Maretomu Omaede?”

Kiedy Daiki odsłonił jedną z zasłon pełniących funkcje frontowej ściany, uderzył w niego znajomy zapach smażonego mięsa i sake. Chwilę potrwało, zanim przyzwyczaił się do ciemno-pomarańczowego światła panującego wewnątrz. Rozejrzał się po pomieszczeniu; wyjątkowo nikt nie grał w karty, wszyscy siedzieli przy przepełnionych stolikach i głośno gadali.

Przeszedł przy ścianie, by nie wzbudzać niepotrzebnego zamieszania, i dosiadł się do dwóch niezwykle wysokich mężczyzn. Byli to bracia bliźniacy, jednak zupełnie do siebie niepodobni; Taichi był górą mięśni, miał gęstą, czarną brodę, ale był zupełnie łysy, za to Reiju był niezwykle szczupły, miał długie, czarne włosy związane na karku, ale broda wcale mu nie rosła. Mimo diametralnych różnic, ich nienaturalnie blade, prawie białe oczy niezbicie ukazywały ich pokrewieństwo.

- Cześć. Przepraszam za spóźnienie, miałem niespodziewanego gościa – powiedział Omaeda.

- Parę minut wte czy wewte nie robi różnicy. Przynajmniej zdążyliśmy zamówić jedzenie – odrzekł Taichi.

- Miło cię widzieć, Daiki – przywitał się Reiju. – Chociaż nie musisz czekać na sake.

- Dziś nie ruszam alkoholu, nie przyszedłem tutaj świętować. Nie, bym nosił żałobę, ale sami wiecie, że trochę się namieszało.

- Twój wybór, nie namawiam, choć mógłbyś się napić choć czarkę, hm? – odpowiedział Reiju i spojrzał na rozmówcę pytającym wzrokiem. – Zapłaciliśmy za to cholerstwo fortunę, byłoby szkoda, gdybyś nie spróbował…

Daiki odmówił ruchem głowy.

- Jak się czujesz? - spytał Taichi, nalewając sobie sake.

- Cztery na dziesięć, jeśli mam być szczery. Irytuje mnie już to wszystko. Od paru dni wszyscy na mnie patrzą, każdy o coś pyta, wszystkich nagle interesuje mój los. Ciągle słyszę, jak ktoś szepczę o śmierci mojego ojczyma i przyrodniego brata. Tutaj też każdy o tym gada. A co tam u was?

- Za niecałe dwadzieścia dni zostaje wysłany na Końcowe Przeszkolenie Egzaminacyjne – pochwalił się Reiju. – Pamiętasz Ruri Sode? Była w tej samej klasie co Isayama. No, to właśnie ona ma mnie pilnować w Świecie Żywych. Tak się właśnie zastanawiam, czy kupić strój do Gigai tutaj, czy może znajdę coś na miejscu.

- Lepiej na miejscu, żeby nie wyróżniać się z tłumu – stwierdził Omaeda. – A jak idzie ci trening Shikai?

- Wcale nie trenuje – wtrącił Taichi. Reiju spojrzał na niego spod byka, ale nie zaprzeczył. – Gdybyś wziął się do roboty, to skończyłbyś Akademie razem z nami.

- Miałbym dwa lata wcześniej zacząć harówkę w Gotei? – zaśmiał się Reiju. – Podziękuję, jeszcze nie jestem masochistą.

Umilkli na chwile, bo do stołu podeszli kelnerzy, którzy rozłożyli na stole apetycznie pachnące dania. Gdy odeszli, Daiki zapowiedział:

- Sytuacja się uspokoi, to masz jak w banku, że trening ze mną cię nie ominie. A co u ciebie, Taichi?

- Właściwie niewiele się zmieniło. Wicekapitan uznał, że nasz oddział to tak same cipy, więc kazał nam ćwiczyć. Dnie spędzamy na walce, a noce na leczeniu ran. Kapitan za to ma wszystko gdzieś, tylko się włóczy i narzeka na brak przeciwników.

- Trochę zazdroszczę, od dawna nie miałem sparingu. W Dziewiątce tylko papierkowa robota, papierkowa robota, a potem jeszcze więcej papierkowej roboty. Chyba będę musiał złożyć papiery o przeniesienie, bo się do tego nie nadaję. Zawsze zostaję ostatni, a i tak muszę potem nadrabiać to w domu.

- Rozumiem. A co do sytuacji z ojczym… - zaczął Taichi.

