FANDOM


Witam serdecznie! Z tej strony autor - Kozakdowoza. Mam przyjemność przedstawić wam... Jak na razie dość krótki fragment czegoś, co - mam nadzieje - kiedyś będzie całym opowiadaniem. Jest to mój najpoważniejszy projekt na tej wiki. Także... zapraszam i polecam ( ͡° ͜ʖ ͡°)

W opowiadaniu będą pojawiać się elementy z innych opowiadań, takie jak miejsca, postacie bądź Kido, historie z tych opowiadań nie obowiązują w tym.

Ostrzeżenie! A jakże, trzeba to umieścić. Opowiadanie może zawierać wulgaryzmy, przemoc, krew, odcięte części ciała i inne tego typu interesujące zjawiska. Od odpowiedzialności najzwyczajniej umywam ręce, żeby nie było, że nie ostrzegałem.

Mikro: ZagadkaEdytuj

Rozdział 1. SeireiteiEdytuj

Part IEdytuj

Rok 2018, 6 lipca, piątek.

Kiedy Daiki Omaeda zauważył przez okno zachodzące słońce, którego promienie wypełniały gabinet czerwonym światłem, uznał, że czas się zbierać. Ułożył na biurku stosy raportów, zabrał ze sobą te niewypełnione, zgasił stojącą nieopodal świeczkę, po czym wyszedł na rozgrzaną letnim upałem uliczkę Seireitei. Kończył ostatni, więc zamknął bramę gmachu kodem i pokierował się do własnej kwatery.

Po drodze mijał więcej osób niż zwykle. Szeptali między sobą w grupkach, lecz milkli, gdy wyczuwali jego obecność. Zbytnio się im nie dziwił, ale i tak go to irytowało.

Na Króla Dusz, niech to się wreszcie wyjaśni – pomyślał.

W celu uniknięcia współczującego wzroku kolegów z oddziału, postanowił iść bocznymi uliczkami. Aby nadrobić stracony czas, większość drogi pokonał za pomocą Shunpo, dzięki czemu dotarł na miejsce szybciej niż zwykle. Nie mógł tam długo zostać; był umówiony na spotkanie w ‘’Odyńcu’’. Odłożył papiery, wziął ze sobą sakiewkę, a po krótkim namyśle wrócił się po Zanpakuto i już miał wychodzić, kiedy ktoś zapukał do drzwi.

- Kto tam? – spytał podejrzliwie, chwytając za rękojeść katany.

- Posłaniec Omnitsukido.

Omnitsukido? Dziwne, chyba jeszcze nie rozwiązali tej sprawy…? - pomyślał, podchodząc do drzwi. Trzymając klamkę zawahał się, czy to aby nie żaden podstęp, ale ostatecznie uznał, że jest zbyt przewrażliwiony i otworzył wejście. Przed kwaterą faktycznie czekał klęczący posłaniec z zasłoniętą twarzą.

- Oficerze Omaeda, Pan Marechiyo polecił pana do misji specjalnej w Świecie Żywych – zakomunikował.

- Specjalną misję? – zdziwił się Daiki. – A coś dokładniej?

- Dwunasty Oddział donosi o fali zniknięć świadomych duchowo ludzi w wieku kilkunastu lat, atakowanych przez jedną grupę Hollowów. Więcej informacji uzyska pan w dwunastym oddziale, o ile zgodzi się pan przyjąć misję.

- Hmm… O tym zadecyduję dopiero po tym, jak się tam przejdę i dowiem o co chodzi.

- Przekażę informacje o pańskiej wizycie. Gdyby pan się zdecydował, może pan zwerbować jedną osobę do pomocy, trzecia zostanie przydzielona z Dwunastego Oddziału. Wynagrodzenie oraz wszelkie koszty związane z misją zostaną pokryte ze specjalnego funduszu Drugiego Oddziału.

Czyli z pieniędzy drugiej gałęzi Omaedów – pomyślał Daiki. – Grubas chce, bym wiedział, kto robi mi łaskę. Chcą się mnie pozbyć z Seireitei, jakbym nie potrafił o siebie zadbać…

- Niech będzie, możesz odejść – oznajmił.

- Tak jest! – odpowiedział posłaniec i zniknął.

