FANDOM


Witam serdecznie! Z tej strony autor - Kozakdowoza. Mam przyjemność przedstawić wam... Jak na razie dość krótki fragment czegoś, co - mam nadzieje - kiedyś będzie całym opowiadaniem. Jest to mój najpoważniejszy projekt na tej wiki. Także... zapraszam i polecam ( ͡° ͜ʖ ͡°)

W opowiadaniu będą pojawiać się elementy z innych opowiadań, takie jak miejsca, postacie bądź Kido, historie z tych opowiadań nie obowiązują w tym.

Ostrzeżenie! A jakże, trzeba to umieścić. Opowiadanie może zawierać wulgaryzmy, przemoc, krew, odcięte części ciała i inne tego typu interesujące zjawiska. Od odpowiedzialności najzwyczajniej umywam ręce, żeby nie było, że nie ostrzegałem.

Mikro: ZagadkaEdytuj

Rozdział 1. SeireiteiEdytuj

Rok 2018.

Kiedy Daiki Omaeda zauważył zachodzące słońce, którego promienie, wpadając przez okno, nadawały jego biuru czerwonawej barwy, uznał, że czas się zbierać. Podzielił raporty na odpowiednie stosy, wziął te jeszcze nie uzupełnione, zgasił stojącą przy biurku świeczkę i wyszedł na rozgrzaną od upału uliczkę Seireitei. Kończył ostatni, więc zamknął drzwi gmachu kodem i dopiero pokierował się do własnej kwatery.

Po drodze spotykał więcej Shinigami niż zwykle. Rozemocjonowani szeptali między sobą, przestawali jednak, gdy tylko wyczuwali jego obecność. Znał powód ich zachowania, dlatego zbytnio im się nie dziwił.

Na króla dusz, niech ta sprawa się wyjaśni - pomyślał, przechodząc obok jednej z grupek.

Postanowił iść bocznymi dróżkami, by uniknąć współczującego wzroku kolegów z oddziału. Była to dłuższa trasa, dlatego przyśpieszył kroku, a ostatecznie biegł używając Shunpo. Do domu dotarł bez niespodzianek. Nie mógł tam długo zostać; był umówiony na spotkanie w "Odyńcu". Odłożył dokumenty, zabrał sakiewke z pieniędzmi i już miał wychodzić, ale po namyśle wrócił jeszcze po Zanpakuto. W tym czasie ktoś zapukał w drzwi.

- Kto tam? - spytał nieufanie, chwytając za rękojeść miecza.

- Posłaniec z Drugiego Oddziału. Oficerze Omaeda, mam ważną wiadomość do przekazania - odpowiedział ktoś zza drzwi. Daiki rozpoznał ten głos.

-  Wejdź - poprosił. W progu jego mieszkania stanął średniego wzrostu młody Shinigami, o fioletowych włosach i złotych oczach. - Akihiko Feng! Nie widziałem cię chyba z rok! 

- Już prawie dwa - poprawił Feng. - Odkąd wstąpiłeś do Dziewiątki.

- Masz racje - przyznał Daiki i przyjrzał się gościowi badawczo. - Wziąż farbujesz włosy i nosisz kolorowe soczewki, by wyglądać jak Shihoin? I od kiedy jesteś posłańcem?

Tak nietaktownie zadane pytanie zawstydziło Akihiro do tego stopnia, że aż się zaczerwienił. 

- Taka u nas moda... - odpowiedział cicho. - A posłańcem zostałem niedługo po tym, gdy opuściłeś Akademie. 

- Rozumiem. Z chęcią bym cię czymś poczęstował, ale niestety jestem umówiony, więc przejdźmy do rzeczy.

- Wychodzisz? To nierozsądne, przecież...!

- Do rzeczy - rozkazał Daiki tonem nieznoszącym sprzeciwu.

Rozmówca spojrzał na niego błagalnie, ale w jego oczach zobaczył zimną nieustępliwość.