- O tym pogadamy u mnie – przerwał mu Daiki, wskazując wzrokiem na sąsiedni stolik.

Reszta od razu zrozumiała przekaz i zaprzestała zadawania pytań. Po skończonym posiłku wyszli na zewnątrz. Udali się kilka przecznic dalej, gdzie znajdowało się nieoświetlone skrzyżowanie w kształcie litery „T”. Spędzili parę minut w bezruchu, zanim zza rogu wychylił się Shinigami o szczurzej twarzy, którego widzieli w „Odyńcu”.

Znajdujący się po jego stronie Taichi złapał go za szyje i podniósł, Daiki przystawił mu czubek katany do pleców, a Reiju wycelował w niego gotowym do wystrzału Hado.

- Chyba chciałeś się do nas przyłączyć, co? – spytał Omaeda grobowym tonem. – Ładnie to tak podsłuchiwać?

- Ja wcale nie…! – krzyknął Shinigami, lecz Daiki przerwał mu, wbijając ostrze w skórę.

- Poznaję go, to Minoru Tobita – powiedział Taichi. – Okropny plotkarz. Nazywamy go robak.

- Taichi Shiro?! To ty?! Błagam, puść mnie, ja nie będę więcej…!

- Morda! – zawołał Reiju. - Lepiej mów, po cholerę tu za nami przyszedłeś? Jaki jest twój cel? Dla kogo nas szpiegujesz?

- Wcale nie szpieguję, to nie tak! – wydzierał się Tobita. - Ja po prostu byłem ciekaw, bo pan Omaeda tam był, nic więcej! Przysięgam!

- Puść go, Taichi – polecił Daiki. Gdy Minoru upadł na ziemię, Omaeda wycelował ostrze w jego twarz. - Dobra, a teraz słuchaj, robaku. Jak jeszcze raz cię zobaczę, to urządzę cię tak, że cię Mayuri na sekcji nie pozna. Rozumiesz?! To teraz spływaj.

- Tak... Jest... Przepraszam! - krzyknął, wstał i rzucił się do ucieczki. Kiedy mężczyzna się oddalił, z cienia wyszła młoda uczennica o jasnych, krótkich włosach i przywitała się ze wszystkimi.

- Dzięki za tak szybkie przybycie, Miyu – powiedział Reiju.

- Drobiazg – odpowiedziała kobieta. – Jak tylko dostałam wiadomość, to liczyłam, że będzie jakaś akcja.

- Także miło, że zapewniamy rozrywkę – zaśmiał się Reiju. – Nie przeszkadzamy ci dłużej, bo go jeszcze zgubisz. Jak czegoś się dowiesz, to pisz do Daikiego.

- Nie ma problemu. Miłej nocy, chłopcy! – zawołała, po czym zniknęła.

- Sądzisz, że da sobie radę? W końcu jest dopiero w Akademii - zapytał Daiki.

- Jest już na czwartym roku, poradzi sobie - odparł Reiju.

- Oby.

- To co robimy? – przerwał im Taichi.

- Idziemy do mnie? – zaproponował Daiki.

Rozdział 1: Punkt ZwrotnyEdytuj

Part IEdytuj

Rok 2018, 2 lipca, wtorek.

Muszę złożyć wniosek o przeniesienie – pomyślał stojący przy drzwiach Daiki, z niechęcią patrząc na stos papierów leżących na biurku.

- Szefowa prosiła o zrobienie tego na dzisiaj – oznajmił mu z miłym uśmiechem siedzący przy swoim stanowisku współpracownik, Ryuji Matsuoka. Był to starszy, noszący okulary i łysiejący już, niskiej rangi oficer, lada dzień przechodzący na emeryturę.

Poza nim w pomieszczeniu była jeszcze Aiko Netsuke, przeniesiona z Czwartego Oddziału młoda Shinigami, z trądzikiem i bliznami po chorobie na twarzy, szkolona do przejęcia stanowiska odchodzącego urzędnika. Daikiemu niezbyt pasowała perspektywa zostania z nią samą w biurze; Aiko należała do tych osób, które najchętniej zabiłyby każdego, kto ośmieli się przy nich odezwać.

- Tak jest – odpowiedział zrezygnowanym tonem Omaeda, po czym usiadł i wziął się do pracy.

Miał za zadanie przeczytać raporty ze Świata Ludzi - monitorował obszar na terenie Japonii -, następnie przepisać dane do elektronicznego archiwum i napisać oddzielny raport o sytuacji w regionie.