____

Mimo że knajpa "Odyniec" lata swojej świetności miała już dawno za sobą, wciąż przyciągała wielu klientów. Szczególnie upodobali ją sobie uczniowie Akademii, w oczach których urosła do miejsca pół-legendarnych spotkań bohaterów starych intryg i ważnych wydarzeń. Raz na jakiś czas zjawiali się tu również młodsi wicekapitanowie, co zwykle działało na głodnych wrażeń uczniów jak magnes. Plotka głosiła, że pewnego razu odwiedził "Odyńca" sam Kapitan Hitsugaya - ci co głupsi mówili nawet, jakoby się upił, przeważała jednak wersja, że wyszedł po zamówieniu wody.

Teraz, kiedy w Soul Society zawrzało pierwszy raz od piętnastu lat, klienci przybyli jeszcze liczniej. Gadali, plotkowali, pili i jedli, wszyscy przyciągnięci sensacją, w tym miejscu połączeni jednym pytaniem: „Kto zabił Maretomu Omaede?”

Kiedy Daiki odsłonił jedną z zasłon pełniących funkcje frontowej ściany, uderzył w niego znajomy zapach smażonego mięsa i sake. Chwilę potrwało, zanim przyzwyczaił się do ciemno-pomarańczowego światła panującego wewnątrz. Rozejrzał się po pomieszczeniu; wyjątkowo nikt nie grał w karty, wszyscy siedzieli przy przepełnionych stolikach i głośno gadali.

Przeszedł przy ścianie, by nie wzbudzać niepotrzebnego zaufania, i dosiadł się do dwóch niezwykle wysokich mężczyzn. Byli to bracia bliźniacy, jednak zupełnie do siebie niepodobni; Taichi był górą mięśni, miał gęstą, czarną brodę, ale był zupełnie łysy, za to Reiju był niezwykle szczupły, miał długie, czarne włosy związane na karku, ale broda wcale mu nie rosła. Mimo diametralnych różnic, ich nienaturalnie blade, prawie białe oczy niezbicie ukazywały ich pokrewieństwo.

- Cześć. Przepraszam za spóźnienie, miałem niespodziewanego gościa – powiedział Omaeda.

- Parę minut wte czy wewte nie robi różnicy. Przynajmniej zdążyliśmy zamówić jedzenie – odrzekł Taichi.

- Miło cię widzieć, Daiki – przywitał się Reiju. – Chociaż nie musisz czekać na sake.

- Dziś nie ruszam alkoholu, nie przyszedłem tutaj świętować. Nie, bym nosił żałobę, ale sami wiecie, że trochę się namieszało.

- Twój wybór, nie namawiam, choć mógłbyś się napić choć czarkę, hm? – odpowiedział Reiju i spojrzał na rozmówcę pytającym wzrokiem. – Zapłaciliśmy za to cholerstwo fortunę, byłoby szkoda, gdybyś nie spróbował…

Daiki odmówił ruchem głowy.

- Jak się czujesz? - spytał Taichi, nalewając sobie sake.

- Cztery na dziesięć, jeśli mam być szczery. Irytuje mnie już to wszystko. Od paru dni wszyscy na mnie patrzą, każdy o coś pyta, wszystkich nagle interesuje mój los. Ciągle słyszę, jak ktoś szepczę o śmierci mojego ojczyma i przyrodniego brata. Tutaj też każdy o tym gada. A co tam u was?

- Za niecałe dwadzieścia dni zostaje wysłany na Końcowe Przeszkolenie Egzaminacyjne – pochwalił się Reiju. – Pamiętasz Ruri Sode? Była w tej samej klasie co Isayama. No, to właśnie ona ma mnie pilnować w Świecie Żywych. Tak się właśnie zastanawiam, czy kupić strój do Gigai tutaj, czy może znajdę coś na miejscu.

- Lepiej na miejscu, żeby nie wyróżniać się z tłumu – stwierdził Omaeda. – A jak idzie ci trening Shikai?

- Wcale nie trenuje – wtrącił Taichi. Reiju spojrzał na niego spod byka, ale nie zaprzeczył. – Gdybyś wziął się do roboty, to skończyłbyś Akademie razem z nami.