- Jasne, jasne... - odpuścił. - Otrzymaliśmy informacje, że w pewnym miasteczku jest wyjątkowo dużo dzieci o wyjątkowo wysokiej energii duchowej, które wyjątkowo często znikają. W dodatku lokalni Shinigami zapewniają, że spotykają wciąż te same Hollowy, z którymi nie mogą sobie poradzić. Mieliśmy się tym zająć sami, ale rozumiesz, w obecnej sytuacji to niemożliwe. Dlatego Marechiyo-sama zaproponował, że warto tę sprawę dać tobie.

- Same plusy - zaśmiał się Daiki. - Wy będziecie mieli skończoną misje, ja będę bezpieczny poza Seireitei. Biorę to. I tak miałem już dość siedzenia za biurkiem. Coś jeszcze?

- Tak. Musisz stawić się przed Sekcją Rozwoju Technologii. Będzie czekał nam na ciebie Shinigami, który wyruszy z tobą i poda ci istotne informacje. Poza nim będziesz mógł zabrać własnego, zaufanego towarzysza. Odprawa o pierwszej po południu. To tyle. 

- Jak się domyślam, Kapitan Kensei jest już poinformowany, że się zgodziłem?

- Tak - odpowiedział Feng z lekkim uśmiechem.

- Dobrze. W takim razie teraz coś ode mnie; odwołaj swoich ludzi. Nie chcę żadnej obstawy. Nie przyjmuję odmowy; jeśli tego nie zrobisz, i tak to wyczuję. W końcu jako członek rodziny Omaeda też wychowywałem się w Drugim Oddziale.

****

Mimo że knajpa "Odyniec" lata swojej świetności miała już dawno za sobą, wciąż przyciągała licznych klientów. Szczególnie upodobali ją sobie uczniowie Akademii, którzy w tym miejscu czuli się prawie jak bohaterowie opowiadań o dawnych, niebezpiecznych czasach, kiedy Gotei 13 było miejscem pełnym konfliktów i intryg. Tym bardziej teraz, gdy po raz pierwszy od piętnastu lat stało się coś nieoczekiwanego, strasznego, a zarazem niezwykle ciekawego dla obserwatorów z zewnątrz. Jeśli zaś mieli choćby pozornie brać udział w tych wydarzeniach, nie było dla nich lepszego miejsca niż właśnie "Odyniec".

Raz na jakiś czas zjawiali się tu również porucznicy, co zwykle działało jak magnes na głodnych wrażeń uczniów. Plotka głosiła, że pewnego razu odwiedził "Odyńca" sam Kapitan Hitsugaya - ci co głupsi mówili nawet, że się upił, przeważała jednak wersja, że wyszedł po zamówieniu wody.

Kiedy Daiki odsłonił jedną z zasłon pełniących funkcje frontowej ściany, uderzył w niego znajomy zapach smażonego mięsa oraz sake. Chwilę potrwało, zanim jego oczy przyzwyczaiły się do ciemno-pomarańczowego światła panującego wewnątrz. Rozejrzał się po pomieszczeniu; wyjątkowo nikt nie grał w karty, wszyscy siedzieli przy przepełnionych stolikach i głośno gadali. By nie wzbudzać zamieszania, przeszedł przy ścianie i dosiadł się do dwóch bardzo wysokich mężczyzn w kapturach. Widać było, że jeden z nich był atletycznej budowy, drugi zaś umięśnieniem przypominał mitycznego Herkulesa.

- Nie wiem jakim cudem znaleźliście takie płaszcze, ale zdejmijcie te kaptury, bo wyglądacie jak w marnej książce fantasy i tylko zwracacie uwagę innych - stwierdził Daiki.

- My wcale nie robimy tego dla konspiracji - zauważył ten potężnej postury, lecz mimo to ściągnął kaptur. Miał długi, gęsty zarost, płaski nos, małe oczy i był zupełnie łysy. - To po prostu modny strój.

- Jak dzisiaj ktoś jeszcze raz w swoich fanaberiach powoła się na modę, to mu rozwale łeb o ścianę - zagroził Omaeda. 