Po przekopaniu się przez część z nich, jego uwagę przyciągnął pewien nietypowy raport. Ostatnimi czasy pojawiało się takich coraz więcej.

- Mam coś ciekawego – powiedział Daiki do Ryujiego. Ten spojrzał na niego z zainteresowaniem, Aiko zaś z oburzeniem, lecz nią nie zamierzał się przejmować. - Atak terrorystyczny w centrum handlowym. Bomba. Zginęło prawie sto osób. Stacjonujący w obrębie tego centrum Shinigami musieli przywołać posiłki, by poradzić sobie z Hollowami i móc w spokoju wykonać Konso. Lokalna telewizja oskarża o atak Koreę Północną.

- To straszne – odparł Matsuoka. – U mnie, o dziwo i na szczęście, cisza i spokój.

- Czy moglibyśmy wrócić do pracy? – spytała zirytowana wymianą zdań Aiko. Ryuji przewrócił oczyma i skomentował:

- Nie napinaj się tak, dziewczynko, bo ci żyłka pęknie. Jak tak bardzo ci przeszkadza nasza rozmowa, to możemy wyjść. I tak zaraz przerwa na obiad, pięć minut nas nie zbawi. Idziesz, oficerze Omaeda?

Daiki skinął głową, po czym wyszli, zostawiając naburmuszoną kobietę samą. Poszli na niewielki, zapuszczony dziedziniec, zwany przez wszystkich ogrodem, na którym nie rosło nic oprócz wysokiej trawy i starego miłorzębu.

- Zwariować przy niej można. Współczuję ci, że będziesz musiał z nią pracować. Ani się odezwać, ani… Eh, po prostu szkoda słów – podsumował z przekąsem Matsuoka, podpalając trzymanego w ustach papierosa za pomocą Kido. Zaproponował jednego Daikiemu, lecz ten grzecznie odmówił.

- Nie mówiłem panu, ale tak noszę się z zamiarem napisania wniosku o przeniesienie – odpowiedział Omaeda. – Dosyć, że ta praca mi nie pasuje, a jak jeszcze pan odejdzie… Starszy mężczyzna wydmuchał dym nosem, i popatrzał przed siebie z rozmarzoną miną.

- Eh, wy młodzi… Pamiętam, jak sam byłem w tym wieku. Wtedy robiłem cokolwiek, byle nie stać w miejscu, ciągle działać. Jak to było wspaniale, stawać oko w oko z Hollowem,… - przerwał, by zaciągnąć się papierosem. – A potem przyszła starość i stabilizacja – westchnął.

Daiki stał lekko skonsternowany wyznaniem rozmówcy. Uśmiechnięty, wątły oficer nie kojarzył mu się z wojownikiem walczącym z potężnymi demonami, zaraz jednak uznał patrzenie na niego przez pryzmat obecnego stanu za naiwne. W głowie pojawiła mu się pewna myśl, której nie odważył się wypowiedzieć jej na głos.

Ten człowiek mógł przecież brać udział w czystce Quincy

Chciał coś powiedzieć, by przerwać ciszę, lecz nim to zrobił, wykrył w powietrzu wcześniej nieobecne Reiatsu. Zaskoczony spojrzał na Ryujiego, a ten kiwnięciem głowy zasygnalizował mu, że też to wyczuwa. W milczeniu odwrócili się w stronę jego źródła, a Daiki po krótkiej analizie doszedł do odkrycia, przez które serce stanęło mu w gardle: to jego ojczym z kimś walczył.

Nagle parametry Reiatsu uległy zmianie: energia stała się potężna i zalała cały obszar, by po chwili zupełnie zniknąć. Potem, gdzieś w oddali, doszło do eksplozji.

Przerażony i zdezorientowany Daiki, bez zastanowienia chciał pobiec do rezydencji, ale zanim to zrobił, na jego barku wylądowała dłoń.

- Gdzie ty, do cholery, lecisz? – zapytał Ryuji, patrząc na niego poważnie.

- To był mój ojczym, on z kimś walczył… i chyba użył Bankai! I ten wybuch, coś się mogło stać mojemu bratu! – odpowiedział szybko Omaeda, licząc, że mężczyzna go puści.