- Miałbym dwa lata wcześniej zacząć harówkę w Gotei? – zaśmiał się Reiju. – Podziękuję, jeszcze nie jestem masochistą.

Umilkli na chwile, bo do stołu podeszli kelnerzy i rozłożyli na stole apetycznie pachnące dania. Gdy odeszli, Daiki zapowiedział:

- Sytuacja się uspokoi, to masz jak w banku, że trening ze mną cię nie ominie. A co u ciebie, Taichi?

- Właściwie niewiele się zmieniło. Wicekapitan uznał, że nasz oddział to tak same cipy, więc kazał nam ćwiczyć. Dnie spędzamy na walce, a noce na leczeniu ran. Kapitan za to ma wszystko gdzieś, tylko się włóczy i narzeka na brak przeciwników.

- Trochę zazdroszczę, od dawna nie miałem sparingu. W Dziewiątce tylko papierkowa robota, papierkowa robota, a potem jeszcze więcej papierkowej roboty. Chyba będę musiał złożyć papiery o przeniesienie, bo się do tego nie nadaję. Zawsze zostaję ostatni, a i tak muszę potem nadrabiać to w domu.

- Rozumiem. A co do sytuacji z ojczym… - zaczął Taichi.

- O tym pogadamy u mnie – przerwał mu Daiki, wskazując wzrokiem na sąsiedni stolik.

Reszta od razu zrozumiała przekaz i zaprzestała zadawania pytań. Po skończonym posiłku wyszli na zewnątrz. Udali się kilka przecznic dalej, gdzie znajdowało się nieoświetlone skrzyżowanie w kształcie litery „T”. Spędzili parę minut w bezruchu, zanim zza rogu wychylił się Shinigami o szczurzej twarzy, którego widzieli w „Odyńcu”.

Znajdujący się po jego stronie Taichi złapał go za szyje i podniósł, Daiki przystawił mu czubek katany do pleców, a Reiju wycelował w niego gotowym do wystrzału Hado.

- Chyba chciałeś się do nas przyłączyć, co? – spytał Omaeda grobowym tonem. – Ładnie to tak podsłuchiwać?

- Ja wcale nie…! – krzyknął Shinigami, lecz Daiki przerwał mu, wbijając ostrze w skórę.

- Poznaję go, to Minoru Tobita – powiedział Taichi. – Okropny plotkarz. Nazywamy go robak.

- Taichi Shiro?! To ty?! Błagam, puść mnie, ja nie będę więcej…!

- Morda! – zawołał Reiju. - Lepiej mów, po cholerę tu za nami przyszedłeś? Jaki jest twój cel? Dla kogo nas szpiegujesz?

- Wcale nie szpieguję, to nie tak! – wydzierał się Tobita. - Ja po prostu byłem ciekaw, bo pan Omaeda tam był, nic więcej! Przysięgam!

- Puść go, Taichi – polecił Daiki. Gdy Minoru upadł na ziemię, Omaeda wycelował ostrze w jego twarz. - Dobra, a teraz słuchaj, robaku. Jak jeszcze raz cię zobaczę, to urządzę cię tak, że cię Mayuri na sekcji nie pozna. Rozumiesz?! To teraz spływaj.

- Tak... Jest... Przepraszam! - krzyknął, wstał i rzucił się do ucieczki. Kiedy mężczyzna się oddalił, z cienia wyszła młoda uczennica o jasnych, krótkich włosach i przywitała się ze wszystkimi.

- Dzięki za tak szybkie przybycie, Miyu – powiedział Reiju.

- Drobiazg – odpowiedziała kobieta. – Jak tylko dostałam wiadomość, to liczyłam, że będzie jakaś akcja.

- Także miło, że zapewniamy rozrywkę – zaśmiał się Reiju. – Nie przeszkadzamy ci dłużej, bo go jeszcze zgubisz. Jak czegoś się dowiesz, to pisz do Daikiego.

- Nie ma problemu. Miłej nocy, chłopcy! – zawołała, po czym zniknęła.

- Sądzisz, że da sobie radę? W końcu jest dopiero w Akademii - zapytał Daiki.

- Jest już na czwartym roku, poradzi sobie - odparł Reiju.

- Oby.

- To co robimy? – przerwał im Taichi.

- Idziemy do mnie? – zaproponował Daiki.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.