- Spokojnie, spokojnie, nie przyszliśmy tutaj się bić - uspokajał ten chudszy, również już bez kaptura. Jego czarne włosy sięgały za łopatki, wiązał je na karku w kucyk. Twarz przypominała antyczną rzeźbe, a tego obrazu dopełniały jasne, prawie białe oczy. - I jakby nie patrzeć, bardziej niż nasze kaptury uwagę zwraca twój Zanpakuto. Powiedz, co się dzieje? 

- Przepraszam, jestem ostatnio rozdrażniony. Trochę się to wszystko nałożyło... Szykuje mi się dłuższy monolog, więc może najpierw dowiem się, co tam u was? Hm? Reiji?

- Za miesiąc zostaje wysłany na Końcowe Przeszkolenie Egzaminacyjne - zaczął ten szczuplejszy. - Pamiętasz Ruri Sode? Była w tej samej klasie co Isayama. No, to właśnie ona ma mnie pilnować w Świecie Żywych. Tak się zastanawiam, czy kupić sobie strój do Gigai tutaj, czy może znajdę coś na miejscu.

- Lepiej na miejscu, żeby nie wyróżniać się z tłumu. Przydałby ci się porządny trening, przez swoje lenistwo kiedyś wpadniesz w tarapaty. Gdybyś się postarał, miałbyś szanse ukończyć Akademie wraz z nami, dwa lata temu.

- Prawie dwa lata temu - poprawił Reiji i zrobił naburmuszoną minę - Przecież lata nauki to piękny czas, fajnie go sobie zostawić.

- Jak wrócisz, to siłą nauczę cię Shikai - obiecał Daiki śmiertelnie poważnie. - A teraz idź zamów coś do żarcia i picia, siedzieć tu o suchym pysku nie wypada.

- Dlaczego znowu ja? 

- Bo już wiem co u ciebie, głąbie - odpowiedział zirytowany Omaeda. - Skoro rozmawiałeś z Taichim, to nie ominie cię żadna nowa informacja.

- Dobra już, dobra... - powiedział i poszedł.

- Więc? - zwrócił się do Taichiego.

- Właściwie niewiele się zmieniło. W Jedenastce dnie spędza się na walce i leczeniu ran. Ikkaku Madarame, nasz Porucznik, daje nam niezły wycisk. Uznał, że "pod zwykłą zaczepnością ten oddział to same cipy". Kapitan ma za to wszystko gdzieś, włóczy się całymi dniami i narzeka na brak przeciwników. 

- Trochę zazdroszczę. U nas tylko papierkowa robota, papierkowa robota, a potem jeszcze więcej papierkowej roboty. Chyba będę musiał złożyć papiery o przeniesienie, bo się do tego nie nadaję. Zawsze zostaję ostatni, a i tak muszę potem nadrabiać to w kwaterze. 

- Jestem - oznajmił wracający Reiji, przerywając chwilową ciszę. - A teraz opowiadaj, co u licha się u ciebie dzieje.

- Według tego, co słyszałem... - zaczął Taichi.

- Lepiej nie słuchać tego, co ludzie mówią - wtrącił Reiji.

- Nie wymądrzaj się - surowo stwierdził Daiki. - Co słyszałeś? - zwrócił się do drugiego.

- Że ktoś napadł na posiadłość twojej rodziny i zabił twojego ojczyma.

- To prawda. Ale zginął nie tylko mój ojczym. Ktoś zabił też mojego brata i próbował matke, ale zrezygnował. 

- Przykro nam...

- Nie musicie składać kondolencji. Widziałem ojczyma właściwie pare razy w życiu, jego syna zaś nie widziałem wcale. Nie będę utrzymywał po nich żałoby. 

- Rozumiem. A wiadomo chociaż, dlaczego mogło się to stać? 