- Nie panikuj, oficerze – Matsuoka nie zwalniał ucisku. – Na miejsce już pewnie pędzą kompetentne służby, ale jeśli i tak chcesz iść, to nie będę cię zatrzymywał. Najpierw jednak trzeba to zakomunikować szefowej, bo inaczej nie obędzie się bez konsekwencji. To uchodzi za samowolne oddalenie się ze służby i celowe uchylanie się od obowiązków.

- Nie mógłby pan zrobić tego za mnie? – poprosił Daiki. – Ja naprawdę…

- To nie przejdzie – przerwał mu Ryuji. – Musisz to zrobić sam – oznajmił, puszczając młodszego oficera. Ten skinął głową na znak zgody i zniknął. - Znowu będą jakieś kłopoty - powiedział sam do siebie, ostatni raz zaciągnął się papierosem, po czym zgasił niedopałek o ścianę.

Part IIEdytuj

Daiki w pośpiechu przemierzał korytarze prowadzące do sekcji kierowniczej. Droga nie była długa, bo sekcja znajdowała się blisko „ogrodu”, więc już po chwili stanął przed właściwym gabinetem. Zapukał do niego i niecierpliwie czekał na odpowiedź, starając się uspokoić.

Nie minęła minuta, gdy pokoju wyszła pulchna, uśmiechnięta Shinigami w białym kitlu, trzymająca jakieś papiery. Skinęła głową na przywitanie i poszła dalej, zostawiając otwarte drzwi.

- Zapraszam – powiedziała osoba wewnątrz, a Omaeda od razu wszedł do środka.

Pokój wyróżniał się na tle pomieszczeń szeregowych pracowników. Boczne ściany zapełnione były oprawionymi w skórę księgami stojącymi na ozdobnych, dębowych półkach, zaś naprzeciwko wejścia znajdowało się ogromne okno. Środek zajmowało masywne, hebanowe biurko, a za nim obite jasną skórą krzesło, na którym siedziała „szefowa”, jak nazywano kierownik biura monitorowania Świata Ludzi, Kazuo Nagase.

Była niezwykle piękną kobietą; falowane, kruczoczarne włosy opadały jej na ramiona, atramentowe, otoczone gęstymi rzęsami oczy spoglądały bystro, a pełne usta wyginały się w przyjaznym uśmiechu znad zadartego nosa.

- Co oficera sprowadza? – spytała po przywitaniu.

- Chciałem poprosić o możliwość wcześniejszego wyjścia z pracy – odpowiedział Daiki, po czym chrząknął, bo ze stresu zaschło w gardle. Przełożona spojrzała na niego nie kryjąc zdziwienia.

- Czy ma to związek z tym dziwnym Reiatsu i eksplozją sprzed chwili? – zapytała. Daiki niechętnie przytaknął.

- Jestem przekonany, że to było Bankai mojego ojczyma. Poznałem jego Reiatsu, on z kimś walczył, a miejsce wybuchu pokrywa się z kierunkiem jego rezydencji – wyjaśnił.

Zapadła cisza, w czasie której Kazuo zastanawiała się nad sprawą i rozważała prośbę mężczyzny.

- W takim razie nie mogę oficera puścić – zadecydowała po chwili. - Na miejscu zapew…

Daiki nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Poczuł uderzającą od wewnątrz falę gorąca, serce zaczęło mu szybciej bić, a gniew przyćmił jasność umysłu.

- Przepraszam, czy ja się przesłyszałem? – wypalił, wchodząc jej w słowo. – Ja muszę iść sprawdzić co się stało, co z moim bratem! – dodał z naciskiem na słowo „muszę”. Oficer Nagase spojrzała nań z otwartymi ze zdziwienia ustami, lecz po chwili jej twarz przybrała gniewny wyraz.

- Przez okoliczności nie wyciągnę z tego konsekwencji ,– oznajmiła ostrym tonem - ale uprzejmie radzę się hamować, oficerze Omaeda. Czy biuro, czy front, Gotei to nadal wojsko, a w wojsku obowiązują jasne zasady. Zrozumiano? – spytała wymownym tonem.

- Tak jest – odrzekł, stając na baczność. - Przepraszam, nie wiem co we mnie wstąpiło. To się więcej nie powtórzy – dodał ugodowo.