- Domyślam się. To nie napad w celu ukradzenia kosztowności. Wtedy zapewne ten ktoś zaatakowałby główną gałąź rodu; niby są lepiej strzeżeni, ale mój ojczym posiadał Bankai. Atak na niego był bardziej ryzykowny, a i kosztowności mamy mniej. Zniknęło parę cennych rzeczy, ale to zapewne miało zmylić trop. Żadna wojna rodów też nie wchodzi w grę. To był napad w celu skradzenia... - wskazał im gestem, by się przybliżyli, po czym szepnął im do ucha - Artefaktu Rodu Shihoin. 

W tym czasie do ich stolika doszedł Shinigami o złotych włosach, będący obecnie właścicielem "Odyńca", pełniący jednocześnie funkcje kelnera i położył zamówione wcześniej sake wraz z trzema czarkami.

- Dania zostaną zaraz podane. Coś jeszcze? - zapytał, lecz mężczyźni odprawili go i natychmiast wrócili do rozmowy.

- Jak to Artefaktu... Rodu Shihoin? - szepnął Reiji. - Wiesz, to nasuwa pewne pytania... 

- Nie zauważyłem... Od tak sobie wam o tym mówie, ale wcale nie zamierzam tego wyjaśniać - rzucił ironicznie Daiki. - Taki to już ze mnie drań.

- Przestań się droczyć - poprosił Taichi. - Posiłek idzie. Zjedzmy, napijmy się i dopiero będziemy kontynuować - stwierdził, wskazując oczami na sąsiedni stolik. 

Mężczyźni od razu zrozumieli przekaz i zaprzestali dyskusji. Gdy już skończyli, zapłacili i wyszli z sali na ciemne uliczki Seireitei.

- Za mną - rozkazał Daiki. 

Grupa udała się kilka przecznic dalej, gdzie znajdowało się zupełnie nieoświetlone skrzyżowanie w kształcie litery "T". Parę chwil spędzili w bezruchu, ukrywając swoje reiatsu, kiedy zza rogu wychyliła się głowa jakiegoś Shinigami. Taichi, który znajdował się jego stronie, złapał go za kołnierz, Daiki przystawił mu Zanpakuto do pleców, a Reiji wycelował w niego białą kulą energii, gotową do wystrzału.

- Kim jesteś i czego ode mnie chcesz?! - zagrzmiał głos Daikiego. - I przestań się wić, nie uciekniesz nam.

- Nikim, nikim, przysiegam! Nic nie chcę! Ja tak tylko... - wykrzyczał.

- Poznaję go. To członek mojego oddziału, Minoru Tobita - powiedział Taichi. - Straszny plotkarz i bajkopisarz. Mówimy na niego robak.

- Tak! Ja chciałem tylko się dowiedzieć, posłuchać i pogadać, tak dla zabicia nudy! Przepraszam, nie będę wiecej, nie krzywdźcie mnie! Usłyszałem słowo "wyjaśnić" i moja ciekawskość wygrała!- piszczał.

- Słuchaj, robaku. Jak jeszcze raz będziesz chciał kogoś podsłuchać, to osobiście przerobię cię na szaszłyk i nikt mi w tym nie przeszkodzi - powiedział Omaeda, końcówką ostrza dźgając zakładnika w łopatkę. - Jasne? 

- Jak słońce, prze pana! 

- Puść go - polecił Taichiemu. Gdy Minoru upadł na ziemię, Daiki wycelował ostrze w jego twarz. - A teraz, robaku, lepiej stąd spływaj.

- Tak... Jest... Przepraszam! - krzyknął, wstał i rzucił się do ucieczki.

- Mógłbyś spuścić mu lanie przy następnym treningu? - poprosił Taichiego Daiki, chowając miecz. - Tak dla jasności.

- Niestety, nie bardzo mam jak. Jeśli rzuciłbym mu otwarte wyzwanie, dopadłby mnie czwarty oficer. Robak należy do jego bandy.

- Ufff... i po kłopocie - zmienił temat Reiji i rozproszył kulę. - Skąd znasz takie fajne miejsca, co?

- Napadli mnie tu ci pijani idioci z jedenastki. Bez obrazy, Taichi, chodzi o jednostki.

- My też chyba musimy być podpici, skoro decydujemy się na takie brawurowe akcje - stwierdził Taichi. - Równie dobrze mógł być to ktoś o wiele silniejszy od nas. Choć... zresztą, nie ważne.

- Heee? Nie opowiadałeś o tym - zdziwił się uczeń.

- Jak to nie? Wtedy, co mnie Mamoru uratował, na pierwszym roku Akademii. 

- Jaki Mamoru? Naprawdę o tym nie wspominałeś.

- W takim razie opowiem wam kiedy indziej. Teraz chodźcie do mnie. 

****

- Kto mógł to skraść? - zapytał Taichi po tym, gdy Daiki opowiedział im historie o Artefakcie. 

- Pojęcia nie mam - odrzekł Omaeda. - Być może to stara Feng poczuła zagrożenie w Yushiro i zleciła kradzież. Ona nie ma skrupułów i zapewne byłaby zdolna do przeprowadzenia takiej akcji. A być może komuś zachciało się być drugim Yhwachem i doprowadzić do końca świata. Dlatego trzeba zrobić wszystko, by odnaleźć sprawców.

- Ale jeśli to Fengowa, raczej to się nie uda. Przecież oni mają we władaniu Onmitsukido, które się tym zajmuje - stwierdził Reiji.

- Nie do końca. Sprawa jest wtedy utrudniona, ale nie niemożliwa. Może i to ród Feng włada Onmitsukido, ale to młoda Sui jest głową rodu. A młoda Sui uwielbia ród Shihoin, więc nawet jeśli to stara Sui ma teraz Artefakt, to młoda o tym nie wie i zrobi wszystko, by go odzyskać. Poza tym Onmitsukido to nie tylko jeden ród, ale i tak sprawa będzie trudna; stara Feng zna sposoby działania Onmitsukido. O ile to ona.

- Brzmi logicznie.

- Niepokoi mnie za to coś innego. Mój ojczym zginął używając Bankai, a ten, kto go zabił, nie mógł tego zrobić. Taka ilość energii duchowej od razu wskazałaby winowajcę. Pokonać ojczyma w Bankai przy użyciu Shikai wydaje mi się za to niemożliwe. Nie rozumiem tego.

- A ja nie rozumiem śmierci twojego brata. Przecież nie był nawet Shinigami i nie mógł widzieć sprawcy, więc po co go mordować?

- Chcą zdobyć klucz, bez którego Artefakt mogą sobie co najwyżej postawić przy kominku. Dlatego również ja jestem w niebezpieczeństwie. Artefakt był zapieczętowany w duszy mojego ojca, więc pomyśleli, że analogicznie klucz będzie zapieczętowany w duszy jego syna. A że nie był, może zechcą sprawdzić i moją duszę. Właśnie! Zapomniałbym!

- Co? - spytali rozmówcy.

- Otrzymałem specjalną misje w Świecie Żywych, i mam ze sobą kogoś zabrać. Taichi, chcesz iść ze mną? Jeśli nie możesz, poproszę Mamoru. Muszę rozwiązać... 

- Jasne, że z tobą pójdę. Później mi wytłumaczysz o co chodzi - ochoczo zgodził się olbrzym.

- Dobra. W takim razie musimy się stawić w Sekcji Rozwoju Technologii. Wpadnę po ciebie o jedenastej, bo przedtem muszę iść do urzędu ogarnąć dokumenty, to po drodzę wszystko wyjaśnię. A ty załatw sobie przepustke na misje.

- Kurde, zazdroszczę - wtrącił się Reiji. - Ja nie mam nic do roboty.

- Nie masz czego, za miesiąc sam się przekonasz, jak to jest - odpowiedział Taichi. - Daiki, my już się zbieramy. Jeśli Reiji będzie miał kłopoty w Akademii, to mnie matka zabije, że go nie upilnowałem.