- Mam nadzieję – powiedziała Kazuo, lekko udobruchana pokorą podwładnego. - Wracając do tematu, na pewno na miejsce zdarzenia kieruję się już Onmitsukido i Czwarty Oddział. Ewentualni poszkodowani będą mieli zapewnioną najlepszą możliwą ochronę i opiekę. Co do pana… - zamilkła na moment, stukając palcami o blat. - Nie ma sensu, by wracał pan do pracy, ale te raporty są mi potrzebne koniecznie na dziś. Z tego, co pamiętam, jest u was praktykantka? – Daiki skinął jej głową. - W takim razie niech przejmie raporty i uzna to za sprawdzian nabytych umiejętności. A pan niech nie opuszcza gmachu. Jeśli pańska teoria się sprawdzi, to za jakiś czas przyjdzie tu ktoś z Onmitsukido i udzieli dalszych instrukcji, zapewne będzie pan musiał złożyć zeznania.

- Tak jest – odpowiedział Omaeda. Poczuł się rozgoryczony, a perspektywa siedzenia na miejscu wcale mu nie pasowała, wolał jednak nie ujawniać swoich obiekcji. Pomyślał, że lepiej by zrobił, od razu kierując się do rezydencji. Kazuo zlustrowała go wzrokiem, przez który poczuł się niezręcznie, jakby była w stanie przejrzeć go na wylot.

- I niech pan podziękuje resztce zdrowego rozsądku, która kazała panu tu przyjść. Czasy, kiedy w Gotei panowała samowolka, już dawno minęły.

Daiki, zamiast dziękować resztce zdrowego rozsądku, obiecał sobie, że kupi Ryujiemu jakieś dobre sake.

- Oficerze, proszę się nie martwić – rzekła Kazuo. - Była tylko jedna fala Reiatsu, a to już o czymś świadczy.

Omaeda od razu załapał, co sugerowała mu Szefowa: z kimkolwiek walczył Maretomu, jego przeciwnik nie użył niczego, co mogłoby się przeciwstawić potędze Bankai. Nie dawało to Daikiemu pewności, czy jego bratu nic się nie stało, ale pozwalało zakładać, napastnik nie stanowi już zagrożenia.

Z nową otuchą w sercu podziękował za wszystko i wyszedł. Skierował się do własnego gabinetu, by powiedzieć wiecznie niezadowolonej Aiko, że ma wykonać jego obowiązki, w nadziei na wcześniejszy etat.

Part IIIEdytuj

Daiki spędził godzinę w ogrodzie, zanim zjawił się po niego członek Onmitsukido. Po krótkiej wymianie zdań ruszyli razem do Rezydencji Maretomu. Im bliżej celu się znajdowali, tym bardziej Omaeda się stresował.

Gdy byli już niedaleko, oczom Daikiego ukazał się gmach dworu. W wyniku eksplozji zawalił się dach w jego wschodniej części. Młody Shinigami miał ochotę wyrwać się do przodu biegiem, lecz zachował nerwy na wodzy.

Zaprowadzono go do namiotu Onmitsukido, rozłożonego przy zachodniej bramie. Wchodząc do środka, zauważył swojego dawnego przyjaciela, Hao Fenga, który wskazał mu miejsce naprzeciwko siebie.

- Kope lat. Szkoda, że spotykamy się w takich okolicznościach – powiedział smutno Feng. Daiki chciał coś odpowiedzieć, ale kiedy tylko otworzył usta, jego przyjaciel podniósł dłoń, by go uciszyć. – Aio nic się nie stało, nie martw się. – Daiki westchnął z ulgą. – A przynajmniej nic poważnego, ma parę zadrapań i złamaną nogę.

- Mogło być gorzej – stwierdził Daiki. - Ktoś powinien mi o tym napisać, wiesz, jak cholernie się martwiłem? – rzekł z rozgoryczeniem. - No i co tu się właściwie stało?

- Domyślam się, ale mieliśmy tu dużo ważniejsze rzeczy do roboty. Niestety, z dobrych wieści to tyle. Ktoś zamordował Maretomu i Mareshiro, a twoja matka mocno ucierpiała w wybuchu. Medycy walczą o jej życie w szpitalu. Sprawców nie udało się złapać, rozpłynęli się w powietrzu. Przykro mi…

Młodego Shinigami zszokowała ta informacja. Mareshiro był najmłodszym dzieckiem jego ojczyma i matki, miał dopiero dziesięć lat. Dodatkowo Daiki myślał, że skoro Maretomu użył Bankai, to jemu na pewno udało się przeżyć. Mimo, że nie darzył sympatią czy też miłością ani ojczyma, ani przyrodniego brata, a nawet własnej matki, to cała sytuacja go przygnębiła.