- Heee? - obruszył się Reiji. - Jesteśmy w tym samym wieku, więc niby czemu masz mnie pilnować, co?

- Bo ja pracuję, a ty się uczysz. Dobra, idziemy. Dzięki za gościne - zwrócił się do Daikiego - i do jutra.

- Właściwie do dzisiaj - odrzekł Omaeda, spoglądając na swój Duchowy Zegarek. - Dobranoc.

Kiedy Daiki został sam, nie miał już sił na wypełnienie dokumentów wziętych z pracy, poszedł więc wykąpać się przed snem. Kiedy napuszczał wodę do wanny, postanowił zgolić delikatny zarost, który urósł mu przez czas od śmierci ojczyma. Przyjrzał się sobie w lustrze i podziękował losowi, że nie jest Omaedą z krwii. Rzeczywiście wyglądał jak zupełne przeciwieństwo - był mocno umięśniony, normalnego wzrostu, miał krótkie blond włosy, niebieskie oczy i szczupłą twarz.

Jutro czeka mnie trudny dzień - pomyślał, wchodząc do wanny.

****

Stali przed wielkim, reprezentacyjnym gmachem kompleksu laboratoriów i sal pomiarowych Sekcji Rozwoju Technologii, w koszarach Dwunastego Oddziału. Miejsce wyglądało na surowe - z zewnątrz nie było żadnych zdobień, a plac, na którym byli, wielkością nie wykraczał poza absolutne minimum, które nakazywałaby architektoniczna przyzwoitość. Wokół nich kręciło się sporo Shinigami w białych strojach, zapisując coś w swoich notatnikach i nie zwracając uwagi na nic poza nimi. Większość nosiła okulary; Daiki podejrzewał, że wielu z nich wcale nie miało wady wzroku, a prawdziwy powód noszenia okularów to "taka moda".

- Ile można czekać - burknął zniecierpliwiony Taichi. - Posłali po niego... - spojrzał na Zegarek Duchowy - dwadzieścia minut temu.

- Cierpliwości - uśmiechnął się Daiki. - Na pewno nie bez powodu tyle czekamy. Może robi coś ważnego? O, zobacz, idzie.

Przez automatycznie otwieranych drzwi budynku wyszła młoda kobieta, którą posłali, wraz z innym Shinigami. Był młody; brązowe, sięgające do barków włosy miał w kompletnym nieładzie. Jego zielone oczy były mocno podkrążone, jakby właśnie wstał. Niski, z wyglądu bardziej przypominał typowego nastolatka w poniedziałek rano niż naukowca. Jako jedyny z SRT nie miał na sobie białego stroju, ubrany był wyłącznie w zwyczajowy strój Shinigami.

- Przyprowadziłam zgubę - oznajmiła kobieta. - Dbajcie o niego - poprosiła, kładąc mu dłoń na głowię.

- Postaramy się - odpowiedział Omaeda z lekkim uśmieszkiem.

Kobieta odwzajemniła uśmiech, potargała i tak potargane włosy kolegi z Oddziału, podziękowała i poszła.

- Przepraszam, zaspałem - powiedział nowy członek ich zespołu.

Taichi spojrzał na Daikiego wymownym wzrokiem, którego ten nieudolnie starał się uniknąć. Niewypowiedziane słowa zdawały się brzmieć "ta, robił coś ważnego". 

- Nic nie szkodzi... - stwierdził Daiki. - Piętnasty oficer Dziewiątego Oddziału, Daiki Omaeda - przedstawił się z tradycyjnym ukłonem, po czym spojrzał wymownie na kompana.

- Siedemnasty oficer Jedenastego Oddziału, Taichi Shiro.

- Czternasty oficer Dwunastego Oddziału oraz szef sekcji badań nad Hollowami, Takeshi Omura. 

Obaj mężczyźni byli zszokowani, że stojący przed nimi chłopak jest najwyższy rangą, jednak nie dali tego po sobie poznać. 

- Przepraszam - zwrócił się Takeshi do Taichiego. - Oficerze Shiro, czy Renji-san nie jest czasem pana bratem? 

- Oficerze, idziemy razem na misje, nie ma sensu się tutułować - zaczął Taichi. 

- Ta... Tak - zgodził się nieśmiało Takeshi. 

- Dobrze. Jestem bliźniakiem Reijiego - odpowiedział Taichi. - Co prawda wyglądamy prawie inaczej...

- Bliźniacy dwujajowi - przerwał mu Daiki. - Jednemu nie rosną włosy, drugiemu broda. Idealnie się dopełniają - zażartował. - Przepraszam, że przerwałem tą miłą wymianę zdań, ale za pół godziny mamy się stawić na odprawie, a musimy poznać informacje potrzebne do misji. Integracje odstawimy potem.

- Ja... Jasne. Tylko mogę iść po kawę? - spytał Omura.

- Idź...

Kiedy Takeshi wrócił, poszli w stronę Senkaimonu.

- Sprawa wygląda dziwnie - zaczął oficer Dwunastki, przerywając na chwilę, by się napić. - Według raportów, wszyscy porwani mieli czternaście, piętnaście lat. Ich poczęcie pokrywa się więc mniej więcej z wojną z Wandenreich. Nie monitorowaliśmy wtedy ściśle Świata Żywych, bo byliśmy zbyt zajęci, więc nie wiemy co mogło się tam dziać. Postarałem się jednak, by sprawdzono, które miasto było wtedy Istotną Duchową Ziemią. Jeśli moja hipoteza się potwierdzi, to przynajmniej częściowo wyjaśnimy skąd te dzieci mają tyle energii duchowej. Udajemy się do Nerigiry, sporego miasta w pobliżu Jokohamy.

- A tym miastem nie powinna być Karakura? - zagadnął Taichi, przypominając sobie wiedzę z lekcji Historii Soul Society.

- Nie, ale blisko - odpowiedział Takeshi. - Karakura przestała nią być już w rok po klęsce Aizena.

- Jokohama... Hikari miała tam Końcowe Przeszkolenie Egzaminacyjne. Coś mi się kojarzy, że mówiła o miłorzębie... - zastanawiał się Daiki. - To chyba symbol...

- Wracając do tematu - przerwał mu Takeshi - chcieliśmy uzyskać raport od stacjonujących wtedy Shinigami, ale okazało się, że wszyscy zginęli tam na służbie. To powinien być sygnał alarmowy, a przez tę wojnę... - syknął, zaciskając pięści.

- Hm? - mruknął Taichi spoglądając na niego.

- Nic... po prostu w niej zginęli moi rodzice - powiedział chłopak. - Nie ważne. Od tego czasu w na misje Wszechkapitan rozkazał wysyłać po dwóch Shinigami na jednostkę, by więcej ich nie tracić. Aż do teraz ze wszystkim był spokój. Z raportów dostarczonych przez obecnie stacjonujących Shinigami wynika, że często widuje się tam te same Hollowy, jednak nie dostarczyli ich opisu. Głupcy... - warknął. - Mieliśmy też jednostkowe zgłoszenie o pojawieniu się tam Ogromnego Hollowa, który szukał co silniejszych dusz, oraz jeden z eksperymentów Aizena, Toxic White'a. Prawdopodobnie ich pojawienie się było przypadkowe, bo więcej ich potem nikt nie widział Poza tym interesujący jest fakt, że te "stałe" Hollowy atakują inne, które próbują wejść na to terytorium. Nigdy wcześniej nie spotkano takiego zachowania, będę musiał to zbadać... - wziął łyka kawy i zaczął marudzić pod nosem, jakby szukając czegoś w pamięci. - Aha! Atak przeżyło jedno dziecko, musimy wyciągnąć z tego informacje... Lepiej nie lekceważyć tych Hollowów, w Nerigirze zginęło już trzech Shinigami. 