- Odpowiadając na drugie pytanie – kontynuował Hao – niewiele wiemy. Wydaje się, że ktoś walczył z Maretomu w jego pokoju, kiedy druga osoba przyprowadziła tam Mareshiro i pozbawiła poderżnął mu gardło. Wtedy twój ojczym uwolnił Bankai, a chwilę później sam zginął. Następnie wysadzono część rezydencji, pewnie po to, by odciągnąć uwagę straży i zmylić trop. Nie ustaliliśmy jeszcze, dlaczego to się stało. Musisz na siebie uważać, w końcu sam też możesz być na ich celowniku.

- To okropne… Dzięki za informacje. Jeśli można, pójdę spotkać się z Aio. Gdzie on jest?

- W namiocie Czwartego Oddziału. Niestety, muszę zadać ci parę pytań, zanim będziesz wolny.

Omaeda po krótkim, i z jego perspektywy bezużytecznym przesłuchaniu, udał się do wskazanego namiotu, w którym przebywał jego brat. Był to chorowity chłopiec w późnym okresie dojrzewania. Podobnie jak Daiki, nosił długie, blond włosy związane w gruby warkocz, miał zielone oczy, spoglądające bystro znad jasnych, cienkich brwi; ich twarze istotnie różnił ich jedynie nos – starszy z braci odziedziczył smukły i prosty po ojcu, młodszy zaś płaski po matce.

Po obu stronach namiotu stały rzędy łóżek, a na większości z nich leżała ranna służba i straż. Daiki, przechodząc pomiędzy nimi, czuł na sobie pogardliwy wzrok. Prawie wszyscy w Rezydencji nie lubili go oraz jego brata za sam fakt, że nie byli synami Maretomu. W końcu dotarł do miejsca, gdzie leżał Aio.

- Nie śpieszyło ci się – powiedział chłopiec z naganą w głosie.

- Nie mogłem przyjść wcześniej – odparł Daiki usprawiedliwiająco. – Poza tym co to za przywitanie? – spytał z ironicznym uśmieszkiem.

- Z chęcią bym cię uściskał, ale sam widzisz – Aio wskazał na nogę w gipsie. – Oh, bracie, co tu się działo… Nie jest dobrze…

- Nie jest – odpowiedział Daiki, rozumiejąc, co jego brat miał na myśli. Po śmierci Maretomu tytuł głowy rodu dziedziczy jego najstarszy syn, Maretaro, który od zawsze pałał do nich szczególną niechęcią i robił co mógł, by uprzykrzyć im życie. - Może zamieszkasz u mnie? – spytał z nadzieją.

- Mówisz tak, jakby matka już nie żyła. Nie jest dobrze, ale to nie znaczy, że mnie stąd wyrzucą. Nie chcę zwalać ci się na głowę, poradzę sobie – zapewnił Aio.

Dla mnie od dawna nie żyje – pomyślał Daiki, ale zachował tę myśl dla siebie.

Ich matka wyszła za Maretomu Omaede niedługo po śmierci ojca, pochodzącego z niższej szlachty Yamato Kiry. Od tego czasu się zmieniła; nigdy nie była bardzo opiekuńcza, ale po ponownym ślubie przestała zupełnie zwracać na nich uwagę, zbytnio zajęta nową rolą, oni zaś znaleźli się w otoczeniu traktującym ich jak intruzów. Daiki zajął się wychowaniem Aio, a gdy tylko mógł, wstąpił do Akademii. To dla niego starał się jak najszybciej ją skończyć, dzięki czemu już po czterech latach nauki pracował w Gotei. Wtedy zaproponował bratu, by z nim zamieszkał, lecz on mu odmówił, i mimo usilnych starań Daikiego pozostał przy swoim.

- Nie rób takiej smętnej miny – poprosił Aio z uśmiechem.

- Cieszę się, że nic ci nie jest. Odchodziłem od zmysłów, czekając na jakieś wieści – oznajmił Shinigami.

Rozmawiali długo, aż w końcu zapadła noc. Wracając do domu, Omaeda sprawdził wiadomości w Duchowym Zegarku. Jego przyjaciel, Taichi, pisał do niego zmartwiony. Plotki rozeszły się już po całym Seireitei. Daiki odpisał mu, żeby spotkali się wraz z Reiju w piątkowy wieczór, w knajpie „Odyniec”.