Dziesięć minut później dotarli na miejsce. Czekał tam na nich członek Czwartego Oddziału. Był to starszy, siwy już człowiek z krótką brodą.

- Omaeda-sama, to zaszczyt móc panu usługiwać - powiedział z ukłonem, gdy tylko się zbliżyli. - Satoru Bando, żołnierz Czwartego Oddziału.

Daiki odwzajemnił ukłon.

- Klucz do Tymczasowej Kwatery został już wpisany do pańskiego konta razem z lokalizacją. Niestety, nie uzyskaliśmy jeszcze odpowiednio  raportu, by wpisać go pana towarzyszowi, zaraz postaramy się to uzupełnić. Ma pan przy sobie wypełnione dokumenty? - spytał się Taichiego. 

- Jasne - odpowiedział olbrzym i wyjął z wewnętrznej kieszeni zgodę na misje od porucznika - Oto one.

- Dziękuję - powiedział Satoru i zczytał dane starym Duchowym Komunikatorem. - Za jakieś dziesięć minut stosowne informacje znajdą się na pana koncie.

- A co ze mną? - zapytał Omura.

- Pan ma już wszystko załatwione. Przepraszam, ale muszę wydać nieprzyjemny rozkaz. Takeshi-san, Taichi-san, muszą panowie się rozebrać i oddać nam swoje ciuchy.

- Co to ma znaczyć?! - oburzył się Daiki.

- Takie rozkazy, proszę się nie denerwować, Omaeda-sama. Ostrożność...

- Jak mam się nie denerwować? To kompromitujące!

- Rozkazy... Oddamy wszystko po powrocie...

- Nie denerwuj się, Daiki, nie ma problemu...

- Jest problem. W takim razie ja też się rozbieram.

Żołnierz czwórki próbował protestować; Takeshi, nie wiedząc jak ma się zachować, po prostu udawał, że pije kawę (choć kartonowy kubek był już zupełnie pusty); a Taichi zaczął się śmiać.

- Senkaimon otworzy się bezpośrednio w Kwaterze - oznajmił Bando, kiedy mężczyźni się rozbierali. - Tam znajduje się wiele kompletów Shihakusho, nawet w pańskim rozmiarze - zwrócił się do Taichiego. - Będą tam też czekały zestawy, po dwie kulki: Gikaigon oraz Przenośne Gigai. Zwyczajowo ubrania ze Świata Ludzi Shinigami organizują sobie we własnym zakresie, ale w tym wypadku Marechiyo-sama zaproponował wykupienie całego nakładu ubrań pewnej firmy odzieżowej, co niezwłocznie uczyniliśmy. Kiedy wybiorą państwo odpowiednie dla siebie, proszę się skomunikować z filią Sklepu Urahara, jest zaznaczony na mapie. Oni odbiorą nadwyżkę.

- A pan zgarnie procent za poinformowanie o tym wszystkim kierownika - zaśmiał się Daiki, stojąc razem z resztą grupy w samej bieliźnie. - Jak znam Marechiyo, to po prostu chciał się popisać, a ego nie pozwala mu wziąć pieniędzy za resztę ubrań, więc oddaje je za darmo. Pan za to poinformował kierownika, ten dogadał się z Uraharą i trochę pan na tym zarobił, dobrze myślę?

Mimo że stojący przed nim mężczyzna był fizycznie półnagi, to członek czwórki poczuł się, jakby właśnie paradował zupełnie bez ubrań. Zaczerwienił się, odkaszlnął w dłoń i polecił otworzyć bramę stojącym z jej boków członkom Korpusu Kido.

- Proszę podpisać, że zapoznali się państwo z informacjami - podsunął im pod nos formularze. - Na mocy prawa możecie wykorzystywać wszelkie środki, jeśli realnie przyczynią się do wykonania misji.

Gdy wrota się uchyliły, ze środka wyleciały trzy piekielne motyle.

Jesteśmy chyba pierwszymi osobami przekraczającymi Senkaimon w gaciach - pomyślał Daiki nim zniknął w białej poświacie.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki