FANDOM


Twórcą tego artykułu jest użytkownik: Tragolipus
Jest on zatem właścicielem artykułu i nikt inny nie powinien edytować tego artykułu, chyba, że poprawia błędy lub został upoważniony do edycji przez właściciela.

Podróż Cienistych Wiatrów (シャディ風のトラベル, Shadi kaze no toraberu) - to druga opowieść stworzona przez Tragolipusa opowiadająca o Q'Rusu Enigma - osobie żyjącą w Hueco Mundo dwadzieścia pięć lat po Tysiącletniej Krwawej Wojnie. Ma powiązania fabularne z pierwszą opowieścią i przedstawia alternatywne zakończenie mangi Bleach.

UWAGA!!! Opowieść zawiera cenzuralne treści!!!

Postacie

Główne

Dział po zakończeniu opowieści

Drugoplanowe

Dział po zakończeniu opowieści

Poboczne

Dział po zakończeniu opowieści

Historia w skrócie

Punkty:

  1. Narodziny w walce
  2. Dręczenie
  3. Niespodziewana pomoc i przyjaźń
  4. Długoletnia tułaczka
  5. Meteoryt
  6. Niespodziewany gość
  7. Obozowisko
  8. Kolejni najeźdźcy
  9. Karta atutowa
  10. Ostatni z wymarłych
  11. Spóźnione podziękowania
  12. Mocne przywitanie po latach
  13. Podróż do Garganty
  14. Wejście w nowy świat
  15. Fascynacja i wieści
  16. Groźba niebezpieczeństwa
  17. Spotkanie po latach
  18. Nadzwyczajne zebranie
  19. Przydzielenie nowego domu
  20. Zapowiedź ujawnienia historii
  21. Wspomnienia o Las Noches
  22. Powitania
  23. Kolejność porządkowa
  24. Nazwiska
  25. Niemiłe wspomnienia
  26. Zwiastun kontynuacji rywalizacji
  27. Ciężka adaptacja domowa
  28. Rozmyślenia nocne
  29. Początki "końcówek"
  30. Szok
  31. Początek badań
  32. Odwiedziny
  33. Zmiany
  34. Krótka relacja
  35. Cud
  36. Wyjaśnienia
  37. Początek przyspieszonej ewolucji
  38. Rozmowy o przeszłości
  39. Propozycja
  40. Cień dawnego oficera
  41. Wspomnienia wojenne i historia
  42. Plan działania
  43. Zwiedzanie 3. Kwartetu i niespodzianki
  44. Rukia o Q'Rusu
  45. Trening przed inauguracją
  46. Informacje o Rzegnicowskim
  47. Spotkanie Ichigo z Shunsuiem
  48. Rukia i Renji
  49. Dzień rozwiązania
  50. Zaskakująca transformacja
  51. Nowe wyglądy
  52. Nowi zawodnicy i zapowiedź treningów
  53. Spotkanie z zaginioną
  54. Ludzkie tabu
  55. Badania 4. Oddziału
  56. Podstawy walki Arrancarów
  57. Nieprzewidywalna moc
  58. CDN...

Rozdziały

Prolog

Hueco Mundo, niedaleko ruin Las Noches. Na pustyni w księżycowym krajobrazie w oddali było słychać trzaski, huki i wybuchy walczących między sobą dwóch istot duchowych. Jeden z nich był ubrany w czarne, długie ubranie, rękawiczki z białymi krzyżami oraz miał ciemny miecz lekko zakrzywiony z trzema małymi kolcami. Druga postać była dość sporych gabarytów, ale nieregularnie ukształtowana - prawie ramię było większe od lewej, miało ogon wężowy, anielskie skrzydła a głowa była nienaturalna. Nie wiedzieli jednak, że w tym momencie na powierzchnię wychodziła nowa istota, która była niedaleko pola walki w zagłębieniu. W tym miejscu piasek zapadł się, a po kilku sekundach wyskoczyła. Gdy ustabilizowała swoje pierwsze kroki, zauważyła, że niedaleko jest niebezpieczeństwo a energia duchowa mocno ją dobijała. Tym stworzeniem był Hollow... Poprawka - Adjuchas w kształcie olbrzymiego drapieżnego ptaka, który wyginął w Świecie Żywych wiele tysięcy lat temu - Titanisa. Był wysoki na 3-4 metry, koloru ciemnoszarego, budową przypominał drapieżnika za tamtych czasów za wyjątkiem głowy, gdzie oczy zastępowały dwa podłużne paski z każdej strony, z których było widać czerwone punkciki. Przekręciwszy swoją długą szyję w kierunku gwaru, wielki ptak pomyślał:

„Muszę stąd uciec, bo mogą mnie zniszczyć...”

Po tych słowach w szybkim tempie pobiegł w kierunku przeciwnym do pola bitwy, byle jak najdalej. Tymczasem kilkaset metrów dalej, trzech ludzi ubranych w białe mundury z niebieskimi wstawkami otoczyli innego Hollowa celując w niego niebieskimi strzałami z duchowych łuków. „Cel” z trudem unikał pocisków próbując nie dać się zabić. Był to również Adjuchas, który przypominał olbrzymią tarantulę z potężnymi kłami i dwoma parami oczu o kolorze jasnoniebieskim. Posiadał 7 odnóży, gdyż jedną stracił w trakcie innej walki z większym od siebie Hollowem jakiś czas temu. Po chwili jeden z łowców z lekceważącym głosem powiedział:

- No co jest pajączku? Zdychasz w końcu??

- Zamknij mordę, skurwielu! - syknął ze złości Hollow.

- Dobra... Skończmy z nim! Musimy pomóc naczelnemu dowódcy, aby złapać...

Nie powiedział już ani słowa, ponieważ nagle bez ostrzeżenia został trafiony i rozszarpany na strzępy przez drugiego ptakopodobnego Adjuchasa. Pająk widząc okazję na kontratak wskoczył na drugiego napastnika wbijając mu w głowę swoje żuwaczki momentalnie go zabijając. Trzecia ludzka postać z przerażeniem oglądając niespodziewaną sytuację starał się uciec, ale został uprzedzony przez titanisa, który kopnął go wysyłając go na dobre kilka metrów. Kiedy ofiara upadła na ziemię, nowy przybysz od razu natychmiast wskoczył na niego i swym ogromnym hakowatym dziobem odciął głowę od reszty ciała. Po wszystkim, pajęczak podszedł dość ostrożnie do swego wybawcy i powiedział dość życzliwie:

- Dziękuję za pomoc. Gdyby nie ty, byłbym trupem...

- To drobiazg... Kim oni byli? - odwrócił się ptak w kierunku rozmówcy.

- Quincy... Niszczą naszych pobratymców od kilkunastu dni... Pieprzone gnoje!

- Nie powinieneś tak się wyrażać...

- Może masz rację... Powinniśmy ich wchłonąć, aby nie zostawić śladów...

- Ale... gdy ich zjemy, to kto będzie o nich pamiętał, że kiedyś istnieli?

- Huh?! A co to za gadka szmatka?? O sukinsynach nie powinno się wspominać.

- Bez względu na ich czyny, każdy powinien być zapisany w naszych myślach.

- Ok... - zdziwił się wypowiedzią pająk, który po chwili stwierdził: - Wiesz co, masz ciekawe rozmyślenia jak na Hollowa...

- Bo dopiero co się wydostałem spod piasku... A tak swoją drogą, jak się nazywasz?

- Xwadax. A ty?

Po dłuższym zastanowieniu, ptak odpowiedział:

- Jestem... Q’Rusu. Miło Cię poznać.

- I wzajemnie. Zjedzmy tych skubańców i udajmy się razem tam, gdzie nas nigdy nie znajdą.

- W porządku.

Po zapoznaniu i zaprzyjaźnieniu się ze sobą zabrali się do ukrywania dowodów zbrodni. Tymczasem walka dwójki powoli cichnie wyławiając tymczasowego zwycięzcę.

Epizod I - Niespodziewany gość

Mijały dni, miesiące i w końcu dwadzieścia pięć lat później od pierwszego spotkania, Q’Rusu i Xwadax szli razem razem w ramię przez melancholijny pustynny krajobraz. W tym czasie, ptakopodobny Adjuchas wyewoluował w Vasto Lorde. Jego postać diametralnie się zmieniła w porównaniu do poprzedniej formy. Z drapieżnika zmienił się na humanoidalną istotę. Dolne kończyny nadal przypominały długie nogi Titanica, ale wielkość dla typowego człowieka. Prawe ramię była zbliżona do ludzkiej, gdzie palce były ostro zakończone czarnymi pazurami. Natomiast lewa ręka była nietypowa - przypominała potężny szpon zakończony hakowatym wyrostkiem, który przypominał dziób, a na całej długości wystawały małe czerwone kolce. Korpus przypominał ludzki, gdzie czarna dziura Hollowa była na prawej piersi, a z jego twarzy zniknął ptasi wygląd, którego zastąpiła maska zakrywająca całość za wyjątkiem okolicy jego lewego oka. W miejscu nosa pojawił się czarno niebieski znak w kształcie odwróconej litery „Y”. Dodatkowo na głowie ukazały się krótkie fioletowe włosy. W przeciwieństwie do Q’Rusa, Xwadax nie zmienił się przez ćwierć stulecia, ponieważ jego droga ewolucyjna zatrzymała się z powodu utraty odnóża w trakcie walki z innym Hollowem. W czasie ich niekończącej się podróży rozmawiali ze sobą:

- O rany... Od wielu tygodni nikogo żywego... Same truchła - zmartwił się pajęczak.

- Masz rację, mój przyjacielu - odpowiedział Vasto Lorde.

- Jak tak dalej pójdzie, to będziemy musieli wymyślić nowych kompanów...

- Dobrze, że nauczyliśmy się czerpać energię minimalną życiową z skamieniałych drzew i piasku...

- Tia, ale cholernie paskudnie smakuje - skrzywił się Adjuchas.

- Lepsze to niż nic...

Nagle nad nimi na niebie otworzył się portal, z którego było widać czarny wir przypominający czarną dziurę.

- A co to kurwa jest?! - zdziwił się Xwadax przyglądając się nowemu zjawisku.

- Nie mam pojęcia... - odpowiedział zastanawiający się Q’Rusu.

Po chwili z bramy wystrzeliła olbrzymia niebieska kula, która kierowała się do obserwatorów z dużą szybkością.

- O KURWA!!! W NOGI!!! - wrzasnął pająk z przerażenia.

Q’Rusu używając Sonido zniknął z pola rażenia pocisku, natomiast Xwadax z trudem zdołał uciec przed uderzeniem komety, która w chwili kontaktu z ziemią fala uderzeniowa odrzuciła go na dobrych kilkanaście metrów. Po opadnięciu kurzu, Vasto Lorde podszedł do towarzysza, który leżał do góry nogami i spytał się dość ciężko dychając:

- Wiesz Q’Rusu... Musisz mnie tego nauczyć.... Bo może nie nadążę za Tobą...

- Przecież Ci proponowałem treningów, ale wtedy nie chciałeś...

- Heh... Od teraz nie będę od Ciebie niczego odmawiał... Pomóż mi wstać - uśmiał się Adjuchas próbując przewrócić się na bok.

Po ochłonięciu z gorącej sytuacji, dwójka ostrożnie podeszła do tajemniczego świecącego się obiektu, który miał około trzech metrów średnicy, emitował niebieskawą energią. Po obejrzeniu dokładnie z każdej strony, Xwadax będąc lekko zdziwiony stwierdził:

- Ta energia... Chyba należy do Quincy...

- Jesteś tego pewien?

- Tak... Odpowiedziałbym Ci dokładniej, gdybym wypróbował te Reiatsu - odpowiedział Adjuchas, który po chwili przymierzył się do ukąszenia kuli.

Kiedy pająk chciał ugryźć, to jego kły nie przebiły się twardej warstwy i mając skrzywioną minę i łzy w oczach krzyknął:

- AŁA!!!! MOJE ZĘBY!!!! CHOLERNIE BOLI!!!

W trakcie jęczenia o obolałych „szczękach”, Vasto Lorde po kilku puknięciach i nasłuchiwaniu, używając ostrych pazurów wwiercił się przez powłokę bardzo gęstego Reiatsu. Po wykonaniu operacji Q’Rusu spróbował zbadać energię obiektu, ale bez rezultatów.

- Xwadax... Przestań jęczeć i sprawdź tą rzecz... Ja w badaniu energii jestem cholernie kiepski.

Adjuchas po karnawale „narzekania” ostrożnie umieścił swe szczękoczułki w dwa otwory wykonane przez towarzysza. Po kilku minutach, tester wyjmując kły oznajmił:

- A więc... Ta rzecz została zrobiona przez bardzo potężnego Quincy i to jakiś czas temu...

- A tak mniej więcej?

- Hmm... Wiele wiele miesięcy temu, może i lat. Trudno określić. Dodatkowo ta kulka ma dwie różne warstwy energii...

- A dokładniej??

- A więc... Pierwsza warstwa jest gęsta jak skała, ale chyba głębiej jest chyba rzadsza...

- No to spróbuje to otworzyć.

Po tych słowach, Q’Rusu używając swego potężnego lewego ramienia zaczął powoli przebijać się przez obiekt. Po dziesięciu minutach poczuł, że środek jest pusty i odsunął swe ramię, żeby sprawdzić zawartość. W trakcie przyglądania się, Xwadax będąc zniecierpliwiony spytał się:

- I co zobaczyłeś??

- Ciężko jest coś w ogóle zobaczyć... Cholernie ciemno... Spróbuje jakoś zrobić większy otwór.

Vasto Lorde ponownie używając szpona zaczął rozłupywać meteoryt próbując nie uszkodzić ewentualnego środka. Po kilku minutach po zrobieniu dość dużego otworu, spojrzał się ponownie. Ku jego oczom ujawnił się dość nieoczekiwany obraz. Pająk widząc mocno zdziwiony wzrok zapytał się:

- Coś taki zaskoczony?? Zobaczyłeś kogoś?

- Tak... Osobę w czarnym ubraniu...

- BEZ JAJ??!! Szybko, otwórzmy to cholerstwo!

Dwójka bez zastanowienia wzięła się za otwieranie więzienia, tak aby nie zrobić krzywdy „gościowi”. Osiem minut późnej podzielili obiekt na pół wyjmując w końcu „środek”. Mocno zmęczeni wzięli nieprzytomną postać i ułożyli ją na plecach, aby jej się przyjrzeć. Była to kobieta, miała około 150 centymetrów wysokości, czarne krótkie włosy, jakąś tabliczkę na lewym ramieniu a w prawej ręce trzymała białą katanę z wstążką, a jej ubranie było częściowo poszarpane. Towarzysze byli mocno zaskoczeni obrotem spraw i po minucie ciszy, Adjuchas spytał się Vasto Lorde:

- Czy ona żyje?

- Tak... - odpowiedział wskazując na lekki ruch klatki piersiowej.

- To niemożliwe, żeby tak długo przetrwała w takiej ciasnocie...

- No to masz cudo przed sobą... Spróbuje ją obudzić...

Lecz nie było potrzeby, ponieważ nowa postać bez żadnego znaku szybko zerwała się z ziemi i głośno krzyknęła:

- ICHIGO!!!!

Mieszkańcy na taką reakcję mocno podskoczyli z miejsc i odsunęli się na dwa metry, którzy byli mocno przestraszeni takim widokiem. W tym czasie dziewczyna zobaczywszy kompletnie inne miejsce, w którym się obecnie znajdowała pomyślała:

„Niemożliwe! Jak ja się znalazłam w Hueco Mundo?! Ja muszę...”

Nie dokończyła wypowiedzi, ponieważ zauważyła obok siebie Xwadaxa i Q’Rusa, którzy pomimo pierwszej reakcji z jej strony zaczęli się dokładnie przyglądać. Gość mocno zdenerwowany szybko odsunął się i trzymając w drżących rękach broń ostrzegła:

- Nie zbliżać się do mnie!!!

- Spokojnie... - powiedział spokojnie Adjuchas. - Przecież my...

- Odsuńcie się Hollowy!!

- ŻE KURNA JAK??!! Jak śmiesz porównywać nas do tych marnych istot??!! Ja jestem Adjuchasem a mój kolega to Vasto Lorde... Trochę szacunku, KOBIETO!!! - mocno zirytował się pajęczak.

- Uspokój się, Xwadaxie. Pogarszasz jeszcze sprawę... - stwierdził wyższy przyjaciel i zwrócił się do dziewczyny: - Nie jesteśmy barbarzyńcami, pomimo naszego wyglądu i nie zabijamy bez powodu. Więc proszę, odłóż broń i porozmawiajmy jak cywilizowane istoty duchowe...

Po chwili namysłu ze strony gościa i widząc uspokajającego Q’Rusa opuściła katanę, która była lekko uszkodzona.

- W porządku... Bardzo proszę, przedstaw się - powiedział wolno fioletowłosy mężczyzna.

- Jestem Shinigami...

- Naprawdę?? Nigdy nie widziałem Boga Śmierci... - wtrącił się Adjuchas.

- Kolego... Proszę Cię, abyś nie przeszkadzał w rozmowach innych, dobrze? - powiedział inicjator rozmowy i zwrócił się do gościa: - Bardzo przepraszam za Xwadaxa, czasami jest nerwowy i zniecierpliwiony. Nazywam się Q’Rusu i jak słyszałaś, jestem Vasto Lorde. A czy masz jakieś imię?

- Hai... Rukia...

Nie dokończyła zdania, ponieważ w tym momencie zemdlała. Mocno zaskoczeni sytuacją, Xwadax od razu podszedł do niej, aby sprawdzić jej stan, natomiast Q’Rusu słysząc jej imię zawiesił się, jakby ktoś siłą wbijał mu jakieś dziwne wspomnienia, w których w ogóle nie uczestniczył. Po otrzęsieniu się ze „stanu”, podszedł do Xwadaxa i spytał się:

- Co jej jest?

- Jest bardzo wyczerpana fizycznie i duchowo - odpowiedział pajęczak delikatnie dotykając dziewczynę swymi szczękoczułkami. - Ma bardzo giętkie kości... To cud, że jeszcze mogła ustać na nogach...

- Rozumiem. Zrobimy tutaj obozowisko i będziemy się nią opiekować. Ja pójdę po kilka skamieniałych gałęzi, aby unieruchomić kończyny. Natomiast Ty wybudujesz schronienie.

- Huh?! Czemu to Ty zawsze szukasz rzeczy a ja tylko tworzę dach nad głową?! Masz łatwiej ode mnie...

- Bo jedynie Ty umiesz budować dzięki swym naturalnym umiejętnościom, a ja się nad tym nie znam i nie mam takich zdolności. Po za tym drzew jest bardzo mało i może to potrwać kilka dni. Masz się opiekować goś... ekhm... to znaczy. Masz zaopiekować się Rukią w czasie mojej nieobecności.

Powiedziawszy to Vasto Lorde używając Sonido zniknął z pola widzenia Adjuchasa, który marudząc pod nosem powiedział:

- No tak... Zawsze czarna robota jest dla mnie...

W trakcie wznoszenia budowli z piasku i pajęczyny oraz spoglądając na dziewczynę, która nadal była nieprzytomna spojrzał się na niebo, z którego spadł meteoryt i pomyślał:

„Raczej nie spodziewam się żadnych gości na takim odludziu...”

Ale tym razem tak nie będzie, gdyż niedługo zagoszczą kolejni goście i to o wiele niebezpieczni.

Epizod II - Akcja ratownicza

Soul Society, Seireitei na terenie Instytutu Badań i Rozwoju Shinigami. W porównaniu z tamtejszymi latami, obecnie jest prawie puste. Pracowało zaledwie pięć osób, gdzie największą część pracy spoczywała na kapitanie Akonie przejmując obowiązki po świętej pamięci Mayurim Kurotsuchim, który zginął w trakcie ostatniej walki z grupą Vandenreich. W tym momencie przesiadywał przy komputerze przyglądając się stanowi Reiatsu w trzech wymiarach. Dwadzieścia pięć lat temu trzy światy zostały poważnie zniszczone poprzez wyparowanie wiele istnień duchowych. W tej chwili podejmowane są działania polegające na przygarnianiu ocalałych przy życiu różnych postaci z odrobiną ilością Reiatsu. Nowy kapitan prawie się nie zmienił za wyjątkiem ubrania nowego dowódcy 12. Oddziału. Kiedy miał zakończyć pracę zauważył dziwne zawirowania w jednym z obszarów Hueco Mundo.

- Hm... Wykryłem jakieś istoty? A może...

Nie dokończył zdania, gdyż w tym momencie wykrył dość znajomy ślad.

- Niemożliwe! Czy to...

Nie dokończył zdania, ponieważ szybko wstał przewracając krzesło i pobiegł w kierunku gabinetu Kapitana Dowódcy. Po kilku minutach znalazł się przed drzwiami gabinetu z namalowanym znakiem 1. Oddziału. Bez namysłu wszedł do środka i ogłosił:

- Kapitanie Dowódco! Znaleźliśmy jednego z zaginionych Shinigami!

W tym czasie Głównodowodzący podpisując dokumenty spojrzał się na Akona, który był zmachany szybkim biegiem, ze spokojem spytał się:

- Gdzie dokładnie?

- Na północny-zachód od Las Noches w Hueco Mundo.

- Dobrze... Wysłać tam 6. i 7. kapitana.

- Tak jest!

Po tych słowach, Akon wyszedł z pokoju, aby poinformować zgłoszonych członków do poszukiwań zaginionego. W tym momencie, Kapitan Dowódca spinki z tyłu głowy oraz kołnierzyk z żółtymi zdobieniami rozmyślał:

„Mam nadzieję, że to tym razem ktoś żywy. Ostatnio znajdujemy coraz więcej ciał, które nie wytrzymały próby czasu.”

Po tych słowach wrócił do swoich zajęć zerknąwszy jednym okiem na dwa obrazy na biurku przedstawiające dwie, prawie identyczne uśmiechające się kobiety z czarnymi włosami i o fioletowych oczach.

__________________

W tym samym czasie, Xwadax powoli kończył obozowisko w postaci dużego kokonu w postaci kopuły o wymiarach cztery metry wysokości i 16 metrów średnicy, gdzie na dachu w pośrodku znajdował się otwór. Był zbudowany z pajęczej sieci i piasku, aby wzmocnić konstrukcję i zakamuflować w scenerii pustynnej. Tymczasem nadal nieprzytomna Rukia była owinięta pajęczą siecią, aby usztywnić jej bardzo giętkie ciało. Po skończonej pracy, Adjuchas zaczął podziwiać swe dzieło, mówiąc do siebie:

- No... Jestem coraz lepszy w budowaniu Dōmu (z jap. kopuła). Teraz umieścimy naszą dziewkę w przytulnym miejscu.

Po chwili łapiąc ostrożnie żuwaczkami rannego, ostrożnie wniósł go do namiotu. W tym samym czasie, Q’Rusu był oddalony około pięć kilometrów na południu od obozowiska w poszukiwaniach skamieniałych gałęzi, które będą służyć za usztywnienie kończyn dziewczyny oraz pożywienie dla niego i kompana. Miał już cztery nieduże fragmenty, pomimo iż drzewa były na widoku, to tak naprawdę były oddalone o dobre kilka kilometrów. Nagle kilometr na zachód od kokonu na niebie otworzył się portal, z którego wyskoczyło dwie postacie mające na sobie białe haori bez rękawów, a pod spodem mieli czarne kimona. Jeden z nich miał czerwone włosy związane w koński kok, czarną chustę na czole, tatuaże na czole oraz katanę przy pasie, a z tyłu na ubraniu miał symbol przedstawiający szóstkę. Druga postać miała krótkie pomarańczowe włosy, czarno-białe elementy na szyi, dłoniach i stopach, potężny miecz tak wielki jak on sam, zajmujący całe plecy. Po wylądowaniu i rozejrzeniu się po okolicy, osoba mająca czerwone włosy spytała się:

- Czy to na pewno to miejsce, o którym wspominał Akon-taicho, Ichigo?

- Chyba tak... To on ustalał miejsce, więc jego się spytaj...

- No tak, ale pamiętasz, że nie mamy z nimi łączności. Po za tym pilnuje, żeby Garganta się nie zamknęła.

- Aha... Tylko gdzie mamy się kierować Renji?

- Hm... Może tędy? - odpowiedział pokazując kierunek, gdzie znajdowała się kryjówka Xwadaxa.

- Dobrze. Chodźmy.

Po chwili użyli Shunpo, aby jak najszybciej zakończyć poszukiwania ewentualnie zaginionego. W tym samym momencie pajęczak, wyczuł, że ktoś zbliża się do jego legowiska w czasie, gdy ostrożnie układał Rukię.

„Kurna... Ktoś się zbliża... I nawet nie mam pojęcia kto... Muszę użyć maskowania aktywnego...”

Adjuchas dotknął swymi odnóżami wewnętrzne ślady budowli, która po chwili zakamuflowała się stając się niewidoczna dla nikogo.

Dwie minuty później obok niewidocznej konstrukcji pojawili się Shinigami, którzy nie mogli niczego znaleźć zatrzymali się na moment, aby rozejrzeć się. Po chwili Renji westchnął:

- Eh... Pamiętasz Ichigo dawne czasy rozwalania Hollowów w drobny mak?

- Tak... Wtedy mieliśmy tyle frajdy...

Nie dokończył zdania, gdyż przypomnieli mu się dawni znajomi sprzed wojny z Quincy i lekko się zasmucił. Po chwili dodał:

- Szkoda, że inni nie są razem z nami... Inoue, Chad, Rukia... Pewnie tylko Ishida pamięta te chwile...

- Aha... Nie jest Ci smutno, że nie jesteś w Karakurze?

- Tak... Ale i tam też wszyscy najbliżsi przyjaciele zginęli...

- Oprócz Tatsuki... - poklepał po plecach Renji.

- Aha. Chyba usiądę na...

W tej chwili chciał usiąć w miejscu, gdzie zaczynała się zamaskowana budowla i wyczuł, że coś jest obok niego. Szybko odwrócił się w kierunku i dotykając powłoki spytał się:

- Renji... Co to takiego?

- Hm... Bariera?

Po drugiej stronie ściany mocno zaniepokojony Xwadaxa zastanawiał się:

„Cholera... Ktoś wykrył mój kokon... Co robić? Interweniować, aby Q’Rusu się pojawił czy czekać? A gwizdać na to!”

Po chwili z górnej części kopuły, gdzie znajdował się wylot Adjuchas wyskoczył i wylądował zaraz za plecami Shinigami, którzy mocno zaskoczeni sytuacją odsunęli się od budowli. Zobaczyli wielkiego pająkowego potwora, na którego Abarai zareagował radośnie:

- Oho! Co my tu mamy? Jak już dawno nie widziałem Hollowa!

- To nie jego szukamy. To nie pora na zabijanie niedobitków...

- Wiem, ale dawno nie wbijałem się w czarne dziury! Chcę go rozerwać na strzępy!

- O rany. Ty pod tym względem się nie zmienisz...

- SŁUCHAM??!! - mocno zirytował się Xwadax. - Kolejni kretyni, którzy nie rozróżniają Adjuchasa od porąbanych pustaków!!! Gdzie wy macie oczy?! Na dupie??

- Co do... To Adjuchas? - zdziwił się czerwono włosy Shinigami wyjmując swoje Zanpakutō. - I tak mam ochotę go rozwalić! Zabawmy się, Ichigo!

- I do tego pyskaty... Zamknijmy jego mordkę!

- Skoro prosicie się o tęgie lanie, to z chęcią Was pożrę!! - odszczekał pajęczak rzucając się z kłami na intruzów.

Kilka kilometrów dalej zaskoczony Vasto Lorde wyczuwając obecną sytuację niedaleko obozowiska natychmiast zawrócił, aby pomóc swemu kompanowi przed pewną śmiercią spod katan Shinigami.

Epizod III - Powiązania

Przed kopułą, dwójka Shinigami zaczyna powoli wyjmować katany z zamiarem rozczłonkować Adjuchasa, który pilnował pewnej zawartości. Czerwonowłosy jako pierwszy wyjął swoją broń i zwrócił się do kolegi:

- Ichigo, schowaj swoje Zanpakutō, mam ochotę zabicia go w pojedynkę...

- Huh?! Niby czemu to TY masz go ukatrupić? - dziwnie spojrzał się na kolegę Kurosaki.

- Bo moja broń już zardzewiała od braku jakiegokolwiek zajęcia!

- Ta akurat... A krojenie cebuli??

- Bo są stwardniałe jak kamień i nie mam noża?!

- No to użyj swej głowy kretynie...

- ŻE NIBY JAK?!

W trakcie ich którejś tam kłótni, Xwadax mocno zdezorientowany sytuacją rozmyślał:

„Kurna... Oni są potężniejsi niż nasz gość... Jak się z nimi zmierzę, będę na stówę martwy... Muszę dać czas, aby Q’Rusu przybył z pomocą...”

Po tych słowach, pajęczak położył się na ziemi i mówiąc coś pod „nosem” sprawił, że jego skóra zaczęła dziwnie wibrować aż w końcu znikać z pola widzenia. Po dziesięciu sekundach ostatecznie obrońca zniknął nawet nie będąc zauważonym przez dwójkę Shinigami. Kiedy w końcu rozwiązali spór, Ichigo szukając przeciwnika spytał się:

- A niech to... Gdzie on się podział??

- Na pewno nie uciekł zbyt daleko... Moment, nawet jego śladów nie ma! - zdziwił się Renji opuszczając swoją katanę.

- Rozejrzymy się... Ja sprawdzę tę kolumnę a Ty poszukaj tego Hollowa.

- No dobra...

Nie zdążył dokończyć słowa, ponieważ nagle przewrócił się na twarz. Kiedy wstawał wypluwając trochę piachu z ust, Kurosaki mocno się śmiejąc stwierdził:

- Ale jesteś beznadziejny!! Nawet nie umiesz...

Nie skończył swej kwestii, gdyż on tak samo jak Renji przewrócił się wbijając się swoją głową w piasek.

- I kto tu jest fajtłapą, kretynie? - powiedział uśmiechnięty Abarai.

Po minucie wytrzepywania się z drobno rozkruszonych kamieni, dwójka rozmyślała nad dziwnym fenomenem, który przez moment doświadczyli. W tym czasie Xwadax stojąc za ich plecami pomyślał:

„Jeżeli teraz ich nie zabiję, zniknie mój Meisai Shadō i stracę okazję na zaskoczenie ich.”

Po tych słowach rzucił się z kłami na głowę Renjiego nie wiedząc, że za chwile może stracić życie. Nagle Ichigo będąc w tym czasie po lewej stronie, instynktownie zablokował swoją kataną atak niewidzialnego wroga, który po chwili pojawił się ku oczom dwójki. Abarai lekko się odsunął, kiedy usłyszał dźwięk uderzenia żuwaczek na Zanpakutō. Xwadax będąc mocno zszokowany tą sytuacją spytał się pomarańczowłosego:

- Jak ty niby mnie...

- Wykorzystujesz złudzenie optyczne stając się kompletnie niewidocznym. Ale zapomniałeś, że energię duchową można wyczuć z każdej rzeczy. Nawet tej niewidzialnej - po chwili krzyknął do kolegi. - Masz okazję, wykończ go!

Mężczyzna bez krzty wahania wziął swoją broń i wymierzył w głowę Adjuchasa, który widząc swoimi oczyma pomyślał z przerażeniem:

„CHOLERA! NIECH TO SZLAG!!!!”

_____________________

Tymczasem w kokonie w obozowisku, Rukia mając lekko otworzone oczy wyczuwając od czasu do czasu sytuację na zewnątrz ciężko rozmyślała:

„Co tam... się dzieje... Wyczuwam kogoś znajomego... Czyżby to...”

Nie skończyła myśli, ponieważ straciła przytomność spowodowaną dużym skupieniem różnorodnego Reiatsu.

______________________

Xwadax mając zamknięte oczy z powodu zbliżania się katany mającą zadać śmiertelny cios nie dotarła na miejsce. Chcąc wiedzieć dlaczego to nie nastąpiło, ostrożnie otworzył jedno z prawych oczu i ujrzał swojego wybawcę. W tym samym czasie dwójka Shinigami z szokiem na twarzy spojrzeli się na nową postać, która zablokowała swym potężnym lewym ramieniem Zanpakutō Renjiego. Po chwili zwróciła się do kolegi:

- Widzę, że masz problemy z gośćmi, Xwadaxie.

- Tak... Herbaty im nie zdążyłem zrobić, Q’Rusu...

- Przecież nawet nie mamy nawet wody...

W trakcie dziwnej rozmowy między kompanami Shinigami stali w bezruchu z powodu nowego przybysza, który z wyglądu przypominał człowieka. W końcu Renji nie wytrzymując swego zdziwienia krzyknął na wyższą postać:

- A kim ty jesteś?! Już cię nie ma!!

- Mate Renji!! To... - krzyknął Ichigo chcąc ostrzec kolegę.

W tym momencie Abarai chciał zadać cios Q’Rusowi, ale ten w błyskawicznym tempie złapał prawą ręką katanę Shinigamiego i rzucił nim na dobre kilka metrów. Ichigo stojąc nadal z zablokowanym Adjuchasem podbiegł do kolegi, który ten mając wściekłość w swoich oczach zasyczał:

- Teraz się doigrałeś.... Hoero...

- Przestań!! Nie wyczuwasz jego energii, kretynie?? To Vasto Lorde!!

- Nani?! Przecież oni wyginęli...

- No to przed wami stoi skamielina... - powiedział po chwili Q’Rusu, który wraz z Xwadaxem podeszli do gości.

- Ale rozkaz szukania ich był ustanowiony jakieś dwadzieścia lat temu...

- Aż do odwołania... O rany ty to masz słabą pamięć - zirytował się wypowiedzią Kurosaki.

- Przecież ty także chcesz go skasować sądząc po oczach...

- Słucham?!

- Uspokójcie się - powiedział spokojnie wyższy pustynny kompan. - Co was tutaj sprowadza?

Ichigo zauważając nadzwyczajne zachowanie jak na Vasto Lorde odpowiedział niezbyt dokładnie:

- Przychodzimy, aby kogoś znaleźć w tym regionie.

- Hm... Wyczuwam w tym tajemnice... - podejrzanie powiedział zmęczony Adjuchas.

- Ja również... Powiedz dokładniej o co chodzi, a wtedy możemy wam jakoś pomóc.

- No nie wiem Ichigo czy możemy im zaufać... - powiedział Renji otrzepując się ponownie z kurzu.

- Nie sądzę, żeby mieli złe intencje wobec nas... - stwierdził chłopak przyglądając się „tutejszym”.

- Nie zjemy was... Nie polegamy już na wchłanianiu innych - odpowiedział pajęczak wziąwszy głęboki oddech.

- No dobra. Jesteśmy tu, aby znaleźć pewną osobę, która dość niedawno się pojawiła...

Po tych słowach Q’Rusu i Xwadax spojrzeli się na siebie myśląc o osobie przebywającą w schronieniu i po chwili Vasto Lorde dość ostrożnie się spytał:

- A co macie do niej?

- Niej? To kobieta? - spytał się Abarai.

- Może i tak, a może i nie. Czekam na odpowiedź a później wam odpowiem.

- Zarówno my jak i ta osoba jesteśmy Shinigami - powiedział Ichigo.

- Hm... Niby podobni... Ale te ubrania są podejrzane - stwierdził Xwadax przyglądając się haori.

- Bo może jesteśmy wyższą rangą, hm? Nie słyszeliście o Soul Society? - zdziwił się Renji na reakcję Adjuchasa.

- Nie, gdyż od urodzenia nie opuszczaliśmy tego miejsca...

- Trochę z was dziwne Hollowy... - stwierdził Ichigo.

- HOLLOWY?! - ostro zareagował pajęczak. - ZARAZ...

- Xwadax! Uspokój się... - uspokajał Q’Rusu. - On tak ma z tymi wyrażeniami o naszym rodzaju.

- To znaczy? - spytał się z zainteresowaniem czerwonowłosy ananas.

- Hollowy to bezmyślne istoty, mój kolega jest Adjuchasem czyli wyższym szczeblem istotą i dużo mądrzejszą od nich. O mnie już wiecie - wytłumaczył dość ogólnie człekopodobna istota.

- Tak za wyjątkiem twojej tożsamości - stwierdził Kurosaki.

- Ach tak... Jestem Q’Rusu. A wy?

- Ja Renji Abarai, kapitan 6. Oddziału w Soul Society.

- Ichigo Kurosaki, też kapitan, ale się do tego nie przywiązuje...

Vasto Lorde usłyszawszy imię drugiego Shinigami rozszerzył swoje oko przypominając fragment swoich narodzin niedaleko walki z jakimś Quincy. Po chwili z zaciekawieniem spytał się:

- Kiedy ty walczyłeś z istotą ze skrzydłami niedaleko ruin??

- E... ruiny? A tak! Z dwadzieścia pięć lat temu. A co?

- No to wygląda na to, że mam u ciebie dług wdzięczności.

- Słucham?!

- ŻE JAK?! -krzyknął z wrażenia Xwadax. - O czym ty mówisz?

- Gdyby nie było tej walki, nie byłoby mnie tutaj! Wyszedłem na powierzchnie niedaleko Twojej walki.

- Heh... No to możesz dopisać w swoim notatniku kolejną ocaloną postać, Ichigo - uśmiał się Renji.

- Kurna... A myślałem, że nie wrócę już do tej książki...

- O jakiej ksi... ążce? - powiedział dość wolno Q’Rusu.

- Długa historia... A więc, powiecie w końcu, co jest w tym czymś? - powiedział Ichigo pokazując na kopułę konstrukcji Xwadaxa.

- Nasze obozowisko oraz moje dzieło, Dōmu! - odpowiedział z dumą pająk.

- A w nim trzymamy tą waszą kobietę - dokończył zdanie Q’Rusu.

- Jednak to ona... Jak ją znaleźliście?

- Spadła na nas z nieba. I to dosłownie - stwierdził pokazując palcem na górę Vasto Lorde.

- I ona nadal żyje? - spytał się Renji.

- Tak... Jeszcze. Chodźcie za mną, zaprowadzę was do niej - odpowiedział Xwadax kierując się do kopuły.

Po chwili cała czwórka skierowała się do „namiotu”, w którym czekała dość dawno niewidziana osoba z czasów ostatecznej walki z najeźdźcą.

Epizod IV - Tęsknota

Po kilkunastu sekundach czwórka znalazła się przed całkiem sporą budowlą wykonaną z piasków Hueco Mundo oraz pajęczyny z energii duchowej Adjuchasa. Przewodnik zatrzymał się i zwrócił się do pozostałych:

- No to sobie tutaj poczekacie, a ja za chwilę ją przyprowadzę.

Po tych słowach Xwadax wszedł przez dziurę na szczycie kopuły i zniknął z pola widzenia. Shinigami wraz z Vasto Lorde czekając na powrót z konstrukcji, rozmawiali ze sobą:

- Powiedz no, jak ona chociaż wygląda? - zaczął Renji.

- A więc... Ma czarne włosy, jest dość niska, jej oczy są chyba fioletowe... - zaczął główkować Q’Rusu.

- A czy znaleźliście ją nieprzytomną? - dopytał się Ichigo próbując sobie kogoś skojarzyć.

- Początkowo była, ale nagle krzyknęła tak głośno, że podskoczyliśmy z wrażenia... I było chyba o tobie... - podrapał się pop głowie Vasto Lorde wskazując na pomarańczowowłosego mężczyznę.

- O... A przynajmniej powiedziała jak się nazywa? - spytał się z ciekawości Abarai.

- Chyba tak... Mówiła, że ma na imię...

Nie dokończył zdania, ponieważ w tym momencie pojawił się Xwadax mający w swoich żuwaczkach zawiniątko z sieci. Położywszy przed nogami Shinigami, Adjuchas stwierdził:

- Bardzo proszę, oto ona. Rozpoznajecie ją?

Nie usłyszał od nich żadnej odpowiedzi, gdyż dwójka nie mogąc oderwać wzroku od śpiącej osoby. Przez kilka chwil zapadła cisza aż w końcu Renji klęcząc obok niej bardzo cicho powiedział:

- R... Rukia?

Po chwili dziewczyna powoli otworzyła swoje oczy i zauważając nad sobą dwójkę znajomych, spytała się:

- Co tak długo, głąby?

Nagle dwójka kapitanów usłyszawszy swoją starą przyjaciółkę rzucili się na nią mocno ją przytulając i dość głośno cieszyli się, jakby ją nie widzieli przez wieczność. Tymczasem dwójka istot z rasy Hollowów obserwowali całą sytuację mając lekko wytrzeszczone oczy i lekkie skrzywione miny. Nie mogli po prostu zrozumieć powagę sytuacji i zaczęli między sobą rozmawiać nie spuszczając wzroku na „scenkę”:

- E... Co to ma niby znaczyć? - pierwszy zagadał pajęczak.

- Czy ja wiem... Chcą ją udusić? - zawahał się Q’Rusu.

- Może powiem im, że ma bardzo giętkie kończyny...

- Chwila jak to kiedyś nazywałeś, kiedy raz to widziałeś... kanibalizm?

- Chyba uwielbienie... A co ja mam wiedzieć o uczuciach Bogów Śmierci, skoro ich pierwszy raz widzę?!

- W sumie racja... Zagadam do nich, żeby przypadkiem nie zrobiliby jej krzywdy... Przepraszam, że przeszkadzam w tak podniosłej chwili, ale wasza koleżanka jest niemiłosiernie wycieńczona i tak delikatna, że można złamać jej kości...

Po drobnej uwadze ze strony „tutejszego” Ichigo i Renji od razu delikatnie odłożyli dziewczynę na ziemię i zaczęli dopytywać się o szczególnych ranach nawet nie zwracając uwagi na pustynnych kompanów. Xwadax mocno zirytowany sytuacją krzyknął do kapitanów:

- HEJ!! Przestańcie ją męczyć!!! Sądzę, że nie macie bladego pojęcia o leczeniu, czyż nie?!

Kurosaki i Abarai troszkę zdziwieni wypowiedzią Adjuchasa wywołując u niego jeszcze większe zdenerwowanie w końcu przestali „pytać” się Rukię o jej zdrowie. Xwadax podchodząc do rannego i zbadawszy jej stan stwierdził:

- Dobrze, że kokon nie ucierpiał w wyniku „tęsknoty”, bo byłoby z nią naprawdę źle...

- Niby czemu? - spytał się Kurosaki uspokoiwszy się z wcześniejszego stanu.

- Gdyż... ta warstwa zatrzymuje ciepło i Reiatsu, które są jej teraz NIEZWYKLE potrzebne... I może przetrwać najbliższe godziny, aż wróci do normalności.

- Trzeba ją zanieść do 4. Oddziału i to szybko - stwierdził Renji wziąwszy na swoje ręce owiniętą dziewczynę.

- Tylko co zrobiły z tamtą dwójką? - spytał się Kurosaki wzrokiem wskazując na Q’Rusa i Xwadaxa.

- Hm... Nie mam pojęcia... Powinniśmy zabrać tylko Vasto Lorde...

- Nie. Nie ruszam się bez swojego kompana - twardo oświadczył fioletowłosy mężczyzna stanąwszy obok Adjuchasa. - Poza tym tylko on wie jak uwolnić dziewczynę z kokonu...

- Właśnie... Nie zabierając mnie tracicie szansę na BEZPIECZNE wyciągnięcie jej z moich bandaży.

- Ichigo... Renji... - nagle odezwała się Rukia. - Proszę... zabierzcie ich...

- Eh... No dobra... Idziecie z nami - westchnął Kurosaki usłyszawszy cienki głos koleżanki.

- To dobra decyzja - stwierdził Vasto Lorde. - Już powoli miałem dosyć tej porąbanej pustki.

- Tak... Tylko jak dojdziemy do „waszego miejsca”? - spytał się zadowolony pajęczak.

- To proste. Przez to, co wcześniej tutaj się dostaliśmy - szybko odpowiedział Renji kierując się do Garganty znajdującej się kilkanaście metrów nad nimi.

- Wow... Ja nie umiem latać...

- Pomogę ci - oświadczył Q’Rusu uśmiechając się okiem do niego.

- W porządku. Chodźmy - powiedział Ichigo, który jako pierwszy skierował się do bramy.

Wkrótce i Renji wraz z Rukią udali się do punktu docelowego, a Xwadax mocno zainteresowany sposobem dostania się zapytał:

- A jak mnie tam posadzisz?

Nie zdążył nic powiedzieć, ponieważ Vasto Lorde swym szponem wręcz podrzucił go na odpowiednią wysokość i krzyknął do Shinigami stojących na niebie:

- Łapcie go! Nie umie latać!

Pająk mając łzy z przerażenia oraz mocno wystraszoną miną z powodu dziwnego „transportu” leciał w kierunku Kurosakiego, który dość niechętnie złapał go i wrzucił biedaczka do wnętrza portalu na jasną platformę unoszącą się nad czarną nicością. Zaraz za nim wskoczyli Shinigami, a Vasto Lorde podobnie jak dusze z nie tego wymiaru dostał się do środka Garganty jako ostatni. Xwadax otrząsając głowę zwrócił się do kolegi i krzyknął:

- ZWARIOWAŁEŚ, IDIOTO?! Mogłeś mnie uprzedzić, zanim to zrobisz!!

- Gdybym ci powiedział, to za żadne skarby nie dałbyś rady!! - lekko skrzywił się Q’Rusu po krytyce ze strony kolegi.

- No dobra... Nie pora na kłótnie, tylko starać się dość równo ruszać się, żeby tutaj nie utknąć na wieki! - poinformował Ichigo ruszając jako pierwszy przed siebie.

Po chwili cała „piątka” skierowała się do wyjścia znajdującego się kilkaset metrów stąd. W czasie podróży Shinigami nie mieli żadnych problemów z poruszaniem się w międzywymiarze, w przeciwieństwie do Xwadaxa i Q’Rusa, którzy nie mogli nadążyć za przewodnikami, to co chwilę napotykali się na braki w drodze, na które dość często zatrzymywali się i omijali je zostając w tyle. Zaledwie kilkanaście metrów od celu Rukia mocno zmęczona spytała się Renjiego:

- Czy w Soul Society... jest tak jak zwykle??

- No cóż... w czasie twojej nieobecności wiele się zmieniło - odpowiedział dość zmieszany Renji i w czasie przekraczania portalu dodał: - I to bardzo...

Dwójka kompanów z Hueco Mundo w końcu po dłuższej drodze związanej z omijaniem przeszkód w postaci dziur przekroczyli bramę przewracając się na brzuchy. Mocno zziajani i łapiąc głębokie oddechy zauważyli, że znajdują się w jakimś olbrzymim budynku z różnorodnymi przyrządami i radarami. Mocno zaintrygowani nowym otoczeniem wstali i odwrócili się, aby zobaczyć jak wygląda wejście do Garganty od ich strony. W tym czasie Shinigami stojący troszkę dalej dyskutowali z mocno zaskoczony nowymi gośćmi Akonem, który spytał się dość niepewnie:

- Czy to było koniecznie zabierać jeszcze ich?!

- Oj Akon-san... Nie rozpoznajesz, że jeden z nich to Vasto Lorde? - spytał się Ichigo wskazując na Q’Rusa bacznie oglądającego czerwoną żarówkę na jednym z urządzeń.

- A dodatkowo drugi jako jedyny wie, jak bez problemów usunąć bandaże z niej - dodał Renji pokazując kapitanowi 12. Oddziału przygłuszoną dziewczynę.

- Niemożliwe?! To Rukia Kuchiki?! - z niedowierzaniem uśmiechnął się dyrektor IBiRSu.

- Tak jest - uśmiechnęli się jej starzy przyjaciele.

- Trzeba poinformować o tym wszystkich!

- To ja pójdę do Byakuyi, a ty zanieś ją do 4. Oddziału - zaproponował Ichigo wskazując na czerwonowłosego mężczyznę.

- Tak... ale co z nimi? - pokazał wzrokiem na „gości”.

- Hm... Urządzić zebranie i uzgodnić z dowódcą 5. Pułku? - odezwał się zamyślony Abarai.

- No dobrze... Lećcie załatwcie to, a ja przypilnuje naszych nowych członków - odezwał się Akon przyglądając się Adjuchasowi i Vasto Lorde, którzy sprawdzali przyciski na jednym z komputerów.

Epizod V - Mocny opatrunek

Kompania pustynnych braci nie zauważywszy zniknięcia Shinigami bacznie przyglądała się dziwnym rzeczom poprzez dotykanie i przyciskanie wszystkiego, co się da. W końcu Q’Rusu jako pierwszy odezwał się do kolegi:

- Wiesz Xwadaxie, nigdy bym nie sądził, że istnieje na tym świecie takie rzeczy...

- Ta... I do tego ładnie się świecą... - odpowiedział pająk mocno wpatrując się w migoczące światełka.

Tymczasem Akon pilnując przyszłych członków, aby niczego nie zepsuli w końcu zakasłał i powiedział:

- Przepraszam, że Wam przeszkadzam, ale radzę, żebyście nie zniszczyli tych przyrządów, bo nie mamy części zapasowych...

Goście usłyszawszy nowy głos lekko podskoczyła do góry i skierowali swój wzrok do nowej postaci.

- Kim ty jesteś? - spytał się ostrożnie Vasto Lorde.

- Jestem Akon Sadimaru, kapitan 12. Oddziału, a obecnie jesteście w Instytucie Badań i Rozwoju Shinigami na terenach mojej dywizji - powiedział spokojnie Shinigami.

- Rozumiem, że jesteśmy w Soul Society, tak? - stwierdził Xwadax przyglądając się czarnowłosemu mężczyźnie.

- Zgadza się. To właśnie tutaj monitorujemy wszystkie znane nam światy, w tym wasz.

- Czyli to Ty wykryłeś Rukię w... A właśnie, gdzie ona jest? - obejrzał się wokół siebie Q’Rusu.

- Obecnie ona wraz z Abaraiem kierują się do baraków 4. Oddziału, a Kurosaki poszedł do Głównodowodzącego, aby poinformować, że...

- ŻE JAK?! BEZE MNIE NIGDY NIE ZDEJMĄ MEJ SIECI!!! - wrzasnął Xwadax usłyszawszy nowinę od Akona.

- Ee... Przecież będzie ona w dobrych rękach - lekko odsunął się dyrektor IRBiSu.

- Chcesz ją zobaczyć bez skóry i mięśni, to proszę bardzo... Nie będę...

- NANI?! Chodźcie za mną, zanim zaczną ją leczyć - powiedział Akon pokazując drogę do baraków Oddziału Leczniczego.

Po chwili trójka w szybkim tempie wyszła z budynku 12. Oddziału i poszli w pochmurny dzień do miejsca docelowego.

__________________________

Tymczasem w gabinecie kapitana 1. Oddziału, Byakuya Kuchiki przeglądał dużą ilość raportów z dzisiejszego dnia powoli przekładając kolejne dokumenty w niemały stosik. Po chwili bez pukania i grzeczności wpada do niego pomarańczo włosy chłopak, który mając duży uśmiech na ustach zaczął:

- Byakuya, twoja...

- Ile razy mam mówić Kurosaki, że masz się do mnie zwracać po nazwisku...

- Nie pora na komplementy, Rukia żyje!

Byakuya usłyszawszy ostatnie słowa od Ichigo zawiesił się otwierając lekko usta i rozszerzając oczy. Przez kilka sekund nie mógł wydusić z siebie żadnego słowa, w jego myślach krążyły jednocześnie szok i radość. W końcu otrząsnąwszy się z transu spytał się:

- Gdzie ona jest?

- W barakach 4. Oddziału wraz z Renjim.

- Chodźmy, Kurosaki Ichigo - odpowiedział Kuchiki wstając z biurka kierując się do wyjścia.

On wraz z Ichigo w dość szybkim tempie skierowali się do baraków 4. Oddziału, aby zobaczyć swoją siostrę/przyjaciółkę.

_______________________________

W tym samym czasie, Renji nosząc Rukię owiniętą w pajęczą sieć znajdował się w budynku 4. Oddziału i szukał kapitana tej dywizji. W końcu zobaczywszy wicekapitana odezwał się:

- Hej Hanatarō, gdzie jest Unohana?

- W swoim gabinecie, Abarai-san... Czemu się...

Nie dokończył swej wypowiedzi, niski chłopak z krótkimi czarnymi włosami zauważył, że Renji trzyma jej dawną przyjaciółkę i nie wierząc własnym oczom dokończył:

- Kuchiki... san? Kiedy ją...

- Nie pora na pogaduszki, gdzie jest Unohana?

- Chodź za mną! - powiedział zakłopotany Yamada kierując się do pokoju swojego kapitana. Szybko poszli przez długi korytarz, aż do piętnastych drzwi na lewo, do których wicekapitan szybko zapukał i powiedział:

- Unohana-taicho! Potrzebujemy pilnie sali operacyjnej!

- Przecież nie dostałam zgłoszenia o żadnym wypadku... - stwierdziła Retsu otwierając drzwi i po chwili zauważyła Renjiego oraz Rukię.

Widząc obrazek była mocno zaskoczona widokiem i szybkim zwróceniem wzroku na pacjentkę rozkazała swemu zastępcy:

- Proszę przygotować salę numer 1 i wezwać tam wszystkich członków - powiedziała kobieta mając duży uśmiech na twarzy i dodała: - Zaraz Kuchiki będzie zdrowa jak ryba.

Kilka minut później w owej sali Rukia była nieprzytomna i ułożona na łóżku, wokół którego było zebranych jedenaście osób z Czwartego Oddziału oraz kapitan 6. Oddziału. Retsu uważnie przyglądając się dziwnym bandażom i próbując delikatnie rozwinąć bez żadnych rezultatów, spytała się Renjiego:

- Przez kogo została uratowana? Pierwszy raz widzę taki typ opatrunków. Jeden niewłaściwy ruch, a mogę zrobić Kuchiki jeszcze większą krzywdę...

- A tak... Została uratowana w Hueco Mundo przez Adjuchasa i Vasto Lorde...

- Słucham? Myślałam, że wyginęli...

- A jednak nie wszyscy. Podobno wyjęli ją z Keimusho Reiteki Kyūtai (Więzienna Kula Duchowa) i owinęli ją tym czymś... Chyba pójdę po...

- MATE! - krzyknął ktoś nie będąc wokół zgromadzenia.

Wszyscy mocno zdziwieni obrotem spraw odwrócili się w kierunku wyjścia za wyjątkiem pacjentki i zauważyli Akona w towarzystwie dwójki z Hueco Mundo, którzy byli mocno zmęczeni tempem narzuconym przez Shinigami.

- O co chodzi, Sadimaru-taicho? I co tutaj robią te Hollowy? - spytał się mocno wystraszony Hanatarō.

- Słucham?! Jak mnie nazwałeś?! - skrzywił się Xwadax próbując nie wybuchnąć z powodu złego nazewnictwa.

- Ten po lewej wie, jak usunąć bandaże zabezpieczające - wyjaśnił Akon pokazując ręką na pajęczaka.

- Właśnie, więc proszę się odsunąć, a mój kolega zrobi to w mgnieniu oka - dodał do siebie przychylony Q’Rusu łapiąc oddech.

Usłyszawszy rekomendacje, Unohana kazała wszystkim członkom zrobić miejsce dla Adjuchasa, który zbliżył się do łóżka po czym dotknął swymi żuwaczkami w sieć na lewej nodze Rukii, aby wyssać ją od ciała. Po minucie Xwadax usunął całość nie pozostawiając żadnego śladu, po czym kapitan 4. Oddziału ponownie zbadała pacjentkę po czym poinformowała swój zespół:

- Umieście ją na dwa dni w wodnym respiratorze, a będzie w pełni zdrowa.

- Hai! - odpowiedzieli Shinigami zabierając się na przenosi do innej sali.

Jednakże po chwili w drzwiach znaleźli się Byakuya i Kurosaki, który zauważywszy dwójkę z Hueco Mundo chciał powiedzieć, aby stąd znikali, lecz głowa rodziny Kuchiki nie zwracając na nikogo uwagi skierował się do łóżka w którym leżała jej przybrana siostra. Reszta widząc Głównodowodzącego odsunęła się robiąc dla niego miejsce. Byakuya przychylił się do dziewczyny i powoli badał ją swym wzrokiem każdy cal jej twarzy. Po chwili Rukia otworzyła leciutko oczy i widząc dawno niewidzianą twarz powiedziała szeptem:

- Nii-san... Czy to... ty?

Mężczyzna usłyszawszy jej głosy wzruszył się roniąc jedną dużą łzę z prawego oka i przytulił się do niej chcąc okazać jej swoją pamięć po tylu latach niewidzenia. Ichigo widząc tą scenkę podszedł do zaskoczonego Renjiego postawą dawnego kapitana 6. Oddziału i po cichu stwierdził:

- Nigdy nie widziałem Byakuyi w takim stanie...

- Też być tak robił, gdybyś kogoś ze swojej rodziny nie widział od ponad dwudziestu lat...

W tym samym czasie Q’Rusu i Xwadax widząc nowe postacie i będąc pod czujnym okiem Akona zaczęli ze sobą rozmawiać, aby nikomu nie przeszkadzać:

- Chyba ten, co przyszedł do jej łóżka to pewnie ktoś z rodziny... - zaczął Vasto Lorde.

- Tak... Teraz jestem ciekaw, co oni chcąc z nami zrobić... Mam jakieś dziwne przeczucia - odpowiedział pajęczak bacznie przyglądając się wszystkim członkom Seireitei.

- Dowiemy się pewnie już niedługo...

Po chwili członkowie 4. Oddziału w towarzystwie Byakuyi zanieśli Rukię do sali rehabilitacyjnej, aby mogła odzyskać wigor i siłę straconą po wielu latach zamknięcia.

Epizod VI - Przydział

Trzy godziny później, korytarz przed drzwiami sali obrad 1. Oddziału. Q’Rusu i Xwadax czekali aż zostaną zaproszeni na obradę z okazji przyjęcia ich w szeregi Gotei. Adjuchas kręcił się po okolicy starając zabić nudę, która go pożerała z każdą minutą. W tym czasie Vasto Lorde cierpliwie czekał opierając się o ścianę naprzeciwko wejścia do komnaty. W końcu lekko zirytowany pajęczak zwrócił się do kompana, aby jakoś na moment wyłączyć ciszę z korytarza:

- O rany... Ile będą jeszcze gadać o nas? Ja bym to załatwił w pięć minut a nie prawie półtorej godziny...

- To zrozumiałe, że muszą się zastanowić, czy na coś będziemy przydatni - wzruszył ramionami Q’Rusu mając założone ręce oraz zamknięte oczy.

- Pewnie chodzi o mnie... Mocno wpatrywali się na moją pajęczy opatrunek...

- Może... Zastanawia mnie tylko jedna rzecz...

- Jaka? - spytał się Xwadax szukając swoim wzrokiem coś, co go na moment zainteresuje.

- Skoro według nich Gotei 13, to dlaczego do sali weszło tylko ośmiu licząc tego głównego?

- Pewnie jak wejdziemy do środka, wtedy...

Nie dokończył zdania, ponieważ w tym momencie wrota się otworzyły ujawniając Akona, który mając neutralny wyraz twarzy powiedział do dwójki:

- Możecie wejść. Czekamy na Was.

Pustynna kompania posłusznie i grzecznie weszła do środka za kapitanem 12. Oddziału. Po chwili stanęli przed układem, gdzie Byakuya stał naprzeciwko nich, a po prawej i lewej stronie stali pozostali członkowie skierowani twarzami do środka. W każdym skrzydle stało po czterech kapitanów. Po lewej stronie począwszy od Głównodowodzącego stali: niskiego wzrostu kobieta w dość młodym wieku z włosami zakrywające uszy, kolejna kapitan Oddziału Medycznego, którą już rozpoznali, Renji Abarai oraz Akon. Natomiast po prawej stronie: mężczyzna z okularami i dość wyróżniającym się ubiorem w porównaniu z innymi, kobieta z rzucającymi się w oczy żółtymi włosami i dość dziwną białą maską na szczękę, Ichigo Kurosaki oraz najstarszy z wyglądu mężczyzna z słomianym kapeluszem, różowym haori oraz czarną opaską na prawe oko, które ledwo co zauważyli, gdyby nie widoczny z boku pasek. Dwójka przyjrzawszy się wszystkim nieznanym członkom Gotei nie ruszając głowami rozmyślała nad różnymi scenariuszami począwszy od najlepszych do najgorszych z możliwych. Xwadax wpatrując się w prawy bok był mocno zdezorientowany odmiennością dwójki „odmieńców”.

„Hm... Ta kobieta to chyba Arrancar, sądząc po dość dziwnym wyglądzie, ale ten okularnik... Quincy? Nie... A może?”

W końcu po kilku sekundach milczenia Kuchiki rozpoczął rozmowę zwracając się do wyższego „Hollowa”.

- Zacznijmy od Ciebie, Vasto Lorde. Zapewne zastanawiasz się, dlaczego kapitanowie Abarai i Kurosaki zabrali Ciebie do Soul Society?

- Tak... Podobno to był długoterminowy rozkaz. Na czym dokładniej był sens przyprowadzenie mnie tutaj? - spytał się Q’Rusu próbując zachować grzeczność w wypowiedzi.

- Ponieważ w wyniku skutków związanych z wycieńczającą nas wojną z grupą Quincy zwanych Vandenreich powodując olbrzymie zawirowania energii wokół wymiarów - stwierdził Akon próbując jak najprościej wytłumaczyć dwójce powód.

- Aha. Czyli to ze względu na moje Reiatsu?

- Zgadza się. Dlatego już od samego początku - to znaczy od wejścia do tego świata stałeś się automatycznie włączony do naszych szeregów - dokończył zdania Kuchiki.

- Dobrze... A co z moim towarzyszem? - zapytał się kapitana 1. Oddziału Q’Rusu.

- Tu właśnie trwała dyskusja dotycząca jego dalszego losu. Braliśmy każdy możliwy scenariusz - powiedziała Unohana zwróciwszy swój wzrok na Adjuchasa.

- Początkowo chcieliśmy go odesłać z powrotem do Hueco Mundo, ale po analizie nietypowego bandaża oraz uratowanie mojej siostry, postanowiliśmy również go przyjąć. Jeśli oczywiście tego pragnie - oświadczył Byakuya.

- Oczywiście, że chcę! - powiedział troszkę za głośnio Xwadax.

- Niech będzie. Zostajecie oficjalnie włączeni do Gotei, a dokładnie do 5. Pułku.

- Pułk? Myślałem, że tutaj są tylko oddziały - leciutko się zdziwił Q’Rusu.

- Ta grupa jest wyjątkowa, ponieważ składa się z Arrancarów, a ja stoję na czele - powiedziała po chwili kobieta w krótkich jasnych włosach.

- Rozumiem... A reszta to Shinigami, tak? - spytał się z ciekawości Adjuchas.

- Nie. Jeszcze jest tak zwany Trzeci Kwartet, w którym stacjonują Quincy - stwierdził po chwili mężczyzna z krótkimi czarnymi włosami i w biało-niebieskim ubraniu.

- Eeee?! Nie należeliście do...

- Ależ skąd! Ishida, który jest kapitanem bardzo pomógł w walce z wrogiem i kiedyś nie należał do nikogo - sprostował wypowiedź Quincy Ichigo.

- Kurosaki, nie musiałeś tłumaczyć mojej roli... - lekko skrzywił się dowódca „oddziału”.

- Chciałem tylko wprowadzić trochę humoru, ale od dobrych paru lat nie udaje mi się...

- O rany, rany. Ichigo-kun próbuje jakoś poprawić humor po tej całej awanturze... - uśmiechnął się Kyōraku poprawiając swój kapelusz.

- Ale zapewne tak czy siak wprowadzi w Nas nastrój - odpowiedział ciepło Renji przyglądając się Ichigo.

- No dobrze... Macie jeszcze jakieś pytania - spytał się normalnie Byakuya po wysłuchaniu krótkiej dyskusji o panującej się tu atmosfery.

- W zasadzie, czemu nazywacie się Gotei 13, skoro Was jest... - zadał pytanie Q’Rusu.

- O to proszę się spytać kapitana 7. Oddziału. On powie wszystko co chcesz wiedzieć o przeszłości.

- A dlaczego akurat ja?! - zwrócił swój wzrok pomarańczo włosy chłopak na Głównodowodzącego.

- Żeby wprowadzić tutaj Twój tak zwany humor, to zrób coś pożytecznego dla nowych członków 5. Oddziału i przedstaw im wszystko, co chcą wiedzieć - odpowiedział Kuchiki delikatnie uśmiechając się pod nosem.

- No... niech ci będzie... - mocno skrzywił się mężczyzna.

W końcu po zakończeniu inauguracji i podziękowań od wszystkich kapitanów, przed wejściem na salę obrad zostali jedynie kompania pustynna, Haribel i Ichigo, który zaczął krótką pogawędkę:

- A więc... O czym chcecie wiedzieć?

- Może by tak wszystkiego? Bo sądząc po stanie tego miejsca jest chyba dużo objaśnień - pokazał swoim szponem Q’Rusu.

- Huh?! To mi zajmie wieki!

- To chyba nie problem dla wybawcy Soul Society i wszystkich z Hueco Mundo, Kurosaki? - powiedziała dość spokojnie kobieta spojrzawszy się na Shinigami.

- Hm... Będę musiał wyjąć ze swoich rzeczy swoją książkę...

- Książkę? Jaką książkę? I co to w ogóle jest?! - spytał się z zaciekawieniem Xwadax.

- To taka rzecz, w którym zapisuje się różne wydarzenia, swoje myśli lub po prostu jakieś zdania - wytłumaczyła Haribel i pokazując ręką na Ichigo dodała: - A Kurosaki miał jako jedyny ochotę pisać to...

- Chyba raczej zmuszony przez Byakuyę... - poprawił wypowiedź Ichigo.

- Hihihi!! - uśmiał się pająk usłyszawszy wypowiedź chłopaka.

- Raz muszę przyznać, że to było zabawne, ale w małym stopniu... - uśmiechnął się Vasto Lorde.

- Serio?! - zmrużył oczy Kurosaki i po chwili oznajmił. - No dobra cwaniaczki, wy pójdźcie za waszą nową przywódczynię a ja postaram się znaleźć księgę z historią z ostatnich 25 lat...

Po tych słowach mężczyzna zostawił trójkę samą i skierował się do budynków 7. Oddziału a w tym czasie Haribel przyglądając się nowym członkom oznajmiła:

- No dobra. Chodźcie za mną a zobaczycie swój nowy dom oraz wszystkich członków mojego pułku.

- Jeśli można spytać zanim, ruszymy... czemu wszyscy mówią na Twój Oddział Pułkiem? - podniósł rękę do góry Q’Rusu.

- Gdyż w nim nie ma żadnego Shinigami czy Quincy... Jedynie są w nim Arrancarzy.

- Arrancarzy? To oni jeszcze istnieją? - zdziwił się słowami Xwadax.

- Jak widzisz. Przekonasz się, że mają się dobrze - odpowiedziała kobieta kierując się do swojej rezydencji.

Pustynna kompania popatrzywszy się na dziewczynę posłusznie ruszyła za nią chcąc zobaczyć swój nowe miejsce zamieszkania bez konieczności koczownictwa w całym Soul Society.

Epizod VII - Stałe miejsca

W czasie drogi na tereny 5. Pułku, Haribel - przywódczyni małej grupce Arrancarów w Soul Society prowadziła nowych rekrutów pomimo, iż nie należą do tej klasy. W tym czasie Q’Rusu i Xwadax podążali za nią bacznie przyglądając się nowemu zjawiskowi - słońcu, które bardzo mocno raziło ich oczy. Nawet jeśli jak długo będą się na to patrzeć to i tak po kilku krokach zwracali głowy w tą stronę, aby zbadać lub odkryć coś nowego w gwieździe. Kobieta podpatrując dwójkę po chwili zwróciła im uwagę:

- Tylko nie oślepcie, zanim dotrzemy na miejsce...

- Tak... Auć... Moje gały... - stwierdził Xwadax mocno mrużąc wszystkimi oczami naprzemiennie.

- Naprawdę ładna rzecz - dodał od siebie Vasto Lorde zasłaniając wzrok humanoidalną ręką.

- W Hueco Mundo też był dzień jak tutaj - powiedziała żółtowłosa.

- Naprawdę? Przecież od wielu lat jak sięgam pamięcią zawsze świecił księżyc... - rozszerzył swój wzrok pajęczak.

- Tak było pod kopułą Las Noches w czasach panowania Aizena.

- Pod tą wielką budowlą? Jak ostatnio zaglądaliśmy, to była w kompletniej ruinie i nie zobaczyliśmy...

- Pod zamkniętym dachem zaznaczam - poprawiła swoją wypowiedź Tier.

- Aha... A myślałem, że ten twórca znał się tylko na herbacie - pokiwał głową potakująco Q’Rusu.

- Hmmm?! Znaliście napój, jaki kiedyś piłam z innymi w czasie jego panowania a nigdy nie widzieliście dnia?

- Kiedyś, kiedy byłem jeszcze Adjuchasem, przypadkowo szukaliśmy wpośród ruin tejże budynku, aż przypadkowo znaleźliśmy jakąś skrzynię i beczkę... Po otwarciu znaleźliśmy jakieś dziwne liście i spróbowaliśmy ich... Były bez smaku i myśleliśmy do czego mogą służyć... - opowiadał z krótkimi przerwami fioletowłosy chłopak.

- Aż przypadkowo ja znalazłem obok beczki jakąś karteczkę z instrukcją dotyczącą „parzenia liści” za pomocą wody, która była w owej beczce. Po jakimś czasie i ogrzaniu całej wody z roślinami spróbowaliśmy i stwierdziliśmy, że jest całkiem niezła, ale... była dla mnie ZA GORZKA!! - dokończył wypowiedź Xwadax zmrużywszy oczy przy ostatnich słowach.

- Po pewnie nie znaleźliście cukru... Ale dobra, opowiem wam więcej, jak dotrzemy na miejsce - uśmiechnęła się "w głosie" kobieta kierując się w dalszą drogę.

Po chwili trójka ruszyła w dalszą drogę wśród dużego labiryntu z ścian i budynków trochę opuszczonego Seireitei. W tym samym czasie Kurosaki był na terenie 7. Oddziału i powolnym krokiem kierował się do swojej siedziby. Od czasu do czasu witał się z członkami często mówiąc po imieniu z dodaniem odpowiednich skrótów grzecznościowych. W końcu dotarł do swojego domu, który był otoczony różnorodną roślinnością, małym stawem oraz kamiennym ogrodem wszystko w stylu japońskim. Po uchyleniu drzwi wejściowych i zdjęciu sandałów skierował się do jednego z pokoi. Był największy ze wszystkich pomieszczeń, w którym znajdowało się biurko, łoże, duży regał z książkami oraz kilka obrazków przedstawiające jakieś sylwetki osób z czarną kokardą w prawym dolnym rogu. Ichigo zdjął ze swoich pleców Zanpakutō i położywszy je obok biurka podszedł do najwyższego mebla, aby znaleźć książkę. Przesuwał swym palcem po grzbietach pozycji pisanych własnym piórem i wyczytywał tytuły. Kiedy w końcu odnalazł tą odpowiednią pozycję i wyjąwszy ją po chwili poczuł, że ktoś go złapał za lewą ręką od tyłu. Zanim zdążył się odwrócić już leżał na plecach na ziemi jednocześnie powodując lekki hałas w pomieszczeniu. Będąc w tej pozycji i trzymając nadal w prawej dłoni książkę, obserwował na napastnika i powiedział mając uśmiech na ustach:

- Tym razem to Ty mnie załatwiłaś...

Owa postać będąca nad chłopakiem była dziewczyną mającą długie granatowe włosy sięgające bioder, czarne jak węgiel oczy i była ubrana w niebiesko-zielone kimono, które miało skrócone nogawki i rękawy. Mając szeroki uśmiech i wesołe oczy odpowiedziała:

- Albo jestem coraz lepsza, albo starzejesz się!

- Po prostu jestem padnięty! Wyjątkowo dzisiaj dużo się działo...

Ichigo nie zdążył skończyć zdania, gdyż po chwili między nimi nastąpiło zbliżenie ust i nastąpił dość krótki, ale mocny pocałunek.

- Witaj w domu kochanie!

Po tym akcie i krótkiej informacji, dziewczyna pomogła chłopakowi wstać i po krótkim otrzepaniu się z kurzu, odpowiedział jej:

- Arigatō, coś się działo podczas mojej nieobecności, Tatsuki?

- Nie licząc kilka wybryków ze strony Sachiko, to były nudy... - powiedziała normalnie dziewczyna przyglądając się ubraniu Ichigo.

- No tak... Czyli co poszło tym razem?

- Jedno drzewo w ogrodzie i dziurka w jej pokoju...

- Heh... Bywało gorzej! - uśmiechnął się kapitan 7. Oddziału.

- A po co wyjmowałeś z półki tą książkę? - pokazała wzrokiem na trzymaną w ręku chłopaka pamiętnik.

- Dzisiaj do 5. Pułku dołączyli się Vasto Lorde i Adjuchas a Byakuya poprosił mnie, abym opowiedział całą historię sprzed 25 lat...

- Oj... Chyba wcześniej zaśniesz, zanim to opowiesz...

- I dlatego mam zamiar pożyczyć im to, aby w końcu odpocząć...

- Masz na myśli dom, tak?

- No oczywiście, że tak! Po tym od razu idę się położyć obok Ciebie... - uśmiechnął się chłopak przytulając się do swojej wybranki.

- Oj, nie trzeba, ale z chęcią! Coś jeszcze się wydarzyło? - spytała się głaszcząc męża po włosach.

- A tak... Tylko się nie przewróć się! - odsunął się lekko od Tatsuki i dokończył wypowiedź. - Więc nasza stara...

________________________

- O to jesteśmy na miejscu - powiedziała Tier stojąc przed wejściem na teren Pułku.

Q’Rusu i Xwadax stanęli przed kobietą i zauważyli dość podobny krajobraz pustynny z Hueco Mundo z kilkoma różnicami. Domy były prawie takie same co siedziby Shinigami za wyjątkiem kolorem, natomiast otoczenie wokół budynków nie było zielone, tylko wypełnione kamiennymi ogrodami, które zostały ukształtowane tak, aby przypominały fale. Drzew nie było zbyt wiele, ale one pochodziły z tego świata i były to wiśnie japońskie. Natomiast w oddali przemieszczały się dwie postacie ubrane w białe ubranie łudząco przypominające uniform Bogów Śmierci. Po chwili dowódczyni kontynuowała swoją wypowiedź dotyczącą Pułku:

- Obecnie nasza grupka składała się z 10 członków licząc ze mną. 7 kobiet i trzech mężczyzn. Nasz ubiór pochodzi z czasów, kiedy urzędowaliśmy w naszym rodzimym wymiarze. Z powodu tej wojny, o której niedługo się dowiecie, zostaliśmy zmuszeni opuścić Hueco Mundo i zamieszkać tutaj.

- Ale widzę, że teren troszkę przypomina nasz dom - stwierdziła wyższa postać pokazując szponem krajobraz.

- Tak... Początkowo wszyscy byliśmy w depresji, ale jakoś się przyzwyczailiśmy. Dodatkowo tutaj mamy też swoje numery, które klasyfikują moment dołączenia do pułku. Ja jestem pierwsza jak widać - powiedziała pokazując tatuaż na lewej piersi, co w ogóle nie wywołało poruszenia rekrutów.

- To znaczy, że będziemy 11. i 12. członkiem? - podrapał się po głowotułowiu Xwadax.

- Tak, ale nie w tej chwili...

- Jak to? - spytali się jednocześnie „kompania pustynna”.

- Musimy jeszcze z Was zrobić Arrancarów, aby można było przydzielić Wam numery.

- Przecież moja ewolucja wypełni się za kilkadziesiąt lat, a mój kompan nie może już awansować wyżej. Więc jak?! - zdziwił się mocno Vasto Lorde.

- Mamy coś, co przyspiesza rozwój i w dwa dni zostaniecie pełnoprawnymi członkami.

- To znaczy będziemy bardziej... eee...

- Tak. Będziecie przypominać ludzi z pozostałościami po maskach. A wasza moc będzie podlegać na obecnym stanie ewolucyjnym.

- Uf... Czyli nie stracę talentu budowlanego-leczniczego... - odetchnął z ulgą lekko zdezorientowany pajęczak po wypowiedzi Haribel.

- Ale zanim zacznie się wasza ostateczne przekształcenie, chcę abyście zapoznali się z innymi Arrancarami. Na pewno zaprzyjaźnicie się ze wszystkimi - powiedziała mile kobieta, która odwróciła się i krzyknęła. - Chodźcie tutaj! Mamy nowych członków!

Po chwili ze wszystkich stron pojawili się wszyscy Arrancarzy, którzy skierowali się do trójki, aby mogli poznać nowych członków. Pomimo lekkiego zdenerwowania ze strony „niżej ewolucyjnych” rekrutów, stali dość pewnie i mieli dużo chęci poznać swoich „braci i sióstr” po wielu latach tułaczki w Hueco Mundo.

Epizod VIII - Nowa kompania

Posiadłość Kurosakich na terenie 7. Oddziału.

- Niemożlwe... Rukia... żyje?! - wytrzeszczyła oczy Tatsuki po usłyszeniu nowiny od swojego męża.

- Tak... Początkowo nie mogłem też uwierzyć jak ją zobaczyłem wraz z Renjim w Hueco Mundo - powiedział Ichigo uspokajając dziewczynę.

- Ale... przecież sam mówiłeś, że z tych pułapek umiera się po roku przesiadywania!

- To też mnie bardzo zastanawia, ale powinniśmy się cieszyć!

- No tak... Lecz to właśnie ze zniknięcia jej w czasie wojny nie mogłeś się pozbierać... przychyliła lekko głowę w kierunku podłogi.

- Ale to dzięki tobie zyskałem uśmiech pomimo dla Nas dwójki wielkich strat... - przytulił się do Tatsuki próbując ją pocieszyć, po czym spojrzał się na wszystkie obrazy w tym pokoju.

Przedstawiały wszystkich przyjaciół z Karakury, którzy zginęli w czasie jednego z etapów wojny z grupą Vandenreich. Po krótkim pocieszaniu się, kapitan 7. Oddziału powiedział:

- No dobra. Daje im tą księgę i za chwilę wracam...

- Hai - odpowiedziała dziewczyna ruszając głową potakującą.

Po tych słowach Kurosaki wyszedł pokoju, aby przekazać nowym członkom 5. Pułku własnoręczny rękopis, a Tatsuki podeszła do jednego z portretów i zdjęła go. Przedstawiał profil Rukii, która jakimś tajemniczym sposobem przetrwała w więzieniu pokonanego wroga. W tym samym czasie przed wejściem Oddziału Arrancarów w Seireitei, Haribel stoj ca przed Q’Rusu i Xwadaxem czekali, aż przybędą wszyscy członkowie. Po chwili z trzech kierunków pojawili się różne osoby mające jednolite ubranie, lecz posiadające jakiś indywidualny szczegół. W ciągu trzech minut byli już wszyscy i zaczęli przyglądać się nowym przybyszom i wymieniać między sobą zdania dotyczące ich wyglądu lub przydatności. Haribel widząc lekkie poruszenie w swojej „armii” zaczęła mówić:

- Dobra. Uspokójcie się wszyscy. Chcę Wam przedstawić nowych członków, Q’Rusa i Xwadaxa.

- Miło Was spotkać - powiedział Vasto Lorde ukłoniwszy się do wszystkich.

- Witajcie! Mam nadzieję, że będziemy dobrymi kompanami - uśmiechnął się oczami pajęczak.

- Z czego co widzę, nowi koledzy to Vasto Lorde i Adjuchas - powiedziała kobieta z długimi, morskimi włosami i pękniętą maską na czole.

- Naprawdę? To chyba nasi pierwsi rekruci, mam rację? - spytała się ciemnoskóra dziewczyna bacznie przyjrzawszy się pajęczakowi.

- To przecież chyba oczywista, Mila Rose... To są pierwsi adepci - odpowiedziała kobieta zasłaniająca usta prawą ręką ukrytą w długim rękawie.

- Nani? Co to miało być?

- To co usłyszałaś, kretynko - stwierdziła kolejna dziewczyna mającą irokeza na pozostałości po masce w postaci paska z rogiem na czubku głowy.

- To, że mamy nareszcie nowych członków nie znaczy, że masz mnie nazywać od głombów, małpo - wyszczerzyła zęby z lekkiego zdenerwowania „partnerka”.

- Że jak? Chcesz, żebym ci wbiła twoje słowa w twoją głowę?! - przyparła swoje czoło z kompanką rozzłoszczona Apacci.

- Tylko spróbuj!

- Proszę wybaczyć moim przyjaciółkom, ale zawsze te pacany muszą się o byle co kłócić - powiedziała Sung-Sun do nowych członków 5. Pułku.

- SUNG-SUN, TY SZUJO!!!! - krzyknęły jednocześnie kłócące się ze sobą dziewczyny.

- One zawsze tak mają... - dodała od siebie Haribel.

- Eeee... OK? - powiedział niezręcznie Xwadax widząc obecną scenę.

- Jak to się mówiło... Kto się czubi, ten się lubi? - podrapał się po głowie Q’Rusu.

- Właśnie tak, zawsze mają jakieś ze sobą problemy - uśmiechnął się mężczyzna z dużym pomarańczowym afro.

- Mam wrażenie, że nie będziemy się nudzić, co nie? - stwierdził pająk.

- Podam Wam skrótowo wszystkich członków - powiedziała żółtowłosa i po chwili zaczęła wymieniać. - Od lewej strony zaczynając to: Sung-Sun, Apacci, Mila-Rose, Nelliel, Gantenbainne, Menoly, Fastra, Maninouix i...

- Nie musisz mnie wymieniać, sam potrafię się przedstawić. Nazywam się Grimmjow - stwierdził mężczyzna mający ręce w kieszeni, krótkie, sterczące niebieskie włosy i pozostałość maski w postaci szczęki na lewym policzku.

- Jak sobie chcesz... I tak jesteś tu drugim najsilniejszym Arrancarem w Pułku, więc nie będę Cię wspomagać.

- Jasne... Zobaczymy za kilka dni jak nasze żółtodzioby będą mocne, kiedy przejdą na nasz poziom...

- Słuch... - chciał powiedzieć pająk na możliwą obelgę ze strony członka, ale został powstrzymany przez kolegę i po chwili spytał się. - Słyszałem, że macie coś, co przyspieszy nasz rozwój, więc gdzie to coś jest?

- W posiadłości Haribel-sama znajduje się przedmiot, który zmieni waszą postać na ludzką - odpowiedziała czerwono włosa dziewczyna mająca zasłoniętą lewą stronę twarzy maskę, która przypomina łuskę krokodyla.

- A co się stanie z naszymi mocami? - spytał się Vasto Lorde lekko zamyślony.

- Zostaną zapieczętowane w Zanpakutō, ale po waszej transformacji pokażemy jak je uwalniać. Po za tym nauczymy was używania technik niezbędnych dla Arrancarów - odpowiedział wysoki mężczyzna z czarnymi krótkimi włosami, lekkim zarostem i maską w postaci półksiężyca znajdujący się na brodzie i ciągnący się po skroniach.

- A kiedy to się zacznie to całe przedsięwzięcie?

- Musimy was zbadać, sprawdzić poziom mocy oraz musicie wybrać nazwiska... - dodała od siebie Tier.

- Nie wystarczy mieć jedynie imię? - zdziwił się Xwadax.

- Każdy ma nazwisko od urodzenia, wystarczy sobie przypomnieć lub powiedzieć pierwszą rzecz, która wpadnie ci do głowy.

- Hm... Mi jedynie chodzi mi po głowie tylko jedno słowo... Avatar... - stwierdził pajęczak po dłuższej myśli.

- A ty, Vasto Lorde? Podaj swą tożsamość - powiedział Gantenbainne będący mocno zainteresowany przybyszami.

Po kilkunastu sekundach mocnego myślenia nad zaginionym nazwiskiem, fioletowłosy humanoidalny mężczyzna oświadczył:

- Ja jestem... Q’Rusu Enigma...

- A więc Q’Rusu Enigma i Xwadaxie Avatarze, witamy w 5. Pułku. Menoly i Fastra zaprowadzą Was do nowego wspólnego kwartetu, a jutro zacznie się transformacja - oświadczyła Tier Haribel i po chwili machnęła ręką, że reszta może odejść.

Epizod IX - Rywalizacja

Przyszli Arrancarzy stojący naprzeciwko prawdziwym obserwowali, jak pojedynczo lub w dwuosobowych grupach opuszczali miejsce spotkania, aby zająć się własnymi sprawami. Zostały jedynie Haribel, Menoly i Fastra, gdzie Dowódczyni tłumaczyła, w którym miejscu znajduje się nowa siedziba dla nowych. Po kilku sekundach również i ona poszła w kierunku swojego budynku poprzednio pożegnawszy się z rekrutami. Pozostała czwórka spoglądała się na siebie w ciszy, aż w końcu rozmowę rozpoczęła czerwonowłosa dziewczyna:

- Wiecie, nigdy nie przypuszczałam, czy kiedykolwiek zobaczę Vasto Lorde i Adjuchasa...

- Bo pewnie znudził ci się wygląd Arrancarów? - spytał się Xwadax.

- Może i tak... Dwadzieścia pięć lat bez oglądania swojego domu jest naprawdę deprymujące...

- To strasznie długo... Co się wtedy wydarzyło, że musicie tutaj siedzieć? - zadał pytanie z zainteresowaniem Q’Rusu.

- Szkoda gadać... Wtedy wielu z nas zginęło i nadal nie chcemy wracać pamięcią do tamtych dni... - zmartwiła się w głosie Menoly lekko odrzuciwszy wzrok na bok.

- Watashiniha rikai... (Rozumiem) Czy za zapisanie tamtego czasu powierzono Kurosakiemu?

- Hai... To on zakończył całą tą wojnę... I od tego czasu ma miano Kyūseishu (Zbawca), ale ten chłopak jest bardzo skromny... - odpowiedziała Fastra .

- Tylko za jaką cenę... - dodała od siebie blondynka wycierając z oka łzę.

- No dobrze... Nie będziemy się dopytywać o tamte dni, bo naprawdę to był dla was bardzo paskudny czas sądząc po waszych twarzach... - stwierdził poważnie pajęczak.

- Może pokażecie Nam te nowe miejsce, w którym mamy zamieszkać i porozmawiamy nieco o obecnych sprawach? - zaproponował Vasto Lorde przymilnie przymykając oko.

- Dobrze. Chodźmy - powiedziała Manilla zmieniając tonację głosu. Po tych słowach dziewczyny poszły w głąb 5. Pułku, a za nimi mieli podążać pustynna kompania, ale nagle za ich plecami odezwał się znajomy głos:

- Chwileczkę, Q’Rusu!

Członkowie nietypowej grupy odwrócili się i ujrzeli właśnie zbawcę wszystkich, który nie mając na plecach Zanpakutō i trzymał w lewej ręce książkę z relacją z nieszczęśliwych dni. Ichigo podszedł do Vasto Lorde i wręczając mu „historię” powiedział:

- Nie śpiesz się z jej oddaniem i mam nadzieję, że po przeczytaniu nie będziesz miał dodatkowych pytań.

- W porządku - odpowiedział przyglądając się okładce księgi.

- W niej znajdziesz wszystko, co widziałem na własne oczy i uważaj, żeby...

Nie dokończył nagle, ponieważ ni stąd, ni z owąd pojawił się Grimmjow, który poprzednio wywołał dużą ilość kurzu wymierzył swoją pięść w kierunku twarzy Ichigo. Shinigami nie będąc zaskoczony sytuacją sparował cios jedną ręką wywołując lekki podmuch powietrza wokół dwójki. Dziewczyny nie były specjalne wystraszone takim nagłym widokiem w przeciwieństwie do nowych, którzy odsunęli się na dwa metry i wyostrzyli swój wzrok, aby otrząsnęli się ze stanu. Arrancar mając duży uśmiech na ustach i przyglądając się twarzy Kurosakiego, odparł:

- Widzę, że twój refleks się nie zmniejszył, Kurosaki!!

- Hejka, Grimmjow! A ja widzę, że nadal masz niezły nastrój - odpowiedział chłopak także uśmiechnąwszy się.

- Już za tydzień będę mógł wyładować się na twojej twarzyczce!!

- Ach no tak! Widzę, że czekasz na swój rewanż z tamtego roku!!

- Ja zawsze czekam na te walki, ale tym razem ci się nie poszczęści!!

- Więc daruj sobie takie ostrzeżenia, chyba, że to twój sygnał, że jesteś słabszy niż ostatnim razem!

- Słucham? Zobaczymy jak będziesz wyglądał, jak będę stał nad tobą, Kurosaki! - odparł złowrogo niebieskowłosy mężczyzna odsunąwszy swoją pięść od dłoni Shinigami.

Po tych słowach Arrancar wyparował sprzed oczu pozostałych członków Pułku i Ichigo, który po dziwnym spotkaniu dokończył swoją myśl:

- ...żeby jej nie zniszczyć, bo nie mam ochoty pisać tego jeszcze raz.

Widząc jedynie skinienie głową od strony Q’Rusa, dawny Zastępczy Shinigami odwrócił się od nich i skierował się do domu, gdzie obiecał swojej wybrance serca odpocząć w łóżku. Mocno zaskoczeniu adepci nie mogąc wypowiedzieć ani słowa na to, co ujrzeli przed chwilką wywołali u dziewczyn lekki śmiech. Xwadax jako pierwszy spytał się otrząsając się z wydarzenia:

- A to co to miało być?!

- Dawni śmiertelni wrogowie, a teraz najwięksi rywale w całym Soul Society - odpowiedziała Fastra uradowana na znieruchomienie Vasto Lorde i Adjuchasa.

- Dla nas to było za szybkie i stresujące! - stwierdził Q’Rusu ustawiając się normalnie.

- Tak... Tylko Wasze pozy były śmieszne! Prawie jak baletnice! - uśmiała się Menoly.

- I zapewnie będzie więcej tego typu niespodzianek?

- Jasne. Tym się charakteryzuje się nasza grupka. Zawsze codziennie coś się dzieje i na pewno nie będziecie się nudzić - uśmiechnęła się Shakunage klepiąc po brzuchu wyższego kompana.

- No to będzie fajnie... A pro po... Co jest za tydzień? - spytał się z zaciekawieniem Xwadax.

- Kanjō no Chōtei Hōden (Pojednawcze Rozładowanie Emocji). To trwający trzy dni festiwal w Seireitei, w którym odbywają się walki, konkursy oraz uczczenie pamięci dla poległych w walce z Vandenreich... - zaczęła Menoly stając się w tym momencie poważna.

- ...Pierwszy raz odbyła się po dziesięciu dniach po tej całej wojnie a rozpoczęli ją właśnie Jaegerjaquez i Kurosaki, gdzie Arrancar lekko znudzony bez przyczyny wezwał na pojedynek Ichigo jako „rozładowanie emocji po stratach” - dokończyła Fastra zaznaczając ostatnie słowa palcami poprzez ich zginanie.

- I kto wygrał? - spytał się Vasto Lorde będący zaciekawiony ich historią rywalizacji.

- Pewnie w tej książce znajdziesz odpowiedź... No to co? Idziemy do waszego nowego domu, czy będziemy tutaj stać jak kołki?

- A więc prowadźcie - powiedział głośno pajęczak.

W końcu po kilku minutach gadaniny i niespodziewanej akcji, poszli do miejsca docelowego, gdzie Q’Rusu i Xwadax mieli przejść ze stanu koczowniczego na stały. W trakcie krótkiego zwiedzania, nowi przybysze przyglądali się otoczeniu lekko przypominającego pustynię, styl malowania budynków oraz nowym nieznanym rzeczom, jak krzewy czy słupom ze drogowskazami. Po kilku chwilach dotarli do konstrukcji budowlanej, która była bez lokatorów aż do dzisiejszego dnia. Blondynka rozsunęła drzwi na całą szerokość i zaprosiła domowników do środka. Vasto Lorde wszedł jako pierwszy wpierw uchylając się, aby nie zahaczyć lewym ramieniem o sufit. Natomiast Adjuchas, który był dużo szerszy miał więcej problemów z dostaniem się do wnętrza mieszkania, ale po dwóch minutach i jemu także się udało wejść poprzez wciągnięciem odnóży prawie pod siebie. Kiedy kompani rozglądali się w przedpokoju, dziewczyny stojące przed drzwiami poinformowały:

- Resztę zwiedzania powierzamy Wam, czujcie się jak u Siebie - zaczęła Fastra.

- I radzę się Wam wyspać, jutro czeka Was ciężki dzień. Spotykamy się jutro i zapukamy do was - dokończyła Menoly zamykając drzwi.

- Dobrze. Do zobaczenia! - odpowiedział Q’Rusu, który w tym czasie pomagał koledze przejść do sąsiedniego pokoju.

W tym momencie zaczęło się oglądanie jak i przechodzenie przez slalom przeszkód czekający przez całą drogę w nowym domu w 5. Pułku w Soul Society.

Epizod X - Noc przed zmianą

Adepci 5. Pułku przez prawie trzy godziny zapoznawali się z nowym mieszkaniem, ponieważ ich rozmiary mocno uniemożliwiało im przeciskanie się między pomieszczeniami przeznaczonymi dla „ludzkich” wymiarów. Budynek posiadał cztery pokoje - przedpokój, łazienkę oraz umieszczone naprzeciwko siebie dwie sypialnie. Kolorystycznie przypominał czasy podczas świetlności Las Noches w czasach Aizena, ale wielkościowo był porównywalny z mieszkaniami Shinigami. Po męczarniach z wewnętrznymi drzwiami, które były rozsuwane oraz po zrobieniu kilku małych dziur na suficie, nowi lokatorzy w końcu padli na podłodze mocno ziając. Po kilkunastu sekundach i głębokich oddechach, Xwadax leżący na plecach powiedział do Q’Rusu, który leżał na brzuchu obok niego stwierdził:

- Kto do cholery zaprojektował te porąbane przejścia?! Nie da się w ogóle przez nie przejść...

- Bo jesteśmy pierwszymi niebędącymi Arrancarami, którzy się dołączyli? - odpowiedział lekko podnosząc głowę tak, aby usta nie znajdowała się przy ziemi.

- Gdybym to ja miał to budować, to kazałbym zrobić szersze korytarze...

- Tak, tak... Daj już sobie spokój...

Po chwili ciszy i ciężkiego oddechu, Vasto Lorde wstał, aby sprawdzić, co się dzieje na zewnątrz. Po ostrożnym przejściu, aby nie zrobić kolejnych dziur odsunął drzwi i zauważył, że już zapadł zmierzch. Lekko zaskoczony tak szybkim upływem czasu wrócił do kolegi, który nadal był w tej samej pozycji i powiedział do niego:

- Wiesz co... Już zapadła noc...

- Nani?! Jasny by to szlag... W takim razie ja idę spać tak jak teraz jestem! I tak mam już za dużo wrażeń jak na dzisiaj...

Po tych słowach w mgnieniu oka zasnął w głęboki sen.

- Dobrze. Dobranoc... - odpowiedział szeptem i zamknął za sobą drzwi.

Q’Rusu udał się do drugiej sypialni znajdującej się po prawej stronie przedpokoju patrząc się przed wejściem do mieszkania. Po czym położył na łóżku nie okrywając się pościelą i wziął książkę zawierającą całą historię Gotei sprzed ponad dwudziestu pięciu lat.

„Zobaczę jedną lub dwie strony i idę spać...” - pomyślał mężczyzna przyglądając się brązowo-złotej okładce rękopisu.

Nie czekając ani chwili pomimo zmęczenia otworzył ją i po czym zaczął powoli rozszyfrowywać zapisane w niej znaki, które były dla niego dość znajome. Lekko rozszerzył swoje oko, gdyż był w stanie zrozumieć treść i po kilkukrotnemu sprawdzeniu, czy to rzeczywiście jest prawda stwierdził po cichu:

„A jednak te notatki kiedyś znalezione w Hueco Mundo na coś się przydały...”

Q’Rusu uśmiechnąwszy się zaczął wgłębiać się w historię, która nie powinna być poznana, lecz niestety ponownie ujrzy „światło dnia”.

______________________________

W tym samym czasie w jednej sal 4. Oddziału Renji w ciszy stał nad inkubatorem, w którym spała Rukia. Czerwonowłosy mężczyzna będąc lekko przygnębiony przyglądał się niezwykle spokojnie zaginionej i rozmyślał nad jej słowami wypowiedzianymi w czasie przechodzenia przez Gargantę. Nagle obok niego usłyszał dość znajomy głos:

- Czy coś Cię gnębi, Renji?

Lekko zaskoczony odwrócił się i ujrzał swego dawnego kapitana w czasach, kiedy był wicekapitanem 6. Oddziału i odpowiedział:

- Kuchiki-soutaicho...

- Przecież Rukia jest cała i zdrowia. Czyżby coś cię trapiło?

- Ja... Zastanawiam się, jak zareaguje Rukia, kiedy dowie się, że jej nie było przez tak długi czas... I jeszcze jak wracaliśmy z Hueco Mundo spytała się, czy w Seireitei jest wszystko na miejscu...

- Bez względu na to, czy powinna wiedzieć o obecnej sytuacji czy nie i tak zapewne się o tym dowie, więc lepiej powiedzmy jej wszystko od razu jak wydobrzeje - stwierdził Byakuya po dłuższej chwili namysłu.

- Hai...

- Chodźmy spać. Dajmy jej odpocząć - powiedział Głównodowodzący wychodząc z pokoju z inkubatorem.

Chwilę później i Abarai w ciszy wyszedł zamykając za sobą drzwi. W tej chwili ciało Rukii zaczęło emitować dość dziwną srebrzystą energią.

__________________________________

Teren 2. Oddziału, siedziba dowódcy Onmitsukidō. Kobieta będąca w nocnym kimono i czarnymi włosami zakrywającymi uszy siedziała przy biurku i czytała książkę. Mając normalną mimikę twarzy, dokładnie przyglądała się jednej ze stron, na której były zapisane różne informacje i w tym momencie swym wzrokiem była na cytacie:

„Jesteśmy połączeni z przeszłością i teraźniejszością innych ludzi. Każdą zbrodnią i aktem dobroci tworzymy własną przyszłość.”

W tym momencie do jej pokoju weszła dziewczyna w ubiorze typowym dla Shinigami. Miała długie, czarne włosy sięgające do łopatek, niebieskie źrenice a obok lewej powieki była widoczny nietypowy ślad w postaci łuku otaczający oko. Była uśmiechnięta i bardzo energiczna pomimo, że już panowała noc. Kobieta widząc ją od razu spytała się jej:

- Czy wszystko u ciebie w porządku, Rei-Fēng?

- Oczywiście, wszystko w porządeczku, Okāsan. (matko)

- To dobrze. Jak przebiegał trening w Kidō u Shunsuia?

- Pomimo, że ciągle gapił się na mnie tak, jak zwykle to całkiem znośnie... Nie lubię wypowiadać tych inkantacji na pamięć...

- Jeśli chcesz być dobra w tym, to musisz znać je, bo później będą z tym kłopoty. Powinnaś to jakoś sobie uświadomić.

- Wiem no... Ciekawa jestem, gdzie tym razem znajdę nauczyciela, kiedy będzie popijał sobie sake - stwierdziła córka kapitana rozmyślając o dzisiejszym spotkaniu, w którym znalazła go w ogrodzie na terenie 3. Kwartetu.

- Znając go, pewnie wszędzie.

- Co mama robi? Czytasz książkę?

- Tak. Już niedługo będzie rocznica i robię to, co od pierwszej rocznicy zrobiłam.

- To znaczy, że niedługo będzie festiwal? A no tak... To przecież czerwiec... - klepnęła się lewą ręką w czoło młodsza dziewczyna.

Po chwili „wygłupów” przypomniała sobie jeszcze o jeszcze jednej ważnej dla swojej matki dniu. Wyciszyła się na moment i po chwili dodała mówiąc tym razem poważniej:

- I jeszcze rocznica śmierci Otōsan... (taty) I to już dwudziesta piąta... To znaczy, że to jego pamiętnik, zgadza się?

- Hai... I właśnie go odświeżam po roku niezaglądania do niego.

- Czemu akurat te święto musiało się zacząć w tym dla nas szczególnym dniu?

- Spytaj się Kurosakiego dlaczego akurat musiał w tym dniu walczyć z jednym z Arrancarów pomimo wyraźnego rozkazu o powadze tego wydarzenia - odpowiedziała lekko zdenerwowana Suì-Fēng.

- Ok, ok... Idę spać, mam przynieść Ci coś do picia?

- Nie dziękuję, Musume (córko). I nie zapomnij o raporcie z sytuacji w drugim oddziale.

- Jasne. Dobranoc mamo! - odpowiedziała Rei-Fēng mając szeroki uśmiech.

- Miłych snów...

Młodsza z rodziny Fon poszła do swojej sypialni znajdującej się kilka pomieszczeń obok gabinetu matki, a głowa powróciła swoim wzrokiem do książki należącego do nieżyjącego 4. oficera 13. Oddziału.

___________________________

7. Oddział, dom Kurosakiego. Ichigo będąc mocno przemęczony ostatnimi wydarzeniami przebierał się w łazience w nocne ubranie, a w tym samym czasie Tatsuki już leżała w podwójnym łączonym łóżku, gdzie czekała na swego męża. Kiedy Ichigo był w czarno-czerwonym kimono z zielonymi wzorkami wyszedł z sąsiedniego pokoju, podszedł do posłania z dziewczyną, położył się po lewej stronie na plecach obok kobiety i powiedział:

- Ale jestem padnięty! Przez kilka dni musiałem harować i w końcu mam upragniony odpoczynek...

- A na jak długo? - spytała się Tatsuki układając się na bok do partnera.

- Chyba dopiero po festiwalu będę miał zajęcia...

- Tak? No to mamy dużo czasu dla siebie - powiedziała dziewczyna przesuwając swą prawą ręką pod kołdrą po brzuchu chłopaka.

- Oczywiście. Może jutro odwiedzimy Rukię?

- Jasne, że tak! Tylko musimy być ostrożni w słowach, aby ją nie oszołomić...

- Da się to załatwić... Chyba.

- Na pewno coś wymyślimy... Ale teraz dobranoc kochanie!

- Wzajemnie i kolorowych snów!

Po słowach Ichigo para pocałowała się w ustach na około dziesięć sekund po czym będąc mocno przytuleni obok siebie zasnęli. A w tym czasie obok ich pokoju, ich córka powtarzała jakieś inkantacje, które mają być potrzebne do jej jutrzejszego treningu w innym Oddziale.

Epizod XI - Zapowiedzi

Q’Rusu leżąc na materacu przeglądał książkę Kurosakiego, która opowiadała wydarzenia sprzed dwudziestu pięciu lat. Pierwsza strona miała krótką notę, małym druczkiem w prawym dolnym rogu:

„Z dedykacją dla wszystkich, którzy zginęli w bezsensownej wojnie.”

Czytelnik powoli rozszyfrowywał kolejne słowa zapisane w języku japońskim. W końcu po rozpracowaniu odpowiedniej techniki umożliwiającej zrozumienie treści, Vasto Lorde z zaciekawieniem wyobrażał sobie tamtejsze wydarzenia.

___________________

Ponoć dość mało znaczące wydarzenia mogą całkowicie przewrócić świat do góry nogami...

"8. Styczeń 2004 czasu ziemskiego, Karakura"

Jako dzień w Karakurze był takie jak inne - zwyczajne... no z wyjątkiem tego, że byłem wtedy Przedstawicielem Shinigami. Czyli śniadanie, nauka, którą już niebawem miałem skończyć, pilnowanie Karakury przed Hollowami, itd. Jednakże tamtej nocy miał do mnie dołączyć nowy zastępca Imoyama-samy, ale już na dzień dobry dostał niezły łomot od Pustych. Na domiar tego była jeszcze jedna osoba, która dość często pouczała go siłowo. Mowa o Ryūnosuke Yukim i Shino Yoshikawie - dwójce oficerów z 13. Oddziału. Całe szczęście, że była Inoue, bo byłoby z nimi naprawdę źle... Jeśli chodzi o tą dwójkę... Dziewczyna jest w porządku, ale ten chłopak... Nie dość, że był w lepszym stanie niż ona, to dodatkowo przez cały dzień spał w moim łóżku!! I to jeszcze leżał obok Gigai, które mu zaprojektował Urahara-san. To było trochę wkurzające...

"9. Styczeń 2004 c.z."

No w końcu się obudził nieźle zaskoczony faktem, że jestem silnym przedstawicielem i skasował tamte Hollowy. Ale tak czy siak, przyszli Ishida, Inoue i Chado z chlebem z piekarni, w której pracowała ponoć najładniejsza dziewczyna w całym liceum w Karakurze. Po krótkiej reprymendzie ze strony Shino-san, wpadł tak bez zapowiedzi jakiś dziwny facet, który z wyglądu wyglądał na Arrancara. Powiedział, że nazywa się Ebern i ponoć ma do mnie jakąś sprawę... Bez wahania wykopałem go z pokoju za stanie na moim łóżku, które było zajęte przez dwa dni! Kiedy stanąłem z nim jeden na jednego okazało się, że ma jakiś dziwny wisiorek w kształcie krzyża, który ma Ishida... I gdy go uaktywnił, stworzył niebieską broń... Arrancar z mocami Quincy? W trakcie walki chciał, żebym uaktywnił swój Bankai... Zrobiłem to i stało się coś dziwnego - coś powiedział pod nosem i wokół mnie pojawiła się klatka, która zaczęła zdzierać ze mnie ubranie... Na całe szczęście wyrwałem się i go nieźle zraniłem używając Getsugi Tenshō, a ten był niesamowicie zaskoczony faktem, że moja forma nie zniknęła. Gdy w końcu chciałem się wydusić z niego informacje dotyczące, kim on do cholery jest. Niestety pojawił się dość dziwny cień, który zabiera tylko wybranych po czym zniknął... Na domiar złego to nie była Garganta... Potem wróciłem do siebie, gdzie dowiedziałem się, że nowi obrońcy Karakury mają wracać na pogrzeb wicekapitana 1. Oddziału - Sasakibego, po krótkim wypadzie nieznanego wcześniej wroga, który wypowiedział wojnę Seireitei...

_____________________________

Następnego dnia Xwadax powoli budził się z głębokiego snu pomimo leżenia dość w nietypowej dla niego pozycji - a dokładniej na plecach. Mrugając oczami zaczął powoli wstawać, kiedy nagle usłyszał zza drzwi wejściowych kobiecy głos:

- Q’Rusu, Xwadax! Już pora na badania!

- Moment... Daj nam moment na wyjście... - odpowiedział pajęczak mocno ruszając żuwaczkami tak, jakby ziewnął.

Po kilku próbach wydostania się z pokoju nie zauważywszy swego partnera, odsunął drzwi do drugiej sypialni. Zobaczył, żeVasto Lorde w tym momencie w najlepsze spał mając otwartą książkę na brzuchu. Lekko śpiący towarzysz chcąc go wybudzić, głośno i wyraźnie powiedział:

- Halo, halo? Czas wstawać, śpiochu!

- Co... co? Chwileczkę... O co biega? - odpowiedział Q’Rusu powoli przeciągając się i zrzuciwszy rękopis na podłogę.

- Pora na badania! Mamy wyjść, bo ktoś na nas czeka na zewnątrz...

- Dobrze... Już idę.

Po wstaniu i przedarciu się przez pomieszczenia w końcu wyszli z domu, gdzie akurat na nich czekała Fastra, która będąc rześka i lekko podekscytowania stwierdziła widząc lekko zaspanych „pacjentów”:

- A co wyście tacy niewyspani? Aż tak było źle w waszej pierwszej nocy w nowym wymiarze?

- Witaj, Fastra-sama... Nie, tylko te pomieszczenia są naprawdę ciężkie do przejścia... - odpowiedział fioletowłosy mężczyzna drapiąc się po barku.

- Mogliście zrobić je szersze... Dla mnie to była męczarnia! - skrzywił się na momentach utknięcia w drzwiach do wszystkich pomieszczeń.

- Dla was na całe szczęście to był dla was pierwszy i zarazem ostatni raz... Już za dwa dni będziecie Arrancarami i to będzie jedynie wspomnienie...

- Skoro tak mówisz... To gdzie idziemy?

- Chodźcie za mną do naszego laboratorium! - powiedziała dziewczyna kierując się właśnie w tamtą stronę.

Kompania pustynna pomimo lekkiego zmęczenia posłusznie poszli za nią, aby zmienić raz na zawsze swoje oblicze.

__________________

W tym samym czasie, w 4. Oddziale Hanatarō kierował się do pokoju, w którym był wodny respirator z Rukią. Kiedy wszedł do środka początkowo nie zauważył niczego podejrzanego, aż gdy podszedł bliżej zauważył, że szyba była zaparowana od wewnątrz. Lekko zdziwiony tym faktem powiedział na głos:

- A co to? Jak to możliwe, że nie mogę nic zobaczyć, jak się ma Kuchiki-san?

Zdezorientowany wicekapitan podszedł do panelu sterowania i zobaczył na wyświetlaczu, że pacjentka jest wyleczona w stu procentach. Początkowo chłopak nie mógł uwierzyć i trząsł głową kilkakrotnie, aby usunąć efekt zwidu, ale to było na nic.

- Jak to? Jest wyleczona?! Ale w jaki sposób... Powinienem już otworzyć inkubator...

Nie dokończył zdania, gdyż w trakcie przeglądania różnych statystyk zauważył, że w jej energii duchowej jest minimalna ilość kompletnie innej. Nerwowo przeglądając dane z Reiatsu wszystkich członków w Seireitei nie znalazł nikogo, do którego by należało ten mały procent mocy. Po kilkunastu minutach i długich poszukiwaniach w archiwach znalazł właściciela, który wywołał u niego potężny szok, jakby ktoś mu przywalił obuchem w głowę. Jąkając się z niedowierzania i rozszerzając wzrok powiedziało siebie:

- Niemożliwe... Adama Rzegnicowskiego?! Ale w jaki sposób niby przekazał jej swoje Reiatsu?!

Po chwili do tego samego pokoju weszła Unohana, która widząc dziwny wyraz twarzy swojego zastępcy spytała się:

- Czy coś się stało, Hanatarō?

- E... Ten tego... Rukia jest już wyleczona...

- Słucham? Pokaż...

Kobieta spojrzała się na ekran z różnymi danymi i po kilkunastu sekundach również mocno zdziwiona sytuacją powiedziała dość stanowczo:

- Jak wygląda teraz Kuchiki?

- Nie wiem... Szyba od wewnątrz zaparowała, Unohana-taicho...

- Otwórz ją...

- Hai! - odpowiedział przyciskając zielony przycisk, który odpowiada za otworzenie klapy.

Kiedy wrota od respiratora otworzyły się na zewnątrz wydostała się potężna ilość pary wodnej, która w szybkim tempie wypełniła cały pokój. Kapitan widząc to podeszła do okna i je otworzyła, aby poprawić widok. Po dwóch minutach wietrzenia w końcu dwójka najważniejszych osób w oddziale medycznym podeszła do otworzonego inkubatora, aby zobaczyć Rukię. Gdy w końcu ją ujrzeli nie mogli uwierzyć oczom zmianom, które dotknęły dziewczynie. Zszokowani przez kilka sekund nie mogli oderwać wzroku od niej i po tej ciszy, Yamada spytał się:

- Czy... czy... to Rukia-san??

- Hai...

- Ale jak to jest możliwe? Pani kapitan ma na pewno jakieś wytłumaczenie z tej sytuacji...

- Nie mam... Po prostu nie mam...

Epizod XII - Przekształcenia

W czasie, gdy w 4. Oddziale dzieje się nieoczekiwana zmiana, Q’Rusu i Xwadax już znajdowali się w całkiem dużym budynku technologicznym Arrancarów. Tam pomieszczenia były ogromne i znajdowały się pod ziemią pomimo dość mizernego wyglądu zewnętrznego, gdzie obiekt był porównywalny rozmiarowo z innymi w 5. Pułku. Po krótkich oględzinach, Fastra zaprowadziła ich do pokoju, w którym znajdowały się różnorodne przyrządy do badań. Pełno tam było komputerów, przycisków, radarów i wszelkiego rodzaju urządzeń do sprawdzania wszystkich umiejętności Arrancarów. Przy jednym z nich stał już Maninouix, który sprawdzał stan i przyglądał się różnym kontrolkom. Po chwili dziewczyna zagadała do mężczyzny:

- Możemy zacząć badania Maninouix...

- Ach w końcu! Witajcie! - odwrócił się do gości mężczyzna z czarnymi włosami.

- Dzień dobry. A więc to jest ten tak zwany Budynek Technologiczny Arrancarów, o którym Fastra-sama tak ciekawie opowiadała - stwierdził Vasto Lorde rozglądając się po pomieszczeniu.

- Zgadza się. To jedyny budynek poza Instytutem Badań i Rozwoju Shinigami, w którym znajdują się urządzenia rejestrujące stan wymiarów i są prowadzone wszelakie badania.

- To Arrancarzy potrafią badać? - zdziwił się Xwadax przyglądając się aparaturze do mierzenia wytrzymałości.

- Tak... Wszystko za sprawą tego Aizena... Kiedy stał się władcą Hueco Mundo, kazał stworzyć budynek z wszelakimi badaniami coś na wzór IBiRS-u, i tak dalej... Choć mnie przy tym nie było, ponieważ nawet nie wiedziałem o jej istnieniu...

- Hm... To znaczy?

- Ja i Maninouix byliśmy jedynymi Arrancarami, którzy nie należeli do Espady ani przed ani w trakcie panowania zbuntowanego Shinigami. I do tego jeszcze naturalni... - wyjaśniła czerwonowłosa.

- Niech zgadnę... To my jesteśmy pierwszymi członkami Pułku niebędącymi Arrancarami? - stwierdził Q’Rusu słuchając wypowiedzi.

- Oczywiście. A my dostaliśmy rozkaz, aby w razie znalezienia Vasto Lorde, to mamy go bezzwłocznie przekształcić do naszej postaci - dodał od siebie Hisho.

- A co jeśli o mnie? - spytał się pajęczak.

- Nie ma problemu! To nie jest dla nas wyzwanie!

- Dla was?

- Hai. My jesteśmy członkami opiekującymi się BTA - uśmiechnęła się Fastra.

- A w sumie to jakie inne zadania ma 5. Pułk, oprócz tego? - podrapał się po głowie Enigma.

- Pilnowanie porządku w Seireitei oraz pierwsza linia frontu w razie jakiegoś ataku... Czyli mamy tak zwaną funkcję „pierwszego reagowania”.

- Aha... No dobra... Kiedy zaczynamy?

- Już teraz! - uśmiechnął się Maninouix.

Po chwili dwójka Arrancarów zaczęła przygotowywać adeptów do przekształcenia w pełnoprawnych członków 5. Pułku.

___________________________

W tym samym czasie przy wejściu do budynku na terenie 4. Oddziału stała cała rodzina Kurosakiego, która uzgadniała pewne sprawy dotyczące odwiedzin.

- No dobra... Najlepiej, abym ja jako pierwszy wszedł tam i porozmawiał z Unohana-san na temat naszych krótkich odwiedzin.

- A może by lepiej wejść tam wszyscy razem zamiast bawić się w podchody? - spytała się córka ojca.

- Jak ja już ci wspominałem, Rukia była przez dwadzieścia pięć lat nieobecna tutaj i może dla niej być szok, że aż tyle minęło...

- Tak czy siak, na pewno umilknie na kilka parę chwil...

- I właśnie dlatego tata pójdzie tam jako pierwszy, aby ją w razie czego przygotować... - dodała od siebie Tatsuki mająca na sobie wyjściowy strój w postaci białego kimona z czerwonymi wzorami w kształcie kwiatów.

- No dobrze... Kilka minut bez treningów mi nie zaszkodzą...

- Zachowujesz się tak jak twoja mama - uśmiechnął się Ichigo głaszcząc swoją potomkini po włosach.

Sachiko była nastolatką w wieku 17 lat pomimo, iż urodziła się dwadzieścia dwa lata później. Miała długie pomarańczowe włosy, które miała zawinięte w stylu „ptasiego gniazda”, oliwkowe oczy, strój Shinigami z kilkoma jasnoniebieskimi elementami na rękawach a przy lewym boku miała Zanpakutō w postaci Tantō z rdzawą rękojeścią i tubą w tym samym kolorze mająca kształt pięcioramiennej gwiazdy.

- To chyba dobrze, że ma taki zapał do treningów - stwierdziła Arisawa poprawiając swoje włosy.

- A więc wchodzimy razem, ale do pokoju wchodzimy po kolei... Ja, mama i Sachiko...

Nie dokończył swojej wypowiedzi, gdyż po chwili zauważył swojego przyjaciela Renjiego, który był nadzwyczajnie w dobrym humorze. Kapitan 6. Oddziału widząc całą najbliższą rodzinę Ichigo przywitał się:

- Witajcie!

- Hej Renji! Ty też w odwiedziny? - szybko odpowiedział Kurosaki.

- Jak widzisz... A ja widzę wyprawę rodzinną...

- To chyba oczywiste, że musimy się z nią spotkać, Abarai-san... - powiedziała od siebie Tatsuki.

- Przecież wiadomo, ale czy nie będzie dla niej szoku, kiedy dowie się, że macie córkę?

- Będzie co ma być, Abarai-taicho - odpowiedziała spokojnie Sachiko.

- Oj nie musisz mnie nazywać oficjalnie, Sachiko. No to jak, wchodzimy?

- Jasne - powiedział kapitan 7. Oddziału i otworzył drzwi prowadzące do głównego budynku medycznego Oddziału.

____________________________

- A po co te „mierniki” w prawie każdym miejscu na moim ciele? - zapytał się Xwadax mający na sobie dużą ilość plastrów z kabelkami podłączonymi do komputera.

- Żeby sprawdzić twoją moc duchową oraz dowiedzieć się czegoś o Twoich zdolnościach i możliwościach - odpowiedział Hisho będący przy ekranie komputera po przeciwnej stronie od badanych.

- Więc musimy się na przykład wiedzieć, czy da się zregenerować twoją straconą kończynę - dodała od siebie Shakunage, która miała w rękach notatnik i zapisywała jakieś swoje spostrzeżenia.

- Trochę to swędzi... - powiedział oblepiony Q’Rusu próbując się nie drapać przy każdym czujniku.

- Spokojnie to nie zajmie długo. Drugi etap będzie trochę dla was niezwykle stresujący i męczący - stwierdził 9. Arrancar.

- Czyli te przekształcenie... A jak będzie wyglądać?

- Najpierw, gdy Maninouix będzie was badał, ja pójdę do Haribel-sama po pewną rzecz, który tylko ona ma dostęp - zaczęła opowiadać dziewczyna.

- Rzecz? Czyli?

- Hōgyoku... Cholernie potężna rzecz, która nie powinna wpaść w niepowołane ręce... O dziwo w jaki sposób ci Quincy mogli o nim wiedzieć...

- To znaczy?

- Kiedyś był umieszczony w środku Aizena, który stwierdził, że jest nieśmiertelny, ale guzik. Został po prostu zniszczony przez tamtejszego lidera Vandenreich.

- Co w tym takie niezwykłe? - zaintrygował się Avatar.

- To, że nie można go było od niego wyjąć. Ale Quincy miał na niego haka, o którym po dziś dzień nie mamy pojęcia jak to mogło wyglądać...

- Hm... A wracając do tego naszej „przyspieszonej ewolucji”? - spytał się Q’Rusu.

- Ach tak... Następnie umieścimy was do dwóch sąsiednich pomieszczeń z dużym stężeniem Reiatsu, a następnie włączymy od niego specjalne promieniowanie od tej rzeczy, która rozpocznie wasz proces...

- I to wszystko?

- Zgadza się. Ale będzie kilka niewygodnych efektów ubocznych...

- Chwila! Efekty uboczne? - głośno odpowiedział pajęczak usłyszawszy ostatnie słowa od Fastry.

- Może ja to sprostuję... Nie będziecie się ruszać przez czterdzieści osiem godzin, bo będziecie owinięci specjalną powłoką. Początkowo poczujecie, jakby ktoś wstrzyknął w Was szybkoschnącą cieczą, a następnie stwardniejecie i stracicie przytomność... Obudzicie się, gdy będzie już po wszystkim - wyjaśnił Maninouix wstawszy od komputera, aby wyregulować odbiornik na jednym z urządzeń.

- O rany... Próbowaliście tego już wcześniej...

- W zasadzie mówiąc nie... Ale na tyle obeznaliśmy się z Hōgyoku, że nie powinno być żadnych komplikacji...

- Też mi pocieszenie... No ale dobra, skoro tak mówicie...

__________________________________________

Czwórka gości powolnym krokiem kierowała się do pokoju, w którym znajdował się inkubator z Rukią. Pierwszy prowadził Renji, bo jako jedyny wiedział, gdzie obecnie przebywała dziewczyna. Kiedy znaleźli się przed wejściem spotkali wicekapitana 4. Oddziału, który był mocno zmieszany sytuacją, w której uczestniczył. Kapitan 6. Oddziału widząc go zawołał go:

- Hanatarō! Chodź tutaj, mamy do Ciebie sprawę!

- Abarai-san? Kurosaki-san? E... ten tego... Już moment - odpowiedział mocno jąkając się chłopak.

- A cóż to się dzisiaj stało? Kury Ci znowu zwiały? - uśmiechnął się Ichigo widząc jego „normalną” minę.

- Nie... Skąd... Ale co wy tutaj robicie?

- A jak sądzisz? Chcieliśmy odwiedzić Rukię...

- Rukia-san... Ona jest... ee...

- Co jej jest? - odpowiedział tym razem poważnie Kurosaki widząc jąkającego się Yamadę.

- Ona... jest już... zdrowa... Tak jakby...

- Tak jakby? Co masz na myśli? - spytała się Tatsuki.

- Oj przepraszam, że Was nie zauważyłem Tatsuki-san, Kurosaki-chan...

- Wystarczy Sachiko... Nie potrzeba do mnie mówić po nazwisku... - odparła córka Kurosakiego będąca lekko znudzona sytuacją.

- Nie me sprawy...

- HANATARŌ!! CO JEJ JEST?! - krzyknęli jednocześnie Renji i Ichigo mocno strasząc wicekapitana.

- Nie umiem tego słownie powiedzieć... Musicie sami tam wejść...

Po chwili kapitanowie bez chwili zastanowienia weszli do pokoju prawie przewracając Hanatarō. Po wtargnięciu do środka, początkowo zauważyli już tylko łóżko, w którym leżała pacjentka. Mężczyźni ostrożnie podeszli do niej i zauważając jej twarz niemalże osłupieli z wrażenia. Mocno wyostrzyli wzrok i otworzyli usta, jakby ktoś im włożył pewne rzeczy w pewnych miejscach. Po kilkunastu sekundach bezruchu, Ichigo wyszedł z pokoju i powiedział do swej żony:

- Kochanie, pamiętasz jak ci mówiłem, że Rukia była najładniejszą dziewczyną w całym Seireitei?

- Tak... A co jej jest? - spytała się lekko zaniepokojona dziewczyna widząc szok u Ichigo.

- Muszę teraz zmienić zdanie... Jest o NIEBO lepsza! - odpowiedział mocno akcentując przedostanie słowo.

Epizod XIII - Szokujące wieści

Trwa rozmowa w budynku 4. Oddziału.

- Co Ty sugerujesz, że jest o niebo lepsza?! - mocno skrzywiła się Tatsuki.

- To wejdź i sama sprawdź... - powiedział Ichigo będąc nadal w głębokim szoku.

Dziewczyna bez chwili wahania weszła do pokoju, w którym przesiadywała pacjentka. Podeszła do Renjiego, który nadal stał nieruchomo w takiej samej pozycji co sprzed kilkunastu sekund. Arisawa widząc u niego taki sam wyraz twarzy w końcu spojrzała się w dół ujrzawszy zaginioną. To co zobaczyła również i ją wywołało szok. Zawsze pamiętała ją jako dziewczynę w dość młodym wieku i miała dziewczęcy wygląd, ale nie tym razem. Ujrzała kobietę w pełni wieku, długie pokręcone włosy a twarz zmieniła się na wersję „kobiecą”. Jej ciało jednak było przykryte kołdrą i nie mogła zobaczyć jak dolna część ciała mogła się zmienić, ale stwierdziła w myślach, że:

„A niech mnie piorun trzaśnie... Teraz wyszła na piękną kobietę, jeśli twarz się tak zmieniła, to bez skrupułów i ciało się zmieniło...”

Przyglądając się jej przez kilka chwil wyszła z pokoju zostawiając Abaraia w „kamiennej pozie” i po czym od razu spytała się męża, który nadal nie mógł wyjść z podziwu:

- Trzeba przyznać, że się zmieniła nie do poznania... Więc po co tyle szumu...

- Wczoraj wyglądała tak samo co dwadzieścia pięć lat temu i to mnie zszokowało!! Hanatarō, to wasza sprawka? - powiedział kapitan 7. Oddziału odwracając swój wzrok na wicekapitana oddziału medycznego.

- Nie, ależ z skąd, Kurosaki-san! Sama Unohana-taicho była zszokowana tą sytuacją! - odpowiedział chłopak wymachując swoją głową we wszystkie strony.

- Więc o co tutaj chodzi?! Czemu Rukia aż tak się zmieniła?

- A no właśnie... Unohana-taicho powiedziała mi, żebyś się z nią spotkał. To podobno jest ważne...

- Eh... Niech będzie. Zaraz...

- Hej! Budzi się! Ichigo chodź tutaj! - zawołał Renji.

Kurosaki usłyszawszy głos przyjaciela ponownie wszedł do pokoju i stanął przy nim. W tym momencie Kuchiki lekko otwierając swój wzrok zauważyła na początku sufit, ale w trakcie rozglądania się w końcu zobaczyła znajome twarze. Czerwonowłosy chłopak jako pierwszy odezwał się do niej:

- Hej Rukia, jak się czujesz?

- Ichigo... Renji... Ach średnio... Gdzie my jesteśmy? - spytała cicho dziewczyna lekko mając zmienioną tonację głosu.

- W Seireitei w 4. Oddziale - szybko odpowiedział Kurosaki uśmiechając się.

- Czy myśmy wygrali?

- E... tak tak... Jest tylko jeden mały problem...

- Jaki?

- No cóż...

_____________________________

W tym momencie Maninouix zaczął zbierać wszystkie dane z urządzeń monitorując stan zdrowia Q’Rusa i Xwadaxa, którzy byli lekko zniecierpliwieni ciągłym staniem w jednym miejscu. W końcu męski Arrancar oświadczył:

- No dobra... Widzę, że jesteście zdrowi... Moc jest na całkiem niezłym poziomie i można jeszcze ją zwiększyć...

- A co z moją nogą, doktorku? - spytał się pajęczak.

- Powinno się udać... Fastra?

W tym momencie, Shakunage mając w ręku strzykawkę szybkim ruchem zaaplikowała serum Adjuchasowi w brakującą kończynę co wywołało u pacjenta lekki szok i podskoczywszy ze strachu krzyknął:

- EJ! CO TY...

Nie dokończył swej wypowiedzi, gdyż poczuł, że w miejscu, gdzie nie było odnóża zaczęło się w błyskawicznym tempie renegować się, aż w końcu kończyła powróciła do swego dawnego wyglądu. Q’Rusu widząc to mocno wyostrzył swoje oko nie mogąc zrozumieć tego, co przed chwilą tutaj zaszło. Pajęczak wyczuwając, że może nią poruszać początkowo nie mógł nic powiedzieć jedynie ciągle wymachiwał nią ze wszystkie strony. W końcu mając łzy szczęścia krzyknął:

- E... YEY!!! NARESZCIE!!!! MOJA NOGA WRÓCIŁA!!! DZIĘKUJĘ!!!!

- Ale... jakim Wy... - jąkał się Vasto Lorde widząc cud.

- My mamy taką technologię, która potrafi wyleczyć i zregenerować prawie wszystko! - uśmiechnęła się dziewczyna wyrzucając pustą strzykawkę do kosza.

- Tak... Gdybyś nie był w pełni zdrów, Twoja transformacja mogłaby cię zabić... - wyjaśnił Hisho.

- Ale po co były te wszystkie badania? - dopytywał się fioletowłosy humanoid.

- Abyśmy mogli przekazać innym jak, co i czym powinniście się szkolić... Xwadax ma wyjątkowe umiejętności lecznicze, zwiadowcze i twórcze. Natomiast ty Q’Rusu, masz bardzo ciekawe Reiatsu i do tego niezwykle rozszerzone możliwości ruchowe i siłowe...

- A co będzie z naszymi obecnymi wcieleniami, które mają już niedługo zniknąć? - spytał się lekko smutny Vasto Lorde przyglądając siebie.

- Aż tak bardzo lubisz swoją postać? Nie lepiej awansować wyżej? - zdziwiła się wypowiedzią Fastra.

- Niezależnie od wyglądu, kształtu czy usposobień, to powinno się pamiętać o takich rzeczach, abyśmy mogli znaleźć odpowiedzi na to, kiedy będziemy mieli jakieś dylemat o swoim wyglądzie czy pochodzeniu.

- Ciekawe... Masz naprawdę niezwykłą osobowość, Enigma-sam... - pokiwał głową Maninouix wsłuchując się w dylemat.

- Zawsze ma takie dziwne myśli... Ale naprawdę czasami takie zdania budzą we mnie zastanowienie i wrażliwość do innych - dodał od siebie Xwadax usłyszawszy kolejną mądrość kolegi.

- No dobra... Zdejmijcie te plastry i idziemy na wasze nowe miejsce narodzin - powiedziała dość energicznie Fastra wyłączając urządzenia wokół obiektów badań.

___________________________

- No cóż... Od naszego ostatniego spotkania sporo minęło... - zaczął mówić z przerwami Ichigo

- Jak to? Przecież wczoraj walczyliśmy z Vandenreich, więc czemu... - zdziwiła się Kuchiki po czym usiadła na łóżku wywołując jeszcze większy szok u chłopaków. Rukia widząc miny przyjaciół lekko się zirytowała i się spytała:

- Co z Wami jest?

- Powinnaś się zobaczyć w lustrze... - powiedział Renji będąc w dziwnym transie.

Dziewczyna zaskoczona odpowiedzią Abaraia spojrzała na siebie i zauważyła, że jej ciało się zmieniło. Głaszcząc się po siebie poczuła, że ma większe piersi, typowo kobiecą talię a jej włosy były miękkie i długie aż do miejsca, gdzie kończą się żebra. Po kilku sekundach „macania” się krzyknęła tak, że energicznie wyskoczyła z wyrka.

- KYA!!!!!!! CO SIĘ ZE MNĄ STAŁO?!

- Przecież ci mówię, że dawno się nie widzieliśmy... - powiedział Ichigo próbując uspokoić koleżankę.

- To znaczy ile?!

- Właśnie dwadzieścia pięć lat temu... - odpowiedział niezwykle poważnie chłopak.

- C... co? Nie... To chyba jakiś żart... - stwierdziła kompletnie zaskoczona słowami Rukia, ale ujrzawszy niezwykle jego poważną minę nie mogła z siebie wykrztusić z siebie ani jednego słowa, aż w końcu mając mocno wyostrzony wzrok powiedziała:

- Jak... to? Przez ćwierć wieku... byłam uwięziona?

- Niestety to prawda. Od kiedy zostałaś uwięziona w Keimusho Reiteki Kyūtai wraz z wieloma innymi, reszta jakimś cudem wygrała z Vandenreich, dzięki kolejnej zwariowanej formie Ichigo... - powiedział nadzwyczaj spokojnie i zrozumiale Abarai.

- Nie... możliwe... Aż tyle... Co z innymi?

- Większość nie żyje a za zaginionych nadal się uznaje Tōshirō i Hirako... - odpowiedział dość smutno Ichigo.

- Nie może... nie może... być... - kręciła z niedowierzaniem kolejnym dziwnym wieściom dziewczyna po czym szybko się spytała: - A co z Nii-san?

- Byakuya jest obecnie Wszechkapitanem i bardzo się o ciebie martwił przez ten czas...

- Rozumiem... Ale czemu Wy macie na sobie haori?! - spojrzała się na białe płaszcze mężczyzn.

- Bo jesteśmy kapitanami. Ja szóstego a Ichigo siódmego Oddziału... - stwierdził Renji.

- A co z innymi?

- No cóż... To długa historia... Później Ci to w „prosty sposób” opowiem, ale teraz chcę, abyś się o czymś dowiedziała... - powiedział Ichigo, który uśmiechnął się przy ostatnich słowach.

- Co niby sugerujesz?

- No dobra... Możecie wejść!

W tym momencie Rukia zobaczyła osoby, które niezwykle ją mocno zaskoczyły, jak tylko ujawniły się w drzwiach do jednych z sal w 4. Oddziale.

___________________

W tym momencie Q’Rusu i Xwadax znajdowali się w innym pomieszczeniu, które było podzielone półprzezroczystą błoną dzielącą pokój na dwie części, gdzie byli rozdzieleni. Natomiast Fastra i Maninouix znajdowali się zza przezroczystą ścianą, którzy bacznie przyglądając się dwójce sprawdzali wszystkie pomiary i przyrządy, aby nie było żadnych komplikacji. Po chwili Xwadax będąc lekko zaniepokojony spytał się:

- A gdzie ten przedmiocik, o którym wspominałaś, Shakunage?

- Spójrz w górę - powiedziała przez mikrofon dziewczyna.

W tym momencie dwójka skierowali tam wzrok i zauważyli zwisający nad nimi niewielką kulkę migoczącą niebieskim blaskiem zamkniętą w przezroczystej bryle. Vasto Lorde niezwykle zaciekawiony rozmiarem rzeczy spytał się:

- Takie małe, a ma taką moc, te Hōgyoku?

- Rozmiar nie ma znaczenia. Jesteście gotowi? - odparł mężczyzna niezwykle poekscytowany chwilą.

- Mate! A co z naszymi wyglądami?

- Nie martwcie się! Mamy was zapisanych i opisanych w naszych danych. Po tym wszystkim Wam pokażemy! - stwierdziła czerwonowłosa.

- No dobra. Możecie zaczynać. Trzymaj się, Xwadaxie!

- Ty też, Q’Rusu! Do zobaczenia w nowych wcieleniach! - odpowiedział radośnie pajęczak.

- Szykujcie się! Uruchamiam Hōgyoku - objaśnił 9. Arrancar włączając niebieski przycisk z napisem „włącz” na desce sterowniczej.

W tym momencie bracia pustynni poczuli od sufitu potężną falę emisyjną, która mocno przyparła ich do ziemi. Czuli się tak, jakby ktoś przygniatał ich stopniowo do ziemi i jednocześnie od środka ktoś wysysał płyny. Pomimo takich niedogodności niezbyt mocno krzyczeli z bólu, jedynie lekko stękali ze zmęczenia. Vasto Lorde klęcząc zauważył, że jego przyjaciel mając podkurczone nogi pod siebie zaczął twardnieć tworząc chropowatą skorupę. Po chwili poczuł, że jego ciało zaczęło nieruchomieć i gdy powłoka dochodziła do głowy pomyślał:

„Kurna... Nie... mogę... się... ruszyć...”

W tym momencie upuścił głowę w dół i skamieniał całkowicie przyjmując pozycję klęczącą z głową skierowaną do podłogi. Arrancarzy będący przy stanowisku odetchnęli z ulgą i zaczęli odmierzać ich podstawowe czynności życiowe. Fastra po chwili z zaciekawieniem spytała się Maninouixa:

- Jak myślisz, uda im się?

- Mam taką nadzieję. Teraz wszystko zależy od ich woli przetrwania - odwrócił się do kobiety z dość spokojną miną.

W tym momencie kulka przestała z siebie emitować energię, która „stwierdziła” że nie potrzeba więcej do ewolucji Vasto Lorde i Adjuchasa w Arrancarów, którzy muszą teraz przetrzymać czterdzieści osiem godzin, aż narodzą się na nowo jak motyle z poczwarek.

Epizod XIV - Ślad

Rukia siedząc mocno zaskoczona ostatnimi wydarzeniami związanymi z upływem czasu zauważyła, że przez drzwi weszły dwie osoby - dziewczyny. Początkowo nie mogła ich rozpoznać, ale po kilku sekundach ją olśniło, że dama z czarnymi włosami to Tatsuki Arisawa. W przeciwieństwie do drugiej postaci nie mogła za nic w świecie przypomnieć. Gdy kolejni wizytatorzy weszli do jej pokoju, Ichigo będąc uśmiechnięty oznajmij:

- Mam nadzieję, że jeszcze kojarzysz Tatsuki?

- Tak... Może nieznacznie się zmieniła... - stwierdziła pacjentka bacznie przyglądając się dziwczynie o pomarańczowych włosach.

- Cześć Rukia! To dobrze, że jest z Tobą wszystko w porządku - powiedziała Arisawa stanąwszy obok Ichoigo z prawej strony.

- Mam nadzieję... A dziewczyna obok ciebie to kto? - spytała się Kuchiki spoglądając się na młodszą Kurosaki.

- Mam na imię Sachiko i jestem w trzecim oddziale... - odparła dość niepewnie młoda kobieta.

- To miło Cię poznać... Ale mi kogoś przypominasz...

Po tych słowach przyjrzała się uważnie i lekko podejrzliwie całej trójce, od Sachiko po Tatsuki aż do Ichigo. Początkowo widziała jakieś wspólne cechy wyglądu, ale mocno męcząc się, pomarańczowowłosy chłopak powiedział delikatnym głosem:

- Rukia, jest coś o czym powinnaś wiedzieć...

- Tak?

- Tatsuki i Sachiko... To moi najbliżsi...

- Przyjaciele?

- Nie! Trochę bardziej spokrewnieni... - odparł chłopak próbując jakoś wytłumaczyć swoje relacje rodzinne.

Kuchiki słysząc zdanie swojego najbliższego przyjaciela, nie wiedziała jak ma to zrozumieć. Po kilku sekundach „orkiestry świerszczy”, Sachiko będząc lekko zirytowana całą tą sytuacją, w końcu szybko wytłumaczyła:

- O rany... Tak to będziemy cały miesiąc o tym rozmawiać! Waląc prosto z mostu... Ja jestem ich córką!!

Arisawa i Kurosaki wyostrzyli wzrok na swoją potomkini, natomiast Abarai, który od jakiegoś czasu nie wypowiedział się ani słowem przyglądał się dość „dziwnej” scence. Kuchiki usłyszawszy najnowszą nowinę początkowo cicho się zaśmiała, lecz po dokładniejszym przyjrzeniu się trójce, jej uśmiech został zmazany i mocno zaskoczona kolejną nowością, odpowiedziała lekko się jąkając:

- Ty... Wy... Jesteście... razem?!

- Zgadza się... Już prawie dwadzieścia cztery lata... - stwierdziła czarnowłosa małżonka próbując jakoś pocieszyć dawną zaginioną.

Rukia uwierzywszy słowom rodziny schyliła głowę lekko w dół i milczała przez kilkanaście sekund. Ichigo będąc lekko zdołowany reakcją przyjaciółki chciał ją złapać za barki, ale po chwili nowa kobieta zmieniwszy tonację głosu ze smutnej w radosną odparła przymykając przymilnie oczy:

- Jaka szkoda... że mnie nie było przy waszym ślubie!

- E... Tak... Naprawdę szkoda... - odpowiedział dość lekko zaskoczony Ichigo.

- Najważniejsze jest to, że nareszcie jesteś w domu! - powiedział Abarai widząc w końcu radość wśród kolegów.

- No dobrze. Było minęło, ale ja muszę iść na trening. Cześć, do widzenia i miło Ciebie poznać - odparła w końcu Sachiko odpowiednio kłaniając się do poszczególnych osób. Kiedy córka Kurosakiego wyszła z pokoju, Tatsuki usiawszy obok Kuchiki rzuciła dość ciekawe hasło:

- Słuchaj, jak będzie Ci lepiej, to może oprowadzę Cię po Seireitei?

- Czemu? - powiedziała dawna członkini 13. Oddziału.

- Bo teraz mamy kompletnie inne oddziały i trzeba Ci będzie pokazać co i jak...

- Możemy i nawet teraz! Jestem całkowicie zdrowa i czuję się znakomicie!

- No tak... Ale nie masz ubrań... Twoje kompletnie się rozsypały... - wtrącił się Renji.

- Już jestem! Mam nowe ubrania dla Kuchiki-chan... - nagle odparł Hanatar, który wszedł do pokoju mający na rękach nieużywany żeński uniform Shinigami.

- A co z moją odznaką? I co z Ukitake-taicho? - spytała się dość niespokojnie Rukia.

- Niestety Ukitake-san nie żyje, 13. Oddział nie istnieje, twoja tabliczka jakoś przetrwała... - oświadczył Renji wyjmując z kieszeni mocno uszkodzoną przez czas odznakę, na której ledwo było widać symbol trzynastej dywizji.

Kuchiki początkowo była lekko załamana, gdy usłyszała starą nowinę i miała już uronić małą łezkę, gdy nagle przypomniała sobie o dwóch osobach i głośno się spytała:

- A gdzie są Q’Rusu i Xwadax? Ci, którzy mnie znaleźli w Hueco Mundo?

- Nie martw się. Są razem z nami w Soul Society, ale obecnie są zajęci - spokojnie odpowiedział na pytanie Kurosaki.

- Jak to? Przecież tutaj nie mogą...

- I właśnie dlatego rzuciłam hasło, abyśmy razem mogli zwiedzić całe Seireitei, aby pokazać kilka nowości - odparła Arisawa próbując uspokoić dziewczynę przez poklepywanie po prawym barku.

- No dobrze... Dajcie mi się przebrać...

- Pomogę ci, a chłopaki wypad stąd!

- Dobrze, już wychodzimy, chodźmy Ichigo, Hanatarō... - uśmiechnął się Abarai wychodząc jako pierwszy z pokoju.

Po chwili za czerwonym ananasem poszli również pozostali chłopacy, aby mogli w spokoju zostawić dziewczyny same. Po zamknąwszy za sobą drzwi, kapitanowie oparli się o ścianę naprzeciwko drzwi a wicekapitan stanął obok drzwi. Kurosaki zauważywszy, że jego przyjaciel w ogóle albo rzadko się nie odzywał, spytał się z ciekawości:

- A ty czemu zamilknąłeś w czasie naszej rozmowy, Renji?

- Po prostu... Nie mogę uwierzyć, że teraz Rukia tak wygląda - odpowiedział lekko przychylając głowę mężczyzna.

- Wiem, że tobie również było ciężko, ale czas użalania nad sobą minął!

- Tak... Będę musiał...

Nie zdążył skończyć zdania, ponieważ nagle do trójki podeszła Retsu Unohana, która zauważywszy dwójkę kapitanów od razu powiedziała:

- Kurosaki-san, Abarai-san, musimy koniecznie porozmawiać na osobności.

- Teraz? Dlaczego? Za chwilę chcemy odprowadzić Rukię po Seireitei, Unohana-taicho - odparł lekko zdziwiony Abarai.

- Chodzi właśnie o Kuchiki-san i jej przetrwaniu w kuli. I koniecznie musicie o tym wiedzieć.

- A ile to zajmie? - spytał się Ichigo.

- Być może cały dzień... Do tej rozmowy wezwałam jeszcze kapitanów 2. i 12. Oddziału.

- Eh... No dobrze... Hanatarō, możesz poinformować dziewczyny, że nie możemy z nimi iść właśnie z tego powodu?

- Hai. Oczywiście! - odpowiedział Yamada słuchając wymianę zdań wśród kapitanów.

Po chwili członkowie Gotei poszli w głąb budynku 4. Oddziału pozostawiając porucznika samego przy wejściach do jednego z pokoi sanitarnych. Po dwóch minutach w końcu Tatsuki i Rukia wyszły z pomieszczenia i zauważywszy jedynie wicekapitana lekko zaskoczone spytały się jednocześnie:

- Gdzie Ichigo i Renji?

- Nagła sprawa. Unohana-taicho musiała ich wezwać do pewnego incydentu i to może potrwać cały dzień...

Hanatarō po chwili zauważył, że Kuchiki naprawdę zmieniła się prawie nie do poznania. Będąc w zwykłym ubiorze Shinigami pozostawiła swoje długie czarne włosy, a jej ciało było bardziej kobiece. Była podobna do Tatsuki z tą różnicą, że była niższa o jakieś pół głowy. Arisawa usłyszawszy nowinkę stwierdziła:

- No cóż, skoro chłopaki musieli wyskoczyć, to będę musiała sama pokazać całe to miejsce...

- No dobrze, skoro tak mówisz... Hanatarō, nie pójdziesz z nami? - odparła Kuchiki przyjrzawszy się wice kapitanowi.

- Nie mogę, mam trochę roboty na głowę... Muszę lecieć, mam nadzieję, że traficie do wyjścia?

- Tak, na razie!

- Do zobaczenia!

Po chwili rozeszli się w dwa przeciwległe kierunki, gdzie Yamada poszedł do swej rezydencji znajdującej się w tym miejscu a dziewczyny do wyjścia, skąd miały zaczął zwiedzanie. W tym samym czasie w gabinecie Retsu, piątka Shinigami, którzy zostali wezwani do pewnej sprawie stało nad biurkiem, na którym leżały różne pomiary i tabelki. W końcu Unohana i jednocześnie pierwsza z rodu Kenpachi wzięła pierwszy z brzegu kartkę papieru i przekazując to Akonowi rozpoczęła dyskusję:

- Musiałam was wezwać s powodu dość zaskakujących pomiarów dotyczących Rukii Kuchiki...

- A co takiego w tym niezwykłego? - spytał się Renji.

- Chyba wiesz, jak działają Keimusho Reiteki Kyūtai?

- Tak, ale nie do końca nie mogę zrozumieć sens działana...

- Ja Ci wyjaśnię. Ta kula używana dawniej przez Quincy z Vandenreich miała specjalną powłokę, która wysysała całe Reiatsu z osoby, która byłaby w środku - wyjaśnił Akon oglądając raport Retsu.

- Czyli taka a’la gąbka z baterią w środku?

- Zgadza się. Nie można było ją zniszczyć od środka i od zewnątrz oraz jeżeli w ciągu roku osoba nie wyjdzie z niej, ginie z powodu braku Reiatsu.

- Chwila... Rukia przeżyła prawie dwadzieścia pięć lat w tym! - odpowiedział zdziwiony Kurosaki.

- I właśnie z tego powodu Was wezwałam - odparła kapitan 4. Oddziału.

- To dlaczego ja zostałam wezwana? - spytała się spokojnie Suì-Fēng.

- Za chwilę wszystko wyjaśnię. Dzisiaj rano, zanotowaliśmy u Kuchiki dość dziwne zmiany. Wystarczył jeden dzień, aby wróciła do zdrowia pomimo, że stwierdziłam, że potrzeba przynajmniej dwie doby. Szyba od wewnątrz była zaparowana, co normalnie nigdy się nie zdarzało. Na koniec jest jeszcze jedna dziwna wiadomość. Wykryliśmy u niej w energii duchowej minimalną ilość innej osoby.

- Hm... A czyjej? - spytał się dyrektor IRBiS-u.

- Do nieżyjącego od ponad dwudziestu pięciu lat czwartego oficera trzynastego oddziału, Adama...

- ... Rzegnicowskiego?! - odparła mocno zszokowana kapitan 2. Oddziału po usłyszeniu słów od Unohany.

Po usłyszeniu dość zaskakującej wiadomości, pozostała czwórka mocno wyostrzyła swój wzrok i lekko otworzyli usta z niedowierzenia, że Reiastu zmarłego przed wojną z Vandenreich mogła jeszcze przetrwać tak długo czas.

Epizody XV - XXIII

Aby zobaczyć serię Kroniki Kyūseishu, kliknij "Rozwiń".

Epizod XV - Kroniki Kyūseishu cz. 1

Głęboko w myślach Q’Rusa, który w tym momencie zaczyna etap transformacji stał jak posąg w pomieszczeniu monitorowanym przez BTA w 5. Pułku. W obecnym położeniu mógł jedynie rozmyślać nad sobą i czekać aż minie pora przyspieszonej ewolucji.

„Nie mogę się poruszyć... Moje oczy są ciężkie, twarz nieruchoma, chłodna, a moje ciało bez pulsu ciepła... Nie wyczuwam żadnych impulsów w mojej głowie. Jedynie mogę myśleć tak, jakbym wypłynął z cielesnej powłoki, ale nie będąc w stanie uwolnić się z ziemskiego więzienia... Dobrze, że mogę przynajmniej operować wspomnieniami... Może sobie wyobrażę tamten czas z dziennika Kurosakiego...”

Po tych słowach próbował sobie wyobrazić tamten czas operując się jedynie rękopisem, który przeczytał tamtej nocy od okładki po napisy końcowe na ostatniej stronie papieru.

"10. styczeń 2004 c.z."

Po pokręconym dniu związanym z dziwaczną hybrydą Arrancara i Quincy oraz śmiercią przełożonego staruszka nie mogłem spać, ponieważ nie wspomniałem Ishidzie, że przeciwnik, którego widzieliśmy miał podobne umiejętności co on. W końcu zdecydowałem się popilnować Karakury, żeby móc szybciej zasnąć... Kilka minut później usłyszałem, jakby ktoś z góry zaczął krzyczeć. Spojrzałem się i ujrzałem coś świecącego się na niebie oraz jakby liny... A nie to była jakaś ciecz, lecz gdy obiekt zbliżył się do mnie zauważyłem, że to była Nel!! I po chwili trafiła we mnie robiąc duży zamęt. Ledwo co się ocknąłem mając małego Arrancara na brzuchu po chwili pojawił się drugi obiekt w postaci Peschego, który na całe szczęście mnie ominął... Co to mam być, tarczą czy poduszką?! Po ogarnięciu się, zabrałem gości do siebie poprzednio informując Chada, Inoue i Ishidę o wydarzeniu. Dowiedziałem się, że Hueco Mundo zostało zaatakowane i przejęte przez nieznane siły a na dodatek ich ówczesna władczyni, Tier Haribel została przez nich pojmana... No i Dondochakka gdzieś im zaginął... To się robi coraz dziwniejsze... I po chwili ni stąd, ni z owąd pojawił się Urahara-san, drobny sklepikarz i dawny kapitan 12. Oddziału, który zaproponował nam podróż. Ale i tak wcześniej się zdecydowałem ocalić świat Arrancarów przed najeźdźcą. Ale miałem w myślach jedno zażalenie... Czemu ktoś zawsze musi się pojawiać w moim oknie tak bez zaproszenia?! To nie jest bar czy galeria handlowa, kurna!!

"11./12. styczeń 2004 c.z; zawirowania czasowe w Hueco Mundo"

Ja, Urahara-san, Chado, Inoue, Nel i Pesche przechodziliśmy przez Gargantę, aby dostać się do Hueco Mundo, żeby sprawdzić, co tam się dzieje. Gdy w końcu przedarliśmy się do świata od początku przeczuwałem, że kapelusznik umieści portal kilkanaście metrów nad ziemią... Po drobnych krzykach Arrancarów i manewrach przy lądowaniu znaleźliśmy się gdzieś w ruinach Las Noches, który był kontrolowany przez jakiś ludzi... Po drobnych utarczkach słownych ze strony dziwacznego termita-Arrancara zauważyliśmy, że ciała Hollowów i inni Arrancarów były dosłownie wszędzie i gdzieniegdzie były niebieskie płomienie z Reishi, które trawiło wszystko po drodze. W końcu rozdzieliliśmy się, gdzie Peshe i Urahara poszli poszukać Dondochakki, a ja z pozostałymi poszliśmy ostrożnie w kierunku, gdzie udały się tajemnicze wojska. Po kilku sekundach ku naszym oczom nastąpiła spora eksplozja, a Nel mocno się zaniepokoiła coś wspominając o Ties Bestia czy jakoś tak... Inaczej mówiąc o podwładnych Haribel, które po pojmaniu jej mocno się wkurzyły. Gdy dotarliśmy na miejsce zobaczyłem dość dużo ciał żołnierzy, kilka rannych Arrancarów i dziwnego kolesia w mundurze, czapce i okularach. Strój wydawał mi się jakoś znajomo... Po wymianie zdań i byciu ich „Potencjałem wojennym” zostałem przez pozostałych żołnierzy zaatakowany pomimo, że użyłem Shunpo to i tak szybko do mnie doskoczyli i wtedy uświadomiłem sobie, że ta armia to Quincy!! Po odgonieniu ich od siebie szybko odrzuciłem Nel w bezpieczne ręce i ruszyłem na ich przywódcę. Po kilku złapanych strzałach i kilku atakach ten gostek przeobraził się w coś co przypomina ostateczną formę Quincy tylko... była inna. Ten skubaniec był w stanie przyjąć Getsugę ot co na siebie nie robiąc mu nic! Jednakże po chwili pojawiło się jakiś stwór... wielki, włochaty, brązowy i do tego z dziwną twarzą i zaatakował Quincy. Okazało się, że to wspólna technika trójki żeńskich Arrancarów. Odsunąłem się, żeby ten „stworek” mnie nie zaatakował. Ostatecznie widząc, że to nie przenosi rezultatów i chciał zaatakować moich przyjaciół, aktywowałem Bankai i starałem się go pokonać. Po kilku minutach walki nagle „nieludzki” Quincy dostał od tyłu od Urahary i dostałem od niego telefon i wiadomość, że mam teraz udać się do Seireitei, gdyż zostało zaatakowane przez Quincy zwanych Vandenreich. Bez chwili namysłu wskoczyłem do Garganty i szybkim ruchem starałem się dostać do Soul Society. W trakcie wymianie słów między mną a Akonem nagle wokół mnie coś się pojawiło i otoczyło... Cholera i do tego straciłem łączność z sklepikarzem i z Seireitei... Tak więc próbowałem rozbić od środka tą kulę, ale nie dało się... Kurna!! Nie mam zamiaru tutaj sterczeć jak pachołek! Mocno się skupiłem i jednym potężnym ciosem wydostałem się z niej i akurat byłem przy wyjściu z przejścia międzywymiarowego...

"Ten sam czas, Soul Society"

Nareszcie się wydostałem, ale ujrzałem, że Seireitei zostało kompletnie zniszczone i opanowane przez wroga. Już zapewne wszyscy mnie wyczuli, ale ja nie mogłem znaleźć staruszka, a Kenpachi i Byakuya ledwo co się trzymali... A niech to... Poleciałem do Bykauyi, który był mocno wbity we ścianę i w palmach krwi... Powiedziałem mu, że Rukia i Renji jeszcze żyją, ale również z nimi było źle, ale nie tak jak z kapitanem 6. Oddziału. Bez chwili namysłu poszedłem do dwójki, którzy wydawali się, że są tutaj przywódcami. I tak jak pozostali znali już moje imię, itd. więc zaatakowałem czarnowłosego mężczyzny, który dość dziwnie gadał, że niby nie jest a jest dowódcą tej armii. Mocno wkurzony rzuciłem się na niego, ale był cholernie szybki i wytrzymały, aż w końcu przyparł mnie do ziemi i przyłożył swoje ostrze do swojego gardła tak, że na moment straciłem świadomość, co się ze mną dzieje... Po ocknięciu się mocno zirytowałem w końcu dorwałem go lekko uszkadzając prawą rękę. Wydaje mi się, że był mocno zaskoczony tym faktem i coś dziwnego powiedział. Po kolejnym ataku w końcu stwierdził, że moja moc się obudziła... Słucham? Nie wiedziałem co miał na myśli, aż w końcu powiedział coś, co mnie mocno zdenerwowało i zarazem zszokowało... Stwierdził, że nie wiem o siebie nic a szczególnie o mojej matce!!! TO JUŻ PRZESADA!!! Miałem wtedy pokroić go na drobne kawałki, ale coś go otoczyło, a drugi napastnik odpowiedział, że powinni wracać, bo coś Aizen kombinuje czy coś w tym guście... Gdy chcieli mi nawiać, starałem się ich zatrzymać... ale ten mężczyzna z jasnymi długimi włosami przeciął moje Zanpakutō i to w Bankai!! Nie mając już nic do walki patrzyłem z przerażeniem jak znikają w portalu, który przypominał ten co pochłonął Arrancara na ich usługach i wspomnieli, że jestem synem zrodzonym w ciemnościach... O CO DO CHOLERY TUTAJ CHODZI!? Mówią dziwnym kodem a dodatkowo sugerują, że nie znam własnej rodziny!! Cholerne dranie!

"12. styczeń 2004 c.z., Soul Society"

Nastał poranek. Zniszczenia były ogromne... Yama-jii zginął... Moje Zanpakutō zostało złamane na pół... Wielu członków Gotei 13 zginęło, ale na całe szczęście nikt z moich przyjaciół nie zginął, jedynie są poważnie ranni. Najgorszą wiadomością dla mnie było to, że od Kurotsuchiego dowiedziałem się, że nie można naprawić katany w formie Bankai... A do tego ni stąd, ni z owąd ktoś mnie uderzył od tyłu... Odwróciłem się i zauważyłem jakiegoś wielką umięśnioną maskotkę... Nie miałem bladego pojęcia kto to był, ale sobie przypomniałem jak powiedział, że to „Kon-sama”. A więc tutaj zawędrował ten pluszak a myślałem, że zaginął wśród ulic Karakury. Byłem lekko załamany i poirytowany, ale nie miałem chwili, aby o tym rozmyślać, gdyż dostałem informację, że niedługo przybędzie 0. Oddział. Myślałem, że istnieje jedynie trzynaście dywizji, ale dowiedziałem się, że oni są podobno jednymi z najsilniejszych Shinigami jacy stąpali po Soul Society. A było ich pięciu... I do tego cholernie zachowywali się tak, jakby trwał u nich jakiś karnawał... Jednakże po wymianie zdań, dowiedziałem się, że sam Król Dusz chce się ze mną widzieć. Po chwili usłyszałem dość znajomy głos za moich pleców i zauważyłem... Kona wyświetlający ekran, na którym był Urahara-san. W czasie rozmowy z moimi towarzyszami z Hueco Mundo usłyszałem dość znajomy głos... Rozmówcy byli mocno napięci tym i go jakoś zatrzymali przed ujrzeniem go na wizji... Zobaczyłem jedynie skrawek ubrania Arrancara a sklepikarz poinformował, że zawarł z nim dobrą umowę. Po rozłączeniu się w moich myślach przeleciała jedynie jedna osoba mająca ten charakterystyczny głosik... Grimmjow, a może i nie? Tak czy siak przystałem na propozycję Ōsho - jednego z członków Straży Królewskiej. Ja wraz z Rukią, Renjim i Byakuyą musieliśmy jednak udać się w pewne miejsce, bo ich system transportu nie ma funkcji powrotu... Taki oddział, a nie umieją wrócić do siebie?! W każdym razie Ōsho miał już relacje z klanem Shiba, skoro poprosił po przyjacielsku Kūkaku, aby wystrzeliła ich kolumnę... Chwila... O nie znowu muszę przechodzić przez tą katorgę bycia kulą armatnią... Wszedłem do środka tego „budynku”, w którym były jakieś pasy przy ścianach... Właściwie jako jedyny nie byłem przypięty, więc będę miał niezłą jazdę, bo moi przyjaciele nie odczują podróż, ponieważ po pierwsze są nieprzytomni a po drugie są w jakiś bańkach lub sferach będących pod opieką kobiety mającej kilka mechanicznych rąk... Hm... Senjumaru Shutara ma chyba pewnie odkrycia naukowe...

"Ten sam czas, Reiōkyū"

Po dość szybkiej podróży i mocny turbulencjach dotarliśmy na miejsce, gdzie zaraz po otwarciu włazu przewróciłem się na twarz i ujrzałem niezwykły widok. Początkowo widziałem ogromne kolumny ułożone w dwóch szeregach, ale to było nic w porównaniu do reszty... Wszystkie budynki, po prostu lewitowały. Potężnych rozmiarów miasta-zamki unosiły się na ogromnych spodkach... Chwila, dlaczego to przypomina UFO? Dobra, wracając dostrzegłem również jak Kirio Hifikune pokazała mi, że obiekt przypominający podłużny kokon to rezydencja Króla Soul Society. Po kilku rozmowach kazali mi stanąć, gdyż miałem zostać wystrzelony do pierwszego miasta... Moment... WYSTRZELIĆ?! Nie mają jakiegoś NORMALNYCH sposobów poruszania się?! Co to za miejsce do jasnej ciasnej?! W każdym bądź razie wylądowałem w miejscu zwanym Kirinden, gdzie miałem... zażyć kąpieli?! Początkowo nie wiedziałem co mam zrobić, ale wkrótce już będąc w źródle wraz z jednym z członków Straży wkurzyłem się z powodu hałasu, który tutaj panował... Naprawdę byłem mocno zirytowany, że mam być w wodzie zamiast trenować przed kolejnym najazdem tych Quincy... Nawet nie będę wspominał, że jakimś cudem Rukia, Renji i Byakuya też tutaj byli... Mogę wytrzymać rzucaniem Byakuyi przez Tenjirō Kirinjiego, bo tak się nazywał jegomość, topieniem mnie i trzymaniem Renjiego jak rzepę, ale nazwaniem pupy Rukii brzoskwinią?! CZŁOWIEKU OPANUJ SIĘ, DO CHOLERY!!! Ale dowiedziałem się, że jego celem było wyleczenie mojego Reiatsu poprzez zastąpieniem innym czy jakoś tak, a na dodatek on wiedział, że Urahara zgapił jego dzieło umieszczając gorące źródła pod wzgórzem Sōgyoku... Tak czy siak, gdy stwierdził, że jestem zdrowy poprzez walnięciem mnie z całej siły... Przynajmniej odwdzięczyłem się poprzez szybkie skręceniem mu nadgarstka... Chwilę później Renji również był zdrowy, więc kazał swoim pomocnikom nas wysłać do drugiego miejsca... No nie znowu? W trakcie lotu i wiercenia się z Renjim, kto ma być poduszką zauważyliśmy, że w moim ubraniu schował się Kon... Jak on tam się znalazł to już nie pamiętam, ale nie mając wyboru wylądowaliśmy niezbyt miękko na nim. Po kilku zaczepkach ponownie zostałem pchnięty prosto w przepaść... BYŁO CHOLERNIE BLISKO!!!! Trzymaliśmy się jak opętani, żeby nie spaść w otchłań w kolorach nieba. Kolejnym miejscem było Gatonem, gdzie... mieliśmy jeść tyle, aż padniemy... Początkowo byłem nieskłonny do jedzenia, gdyż najpewniej będziemy musieli za to zapłacić... Ale to było wszystko za darmo... Darmocha?! O tak! Jedliśmy bez opamiętania a jedzenie było naprawdę boskie! W pewnym momencie, gdy rozmawiałem z Renjim o przygotowaniach po chwili wtrąciła się jakaś pani pokroju Rangiku-san... O rany!! Kim ona była?! Okazało się, że to była Kirio, która wcześniej wyglądała jak pulchna pani traci na wadze kiedy gotuje... To mnie zszokowało, ale Kona... Tego zboczeńca naprawdę jest trudno pohamować, nawet kiedy chciał jako pierwszy szamać jedzenie, które o dziwo nietypowo wyglądało... Przed naszym kolejnym lotem Kirio poinformowała, że to ona stworzyła podstawy do cukierków dusz oraz jej zadaniem było zmienienie poziomu naszego Reiatsu. Czułem się kompletnie inaczej niż wcześniej. Do tego ostrzegła nas, że w kolejnym miejscu, będziemy musieli uważać, bo w kolejnym mieście należącego do Ōetsu Nimaiyi będzie podobno ciężko, a także jest twórcą Zanapakutō...

"Ten sam czas, Reiōkyū , Hōōden"

A więc po kolejnej lotnej podróży i kilku jękach Kona, ja wraz z Renjim zastanawialiśmy się co tym razem się wydarzy... A było dość wkurzająco... Ten Nimaiya przywitał nas, jakbyśmy byli na stadionie czy w teatrze poprzez efekty świetlne czy akcent angielski... Proszę LITOŚCI!!! Po dość żenującym przedstawieniu zostaliśmy wprowadzeniu do budynku... w którym było pełno ładnych dziewczyn, które były naszym widokiem wniebowzięte... Ja z Renjim byliśmy mocno... e... zaskoczeni, a ten Kon po prostu wpadł w jakiś niesamowity amok i ciągle wypowiadał się o „raju”. Tak czy siak do tego ten afro w okularach kazał nam prosić w dziwnych pozach jak stanie na rękach... Okazało się, że to była podpucha... PRZEKLĘTY DRAŃ, NIECH JA GO... Ale zanim chciałem skopać mu twarz wyręczyła za mnie jedna z dziewczyn, która podobno nazywała się Mera i chciała, żebyśmy za nią poszli. Po kilku minutach drogi okazało się, że ten Ōetsu... mieszka w jakiejś szopie zabitej dechami na skraju urwiska... To się nazywa przykra prawda... (dobrze mu tak!) po czym kazali nam wejść do środka. Jednak okazało się, że wpadliśmy do jakieś ciemnej dziury... Lekko zdezorientowani dowiedzieliśmy się, że te ślicznotki to tak naprawdę były Zanpakutō. W trakcie wyjaśnień po chwili ten okularnik wyjął za siebie nasze złamane katany i do tego je bardziej zniszczył!! No po prostu chciałem go ubić, bo powiedzieli, że mi go naprawią, a nie go zniszczą. Jednakże on stwierdził, że jeśli uda nam się wyjść z tego przed „wściekłymi Zanpakutō”, to wtedy nam je przekuje. Ja będąc na dole wraz z Renjim zauważyliśmy, że coś na nas patrzy i to było mocno niepokojące. W końcu, kiedy pojawił się pierwszy z nich, Nimaiya powiedział, że to Asauchi - najpotężniejsze dusze katan, a do tego były jednolite. Wyglądał na białe humanoidalne monstrum bez zarysów twarzy a zamiast oczu miało usta. Byliśmy lekko przerażeni, jak ze wszystkich stron te katany na nas się rzuciły! A do tego ten drań z 0. Oddziału życzył nam dobrej zabawy... Jest gorszy od tego i tak pokręconego kapelusznika!!! Robiliśmy uniki i trzymaliśmy się razem, aby te Zanpakutō nas wyłapały jeden po drugim. Po kilku minutach ciągłego wymykania się przed ich rękoma zdecydowałem się jednego z nich walnąć z całej siły, bo poza siłą nie miałem nic, a Renji próbował używa Kidō z dość różnymi rezultatami. Jednak ten Asauchi miał kleiste ciało i zaczęło mnie pochłaniać!! Cholera... Renji próbował mnie wyciągnąć, ale i on również zaczął być wchłanianym przez innego, który zaszedł go od tyłu. Całe szczęście, że pozostałe widząc obecną sytuację cofnęły się... Gdy ten drań przyczepił się połową mojego ciała po chwili poczułem się jakoś nieswojo... O nie... Mój Hollow zaczął się znów ujawniać na mojej twarzy w postaci maski... Kurwa...

Epizod XVI - Kroniki Kyūseishu cz. 2

"Mój wewnętrzny świat"

Przez moment nie mogłem się obudzić, jakby ktoś uderzył mnie od tyłu czymś twardym a do tego wstrzyknął jakieś prochy uspokajające. Po ocknięciu się zauważyłem, że jestem w swoim wewnętrznym świecie - stanie na wieżowcach i tak dalej. Jednakże było pochmurno i dość ciemno. Z czego co pamiętam, pierwotnie świeciło tu słońce, a gdy miałem rozpacz w sercu to wszystko było pod wodą. Tym razem nie było ani kropelki cieczy, tylko najzwyczajniej było ponuro. Wstałem i zacząłem się rozglądać za Zangetsu. Lecz po chwili usłyszałem dość znajomy, ironiczny śmiech... O nie, tylko nie ten biały idiota... Niestety to był on. Był ubrany w identyczne rzeczy co ja, z tą różnicą, że był ubrany na biało a ja na czarno. Miał również taką samą maskę Vasto Lorde. Ale jednej rzeczy u niego nie widziałem - Zanpakutō... Spytałem się o to, a on jak to w swoim stylu odpowiedział, że to prze ze mnie nie ma go, bo najzwyczajniej w świecie o nich zapomniałem oraz o byciu towarzyszami w czasie walk. Lekko zakłopotany nie wiedziałem jak odpowiedzieć, ale po chwili ujrzałem, jak mój Hollow wskazuje palcem kogoś za mną i mówił, że tym razem staruszek jest potwornie wściekły... Odwróciłem się i zobaczyłem go... młodego w czarnym Shikakushō i z długimi czarnymi włosami. Chciałem się go zapytać, ale nie odpowiedział mi. Ujrzałem w nim natomiast w jego oczach żądzę mordu... O rany... Mocno się zdenerwował. Jednakże niespodziewanie wyciągnął przede mną prawą rękę i do mnie czymś wystrzelił. Zaskoczony odsunąłem się, aby nie dostać dziwnym pociskiem, który był... koloru niebieskiego... Moment niebieskiego?! Byłem nieźle zszokowany ostatnią sytuacją a Hollow widząc to uśmiechnął się i żachnął, że skoro nie wiem nic o swoim pochodzeniu i innymi zdolnościami to na pewno zginę... Zaskoczony odpowiedziałem, że skoro ja zginę to wtedy on również zniknie, ale ten białas dodał jeszcze, że jak Zangetsu ze mną się rozprawi, to on przejmie kontrolę nad moim ciałem i będzie po wszystkim... Cholera... Te przeklęte Asauchi, biały idiota i do tego nierozmowny staruszek w wersji odmłodzonej strzelający jak Quincy... Po jakimś czasie nie mogłem ustać na nogach z powodu olbrzymiej ilości strzał od Zangetsu... Miałem wrażenie, że za chwilę padnę z wycieńczenia... Hollow w tym czasie obserwował w dość dziwnej ciszy jak na niego i uważnie przyglądał się potyczce. Nagle dusza Zanpakutō przycisnęła mnie do wieżowca i mając już grot strzały przy gardle usłyszałem od niego pierwsze słowa w naszym spotkaniu. Mówił, że zaniedbałem go oraz nie byłem od momentu ich ostatniego spotkania zaciekawiony, kim naprawdę są moi rodzice... Lekko zdziwiony się spytałem dlaczego mam o tym się dowiedzieć, a on mocno zirytowany krzyknął, że gdyby nie obudzenie drugiej części mocy to bym zginął lub został pojmany przez wroga. Do tego jeszcze powiedział, że katana się złamana, ponieważ już nie wierzyłem w niego, gdyż myślałem, że sam dam radę pokonać Vandenreich i dlatego broń została tak szybko zniszczona. A na dodatek mnie jeszcze dobił Hollow, który dość poważnie oznajmił, że nawet nie przejął się nimi, kiedy przez przypadek gościci tutaj nieproszonego gościa... No tak... Byłem samolubem... Stwierdziłem, że mają rację, gdyż sądziłem, że sam podołam wszystkim zadaniom i przeciwnościom losu i chciałem to jako jedyny nieść te brzemię... Nagle po chwili poczułem na ręce coś metalowego... Rękojeść! Spojrzałem się tam i zobaczyłem swój Zanpakutō w formie Bankai a po chwili spojrzałem na Zangetsu, z którego zniknęła zgorzchniała mina i podał mi rękę, abym mógł wstać... W moim świecie znów zaświeciło słońce i wszystko wróciło do normy. Hollow był mocno zawiedziony tym faktem, ale pogodził się stwierdzając, że znów Król wrócił na stare tory. Natomiast staruszek poinformował mnie, że mam zawsze mieć na uwadze, że nie jestem sam w walce oraz ostrzegł mnie, że jeśli nie dowiem się o swojej rodzinie, to tym razem pożałuję... Nie zdążyłem już odpowiedzieć, gdyż po chwili zniknęli a ja wracałem do swojego ciała.

"Reiōkyū , Hōōden"

Po tym wydarzeniu zacząłem się jakoś uwalniać z tej beznadziejnej sytuacji poprzez uwalnianie z siebie dużej ilości energii duchowej, by w końcu rozbić tą skorupę od środka. W końcu wydostałem się robiąc przy tym trochę zamieszania wśród tych bezimiennych Zanpakutō. Po otrzepaniu się z kurzu i pozostałościach po tym stworze, zauważyłem, że przede mną stoi Zangetsu w wersji starszej, w ciemnych okularach i długim czarnym płaszczu. Nie wiedząc co powiedzieć ujrzałem, że mój uniform wrócił do normalnej wersji... Czyli przeszedłem do Shikai... Nagle usłyszałem do Nimaiyi, że udało mi się pogodzić ze swoją kataną i może już z stąd wyjść. Powoli kierowałem się do wyjścia z tej dziury, ale... gdzie jest Renji?! Zacząłem dość nerwowo rozglądać się za nim, ale po chwili usłyszałem głos tego czerwonowłosego Shinigami, że jest na górze, a on siedział tam prawie cztery dni, gdy on był tam zaledwie jeden dzień... A to ci nowość... Po wydostaniu się z tej dziwnej chatki zauważyłem, że Rukia i Byakuya są już wyleczeni. Po kilku słowach usłyszałem od Ōetsu, że przekucie Zanpakutō potrwa jeden dzień, a ja mam się udać do kolejnego pałacu, tym razem sam, bo Renji już tam był. Po chwili ten okularnik zaprosił rodzinę Kuchiki do środka tej chatki, ale chciałem ich ostrzec o przeciwniku, ale zostałem szybko zatkany przez Nimaiyi, który stwierdził, że nie należy psuć zabawy jakimiś spoilerami... Hm... No dobra... Skoro tak mówi...

"15./16. styczeń, Reiōkyū"

Ja w towarzystwie Kona zostaliśmy ponownie odesłani do kolejnego miejsca. Tym razem należącego do Senjumaru Shutary pałacu zwanego Gurifon (Gryf). Po kolejnym wylądowaniu na pluszaku, który był mocno zniesmaczony swoją rolą jako poduszki, po chwili zostaliśmy przez opiekunkę przywitani bez wielkiego i udziwnionego rozmachu. Tak po prostu skinięcie głowami i już. Przynajmniej jeden kapitan tego porąbanej dywizji umie się zachować... Po chwili zaprowadziła mnie do wielkiego laboratorium, które o dziwo było dużo większe i lepsze od IRBiS-u i tego całego Kurotsuchiego. Po chwili dowiedziałem się, że ona zna bardzo dobrze Mayuriego nawet przed tym jak był uwięziony jakieś ponad 110 lat temu. Był lub są przyjaciółmi z dzieciństwa, kiedy nie miał wtedy tej dziwnego sposobu malowania się... No i podobno był w niej zakochany... No dobra dość tych szczegółów dotyczących ich, bo naprawdę się jeszcze przerażę... Tak czy siak, jej zbadaniem jest jego przebadanie w celu znalezienia we mnie ciekawych zdolności i innych bajerów. I to ma potrwać jeden dzień... I na dodatek później musi również zbadać moje Zanpakutō, aby wykryć ewentualne jakieś anomalie... Badania niby nie są straszne... Gdy dowiedziałem się, że będzie mnie badać za pomocą tych dodatkowych rąk... I do tego, gdy będę goły z ciuchów... O RANY... WIEDZIAŁEM, ŻE BĘDZIE JAKIŚ HACZYK... No cóż po dość dziwnych oględzinach, wykonywania różnych czynności i inne tego typu sprawy rzeczy w końcu minął ten dzień i bez wyjawieniach szczegółach o mnie wzięła się za moje świeżo wykutą katanę w uwolnionej pierwszej formie. Shutara kazała mi się przebrać i przyjść następnego dnia... Po obserwacjach jak poczynają Rukia i Byakuya w konfrontacji z Asauchi i po rozmowach z Renjim o jego spotkaniu z Senjumaru w końcu wróciłem do niej. Początkowo nie wiedziałem, jak zareaguje, gdy będzie odczytywać różne statystyki i te podobne sprawy... Po chwili wszedłem do środka i ujrzałem ją mocno zszokowaną... Hm... Aż tyle było tych niespodzianek? Więc się spytałem jak tam te wyniki badań. Ona odpowiedziała, że mam bardzo duży potencjał Reiatsu, do tego moce Hollowa nie do końca opanowane a do tego moce Quincy, moc Fullbringera lub jak to nazwała moc ludzką... Jako tako już byłem przygotowany, skoro moje Zanpakutō już wspomniało o ostatniej zapomnianej części. A na dodatek nazwała mnie jakoś dziwacznie... Że niby jestem Rinku (Łącznik). Spytałem się, kto to jest, a Shutara-sama odparła, że to legendarna postać posiadająca moce Shinigami, Arrancara, Quincy i do tego jest człowiekiem... Na domiar tego powiedziała, że jestem drugą postacią w historii świata, która ma taką kombinację mocy. Spytała się jak to się stało, że nie miała bladego pojęcia, że istnieje taka osoba. Lekko zaskoczony nowinami od kobiety odparłem, że mój ojciec jest Shinigami, Hollowa mam od czasów, kiedy zyskiwałem swoje własną moc przy pomocy Kisuke Urahary, Fullbringera to zyskałem, gdy spotkałem tego pierwszego Zastępczego Shinigami - Ginjō Kūgo. No, ale nie byłem pewien, skąd miałem moc Quincy, więc odparłem, że ten ich cały lider Vandenreich odparł, że nie mam bladego pojęcia, kim była moja matka... Senjumaru mocno zastanowiła się po moich wyjaśnieniach i po kilkakrotnym obejrzeniu swoich notatek odparła, że będę musiał dużo trenować, aby zapanować nad swoimi wszystkimi zdolnościami. Spytałem się, więc kto może mnie podszkolić, na co odparła, że Ōsho może coś mi poradzić. Więc chciałem już tam się udać, ale ona mnie zatrzymała informując mnie, że musimy tam być całą czwórką, jeśli chcemy się z nim spotkać. No nie... kolejne czekanie, ale nie miałem wyboru. Zgodziłem się i pod koniec rozmowy spytałem się jej, czy w czymś ją nie zaskoczyłem. Na co ona odparła, że nie umiem kontrolować wypływ Reiatsu z siebie, więc moja katana jest nadal uwolniona w formie Shikai, ale dodała, że może sprawić, że wróci do swej pierwotnej formy miecza. Usłyszawszy to nie zgodziłem się, skoro tyle lat przyzwyczaiłem się do olbrzymiego miecza, więc po co go zmieniać? Byłby trochę zniesmaczony sytuacją. Shutara usłyszawszy moją odpowiedź, oznajmiła, że jeszcze nigdy nie spotkała takiego człowieka jak ja, pomimo, że jest mistrzynią pozyskiwania informacji nawet z najdalszych zakątków całego świata, to po raz pierwszy nie mogła wyjaśnić, skąd ja do cholery się wziąłem. Uśmiechnąłem się do jej i odparłem, że podobno odmienni ludzie czasami umieją zaskakiwać, po czym wyszedłem z olbrzymiego kompleksu laboratoryjno-badawczego.

Epizod XVII - Kroniki Kyūseishu cz. 3

"Cztery dni później, Reiōkyū"

W końcu po tych DŁUGGIM przyglądaniu się, jak sobie radzą członkowie szlacheckiej rodziny, w czwórkę... Poprawka w piątkę, bo ciągle zapominam o Konie, udaliśmy się do ostatniego pałacu zwanego jako Yatagarasu (Ośmiogłowy Kruk). O dziwo, nie zostaliśmy tam wysłani jak w przypadku czterech poprzednich lewitujących miast... Po prostu poszliśmy schodami... No nareszcie jakiś zwyczajny sposób poruszania się... Tak więc udaliśmy się do piątego pałacu, który był największy w porównaniu do pozostałych posiadłości Straży Królewskiej. Tak czy siak, Ōsho przywitał nas i od razu przeszedł do konkretów, że ma za zadanie porządnie nas wyszkolić w walce. Jednakże poinformował nas, że każdy będzie szkolony osobno, a on będzie instruował naszymi postępami i treningiem. Dodatkowo wyjaśnił, że Quincy mogą zabrać nam formę Bankai, ale nie mogą w pełni zabrać całej duszy Zanpakutō. Gdyż... to zależy od poziomu mocy wroga oraz to, że dusze katan mają w sobie jeszcze ostateczną formę. I tutaj nas zaskoczył, ponieważ od razu wspomniał o mojej Saigo no Getsuga Tenshō... Moment, CO?! Byliśmy mocno zaskoczeni wypowiedzią, w tym i ja wspomniawszy, że jak to raz użyłem to stracę moc Shinigami... Jednakże Ōsho Ijiri odparł, że nie potrafiłem wtedy kontrolować przypływ Reiatsu, i dlatego straciłem swoją moc, a w przeciwnym wypadku byłaby to drobnostka... Ciekawe... Ale po chwili stwierdził, że nie jest na sto procent, czy uda się każdemu odkryć swoje trzecie formy, ale na pewno nauczy ich, jak nie dać się okraść z części duszy naszych zbrojnych towarzyszy. Tak więc zgodziliśmy się i od razu przeszliśmy do naszych treningów. Każdy z nas poszedł do innej sali, która wielkościowo przypominała tajemną komnatę pod wzgórzem Sōgyoku, tylko z tą różnicą, iż przypominała najzwyklejsze dōjō. Więc po chwili kazał mi wykonywać różnorakie ćwiczenia... skłony, pozycje, medytacje, itd., a po przekazaniu zadania przechodził do sąsiedniej sali, gdzie ktoś inny trenował... Sądząc po głośnych piskliwych odgłosów zmęczenia to była zapewnie Rukia... O rany... te wykonywanie ćwiczeń jest naprawdę czasochłonne i dość „proste”... Jednak to był zaledwie wierzchołek góry lodowej...

"Jakiś czas później, strata rachuby czasu"

Ile to już dni minęło? Nie wiem... Nie było okien, abym mógł sprawdzić, czy to dzień czy noc... Bez chwil wytchnienia, cały czas trenowałem zażarcie techniki kontroli nad duchem i łączenia się z Zanpakutō. Mocno zmęczony spytałem się, jak to może jeszcze trwać? Na to Ijiri odparł, że ja mam najłatwiej z całej czwórki, gdyż Byakuya stracił Bankai i ma problemy z pozostałymi umiejętnościami (czyli Senkei, Gōkei i Shūkei, jak dobrze pamiętam), Renji ma podobno „problem z utrzymaniem” Bankai przez dłuższy okres czasu, a Rukia... ona ma najgorzej, bo nie umie jeszcze uwolnić drugiej formy i „wątpliwie” czyli kiedykolwiek to zrobi. Tak więc podobno mam dobrze? Cholernie zastanawiające, skoro jestem tym niby Łącznikiem... Więc z ciekawości się spytałem, co z moimi częściami mocy niepochodnymi do Shinigami. A ten radośnie oznajmił, że Fullbring mam już opanowany, Hollowa to muszę sam go ogarnąć, ale jeśli chodzi o Quincy... Tutaj dłużej się zastanawiał i po czym odparł, że po treningu da mi pewną księgę opisującą wszystkie zdolności, jakie posiadają „łucznicy”. Spytałem się, więc czemu nie poradzi w tej części, na co podparł, że żaden Shinigami nie jest w stanie mi pomóc z tym problemem... Aha, więc muszę kogoś znaleźć, aby mi poradził z tym fantem... Po kolejnych długich godzinach treningów, nauczyciel podszedł do mnie, gdzie akurat wtedy leżałem i kazał mi uwolnić tą „ostatnią” formę. Zrobiłem dość zszokowaną minę i przerażoną sądząc, że znów stracę wszystko. Na co on widząc mnie, zrobił lekko zastanawiającą twarz i poinformował mnie, jeśli uaktywnię to w tym miejscu dwa razy, to znaczyłoby, że nauczyłem się wyzwalać i kontrolować swoją moc duchową... Skoro tak mówi, to wstałem i wypowiedziałem słowa aktywujące, i po chwili ogarnęła mnie czarna energia, która zmieniła mnie w czarnowłosego mężczyznę, mającego na sobie szare bandaże, a wokół mojej lewej ręki była czarna smuga okrywająca całe ramię. Po czym kazał mi to dezaktywować to i zrobić to ponownie... Hm... Jak to dezaktywować? Przecież użyłem Mugetsu i wtedy ta forma zniknęła. Jednakże Ōsho spokojnie powiedział, żebym pomyślał o spokoju i wyglądzie będąc normalnym Shinigami. Po zrobieniu tego co mi kazał, nagle czarna energia zaczęła znikać a moja garderoba zaczęła przekształcać się w uniform Shinigami w formie Shikai. Po kilkunastu sekundach wróciłem do swojego normalnego wyglądu a w lewej ręce trzymałem swoją katanę. Byłem mocno zaskoczony, ale nie miałem chwili namysłu a usłyszałem od trenera, że mam znów uwolnić Saigo no Getsugę Tenshō. No to po kolejnych czynnościach doprowadzając do tego samego stanu, Ijiri uśmiechnął się i z radością poinformował mnie, że mój trening się skończył... W końcu, myślałem ,ze padnę martwy na ziemię... Po chwili podrzucił mi do ręki książkę, gdzie na okładce był symbol Quincy i była w niebiesko-białej kolorystyce. Po czym odparł, żebym poszedł do swojego pokoju, abym poczekał na swoich przyjaciół i zregenerował siły...

"Nieznana data, mój tymczasowy pokój w Yatagarasu"

Kurna, jedynie czego się nie dowiedziałem, to który jest dzisiaj... Ostatnia data to 16. styczeń, a na dodatek nie ma tutaj pór roku, gdyż u nich ciągle panuje wiosna... lub lato, nieważne... Regenerując swoje siły przeczytałem całą lekturę dotyczącą historii, umiejętności i usposobieniu Quincy. Tak więc dowiedziałem się, że wtedy co niby zablokowałem atak tego lidera Vandenreich to tak zwany Blut Vene i mogę blokować bardzo poważne ataki, a strzały, którymi posługiwał się Zangetsu to Licht Regen... Naprawdę dziwne te nazwy... Raczej to nie angielski... Pewnie jakiś europejski język... Tak czy siak, długo przestudiowałem cały rękopis i doszedłem do wniosku, że mogę jako jedyny wyjść cało z tej „kompletnie niedorzecznej” wojnie... Ale zauważyłem w swojej trzeciej formie coś dziwnego... Szare bandaże miały jakiś wzorki w kształcie krzyża, które łudząco przypominają te, co mam obecnie na rękach, przy stopach i na klatce piersiowej. A ten kołnierzyk to jest podobny w kolorach do maski... Pewnie to zmiany spowodowane przez odzyskanie mocy. Jednakże jedyna rzecz, która mnie zastanawiała, czy moi przyjaciele wyczuli moją formę, kiedy ją aktywowałem dwukrotnie, bo ja nie mogłem ich wyczuć, co oni tam kombinowali. Nagle do drzwi ktoś zapukał i wszedł Ōsho i z radością poinformował mnie, że wszyscy zakończyli swój trening i w końcu możemy się spotkać z Królem. No nareszcie... Wstałem z łóżka i chciałem się zapytać o te dziwnym niewyczuwaniu Reiatsu moich towarzyszy. Na co kapitan 0. Oddziału odpowiedział, że były odizolowane od siebie specjalną barierą, aby kogoś nie zabić w trakcie dużego skupienia energii. Po chwili powiedział dość dziwne słowa... Abym nie dowiadywał się, jak mi i innym poszło, jako część umowy. Spytałem się czemu, na co odparł, że dowiem się w swoim czasie... Jasne... Zobaczymy. Tak więc Ijiri zaprowadził do moich przyjaciół, którzy byli jacyś... spokojni, bezsłowni... Pewnie dostali nieźle w kość, skoro ja chodzę dość normalnie a oni jakby nie mogli zasnąć... Tak więc zostaliśmy przetransportowani do potężnego budowli w kształcie kokonu, aby spotkać się z władcą Soul Society... Ciekaw jestem jak on wygląda...

"Pałac Królewski"

Dotarliśmy na miejsce, gdzie już na nas czekali pozostali członkowie Straży i poprowadzili nas do głównej komnaty królewskiej. Kirio w czasie kierowania się do punktu docelowego informowała nas, kim jest ten cały władca, co kiedyś zrobił, jak stworzył ten świat, itp... Nie będę tego tutaj opisywał, bo to by zajęło z pół książki!!! Poszukać sobie historię, jeśli jesteś ciekaw. Jedynie mogę wspomnieć, że ta budowla to Enenra (japoński duch Yōkai w postaci dymu). W końcu dotarliśmy do ogromnych drzwi, które po dotknięciu przez pięciu strażników, otworzyły się w naszym kierunku. Jeszcze usłyszeliśmy od Ōsho, że mamy zachować się, jak należy, bo niedawno się „wzbudził”. Po chwili ujrzałem ogromną salę, gdzie na końcu znajdowała się czerwona zasłona, która została odsłonięta ujawniając Go. A raczej jakieś podłużny obiekt emitujący złote Reiatsu a w środku znajdowała się główna postać, mająca ludzką postać, biało-złote szaty. Najdziwniejsze było jednak przed nami, gdyż gdy otworzył oczy ujrzałem bardzo futurystyczne źrenice... Jakby jakieś złote spirale, czy jakieś inne kształty. Trudno to jakoś wyjaśnić. Zapomniałem jeszcze wspomnieć, że wzdłuż ścian znajdowali się Shinigami, którzy mieli potężne katany w postacie halabard, mieli zakryte twarze złotawym materiałem z czarnymi napisem „Straż” oraz mieli białe haori z czarno-złotymi elementami w kształcie prostokątów. No cóż po porządnym ukłonie i jak najbardziej grzecznościowym przywitaniu się, usłyszeliśmy Jego głęboki głos, mówiący, że wita nas bardzo serdecznie w swoich progach. W tym momencie zauważyłem, że Rukia, Byakuya i Renji byli mocno przejęci widokiem Króla, w przeciwieństwie do mnie, gdzie akurat będąc schylony byłem najzwyczajniej wyluzowany. Może z powodu tego, że moi przyjaciele to dość osoby ważne w Gotei 13 a ja jedynie Przedstawicielem Shinigami. Ale następne słowa władcy mnie dość zaskoczyły, ponieważ stwierdził, iż czekał na mnie... E... Aha, no dobra, to da się zrozumieć. Nazwał mnie Kurosaki Ichigo, ale szybko mnie poprawił, że jestem synem Masaki Kurosaki i... Isshina Shiby... Chwila... mój tata i klan Shiba?! Po tych słowach trójka szybko odwróciła się do mnie, którzy byli chyba naprawdę zszokowani informacją. W sumie też byłem zaskoczony... Wiedziałem, że ojczulek był Shinigami... ale że był w klanie, to mi nic nie... Moment... Cholera, zapomniałem, że nie chciałem, żeby wyjawił swoją tożsamość... Po czym odpowiedziałem, że skąd mnie zna oraz skąd on wie o moim tacie... No to Król dodał jeszcze inne dość ciekawe informacje... Podobno Otōsan był z jakieś ponad 110 lat temu kapitanem 10. Oddziału przez kilkadziesiąt lat i został wygnany za to, że... pomógł trójce Quincy wydostać się z Soul Society, po czym zniknął... O rany... Tego się kompletnie nie spodziewałem... Na deser stwierdził, że powinienem się nazywać Ichigo Shiba i być w tym momencie kapitanem w Soul Society. Dodał również, że klan po tym incydencie został odsunięty z Pięciu Szlacheckich Rodów... Pięknie! Jestem spokrewnionym z tym pacanem Ganju i tą dziwną Kūkaku... W trakcie Jego wyjaśnień zauważyłem u Rukii naprawdę wielkie zdziwienie, ale mniejsze jakie zobaczyłem w oczach Byakuyi... No to masz przechlapane, że mnie traktowałeś jak śmiecia... A Renji chyba jako jedyny nie był na tyle przerażony, aby patrzeć się na mnie przez cały ten czas... A więc po moim „pochodzeniu” spytałem się na tyle grzecznie o Jego czekanie na mnie. Na co On powiedział, że mogę w końcu pogodzić los dwóch zwaśnionych ras... No tak... Tego się akurat spodziewałem. Mam być dla wszystkim ratunkiem dla całego świata jak w przypadku Aizena i jego zamiarach zastąpienia Jego. Po chwili zaczął opowiadać historię, która zapoczątkowała ten cały konflikt...

Epizod XVIII - Kroniki Kyūseishu cz. 4

"Pałac Królewski"

Po jakimś czasie w końcu Król skończył swą opowieść, w której dowiedziałem się, że tak naprawdę mój ojciec był kapitanem długo przed tą całą awanturą z Aizenem... Bodajże 200 lat temu jako jedyny nie uczestniczył w eksterminacji Quincy (jako powód podał niby chorobę, co raczej wątpię). A gdy przez przypadek wykryto jakiś niedobitków i zlecono ich zabić, Oyaji miał tego dość i po prostu pomógł im opuścić Soul Society a od tamtej chwili ani razu się nie ujawnił całemu Gotei 13 przez ten długi czas... No proszę, jednak ten półgłówek umie jednak pozostać w ukryciu i to ponad wiek... Ale tak czy siak, pomimo wielkich oczu ze strony moich przyjaciół z Soul Society, Władca dodał od siebie również informacje dotyczące losów niedobitków z tamtych czasów. Otóż wtedy z około kilku tysięcy ponoć została garstka (mniej więcej do trzydziestu do stu) i ponoć mieli dwie różne opcji swej przyszłości: albo przestaną polować na Hollowy, albo zniszczą Gotei w ramach zemsty. Rzecz jasna większość się zgodziła, a ponoć sprzeciwiło się zaledwie cztery osoby... Aha, czyli ta większość dała początek Vandenreich a reszta po prostu chciała się ukryć i spokojnie żyć... Ja byłbym za mniejszością, bo zemsta niczego nie zmieni na lepsze. No i ponoć w jakiś ich sposób wydostali się z wymiaru Shinigami i podróżowali przez nicość aż znaleźli dla siebie nowy dom... Ale Król również nie ma pojęcia jak tam się dostać...Kazał Nam pilnie trenować i czekać, aż wróg znów się ujawni, ale kiedy to nastąpi... Ach... Te czekania... Nie lubię takich sytuacji. Tak więc ostatecznie Jego wysokość zauważywszy, że zostaliśmy porządnie wytrenowani, pozwolił nam odejść i kazał nam wrócić do Niego, gdy będzie po wszystkim... Ja normalnie pożegnałem się jak należy i jako pierwszy skierowałem się ku wyjściu... W przeciwieństwie do moich kolegów, którzy nadal nie mogli chyba wyjść z szoku związanym z historią mojej rodziny. Kiedy w końcu otrząsnęli się zostaliśmy odesłani do Soul Society przez Straż Królewską... No to czeka nas TWARDE lądowanie... Mam nadzieję, że Kon nie zasiedział się w „lipnym” pałacu Nimaiyi...

"Soul Society, wzgórze Sōgyoku, czas jeszcze nieznany"

Nareszcie jesteśmy wśród swoich! Miałem już powoli dosyć tamtego miejsca ze względu na ciągłe latanie z miasta na miasto... Po pożegnaniu się ze Strażnikami (i dowiedzeniu się, że spotkamy się jeszcze nie raz) na początku spotkaliśmy Ukitake-san, który nas zaprosił na spotkanie w 1. Oddziale... Chwila, staruszek nie żyje, więc kto niby go zastąpił? Odpowiedział nam, że minęły dwa miesiące... DWA?! Myślałem, że mija dopiero tydzień... O rany... Ten przeklęta zmiana strefy czasowej... Po prostu nie mogliśmy uwierzyć, że aż tyle czasu przeleciało o tak sobie... Ale to dopiero był zaledwie początek nowości w Seireitei...

"26. marzec 2004, sala spotkań kapitanów w 1. Oddziale"

Więc tak... Staruszek nie żyje, nowym Kapitanem dowódcą został Kyōraku-san, który miał na prawym oku czarną opaskę... Prawie jak pirat, nie ma co, ale wracając do rzeczy... Dowiedziałem się, że Gotei straciło ponad połowę ludzi w tym Izuru Kirę... Po za tymi rzeczami nie widziałem jeszcze Kenpacjeigo i Unohanę-san, więc się o nich spytałem, gdzie oni się podziewają... Po krótkiej ciszy słyszę odpowiedź od Hirako, że dwójka obecnie jest w 4. Oddziale na intensywnej terapi... gdyż walczyli ze sobą prawie dwa miesiące... Chwileczkę... Unohana z Kenpachim?! Jak to możliwe... Byłem wraz z Rukią i Renjim mocno zszokowani nowiną, ale Kyōraku wyjaśnił nam, że kiedyś spokojna kapitan 4. Oddziału była założycielką 11. Oddziału oraz uczyła Zarakiego sztuki zabijania... Dla mnie to wprost niewiarygodne... chociaż, gdy zawsze na mnie patrzyła czułem się jakoś nieswojo... Teraz już wiem, dlaczego... Po wysłuchaniu różnych informacji dotyczących wroga, strategii i innych mniej ważnych sprawach, Byakuya bez wyraźnego sygnału wyszedł na środek sali, odwrócił się w moim kierunku i z pełną powagi... przeprosił mnie... CO?! ŻE JAK?! Wszyscy tutaj zgromadzeni byliśmy po prostu... no nie wiem jak to ująć... potwornie zaskoczeni... Ja nie mogłem z siebie wykrztusić ani słowa z tego powodu. Po krótkiej ciszy, Ukitake spytał się w końcu, co miał na myśli kapitan 6. Oddziału mówiąc tak do Zastępczego Shinigami... W tym momencie podejrzewałem, że Kuchiki zamierza odkryć innym kapitanom historię mojej rodziny, od razu się wtrąciłem i spytałem się, czy ktoś znał mojego ojca... Połowa zgromadzonych nie mogła sobie skojarzyć za wyjątkiem trzech osób... Kyōraku, Ukitake i Hirako drgnęli słysząc moje ostatnie słowa. Dowódca trzynastego Oddziału jako pierwszy odpowiedział, że wie niezbyt dużo o klanie Shiba za wyjątkiem swojego dawnego wicekapitana... Zanim miał wypowiedzieć jego tożsamość swój wzrok skierował na Rukię. Ja również odwróciłem się do niej i ujrzałem w niej szok i niedowierzanie... ale o kim mowa? Po czym białowłosy dokończył zdanie, że świętej pamięci Kaien Shiba należał do jego oddziału, gdzie opiekował się ówczesnym zastępcą Ukitake oraz... był bardzo podobny z wyglądu i zachowania... Za wyjątkiem jego włosów, które były czarne... Byłem niesamowicie zaskoczonym tym faktem i dość niepewnie spytałem się, kiedy on zmarł, skoro Ukitake opowiadał o nim w czasie przeszłym. Lecz zamiast jego głosu usłyszałem wypowiedź Rukii, która będąc „blisko załamania” cichutko odparła, że to było około 19-20 lat temu... E... Teraz mam prawie 18 lat... To... Naprawdę... dziwny zbieg okoliczności... Nastąpiła głucha cisza... Wszyscy byliśmy w mocnym szoku... Jedynie Kurotsuchi był niezwykle zafascynowany tym faktem i pod nosem stwierdził o czymś, ale nie mogłem do końca usłyszeć jego ostatniego słowa, które zaczynało się chyba na literę „r”... Wkrótce, Głównodowodzący dość spokojnie stwierdził, że powinienem być od tej chwili pełnoprawnym Shinigami a do tego kapitanem w Gotei 13... O NIE, NIE, nie... Nie zamierzam tutaj siedzieć wśród nieznajomych, więc szybko powiedziałem, że nie zamierzam zostać kapitanem, bo to nie jest dla mnie robota, a poza tym moim zadaniem jest ochrona Karakury... Dodałem też, że chcę dowiedzieć się więcej o sobie i prawdziwą historię swojej rodziny... W pewnym momencie Hirako oznajmił mi, że niewiele osób znał w tamtym czasie rodzinę Shiba, jedynie to, że było w tamtym czasie dwóch braci, gdzie starszy poszedł w ślady ojca i został kapitanem 10. Oddziału, tak jak w tradycji rodziny Kuchiki, a młodszy zajmował się klanem... Dalej musiałbym już sam szukać informacji...

"Chwilę później, okolice siedziby klanu Shiba"

Po kilkunastu minutach, kilku rozmowach i ustaleniach, udałem się do „swego” klanu... Ach kurna nie wiem jak mam to nazywać czy uważać, że to mój... Już w czasie drogi miałem cholernie dużo pytań, na które może usłyszę od moich kuzynów... Jak na razie idę sam, gdyż Renji nie mógł z powodu olbrzymiej ilości papierków a Rukia... najzwyczajniej nie chciała... Lecz w połowie drogi zauważyłem, że ktoś mnie śledzi i wiedziałem kto to może być... Krzyknąłem dość głośno, żeby przestała mnie obserwować z ukrycia nazywając ją „pierwszą koleżanką z Soul Society”. Po chwili za mną pojawiła się Kuchiki, która nadal nie mogła wyjść z szoku. Lekko znudzonym takich zachowaniem żachnąłem, żeby w końcu przestała się nad sobą zastanawiać oraz rozpamiętywać tamte słowa kapitana 13. Oddziału. Lecz dziewczyna mnie zaskoczyła twierdząc, że chce się dowiedzieć czegoś o mojej niewiedzy o swojej prawdziwej rodzinie... NO CHYBA MNIE ZARAZ... Jedno słowo za dużo i wiele halo o moim pochodzeniu... TO JEST NIE DO POMYŚLENIA!!! Takim czy w innym myśleniu poszliśmy dalej razem do rezydencji ówczesnej liderki. W czasie drogi zauważyłem w niej coś dziwnego... jakby troskę... Może nie chce dopuścić do mojej śmierci jak w przypadku Kaiena? Po dotarciu na miejsce od razu przed drzwiami zauważyliśmy Kūkaku, która spokojnie paliła fajkę i przyglądała się błękitnemu niebu. Gdy w końcu podeszliśmy do niej i przywitaniu się, kobieta stwierdziła, że mamy mocno zmienione Reiatsu i spytała się, jak tam było. Po udzieleniu odpowiedzi, ja od razu i bez kombinowania spytałem się o związku między moim tatą a jej klanem... Na początku nie powiedziała ani słowa, by później spokojnie poinformować wyjmując przedtem lulkę, że nadszedł czas, abym się dowiedział coś o swoim ojcu... Wstała i zaprosiła nas do „skromnego” pomieszczenia (nie licząc tych dziwnych statuetek Ganju z transparentem). W trójkę weszliśmy do pokoju, gdzie kiedyś ją widziałem po raz pierwszy jako Ryoka, a Kūkaku podeszła do półki, z której wyjęła pewną książkę. Usiadłszy obok mnie i Rukii otworzyła rękopis, po czym zaczęła opowiadać niezbyt szczegółową historię z tamtych czasów. A to, co wyciągnąłem z historii.

.........

Isshin był najstarszym synem 8. głowy rodziny Shiba - Matsudairy i Okiku - córki 23. głowy rodziny z klanu Meteniko - Fumihiro. Ponadto miał jeszcze młodszego brata - Sanjuro. Gdy miał około 20 lat przejął obowiązki kapitańskie od umierającego dziadka jako przywilej rodziny szlacheckiej. Matka zmarła przy porodzie drugiego potomka. Mijały lata, Sanjuro ożenił się z dziewczyną z klanu Shihōin - Yukiyo, późniejszej kuzynki Yoruichi i z nią mieli trójkę dzieci w kolejności - Kaien, Kūkaku i Ganju. Rodzice zostali zamordowani w skutek spisku mało ważnych klanów. Isshin nie będąc żonaty, musiał się nimi zajmować jak i pilnować swój oddział w Seireitei. Aby ułatwić zadanie, zatrudnił Konagehiko i Shiroganehiko jako opiekunów i nauczycieli a czasami zostawiał ich pod opieką rodziny Shihōin. Któregoś dnia, bez ostrzeżenia i wiadomości, Isshin zniknął. Podobno jako przyczynę podali zdradę i spisek z kolaborantami, ale później Kaien i Kūkaku dowiadują się, że zbiegł do Świata Ludzkiego, aby pomóc czwórce Quincy przed pewną śmiercią. Wyniku tego „wydarzenia” rodzina zostaje wyrzucona w wielkiej piątki szlacheckich rodów. Imiona ostatnich Quincy są do tej pory nieznane, a pałeczkę przywódcy klanu przypadł początku starszemu bratu. Jednakże krótko po objęciu statusu lidera, Kaien jako wicekapitan 13. Oddziału ginie w wyniku walki z dziwnym Hollowem, a jedyna dziewczyna traci rękę w wyniku eksperymentu ze składem materiałów wybuchowych do specjalności rodziny - fajerwerk i sztucznych ogni oraz przejmuje dowództwo nad rodziną jako jedyna „pełnoletnia” członkini. Isshin Shiba (jako prawowity lider) ma status nieznany w Soul Society, ale dzięki Kisuke Uraharze i Yoruichi Shihōin wiemy, że ożenił się z Masaki Kurosaki (nieznany status) równocześnie zmieniając nazwisko oraz ma trójkę dzieci - syna Ichigo i siostry bliźniaczki - Karin i Yuzu. Na dodatek maskuje swoją moc, aby Shinigami nie ścigali go oraz w trosce o przyszłość swoich potomków.

.........

No dobra. Dowiedziałem się co nieco... Ba nawet za DUŻO... Yoruichi-sam i Urahara-san znali się od dłuższego czasu niż sądziłem a na dodatek ma bardzo nietypową historię... Ale jedno mnie dręczy... Moja matka i status nieznany. Chciałem się spytać, czemu Okāsan ma status nieznany... Kūkaku na poważnie odparła, że nie podali jej tej informacji, gdyż „mogłam się rozgniewać i nie dowierzać”. Po chwili usłyszałem zza drzwiami Ganju, który chciał się dowiedzieć, z kim siostra rozmawia. Po wyjaśnieniach, młodszy członek klanu zauważył mnie i Rukię jak przeglądamy ich rodzinną księgę dotyczącą historii. Lekko zakłopotany chciał się spytać o co biega, na co ja, aby go mocno wkurzyć odparłem: „A o nic... Itoko...” (kuzynie)

Epizod XIX - Kroniki Kyūseishu cz. 5

"Posiadłość klanu Shiba"

Ganju był mocno zirytowany i lekko zdziwiony moją wypowiedzią i stwierdził, że w Reiōkyū musiało mi mocno oberwać w głowę, skoro wygaduje takie bzdury... ŻE JAK?! Już miałem mu zdrowo przyłożyć, lecz mnie wyprzedziła Kūkaku, która bardzo szybkim ruchem uderzyła swojego brata w brzuch. Skrzyczała go za brak szacunku wobec członka rodziny. Facet mający dłuższą fryzurę leżąc na ziemi kierował swój wzrok i z niedowierzaniem obserwował swoją siostrzyczkę, która po chwili spytała się, czy kiedykolwiek miał czas przeczytać historię swojego klanu. Mężczyzna wstał, w milczeniu wziął książkę i zaczął uważnie czytać. Ja akurat z Rukią siedzieliśmy i zastanawialiśmy się nad jego reakcją. Po kilku minutach, Ganju mający wyraźnie skrzywioną minę, spojrzał się na mnie i mocno przerywając powiedział, że jest moim kuzynem... Hehe... Dopiero teraz ten pacan się zorientował... Ale niespodziewanie zza drzwi, z których wyszedł Ganju usłyszałem dość znajomy głos dopytujący się o położenie kuchni, aby coś przekąsić... Po chwili zauważyłem, że drzwi zaczęły się poruszać, by w końcu się otworzyły. A w przejściu zobaczyłem go... Jak to... Przecież on powinien być martwy! Po kilku sekundach wstałem jak osoba wyskakująca z gorącej wody i krzyknąłem.... CO ON DO JASNEJ CHOLERY ROBISZ?! To był Ginjō Kūgo, pierwszy Zastępczy Shinigami oraz... drań, który chciał odebrać mi moce po 17 miesiącach od pokonania Aizena!!! Myślałem, że utłukę go jak zbłąkanego psa... A ten nadzwyczaj spokojny i tym poprzednim uśmieszkiem spytał się, czy jest tutaj ramen... Mam OLBRZYMIĄ ochotę rzucić tą potrawę prosto w jego facjatę!!! Nagle za nim pojawili się jeszcze dwie osoby również dobrze mi znane... Tsukishima i Giriko. Byli ciekaw tego „nietypowego” zamieszania jakie przed chwilą miało miejsce... W końcu krzyknąłem na całe gardło, co oni kurna tutaj robią?! Kūkaku uciszając mnie na tyle dobrze (przez kopnięcie mnie w brzuch) odparła, że znalazła ich w Rukongai, a na dodatek wiedząc, że mają nietypowe zdolności, postanowiła ich wyszkolić, aby stanąć do kolejnej walki z Vandenreich. Tsukishima dodał od siebie, że byli ludźmi, którzy zginęli w ostatniej walce i znaleźliśmy się obok siebie w Soul Society. W tym momencie dość groźne spytałem się, to jakim cudem Ginjō znalazł się w Rukongai, skoro ma moce Shinigami?! No co on dość spokojnie odparł, że wtedy walczył jako człowiek a nie jako dusza jak w moim przypadku. Na dodatek stracił swoją moc Shinigami, ale Fullbringu jeszcze nie... No nie... Co się tutaj do u licha wyprawia?! Nowe znajomości, spotkania ze starymi i co jeszcze?! Ożywienie umarłych?! Powoli miałem już serdecznie dosyć... Na całe szczęście Rukia poklepała mnie po plecach i odparła, że nie powinienem się zamartwiać, że spotykasz starych wrogów, którzy stracili swoje intencje... A po jej wypowiedzi wypowiedział się Giriko, który grzecznie stwierdził, że nie powinni tracić czasu, gdyż jest on teraz na wagę złota, skoro nikt nie wie o kolejnym ataku Quincy... Uspokoiwszy się w końcu i spojrzawszy się głęboko we wzrok wszystkich obecnych tu byłych członków Xcution skierowałem się ku drzwi i odparłem, że wracam do Karakury, aby dowiedzieć się o swoim pochodzeniu.

"Przed bramą Senkaimon w Seireitei"

Najwyższa pora wrócić do siebie i w końcu się wyspać! Kilka miesięcy bez przerwy harówki od rana do nocy... No ale cóż... Jeśli jest się potężnym Shinigami, to takie obowiązki spływają ze wszystkich stron. Chciałem wrócić nie zwracając zbytnio uwagi... ALE TO NIEMOŻLIWE. Wszyscy najważniejsi członkowie Gotei zebrało się na wzgórzu Sōgyoku, aby się ze mną pożegnać... Czy to nie lekka przesada? Przecież znów ich spotkam za jakieś kilka tygodni, może miesięcy... Ale Rukia NALEGAŁA, abyśmy mogli ustalić kilka szczegółów dotyczących przebiegu tej dziwacznej wojny, która by i tak nie dotyczyła, skoro ja ją NIE wywołałem... Początkowo moja koleżanka chciała ze mną pójść do Karakury, ale stwierdziłem, że powinna zostać w Soul Society, aby uporządkować swoje sprawy. No a ja mam DUŻE zaległości w szkole, więc muszę pobyć trochę sam ze sobą, że tak można ująć... W końcu po ustaleniach pożegnałem się ze swoimi „kolegami” (ciężko byłoby nazwać ich znajomymi) i wskoczyłem do bramy Senkaimon.

"Karakura, wieczór"

Nareszcie jestem w domu! Wyszedłem z Dangai niedaleko mostu, a dokładnie pod nim. Po zorientowaniu się w moim położeniu wobec mojego domu skierowałem się do swojej najbliższej rodziny. Ciekaw jestem, czy martwią się o mnie skoro nie było mnie tyle czasu? A z resztą Urahara-san pewnie ich poinformował, że będę nieobecny na jakiś czas. Po kilkunastu chwilach znalazłem się w oknie w moim pokoju. Po bezproblemowym wejściu do środka od razu zauważyłem, że moje ciało leżało okryte kołdrą na łóżku a jak dobrze pamiętam, to było niezakryte pościelą. Pewnie wyczuli, że mnie tu nie ma... Tak czy siak wskoczyłem w swoją skórę i bez wielkiego poprawiana się od razu zasnąłem w głęboki sen... Na złość śniło mi się ta cała afera z moją rodziną i nieujawnionymi tajemnicami...

"Ranek, 27. marzec 2004"

Jaka cisza i spokój... Nie czuję nic niepokojącego, tylko niebiański... e... krzyk? No nie znowu? W tym momencie szybko wyskoczyłem z łóżka wyczuwając, że zaraz się coś zdarzy. No i tak rzeczywiście było. Mój tata w swoim stylu chciał mnie obudzić poprzez wskoczenie na mnie, gdy akurat dobrze drzemałem. Po krótkim hałasie i kilku wymianach słownych dotyczących „refleksu”, o dziwo Oyaji spytał się, czy mam do niego jakąś sprawę. Będąc lekko zaskoczony pytaniem odparłem, że tak, gdyż chciałem poznać to, co chciał mi opowiedzieć w czasie walki z Aizenem. Ojciec mając lekko zasmuconą minę stwierdził, że najwyższy czas, abym ja ze swoimi siostrami poznali całą prawdę o swoich rodzicach. Zanim wyszedł z pokoju mając na sobie piżamę dodał również, że dzisiaj będziemy mieli gościa... Hm... Niby kogo? W tym momencie nic mi nie wyjaśnił, jedynie powiedział, że za dwie godziny będzie spotkanie w głównym pokoju i będzie wyjawiona cała prawda. Gdy zostawił mnie samego spojrzałem się na elektroniczny zegarek, który w tym momencie pokazywał godzinę 9:30 i akurat była sobota, więc mam wolne... Po 120 minutach, ja wraz z Yuzu i Karin siedzieliśmy w salonie na dużej kanapie i obserwowaliśmy tatę, który wyjątkowo nie wykazywał dużego entuzjazmu nawet, jeśli to były czyjeś odwiedziny. ZAWSZE był podekscytowany, że będziemy mieli gości... Ale nie tym razem. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi i Yuzu chciała otworzyć drzwi, ale Isshin ją ubiegł i samodzielnie poszedł do przedpokoju, aby kogoś przywitać. Po kilku chwilach i paru wymianie zdań pomiędzy nimi, Isshin po chwili przyprowadził mężczyznę mającego okulary, jasne krótkie włosy i był do kogoś bardzo podobny... Nagle sobie uświadomiłem, że to dyrektor szpitala w Karakurze i że to jest... ojciec Ishidy! Dziewczyny nie mogły go sobie skojarzyć, bo widzą go po raz pierwszy, ale ja go poznałem, co prawda po paru chwilach i coraz bardziej zastanawia mnie, czy to nie jeden z Quincy, który został uratowany przez ojca? Dobra, pożyjemy, zobaczymy... Po kilku minutach przedstawiania się i wymianie paru zdań, Oyaji spytał się nas (czyli mnie i sióstr), czy wiemy cokolwiek o naszej matce. Zaskoczeni stwierdziliśmy, że nie za wyjątkiem, tego iż nami się bardzo opiekowała... Po chwili tako będący niezwykle poważny oznajmił, że ona miała w sobie ukryte zdolności jak on czy Ryūken Ishida - nasz gość. Po czym oznajmił, że nasza matka... była Quincy. Karin i Yuzu w tym momencie całkowicie się zawiesiły spoglądając na Isshina, a ja nie będąc aż tak zszokowany wiadomością spytałem się, czy spotkaliście się pierwszy raz w Soul Society czy w tutaj w Karakurze. Najstarsi uczestnicy dyskusji usłyszawszy moje zdanie początkowo drgnęli głowy z zaskoczenia, ale po chwili Isshin uświadomiwszy sobie coś zapytał się o jego prawdziwy rodowód, na co odpowiedziałem twierdząco. Nasza głowa rodziny spoglądając badawczo na mnie w końcu opowiedziała swoją całą historię w Soul Society, którą już poznałem w czasie odwiedzin u Kūkaku. Po godzinie wyjawiania prawdy i spoglądania na kompletnie zamilknięte młodsze siostrzyczki, spytałem się o te cztery postacie, które w tamtym czasie Oyaji uratował przed śmiercią. I w tym momencie wtrącił się pan Ishida, który oznajmił, że to był jego ojciec - Sōken, on sam oraz... właśnie nasza matka, która była sierotą oraz pod ich opieką... W tym momencie kompletnie nie zaniemówiłem... mój stary uratował rodziców Ishidy i moją matkę przed śmiertelnym niebezpieczeństwie... Poczułem się, jakby ktoś uderzył we mnie pałką z całą siłą od tyłu i dodatkowo dołożył kastetem w twarz... Po kilkunastu sekundach milczenia, zadałem „bliskim przyjaciołom” dwa pytania: Jakim cudem Quincy przetrwali ponad sto lat, skoro są normalnymi ludźmi oraz jak to się stało, że Oyaji nie zważając na Seireitei odważył się im pomóc i zbiec do Karakury. Ojciec będąc lekko uśmiechnięty z powodu usłyszenia ode mnie zapytań zaczął mi wyjaśniać znane tylko kilku osobom wydarzenia, które miały miejsce ponad wiek temu...

"Jak ojciec uratował trójkę ocalałych"

110 lat temu, zanim była afera z Visoredami, Isshin Shiba był kapitanem 10. Oddziału w Seireitei, w którym była w stanie nadzwyczajnego ryzyka z powodu „problemów z Quincy”. Wydano rozkaz, aby zabić każdego, na którego się spotka. Sprawa była na tyle delikatna, ponieważ ostatnio miały miejsca napaści na Shinigami oraz mocnemu zawahaniu bilansu dusz między Soul Society a Światem Żywych. Głowa rodziny Shiba był ubrany jak normalny Shinigami za wyjątkiem jednej rzeczy - haori zawsze nosił jako pelerynę na lewym ramieniu jako znak rozpoznawczy szlacheckiej rodziny produkującej fajerwerki. Któregoś dnia patrolował ze swoim oddziałem jakieś okolice w północnej części Rukongai. Po chwili jeden z poruczników zauważył jakiś ruch w krzakach. Okazało się, że ukrywali się w nich trójka Quincy ubranych w tradycyjne białe ubranie z niebieskimi elementami dekoracyjnymi w postaci krzyży. Już zrobił się duży zgiełk w patrolu i od razu chcieli się ich szybko skrócić o głowę, ale w ostatniej chwili Shiba kazał wszystkim odsunąć się od nich, bo inaczej zostaną surowo ukarani. Shinigami nie chcąc obrazić swojego ideału, posłusznie odsunęli się od „wrogów”, którzy byli śmiertelnie przerażeni sytuacją. Isshin przyjrzał się trójce pojmanych i po chwili zawiesił się na drobną chwilę. Ujrzał w nich młodą kobietę z długimi jasnobrązowymi włosami i piwnymi oczami, w której było przerażenie i lęk przed Shinigami. Lecz kapitan dostrzegł w niej coś, co wywołało w niego coś nieznanego - współczucie oraz chęć pomocy dla kogoś kompletnie nieznanego. Pomimo, że był nadzwyczaj przystojny i przyciągał do siebie dziewczyny jak magnes to żadna z nich nie zrobiła na nim wielkiego wrażenia. Ale ona widząc ją po raz szybko stwierdził, że musi im pomóc przed rychłą śmiercią, ale jak odwrócić uwagę swojemu oddziałowi. Po chwili wpadł na bardzo szalony pomysł - może wielce niedorzeczny, ale dzięki swojemu autorytetowi może się udać. Po chwili odwrócił się do swojego Oddziału i rozkazał poszukać innych zbiegów zostawiając jego samego, aby mógł przypilnować więźniów. Oficerowie 10. Oddziału początkowo byli kompletnie zdezorientowani nietypowym zadaniem, ale ujrzawszy w oczach kapitana siłę i zaufanie, wszyscy zgodzili się na tą propozycję i rozeszli się w kilku kierunkach zostawiając Isshina z trójką Quincy. Po kilku minutach, gdy Shiba upewnił się czy nie ma nikogo w pobliżu, w przyjacielskim nastawieniu zwrócił się do „wrogów” i zaczął z nimi rozmawiać na tematy związane z niechęcią ich ras do siebie oraz o sobie jak „normalni, cywilizowani ludzie”. W końcu dowiaduje się, że tak naprawdę jest podział u Quincy, gdzie jedna ze strony brata najstarszego z więźniów - Juhabach złączył ze sobą większość z ocalałych w celu zemszczenia się na Shinigami poprzez zniszczenie ich świata oraz na małą grupkę, która miała żyć normalnie jak inne dusze w Soul Society. Isshin uświadomił sobie, że jeśli ta trójka zostanie zabita, to i tak nie rozwiąże większego problemu jaką stanowi „zgorszeni Quincy”. Shiba będąc niezwykle zmotywowany uratowaniem ich a jednocześnie hańbiąc jego samego i swoją rodzinę złożył ręce, w których wytworzył zielony prostopadłościan z Reiatsu po czym wypowiedział inkantację wywołując rozprzestrzenienie się przedmiotu na kilkanaście metrów wszerz, wzdłuż i wysokości. Mocno zaskoczeni Quincy spytali się czemu kapitan Gotei 13 im pomaga, na co Isshin stwierdza, że nie pozwoli, aby ktoś niewinny ma zapłacić za cudze grzechy. Po czym wyjął z kieszeni małą szkatułkę, którą od razu otworzył wywołując otwarcie wymiaru do Świata Żywych. Mocno zestresowany Shinigami krzyknął aby wskoczyli do środka zanim pozostali zorientują się w sytuacji. Pozostali posłuchawszy się go od razu wskoczyła do ciemnofioletowej przestrzeni pokrytą dziwną kleistą substancją. Na samym końcu wskoczył też Shiba, który zamknął za sobą wymiar jak i odwołał zakazane Kidō zatrzymujące czas. Po kilkunastu chwilach wydostali się z międzywymiaru wypadając niedaleko ulicy nieopodal rzeki. Quincy mocno zdezorientowani zastanawiali się, gdzie oni się znaleźli. Isshin odparł, że są w niedaleko Tokio w Świecie Żywych a dokładniej to w wiosce znanej jako Karakura. Był XIX wiek i w tym momencie Kraj Kwitnącej Wiśni stawał się powoli mocarstwem na Dalekim Wschodzie Azji. Czwórka uciekinierów, nie będąc zaniepokojona przez nikogo w związku bycia dla śmiertelników „niewidzialnymi”, osiedlili się w odosobnionym budynku z dala od tłumu zakamuflowała się w postaci wyciszenia Reiatsu, aby nie zostać wykrytym przez Shinigami, którzy monitorowali akurat ten obszar Ziemi. Przez około dziewięć lat próbowali przetrwać bez ciał i przed ciągłymi atakami Hollowów, aż w pewnym momencie Isshin zauważył, że niedaleko rzeki otworzyła się brama Senkaimon, z której ujawnili się całkiem spora grupka Shingami. A dokładnie ich było trzynastu. Jednakże mieli ze sobą jakieś dziwne przedmioty w postaci ludzkich ciał. Isshin pomimo ostrzeżeń ze strony Quincy podszedł do nich dowiedziawszy się, że i oni również są zbiegami z Soul Society związku z aferą związaną z wicekapitanem 5. Oddziału -Sōsuke Aizenem. Mężczyźnie również zszokował fakt, że wśród uciekinierów jest Yoruichi Shihōin, Kisuke Urahara czy kolega z Gotei 13 Shinji Hirako. Wszyscy zbiegowi widząc wcześniejszego uciekiniera początkowo nie wiedziała, co powiedzieć, gdy dowiedzieli się, że to był właśnie głowa rodziny Shiba. Dawny kapitan 10. Oddziału spytał się o dziwne rzeczy, a gdy dowiedział się, że to są Gigai przeznaczone dla dusz poprosił wynalazcę o jeszcze cztery komplety. Kapitan 12. Oddziału i założyciel Instytutu Badawczego i Rozwoju Shinigami spytał się, dla kogo miałyby być te zastępcze ciała, na co Shiba pewnie odparł, że dla niego i trzech Quincy, którzy w tym momencie się ukrywają przed nimi, sądząc, że zostaną pojmani i przekazani do Gotei 13. Po kilkunastu minutach i przekonaniu trójce Quincy, że nie mają się niczego bać, cała grupa mieszkała razem przez kilkadziesiąt lat razem chroniąc się wzajemnie i wspierając. Kiedy Japonia zaczęła się rozwijać się w zastraszającym tempie, grupa rozdzieliła się w różne strony Karakury, która zdążyła w tym czasie zmienić status wioski na dość spore miasto. Przez ten długi okres czasu Isshin zaprzyjaźnił się z młodą kobietą Quincy i po długoletnich kontaktach wyznali sobie miłość, która zaowocowała trójką dzieci. Sōken z synem Ryūkenem początkowo mieszkali razem, aż młodzik opuścił ojca, aby móc studiować medycynę, ożenić się i spłodzić syna - Uryū. Od ponad 100 lat nie byli przez nikogo z zewnątrz zaniepokojeni przez Seireitei aż do chwili, gdy zbuntowany wicekapitan Aizen postanowił zmienić świat na swój sposób co wywołało wydarzenia znane już przez Ichigo, Uryū i ich przyjaciołom.

Epizod XX - Kroniki Kyūseishu cz. 6

"Karakura, dom Kurosakich"

Gdy Oyaji skończył opowiadać swoją DŁUGĄ historię trwającą bagatele dwie godziny, początkowo nie wiedziałem co powiedzieć, skoro on zna ojca Ishidę od takiego długiego czasu... A właśnie... Uświadomiwszy pewną rzecz spytałem się grzecznie, czy aby Quincy są ludźmi, czy nie?! Wtedy nasz gość widząc moją oraz sióstr zdziwienie na twarzach lekko się uśmiechnął i odparł, że przewidział taką kolej rzeczy. Po czym zaczął nam tłumaczyć prawdziwą naturę „łuczników”... Z czego co zrozumiałem, to oni są pół-ludźmi, pół-duszami. To znaczy mogą używać mocy opartej na korzystaniu z energii duchowej zgromadzonej w otoczeniu, ale nie są tak długowieczni co Shinigami. Mogą też na własny sposób przemieszczać się po ludzkim świecie bez skrępowania, ale niestety muszą na jakiś czas wracać do Soul Society, gdyż w przeciwnym wypadku nie przetrwaliby bez pobierania z otoczenia Reiatsu. Dodał też, że gdyby nie Gigai od Urahara-san, to żyliby zaledwie kilka lat. O dziwo stwierdził również, że w bardzo dawnych czasach, dwie rasy były kiedyś jednością, jednakże niezbyt wiele o tym wie z dość prostej przyczyny... Nikt nie chce o tym mówić, bo to może doprowadzić do wielkiego chaosu w Soul Society. Spytałem się, czemu, na co odpowiedział dość krótkim zdaniem: „Wtedy każdy próbowałby podporządkować sobie świat”. No dobra... Skoro tak mówi... A co do drugiego pytania, to Isshin powiedział, że nigdy nie zgadzał się z stwierdzeniami, że „Quincy jedynie myślą o sobie i zemście”. No tak... A tamci co w drobny mak zniszczyli Seireitei? Ano tak... przecież generalnie się kiedyś podzielili na dwie grupy, jak o tym mogłem zapomnieć... Po kilku sekundach rozmów, w końcu Karin powiedziała do ojca, że nigdy nie przepuszczała... że jest cholernie długożyjącym staruchem... No tak... Jej stwierdzenia zawsze do tego doprowadzały, złość i próba skopania tyłka własnemu tacie... Lecz nie w tej chwili, bo nagle strzeliła prosto z mostu, że skoro ojciec jest Shinigami a matka Quincy, to nasza trójka (Ja, Karin i Yuzu) powinniśmy być hybrydami w umiejętnościach. Zaskoczony Oyaji jak i Ryūken odpowiedzieli jednocześnie, że owszem jesteśmy... Po chwili ja tak z ciekawości spytałem się, kim jest Rinku. Po wypowiedzeniu ostatniego wyrazu zauważyłem u ojca... lekkie przerażenie, gdzie po chwili dość ostrożnie stwierdził, że byłem w Reiōkyū, bo jedynie tam, wiedzą co to naprawdę jest. Moment... Skąd o tym wie? Po chwili ja byłem zaskoczonym faktem, że mój ojciec ma jakieś pojęcie o wymiarze królewskim. Reszta zgromadzonych nie wiedziała o czym tak naprawdę rozmawialiśmy, a po chwili Isshin powiedział dość krótki opis na temat mojego pytania. Więc ten Rinku to osoba posiadająca moce Shinigami, Hollowa i Quincy jako efekt „przypadkowych zdarzeń i kombinacji”. Ponadto taka osoba trafia się raz na kilkaset lat, a jak się trafia to najczęściej umiera w dość młodym wieku z powodu „braku wytrzymałości w kontroli Reiatsu”. No to jestem naprawdę jakiś nienormalny skoro jeszcze żyję i mam się naprawdę dobrze. Po chwili chciałem się dowiedzieć jak na litość boską wie o czymś nieznanym dla większości osób. Na co tatko wyjaśnił, że kiedy był mały, to w dawnej w posiadłości klanu Shiba były księgozbiory, które zostały na kilka dni wypożyczone od wymiaru królewskiego, kiedy mój dziadek szukał czegoś ważnego i przez ten czas wieczorem opowiadał mu, co znalazł interesującego w zapiskach. Wow... Nie wiedziałem, że ma taką dobrą pamięć... No ale po chwili usłyszałem od niego jeszcze inne stwierdzenie... Powinienem przejść „skróconą” wersję treningu przeznaczonego wyłącznie dla Quincy... SŁUCHAM?! Byłem mocno zaskoczony taką decyzją ojca, ale ten wyjaśnił mi, że z powodu bycia z półkrwi Shinigami i półkrwi Quincy, to przynajmniej powinienem poznać techniki defensywne. Hm... Skąd takie zainteresowanie jeśli chodzi o te „ćwiczenia”, na co Ishida-san dość ponuro odpowiedział, że niedługo będziemy mieli bardzo poważne problemy z buntowanymi „braćmi i siostrami”. Wszyscy poza moimi siostrzyczkami zrozumieliśmy, co miał na myśli dyrektor szpitala Karakura - wojna z Vandenreich... Po rozmowie na kilka blisko spokrewnionych tematów pożegnaliśmy się z naszym gościem a na dodatek jestem z jego rodziną umówiony na jutrzejsze południe na trening przy szpitalu. Gdy Ryūken wyszedł z naszego domu zadałem tacie jeszcze jedno pytanie... Co będzie z Yuzu i Karin skoro mają tą samą krew co ja? Na co Isshin odparł, że są za młode, aby poznały swoje moce od strony matki, ale obiecał, że pokaże im kilka potrzebnych sztuczek, jakich używają Shinigami. No dobra... Czas... 17... ŻE JAK?! To spotkanie aż tak długo trwało?! No cóż idę do siebie, aby przeanalizować całą tą sytuację...

"28. marzec 2004, środek nocy"

Naprawdę w nocy myślałem nad tym, jak zareaguje Ishida jak się dowie, że mam cząstkę mocy Quincy. Nie... pewnie jego ojciec mu powiedział, chociaż nie jestem do końca przekonany... W końcu mój tata opowiedział, kim tak naprawdę jest i byłem niezwykle zaskoczony faktem, że moja matka była Quincy. Jednakże jedna myśl nie daje mi spokoju... Ten ich lider na pewno cos wie o niej, skoro tak bez skrupułów powiedział mi w żywe oczy, że nie znam jej rodowodu. Isshin i pan Ryūken niezbyt wiele opowiedzieli mnie o Masaki, może dlatego, że była kiedyś sierotą i dziadek Ishidy się nią zaopiekował... Naprawdę coraz więcej pytań i mniej odpowiedzi... No ale cóż, co ma być, to będzie.

"Południe, szpital Karakura"

A więc dochodzę do szpitala, którego dyrektorem jest Ryūken Ishida - jeden z ostatnich pełnej krwi „neutralnych” Quincych, który na dodatek czekał na mnie przed głównym wejściem w typowym stroju lekarza - białym fartuchu. Po przywitaniu się zaprowadził mnie w podziemia budynku. Początkowo byłem zdezorientowany, gdzie tak naprawdę będziemy trenować. W pewnym momencie zatrzymaliśmy się, gdyż skończyła się droga - ślepy zaułek. Lecz to były pozory - dyrektor wyjął z kieszeni dość sporych rozmiarów biały krzyż Quincy i przyłożył go do ściany, która po kontakcie otworzyła się ukazując bardzo sporą salę z wieloma obiektami świecącymi się na śnieżno-niebieski kolor. Wszystko było w nadzwyczajnym porządku, i tak dalej poza jednym szczegółem... Ishida także znajdował się tam... O rany, mam nadzieję, że nie będzie mnie uczył niczego, ba... MAM TAKĄ NADZIEJĘ. Niestety moje przypuszczenia okazały się trafne... Ma mnie uczyć absorbowanie energii tak, abym używał technik „obronnych”. Pomimo początkowych irytacji od mojej strony i Ishidy, który był kompletnie zaskoczony poleceniem ojca (bo zapewne nie wspomniał nic o naszym wczorajszym spotkaniu). Po czym zostawił nas samych... A niech to by to szlag trafi... Naprawdę sądziłem, że to jego ojciec będzie mnie uczył, a nie gospodarz naszej klasy... No ale cóż... Trzeba przezwyciężać niechęci i iść o krok dalej...

"28. maja 2004, dom Kurosakich, godzina 9.00"

Minęły ponad trzy miesiące, wróg nie ujawnił się jeszcze, ja w 75 procentach opanowałem dwie techniki - Blut Vene i Blut Artiere... Wszystko to idzie jak krew z nosa... Oyaji tak jak obiecał trenował Karin i Yuzu Shunpo, kilka podstawowych zaklęć Kidō i kontrolę Reiatsu... wraz z Urahara-san. Mam nadzieję, że ten kapelusznik nie namieszał w ich umiejętnościach, bo inaczej normalnie zatłukłbym go jak... No dobra mniejsza z tym... Powoli kończyła mi się nauka w liceum i pora na egzaminy końcowe, które mają się odbyć na początku czerwca. Gdybym nie był tym, co teraz jestem, najpewniej pojechałbym na studia na Tokio na jakiś ciekawy kierunek, ale w takim przypadku... Postaram się poszukać jakiejś sensownej pracy. Jeśli chodzi o Soul Society, to poza kilkoma wpadkami Rukii, Renjiego i kilku innych Shinigami, to wszyscy trenowali. Najciekawszą wiadomością było to, że Kenpachi odkrył w końcu, jak nazywa się jego Zanpakutō. I najpewniej, kiedy ta porąbana wojna się skończy, chce się ze mną zmierzyć w ramach rewanżu. No i Yourichi była wczoraj w nadzwyczajnym dobrym humorze, kiedy przekraczała Senkaimon w czasie gdy ja odwiedzałem sklepik kapelusznika... Ciekawy jestem, czy coś się wydarzyło, skoro nawet Urahara był także humorze pomimo jego początkowego sceptyzmu do tej „sytuacji”. Inoue i Chado z czego co wiem, to także udoskonalali swoje umiejętności, pomimo dużej ilości nauki i powagi sytuacji. W pewnym momencie, kiedy ja wraz z Ishidą odpoczywaliśmy po treningu z jakieś kilka tygodni temu, okularnik wyznał mi, że... zakochał się w Inoue... Byłem zdziwiony tą sytuacją, ale po chwili stwierdziłem, że powinien jej to powiedzieć. Lecz Ishida mnie zaskoczył i dodał również, że ona także odparła twierdząco o miłości. Hehe... kto by się spodziewał. No dobra... Lecę do dojō, ponieważ Tatsuki zaprosiła mnie tam, gdyż dzisiaj miała otrzymać czarny pas z trzema złotymi paskami czyli chyba 3 Dana o jeżeli pamięć mnie nie myli. Raczej nie wspomnę, że jestem chyba jedynym jej znajomym, który ją pokonał...

"Ta sama data, godzina 10.00, Dojō"

Tak... oficjalne wręczenie pasa karate i to w takim stopniu to naprawdę wielka rzecz. Lecz niestety jestem jedynym ze znajomych, którzy mogli w tym czasie przyjść - reszta pracowała albo miała ważne sprawy do załatwienia. Ja akurat miałem wolne u Unagiya-samy - mojej szefowej do spraw prac „nietypowego zlecenia” i to dość z dziwną nazwą. Byli chyba wszyscy członkowie mający pas, który ma być wręczony mojej przyjaciółce ze szkoły i właśnie z tego miejsca. Uroczystość, jak uroczystość... spokojna, z owacjami, przemowami, itp. Kiedy wręczano nominację na wyższy poziom w karake poczułem coś dziwnego... Miało mocne Reiatsu i to nie pochodziło od Hollowa, ale po chwili zniknęło... Jakby rozpłynął się w powietrzu. Stwierdziłem, że to zapewnie z przemęczenia, bo nieprzerwanie po kilka godzin trenowałem ten nieszczęsne treningi Quincy. W tym czasie u Tatsuki zaobserwowałem także lekkie drgnięcie, jakby coś wyczuwała... W sumie jest również świadoma duchowo, to może dla niej normalne. Dziewczyna szybko wyrzuciła te myśli (które można wyczytać po wyrazie twarzy) i odebrała pas jednocześnie zachowując etykę jak i leciutko okazała swoją radość poprzez lekkie podskoki... Dzień prawie jak co dzień... Mam taką nadzieję...

Epizod XXI - Kroniki Kyūseishu cz. 7

"Godzina 12.00, Karakura, przed dojō"

Uroczystości się zakończyły, prawie wszyscy poszli już do domów, zostałem jedynie ja, a Tatsuki w tym czasie przebierała się po całym „przedstawieniu”. Chciałem odprowadzić ją do domu, bo akurat z przyjaciół byłem jedynym... Taki los. W końcu po uprzednim pożegnaniu się z właścicielem sali do ćwiczeń, ja wraz z Arisawą skierowaliśmy się w kierunku miasta, aby „uczcić awans” w postaci drobnej przekąski. Rozmawialiśmy o ludziach, którzy byli zgromadzeni na wręczeniu nowego pasa, o naszych dawnych pojedynkach na dojō, kiedy byliśmy dziećmi. W pewnym momencie spytała się mnie o coś, czego się nie spodziewałem. Czy poczułem coś dziwnego w czasie, kiedy już prawie trzymała awans... Bez wahań odparłem, że tak, ale nie miałem bladego pojęcia, co to mogło być. Na dodatek powiedziałem, że to zapewne jakiś Hollow, który szybko się zmył... Nie ukrywam już swej tajemnicy, skoro moi koledzy po tym całym incydencie z Aizenem zauważyli, kim naprawdę jestem... No poza bycia hybrydą Shinigami i Quincy z domieszką Arrancara i Fullbringera... Eh. Też ci los... Pod koniec tej rozmowy dotarliśmy do centrum handlowego, gdzie skierowaliśmy się do restauracji serwującej sushi...

"18.00, dom"

Nareszcie jestem w moim łóżku! Po lunchu spotkaliśmy przyjaciół, którzy o dziwo szybciej załatwili to, co mieli do zrobienia i całą paczką świętowaliśmy wydarzenie związanym z „mistrzem dojō”. Było kino, przesiadywanie w parku, chodzenie po mieście... Czyli to, co każdy „normalny” młody człowiek by robił. Hm... Powinienem chyba wziąć książki i przygotować się do egzaminów... Wstałem i zanim sięgnąłem do półki, na moją twarz wskoczył... mocno zirytowany Kon, który biadolił coś o braku zainteresowania się nim... Ten drań... Po prostu wziąłem go i trzepnąłem go o przeciwległą ścianę odpowiadając, że mógł nie wracać z Reiōkyū z tego „pałacyku” Nimaiyi... Po kolejnej bezsensownej sprzeczce słownej nagle ktoś za moimi plecami powiedział, żebym miał natychmiast iść z nią. Ten głos brzmi znajomo... Odwróciłem się i zobaczyłem Yoruichi-sama siedzącą na oknie, która była lekko mówiąc zaniepokojoną. Zanim zdążyłem cokolwiek wspomnieć o „nieszczęsnym” miejscu spotkań szybko złapała mnie za koszulkę i wręcz wyniosła mnie w szybkim tempie zostawiając mocno zaskoczonego pluszaka, który w tym momencie stał na głowie przy drzwiach wyjściowych z pokoju.

"Kilkadziesiąt sekund później, sklep Urahary"

Po kompletnie zakręconej podróży znaleźliśmy się przy sklepie sklepikarza. Otrzepując się z kurzu i lekko zdezorientowany sytuacją, przez przypadek zauważyłem, że przed wejściem stoi także mój ojciec i pan Ishida również podenerwowani „zdarzeniem”. Nie czekając ani chwili wszedliśmy do posiadłości kapelusznika, który w tym momencie siedział przy swoim komputerze i obserwując różnorodne dane. Gdy zauważył gości, wtedy od razu bez swoich charakterystycznych zaczepek przeszedł do sedna tematu, dla którego wezwał naszą trójkę. Otóż... dzisiaj około godziny 11.00 w Karakurze pojawiły się cztery nieznane postacie, które również szybko zniknęły z duchowego radaru. Na dodatek nie została otwarta ani Senkaimon, ani Garganta. A na zwykłe Hollowy się nie zapowiada... Wtedy usłyszałem, że to mogą być Quincy z Vandenreich, ale naprawdę nie jest pewien... Co słyszę? Pierwszy raz od Kisuke usłyszałem szczyptę niepewności, nie takiej małej, ale naprawdę sporej... To znaczy, że sprawa jest naprawdę poważna... Po obgadaniu kilku spraw związanych z ewentualnym spotkaniem z przybyszami, to nie mamy działać pochopnie. No... Akurat wtedy, kiedy zbliżają się te nieszczęsne testy kończące naukę...

"31. maja 2004, godzina 10.00, Liceum Karakura"

Wczorajszy dzień na całe szczęście nie był taki napięty, jak myślałem... Po prostu: nauka, trening w szpitalu, niedzielne spotkanie z rodziną... Dziś ostatni normalny dzień szkolny a od jutra początek egzaminów... Co jest na początku... Język ojczysty. Powinienem jakoś to przejść te prace pisemne bez problemów... O jeżeli nie będzie żadnych komplikacji ze strony „dziwnych przybyszów”. Tak więc, jest przerwa i wraz z przyjaciółmi staliśmy na dachu po raz ostatni jako licealiści. Wspominaliśmy wszystkie zabawne i ważne chwile w czasie trzyletniej przygody z Liceum Karakura. Gdy zbliżał się koniec przerwy i na miejscu pozostali jedynie ja, Inoue, Chado, Ishida, Tatsuki, Keigo i Mizuiro nagle nad nami pojawiła się jakaś postać... Byliśmy naprawdę zaskoczeni dość dziwną sytuacją, gdzie ktoś pojawia się ni stąd ni z owąd na niebie... Moment... Poznaje te ubrania... O nie, tylko nie oni... Zanim zdążyłem spytać kim on jest, po chwili usłyszałem od niego, że nasz czas dobiegł już końca i nic nie możemy zrobić. Wszyscy będący zdziwieni słowami członka Vandenreich nie mogli zrozumieć, co ma na myśli o naszym końcu. Na co facet mający długie ciemne włosy i ciemną maskę z srebrzystymi kolcami odparł, że w mieście jest zainstalowane urządzenie, które ma wymazać te wszystkie osoby mające nawet minimalną ilość energii duchowej oraz świadomość duchową. Krzyknąłem, że to są jakieś bzdety, lecz po chwili poczułem się jakoś nieswojo... Jakby ktoś mnie powoli przyduszał jak i przypalał zapalniczką każdy fragment mojego ciała. Zauważywszy podobne zachowanie w swojej paczce spojrzałem się mając złość w oczach i na koniec usłyszałem jeszcze jedną wiadomość: „Za dwie godziny skończy się nasze cierpienie”. Po chwili obok niego pojawił się czarny cień, taki sam co w przypadku tego pierwszego i po prostu wyparował w naszego pola widzenia. Mocno zszokowani dość skomplikowaną sytuacją chcieliśmy już wymyśleć jakiś skuteczny plan, ale uprzedził nas kapelusznik, mający mocno przygnębioną minę i poinformował nas, że będziemy musieli koniecznie opuścić Karakurę, zanim wszyscy stracą swoją egzystencję. Mocno zmotywowany spytałem się, czy nie ma jakiegoś sposobu, aby znaleźć i zniszczyć ten nieszczęsny mechanizm... Na co Kisuke mocno wzdychając stwierdził, że jest jeden sposób, ale jest duże prawdopodobieństwo, że nie zdążymy na czas zatrzymać coś podobnego do „Reitekina Bakudan”. Wszyscy orzekliśmy, że na pewno zdążymy, jeśli mamy ocalić wszystkich „świadomych duchowo” ludzi. Urahara lekko kręcąc głową odparł, że niech nam będzie po czym powiedział, że będziemy musieli znaleźć takie miejsca, w których mogłaby być umieszczona bomba. Jako wskazówkę dodał, że takie zakazane rzeczy najczęściej umieszczano się w miejscach bardzo często uczęszczanych przez dusze, zarówno jak i Plusy, Shinigami, jak i Hollowy i te podobne istoty. No to nie zwlekając ani sekundy dłużej, podzieliliśmy się na trzy grupy w składach: Inoue - Ishida, Chado - Keigo - Mizuiro i ja - Tatsuki. Zanim chcieliśmy się rozdzielić usłyszeliśmy od Urahara-san, że jeśli nie zdołamy znaleźć źródła problemu, to mamy jak najszybciej udać się do jego sklepu, gdzie będzie przygotowany Senkaimon, a dodatkowo poinformował już Ryūkena, Isshina oraz pozostałych tutaj Visoredów o obecnej sytuacji. A więc, będąc mocno zestresowani pobiegliśmy poszukać tego „przeklętego urządzenia” zagrażającego naszemu życiu.

"30 minut do punktu „zero”"

Kurna... Szukamy, szukamy i nic... Przetrzasnęliśmy niemalże wszystkie znane mi miejsca z największymi skupiskami dusz... Czułem się z każdej minuty coraz gorzej... Nie mogłem złapać głębokiego oddechu... Z Tatsukim było niewiele lepiej... Staliśmy przychyleni i oparci o jedną z ścian budynków w centrum miasta. Nagle zadzwoniła mi komórka. Szybko ją wyciągnąłem i spojrzałem się na ekran, gdzie kolorowy wyświetlacz pokazywał, że dzwoni Mizuiro. Odbieram i słyszę głos o dziwo Ishidy, który w pośpiechu poinformował mnie, aby natychmiast udał się na cmentarz, ponieważ znaleźli nasz cel poszukiwań. Od razu po zakończeniu rozmowy krzyknąłem do koleżanki, że znaleźli bombę na cmentarzu, po czym bez chwili czekania pobiegliśmy na wschód, gdzie znajdowali się pozostali uczestnicy „poszukiwań”. Pięć minut później mocno zmęczeni dotarliśmy na miejsce, gdzie piątka moich przyjaciół mocno główkowała nad czymś przy jednym z grobów jednocześnie mocno dysząc. Po zbliżeniu się do nich uświadomiłem sobie, że... TA BOMBA JEST NA GROBIE MOJEJ MATKI!!! Przeklęte skurwiele, niech jak ich tylko dorwę... Nie teraz! Pełen złości spojrzałem się na urządzenie, które wymiarowo przypominało drukarkę, była w ubarwieniu biało-niebieskim, posiadał wyświetlacz pokazujący, że zostało w tej chwili... 24 minuty i 15 sekund. Do tego miało jakieś dziwne ustrojstwa w kształcie przewodów, cylindrów, i te inne sprawy związane z mechaniką... Spytałem się, czy mają jakiś pomysł, aby to dezaktywować... Wtedy Inoue odparła, że dzwoniła do Urahary, że za parę chwil ma się tutaj zjawić... Kuźwa... Naprawdę nie lubię takich sytuacji i mam nadzieję, że uda się to dziadostwo rozbroić, zanim będzie za późno...

Epizod XXII - Kroniki Kyūseishu cz. 8

"Cmentarz; 10 minut do godziny 12.00"

A niech to cholera jasna... Wszyscy główkujemy jak wyłączyć do dziadostwo, szukamy różnych słabych punktów, choćby najmniejszej ryski, ale bez skutków. Urahara-san również mocno zastanawiał się, jak wziąć się do unieszkodliwienia bomby. Jak to dobrze, że brama Senkaimon jest już ustawiona a na dodatek ustawił specjalną bramę, która bezpośrednio prowadzi do tajemnego placu treningowego. No i zostaliśmy poinformowani, że mój ojciec, siostry, Tessai-san, Ururu, Jinta, Yoruichi i ojciec Ishidy już są w Soul Society... Kapelusznik doradził mi, abym wszedł w tryb Shinigami, ponieważ w razie najgorszego nie będę miał wtedy komplikacji związanych ze skutkami reakcji wybuchu na ciało. Reszta Vizardów czekała przed wejściem do portalu w celu stabilizacji przejścia do Dangai. Byliśmy mocno przepoceni z powodu presji oraz zmęczeni z powodu coraz bardziej rzadszego Reiatsu. Każda sekunda mijała w zastraszającym tempie coraz bardziej zbliżając się do punktu zero. To urządzenie naprawdę nie ma żadnych słabych punktów - nie da się wyjąć żadnego elementu, nie działają żadne znane nam i sklepikarzowi techniki a najgorsze jest to, że umiejętności Inoue również nie działają na to ustrojstwo pomimo niesamowitych właściwości cofania czasu. W pewnym momencie Urahara wpadł na pomysł, aby jak najmocniej ogrzać urządzenie, tak aby wysiadła cała elektronika wewnątrz niego. Kiedy miała minąć 5 minuta do eksplozji i chcieliśmy podłożyć przenośny grzejnik pod nim... Licznik się zatrzymał... Wszyscy byli kompletnie zaskoczeni zmianą sytuacji. Przecież nawet nie włączyliśmy kaloryfera zasilanego na parę wodną o dość dużej mocy...Po kilku chwilach wpatrywania się na licznik, nagle na wyświetlaczu zniknęły cyfry a pojawił się... filmik przedstawiający jakąś postać początkowo odwróconą plecami. Kiedy odwróciła się do nas „w twarzą w twarz”. zaczęła się w pewnym stopniu informowania nas, co tak za chwilę się stanie. Rozpoznaję tego gościa... To ten cały lider Vandenreich! Po chwili Urahara będący lekko w szoku powiedział na głos, że to Juhabach (Yhwach) Pilatus - dawny przyjaciel ś.p. Yamamoto, kiedy byli młodzi a Seireitei to była zaledwie „wioska”. Zaczął dość dziwnie opowiadać jakimiś urozmaiconymi porównaniami o ich celu - czyli zniszczenia wszystkich Shinigami oraz posiąść wiedzę o dawnych „umiejętnościach”. W pewnym momencie stwierdził dość dziwnie, że jeżeli oglądamy to, więc zapewnie zostało pięć minut... Lecz nie na długo. W tym momencie przez film był słabo widoczny zarys cyfr, które pokazywały dokładnie 2 minuty... O KUŹWA!!! Na dodatek ten brodacz oznajmił, że urządzenie nie składa się z tylko jednej części... Ten ostatni fragment nas mocno dobił... Urahara usłyszawszy ostatnie słowa postaci na ekranie rozkazał na poważnie jak natychmiastowe przejście przez bramę Senkaimon i... Niestety nie zdążył dokończyć swego zdania, ponieważ urządzenie na moment piknęło i wytworzyło potężną falę uderzeniową, która rozbiła naszą grupę na dwie części: Ja z Ishidą, Tatsuki i Uraharą przelecieliśmy przez „skrót wymiarowy” aż zatrzymaliśmy się przy grupce Vizardów. Natomiast pozostałych odrzuciło w przeciwną stronę. Mocno otrząsając się z szoku szybko wstałem i chciałem pomóc pozostałym przyjaciołom, którzy nadal znajdowali się na cmentarzu. Kiedy przechodziłem przez skrót w pewnym momencie uderzyłem o coś twardego i upadłem na plecy. Cholernie bolało! Wstałem trzymając się lewą ręką za głowę chciałem wyjść z sali treningowej, ale... nie mogłem. Pomimo, że przejście pomiędzy miejscami w Karakurze było otwarte... to było coś dziwnego... Po prostu nie mogłem przez to przejść!!! Szukałem jakiegoś szczeliny, aby dostać się na cmentarz, ale po chwili usłyszałem komentarz, że „drzwi” zostały zaszklone prawdopodobnie w skutek implozji z urządzenia. W czasie tej dramaturgii usłyszałem jeszcze z tego wideo, że przed chwilą wszystkie bramy zostały zablokowane i nie można dostać się do innych wymiarów. Na koniec dodał jeszcze słowa: Żegnajcie i do zobaczenia w wkrótce... Mocno wyostrzywszy wzrok odwróciłem się na bramę Senkaimon, która o dziwo nie została zamknięta... W tym momencie Ishida wstał i podbiegł do mnie, aby spróbować przebić się przez warstwę szkła. W tym samym czasie grupka w składzie Inoue, Chado, Mizuiro i Keigo łapiąc się za głowy również próbowali „wyjść” z tego miejsca i dostać się do pozostałych. Wszyscy byliśmy mocno przerażeni obecną sytuacją i kompletnie bezradni wobec upływającego czasu, którego zostało już zapewnie już kilkadziesiąt sekund. W pewnym momencie Orihime jako pierwsza przestała stukać w szkło i mając przyłożoną dłoń w okolicy ręki Ishidy, z łzami w oczach oświadczyła, że ma nadzieję, że przetrwamy i zapobiegniemy dalszym śmiercią bliskich... CO ONA WYGADUJE?! JESZCZE JEST CZAS!!! Po tych oświadczeniu, również Chado odparł, że to był zaszczyt, że się poznaliśmy i przeżyliśmy wiele przygód... Kiedy to usłyszałem, wtedy zrozumiałem, że... eh... Nie, nie, nie!!! Myśli miałem kompletnie rozmieszane, a kiedy spojrzałem się obok, to zauważyłem, jak Uryū mając kompletnie zapłakaną twarz przyglądał się swojej dziewczynie, która po prostu uśmiechała się na tyle, ile mogła. Z tyłu również usłyszałem szlochanie Arisawy, która widząc scenkę podeszła i stała akurat za naszymi plecami. Kiedy po chwili z urządzenia usłyszałem ostatecznie wyliczanie do dziesięciu, nasza trójka została otoczona jakąś barierą i zostaliśmy wręcz zabrani w głąb portalu. Przez ten czas mocno wierciliśmy się i krzyczeliśmy, aby nie zostawiać ich... lecz kiedy brama prawie się zamknęła zauważyłem potężny bladoniebieski błysk, który kompletnie zdominował Świat Żywych, który nie jest już naszym domem...

"Kilka minut później, wzgórze Sōgyoku"

Nie wiem... Co powiedzieć... Byłem wraz z Ishidą i Tatsuki kompletnie załamani... Nie wiem co mówili o nas inni, którzy akurat przyszli, gdy otrzymali wiadomość o incydencie w Karakurze... Nie miałem kompletnie ochoty na nikogo patrzeć... Teraz przed oczami i w myślach przechodziły różne scenki, kiedy moi przyjaciele, którzy przed chwilą zginęli byli razem z nami i przeżyliśmy wiele przygód... Nawet nie zauważyłem, jak wyłączyli tą „deskę ratunkową”, kiedy podszedł do mnie Oyaji wraz z siostrami i poklepał mnie po barku, czy nawet Rukia, gdy się do mnie przytuliła... Teraz kompletnie nie czułem nic... Kompletne zero... Kompletnie brak reakcji na obecny świat... Chcę zawyć jak oszalały wilk chcący uczcić śmierć swoich członków watahy... Ale nie mogę... Rozpacz przejęła moje gardło a dusza zapewnie znów zapełni się morzem łez... Kurna... Nie mogę... tego... zrobić... by znów miał... przez to... przechodzić... (mocno rozmazana czcionka) C... am... t.r.. z.ro..ć?

"Dwa dni później, baraki w 10. Oddziale"

Minęły dwa dni... A ja kompletnie podłamany siedziałem przy otwartych drzwiach prowadzących do ogrodu i obserwowałem, jak padał rzęsisty deszcz. Nic nie jadłem, nie mogłem spać, z nikim nie rozmawiałem. Czułem w głębi siebie, jak powoli zżera mnie żal i poczucie winy, że nie zdołałem ocalić swych przyjaciół... W sumie nie interesowałem się tym, co działo się w tym świecie, gdyż ja do niego nie należę... Powinienem być na egzaminach razem z Inoue, Chado, Keigo, Mizuiro i innymi, ale nie... Bo jakiś KOMPLETNIE ZWARIOWANY KRETYN MUSIAŁ WYWOŁYWAĆ JAKĄŚ KRETYŃSKĄ WOJNĘ!!! KURWA MAĆ!!!!!!!! Ni... nie mam zamiaru... tutaj żyć... Chcę do domu... Prawdziwego... Po chwili usłyszałem czyjeś kroki dochodzące z korytarza, po czym ucichły akurat przed drzwiami. Po czym ktoś wszedł do środka... Nie byłem kompletnie zainteresowany tym, kto tym razem przyszedł. Albo siostry, które chciały mnie pocieszyć, albo ojciec chcący sprawdzić mój refleks, lub Tōshirō, który sprawdzał mój stan „psychiczny”, ani Rukia, która chyba jako jedyna najczęściej mnie odwiedzała co dwie - trzy godziny... Ale tym razem usłyszałem kompletnie inny głos... I to na dodatek kobiecy, i ta osoba na dzień dobry... kopnęła mnie tak, aż moje pole widzenia zmieniło się z ogrodu na drewnianą podłogę... I do tego było mocne... Lekko odwróciwszy wzrok na sprawcę, zauważyłem, że to była Tatsuki mocno zmartwiona moim położeniem. Była cała ubrana w czarne kimono z tą różnicą, że miała podwinięte rękawy do łokci. Kompletnie zaskoczony gościem i formą przywitania, wstałem i spytałem się, czego chce ode mnie. Natomiast ona usiadła obok mnie uprzednio uderzając mnie pięścią w lewy bark oznajmiła, że nie powinienem być smutasem i wyjść do ludzi, zanim kompletnie się zamknę w sobie. Cicho odparłem, że jak mam się normalnie zachowywać, skoro nie mogłem uratować naszych przyjaciół... W tym momencie Tatsuki odwróciła się do mnie twarzą w twarz i powiedziała coś, co kompletnie tak mnie zatkało, że po prostu słowa przeleciały obok mnie jak poranny wietrzyk... Czyli kompletnie zapomniałem... Chwila... Moment... Kuźna... (piszę to od kilku godzin i nawet nie mam bladego pojęcia, o czym to... A TAK! JUŻ WIEM!) To było o tym, że każda tutaj osoba również czuje to co ja, ale nie powinniśmy nad tym mocno rozczulać, ponieważ możemy tak zastygnąć w jednym miejscu i nie zdołamy pokonać wielu przeciwności, które na nas czekają. A na dodatek nie mogę brać wszystkiego na siebie... Usłyszawszy te słowa nie mogłem uwierzyć, że to powie właśnie Tatsuki... Sądziłem, że to będzie Rukia, ojciec albo ktoś z Gotei... Ale to moja pierwsza przyjaciółka, którą poznałem w dōjo sprawiła, że mogę w końcu wyjść do ludzi i nie siedzieć na kołku jak bezradny idiota... Podziękowałem jej, po czym wybiegłem na zewnątrz w deszczową pogodę, aby zażyć otrzeźwiającą kąpiel z rozpaczy i łez...

Epizod XXIII - Kroniki Kyūseishu cz. 9

"Kilka godzin później"

O... Jak dobrze... Pomimo paskudnej pogody, to z niezwykłą przyjemnością wykąpałem się za wszystkie czasy! Może dla innych to było lub jest czyste szaleństwo, ale dla mnie to była konieczna rzecz, by się otrząsnąć... Tak. Teraz wiem, co powinienem zrobić... Całą swoją złość z powodu śmierci moich przyjaciół przelać na Zanpakutō i wbić je wszystkim tym porąbanym członkom Vandenreich w serca!!! Czuje się tak jak po kilku dniach, kiedy zginęła moja matka... I o dziwo Tatsuki również mnie częściowo naprostowała... Lecz teraz, to była jej zasługa... W 100 procentach... Ech, tak czy siak po przebraniu się w suche rzeczy w moim pokoju, poszedłem się rozejrzeć za swoim tatą i siostrami wśród pokoi w 10. Oddziale. Po kilku minutach w końcu znalazłem go... ubranego w szaty Shinigami i to w gabinecie kapitana... A na dodatek stał obok Tōshirō, który tłumaczył mu jakieś sprawy. Gdy Oyaji zauważył mnie „w stanie normalnym” początkowo był zaskoczony, ale chwilę potem odparł, że w końcu przestałem się mazać jak jakiś dzieciak... No co ty nie powiesz? A co z tymi portretami matki i żalenie się do niej o „niepoważne” sprawy? Dobra, mniejsza z tym. Po kilku żartach spytałem się taty, czy nie załatwił tej sprawy ze swoim ułaskawieniem... Odparł, że to już załatwione, tylko JA nie raczyłem się o to spytać się wcześniej... No tak... Moje załamanie niszczy mój czas... Na dodatek został przydzielony do tego oddziału z racji tego, że „kiedyś sprawował fuchę kapitana” i został mianowany jako „nadzwyczajny zastępca wicekapitana 10. Oddziału”... Heh... Dobre sobie, choć już wcześniej wyjaśnił swój dawniejszy życiorys. A siostry? Poszły do klanu Shiba, aby zapoznały się z kuzynami i pewnie obecnie poznają swoje zdolności duchowe, bo takie zapewnienie otrzymał do Kūkaku. Takie tłumaczenie od Isshina się nie spodziewałem - siostry będą trenować z NIMI?! To znaczy z Ganju i tą od sztucznych ogni?! W sumie... jesteśmy rodziną, więc czemu mnie to dziwi? Pewnie z powodu mojego pierwszego spotkania z nimi, kiedy chcieliśmy ocalić Rukię przed egzekucją... Po kilkunastu minutach rozmów o obecnej sytuacji i dowiedzeniu się, że nasz dom będzie najpewniej w barakach 10. Oddziału spytałem się, gdzie w takim razie będą mieszkać Tatsuki i Ishida z ojcem... Ponoć mają mieszkać obok nas, ale to jest jeszcze niepewne. Ciekawe... Quincy zostają w Seireitei, to pewnie wszyscy Shinigami będą nieźle marudzić o nowych „domownikach”. W takim razie rozejrzę się po okolicy i popytam się o aktualnościach w Soul Society.

"3. czerwca 2004, dom klanu Shiba godzina 20.00"

No tak...Seireitei pomimo kilku miesięcy od ataku nadal było zniszczone w 40 procentach. Choć jest teraz mniejsza ilość Shinigami i po prostu naprawili najważniejsze budynki a pozostałe porzucili, aby skupić się na treningach zamiast na odbudowie. Ponoć Kenpachi poznał imię swojej katany, ale nie mogłem ustalić jak się nazywa, bo gdzieś się zaszył. Pewnie próbuje uzyskać Bankai, ale ponoć obiecał mi, że się ze mną zmierzy jak zapozna się z „nim”. Urahara z Yoruichi byli dość nieuchwytni - kapelusznik intensywnie pracował w 12. Oddziale nad warunkami w Świecie Żywych, gdzie obecnie panują warunki... kompletnie niezdatne do życia tylko dla dusz a Yoruichi... jak szalona była przy Suì-Fēng i razem trenowały... Choć po jakimś czasie dowiedziałem się, że dowódcy Onmitsukidō... urodziło się dziecko! Wow byłem niezwykle zaskoczony, to dlatego Yoruichi-san była tak uradowana przed tym incydentem. Tak więc mój przyjaciel świętej pamięci - Adam Rzegnicowski z 13. Oddziału, który poświęcił się dla mnie i Rukii, gdy przemieniliśmy się w „hollowskie wersje” oraz swojej dziewczyny przed pewną śmiercią, doczekał się pięknej czarnowłosej córki - Rei-Fēng. Może matka niewiele się zmieniła, ale bardzo poważnie stara się jak najlepiej być matką. No i jej mentorka często pomaga i ponoć została „matką chrzestną”, ale już w to nie wnikałem. Ishida z ojcem opowiadali całemu Gotei o umiejętnościach, słabościach i technologii Quincy, co o dziwo mocno mnie zaskoczyło... No mają jedynie duże pretensje do Kurotsuchiego, szczególnie Uryū z powodu jego dziadka. No i nadal jest załamany z powodu śmierci Inoue... Tatsuki nie może się jeszcze przystosować się do nowego otoczenia, ale przynajmniej wszystkich pokonuje w walce wręcz, co wręcz zszokowało Shinigami, szczególnie Kapitana Głównodowodzącego... Ojciec przejął funkcję „nadzwyczajnego” kapitana 10. Oddziału, ale generalnie Tōshirō nadal sprawuje władzę nad dywizją, żeby nie mieszać w szeregach i tak nadal poważnie rozbitego Oddziału. Hiyori z Hirako... no cóż nadal się kłócą i nie oszczędzają w środkach. Siostry obecnie mieszkają w posiadłości „naszego” klanu i mocno trenują pod okiem Kūkaku. A ja... cóż kręcę się po całym Soul Society pomagając innym, trenując lub zwiedzając okolicę i rozmawiając z przypadkowymi osobami, a do tego niedługo mam się przeprowadzić się do swoich kuzynów. Obecnie Byakuya POPROSIŁ mnie, abym pomógł Rukii w treningu siłowym... Byłem kompletnie rozkojarzonym taką zmianą odkąd dowiedział się o moim rodowodzie i traktuje mnie jak... równego sobie... No więc... zamęczam młodą Kuchiki, aby nie zginęła w czasie ponownego ataku Vandenreich. A co dostaję w zamian? Dużo siniaków na głowie jak przesadzam w treningu lub dorzucę komentarz o jej „sposobach” odpoczynku lub wykonywanie ćwiczeń. Generalnie teraz nie odczuwał do niej „zakochania”, ponieważ to może spowodować naszą stabilizację mocy, a poza tym... Nie przelatują przez mój mózg takie myśli, gdyż użyto na nas „środki zapobiegawcze” udzielonych przez dawnego 3. oficera Oddziału Ukitake. A Renji... no cóż... Renji trenuje jak inni, ale mam dziwne wrażenie, że w ukryciu przygląda się jak trenuje Rukia pd moim okiem... Może dostał taki rozkaz od swojego przełożonego? A może chodzi o sprawy własne? W sumie nie mogłem go o to zapytać, bo ponoć „jest mocno zajęty”, ale zapewnie wie, co może przyjść mi do głowy... A wracając do mojego „prawie mojego” domu jedynym kłopotem jest nie Ganju, lecz... Ginjō i Tsukishima. To co mi zrobili jakiś czas temu jest po prostu niewybaczalne i nadal podejrzliwie go obserwuję od stóp do głowy, żeby znowu nie wykombinował dziwacznego pomysłu lub planu. Raz dałem się namówić i na tysiąc procent nie zrobię tego samego błędu. Najgorzej jest w czasie posiłków, ponieważ wtedy go najczęściej widzę i do tego siedzi obok mnie... Najchętniej bym nie chodził tutaj na obiady, no ale nie mogę z powodu „wymogów rodzinnych” i muszę przesiadywać obok niego... Eh... Może za rok się to uspokoi, bo obecnie jest stan wojenny, pomimo iż Ginjō ciągle mówi, że już do mnie niczego nie ma i teraz skupia się nad przyszłą walką z wrogiem o przetrwanie na tym świecie.

"4. czerwiec, godzina 4.17"

Może to nie jest moje łóżko, ale naprawdę jest tutaj wygodnie. Mój pokoik, który kompletnie nie pasował do tego w Karakurze, a na dodatek jedyną moją pamiątką po ludzkim świecie jest licealny mundur szkolny... Nagle do mnie wbił się Oyaji mocno przestraszony i wręcz wyrzucił mnie z materaca. Pomimo początkowej irytacji dowiedziałem się, że... pojawił się jeden członek Vandenriech i buszuje w Seireitei robiąc całkiem duże zamieszanie. O cholera... to już? W szybkim tempie przebrałem się i udałem się w kierunku zamieszek.

"5 minut później, okolice 2. Oddziału"

Ja i Isshin spotkaliśmy grupkę Shinigami pod dowództwem Urahary, którzy nerwowo przeszukiwali okolice terenu Omnitsukidō. Spytałem się co się stało... Kapelusznik będąc mocno zestresowany powiedział dość niezrozumiale, że w te okolice pojawił się Quincy w masce i ponoć kogoś z stąd porwał, ale nie wie kogo... A na dodatek Yoruichi i Suì-Fēng gdzieś się zawieruszyły i nie można ich znaleźć... Nagle do nas podszedł posłaniec, który poinformował, że przeciwnik kieruje się w kierunku 3. dzielnicy Rukongai Hokutan... Co tam niby się znajduje? Tam są jedynie lasy, góra Koifushi i grób... To jest naprawdę dziwne. Do tego wysłannik dodał, że ma zakładnika i ponoć dawna i obecne dowódczynie 2. Oddziału podążają za nim... O co tutaj chodzi, do cholery? Bezzwłocznie ja wraz z Uraharą i tatą udaliśmy się w tamtym kierunku.

"10 minut później, okolice grobu"

W szybkim tempie, wraz z 15 osobami kierujemy się w okolice pochówku Rzegnicowskiego, gdzie ponoć znajduje się przeciwnik. Mam naprawdę złe przeczucia do tej sytuacji... Nagle usłyszeliśmy jakiś wybuch dokładnie w miejscu, gdzie jest pogrzebany partner obecnej kapitanki 2. Oddziału. Po chwili ujrzałem...

_________________________

W tym momencie Q’Rusu w czasie swej przemiany wspominając tamtejsze wydarzenia przez umysł przeleciał widok wyrwanych stron i ostatniej ozdobnej kartki, na której była lista poległych w czasie wojny z Vandenreich. „Dziwne... Ichigo-san nie poinformował o brakujących stronach w jego pamiętniku... No ale do tego miejsca można tylko przypuszczać, co się dalej zdarzyło... Może uda się dowiedzieć się od kogoś innego, co się dalej zdarzyło, bo nie chcę zawracać głowy o dodatkowe pytania... Muszę...” W tym momencie wyczuwając ogromny ból czuł, jak powoli skorupa zaczyna pękać, co by oznaczało, że za lada moment zobaczy swoją nową postać.

Epizod XXIV - Łączność

"Trzy dni wcześniej, teren 4. Oddziału"

- Jak to?! To niemożliwe, żeby jego Reiatsu mogło przetrwać tyle lat poza właścicielem, a zwłaszcza w Keimusho Reiteki Kyūtai!! - odparł również mocno zaskoczony Sadimaru. Ichigo i Renji również nie mogli wypowiedzieć ani jednego słowa po usłyszeniu ostatniej zaskakującej wieści dotyczącej Rukii i Adama, który dawniej się nazywał Soh Akaike.

- Brzmi to dość... dziwne? - odparł pomarańczowo włosy mężczyzna.

- Uooo... Coś niebywałego... Sam Kurosaki Ichigo powiedział, że to dziwne... Skoro właśnie TY odpowiedziałeś w czasie tej wojny, że nic nie jest dziwne! - żachnął z dość irytującym uśmieszkiem Renji.

- SŁUCHAM?!

- Możecie przestać już gadać o pierdołach?! Tutaj jest mowa o Adamie! Ojcu mojej córki!!! - krzyknęła ze wściekłością Suì-Fēng tak, że dwójka Shinigami zawarła bez ruchu przez kilka dobrych sekund.

- Tak... Przepraszamy - powiedział ze spokojem Ichigo.

- Pomimo, że nie mamy aż tylu spraw na głowie, a akurat wynikła taka sytuacja, może wymienimy jak najwięcej informacji o byłym członku 13. Oddziału? - spytała się ze spokojem na twarzy kapitan medycznego Oddziału.

Po dwóch minutach ciszy, pierwszy udzielił głosu Akon, który wpatrując się przez okno na pobliski ogród:

- A więc, Adam Rzegnicowski wcześniej znany jako Soh Akaike był 4. oficerem w 13. Oddziale pod opieką świętego pamięci Jōshiro Ukitake. Został nadzwyczajnie przyjęty do Seireitei związku z rewolucją klanu Meteniko. Nie był ani najsłabszym ani najsilniejszym Shinigami, ale miał unikalne moce i zdolności jak trzecia forma uwolnienia Zanpakutō...

- ... który ocalił nas przed śmiercią - wtrąciła się lekko zasmucona przywódczyni 2. Oddziału.

- Dobrze... Niestety o jego zdolnościach w zasadzie mamy brak wiadomości...

- Nie do końca... - wtrącił się Kurosaki - Ja z nim walczyłem.

- Naprawdę?? Kiedy? - zdziwił się Abarai wsłuchując się w wypowiedź Sadimaru.

- Chwilę po całej awanturze z ciałem Pierwszego Zastępczego Shinigami... Pod wzgórzem Sōgyoku.

- Ichigo-san. Czy pamiętasz choć jakiś zarys technik Rzegnicowskiego? - zadał pytanie bardzo powoli trzeci dyrektor IRBiS-u.

- Hm...

- Mate, mate, MATE! Przecież Kurosaki walczył DWA razy z Adamem! - krzyknął Renji usłyszawszy wypowiedź kolegi.

- Huh?! Niby...

Zanim zdążył dokończyć zdanie przypomniał sobie wydarzenia chwilę po tym jak 4. oficer wyzionął ducha. On w tym czasie leżał obok nieprzytomnej Rukii mocno poobijany i kącikiem oka zauważył, jak dowódczyni Omnitsukidō wylewała swoje łzy w ciało partnera życiowego. W tym czasie mocno padało i prawie złapał przeziębienie. Lecz nie o taką rzeczą był zmartwiony, tylko śmiercią osoby, która próbowała powstrzymać dość dziwne zjawisko, którego nikt nie był w stanie wyjaśnić. Nawet ten szaleniec Mayuri Kurotsuchi.

- A tak... Dwa razy - poprawił się kapitan 7. Oddziału.

- No dobra. Tej drugiej walki nie trzeba opisywać, bo wiemy jak to się skończyło... Ale jak wyglądało pierwsze starcie? - spytał się Akon.

- W sumie... Ta walka została jakby zaplanowana przez Urahara-sana... To miałby być taki „test” bodajże... Generalnie to ja kontrolowałem ten pojedynek aż do pewnego momentu... - zaczął opowiadać Ichigo robiąc kilkusekundowe przerwy na zastanowienie się nad tamtejszym wydarzeniem.

- A jakim? - spytała się Unohana.

- Gdy jakimś cudem odblokowałem mu jego Shikai...

- Huh? Jak to odblokowałem?! - zdziwił się Abarai.

- Po prostu przez moją wyciekające Reiatsu w tamtym czasie. Daj mi skończyć!!! - lekko podniósł głos Kurosaki.

- No i??? - odparł Sadimaru mając mocno wnikliwy wzrok na rozmówcę.

- I w tym momencie zniknął na kilka sekund w mocnym świetle... A gdy się pojawił był cholernie poobijany i miał poważne rany, choć przed samym incydentem był jedynie zmęczony i lekko zirytowany moją gadaniną o jego katanie.

Po usłyszeniu ostatnich wyrazów, pozostała czwórka była zaskoczona takim obrotem spraw. Nie wytrzymując napięcia, najniższa osoba spytała się:

- Jak to?! Co mu się stało??

- Po szybkiej reakcji od mojej i Rukii strony i wyleczeniu jego ran, dowiedzieliśmy się, że przez ten błysk dostał się do mojego wewnętrznego świata jednocześnie dostał niezłe manto od mojego Hollowa... Choć później dowiedziałem się od niego, że on został przez niego pokonany dzięki... Hm... Jak on go określił... A tak! „Oryginałowi” - dokończył swoją opowieść Kurosaki zaznaczając palcami ostatni wyraz.

Gdy najmłodsza osoba skończyła swoją wypowiedź, pozostali będący w mniejszym lub w większym stopniu szoku rozmyślała nad znaczeniem słowa „Oryginał”. Po kilku sekundach, Akon mający najbardziej naukowy umysł ze wszystkich rozpoczął swoje zdanie na ten temat:

- Oryginał... Kiedyś Mayuri-sama wspomniał, że jest coś takiego w najgłębszych głębiach naszych bibliotek i komputerów, ale niestety nie można się do nich dostać lub być może t wiedza jest tylko ustna...

- Chwileczkę... - wtrącił się kapitan 6. Oddziału - Kapitan Głównodowodzący Yamamoto coś krzyknął, kiedy usłyszał coś od umierającego Rzegnicowskiego!

- Racja... Coś wtedy powiedział, ale ja miałam co innego w głowie! - przyznała rację Suì-Fēng wycierając drobną łezkę z lewego oka.

- Powiedział wtedy... Nie, raczej był mocno zszokowany wiadomością o... jakiejś rasie Rikō, chyba... - odparła mocno zastanawiająca się Retsu.

- Było też jego imię... Na literę „N”... No i ponoć Ukitake-taicho miał ponoć go kiedyś złapać wraz z Rukią... - powiedział Renji drapiąc się w tył głowy.

- Coraz więcej niewiadomych i mniej odpowiedzi... - dodał od siebie Ichigo lekko gubiąc się w dostępnych wiadomościach.

- Eh... - mocno westchnął Akon i po chwili odparł mając zasłonięte powieki: - Będę musiał w takim razie przejrzeć wszystkie dane zarówno pisemne jak i cyfrowe... A do tego te nieszczęsne przepisy i pozwolenia od Centrali 46...

- Ile może to potrwać, Sadimaru-sama?

- O ile będę miał dużo szczęścia... Pięćdziesiąt lat?

- AŻ TYLE?! Wcześniej zapomnimy o tej sprawie, do cholery... - lekko skrzywił się na ostatnią odpowiedź czerwonowłosy ananas.

- Instytut jest w rozsypce i mamy braki kadrowe. A do tego Kurotsuchi nie żyje a Urahara zaginął w czasie ostatecznego ataku w tamtej wojnie. Więc się nie dziw... - załamał ręce Akon.

- W takim razie będziemy w takim razie działać nielegalnie...

- No nie wiem... Może najpierw spytać się o to Byakuyę? - odparł Ichigo.

- Czy ja wiem... A co z Wymiarem Królewskim? Może Senjumaru Shutara ma jakieś wiadomości? - nie dawał za wygraną Abarai.

- Hm... Jedynym problemem jest znikoma lub kompletnie brak łączności... Ale powinno się udać - zastanowił się przez chwilkę dyrektor IRBiS-u.

- A co z Kyōraku-san? Przecież był najlepszym przyjacielem Ukitake, czyż nie? I znając ich pewnie wymieniali między sobą informacje - rzucił hasło Kurosaki przypominając ich dawną przyjaźń.

- Racja... Byli ze sobą bardzo zżyci... - poparła zdanie kapitan 2. Oddziału.

- Można także spytać się samej Rukii o Adama. Przecież on był jej przełożonym - spytała się ze stoickim spokojem Unohana.

- Tak... A ja pomimo, że mam jego rzeczy osobiste, to kompletnie nie znałam jego prawdziwego wnętrza - odparła lekko zdruzgotana Shaoling.

- Spróbuj przynajmniej porozmawiać ze swoim Zanpakutō, czasami dusze mocno związanych ze sobą dusz wymieniają między sobą informacje - dodała słowa otuchy Retsu.

- A więc... Może by tak podzielimy między sobą zadaniami? - stwierdził uśmiechnięty Ichigo słysząc od wszystkich możliwe źródła.

- Niech będzie. W takim razie, Sadimaru-taicho spróbuje włamać się do danych i połączyć się z Reiōkyū, Kurosaki-taicho porozmawia z Shunsui- taicho, Abarai-taicho z Rukią, Suì-Fēng-taich niech postara się coś znaleźć w pamiętnikach Rzegnicowskiego, a ja spróbuje dogłębniej zbadać wyniki badań Kuchiki-sam i skontaktuje się z Kapitanem Głównodowodzącym - odparła Retsu Unohana.

- Wszyscy się zgadzamy na powierzone zadania?

- Hai! - odparła chórem pozostali członkowie zebrania.

- W takim razie do dzieła! Jak ktoś się cokolwiek dowie, bezzwłocznie poinformować Unohana-taicho! - odparł Ichigo kończąc w ten sposób spotkanie.

__________________________________

W tym samym czasie, Tatsuki i Rukia spacerowały po Seireitei, gdzie małżonka kapitana 7. Oddziału opowiadała i oprowadzała po miejscu zamieszkania Bogów Śmierci. Pomimo, że fioletowłosa dziewczyna nie urodziła się tutaj tylko „została przymusowo” przyprowadzona z powodu wojny, to nie gubiła się po plątaninie korytarzy i pokoi. Kuchiki początkowo była zdumiona znajomością przyjaciółki po tej okolicy, ale zdała sobie sprawę, że nie było jej tutaj aż dwadzieścia pięć lat. Po kilku chwilach dwie osoby znalazły się przy wejściu na teren 2. Oddziału. Po chwili Rukia zapytała się:

- Mówiłaś, że teraz Gotei 13 nazywa się... e... Gotei 13 Fumetsu? To czemu jest akurat tylko 9 aktywnych?

- No cóż... Szczerze powiedziawszy nie mam bladego pojęcia... Może z powodu, że znów się odrodzą? - odparła lekko zakłopotana Tatsuki.

- Ale trochę to dziwne, że po takim czasie jeszcze się nie odrodziliśmy...

- Eh... Za dużo tych kłopotów mieliśmy jak na ten czas.

W trakcie rozmowy i przechadzając się po terenie trzeciego Oddziału, nagle Kuchiki usłyszała charakterystyczny świst pocisku. Początkowo się przestraszyła się, ponieważ doskonale wiedziała, że jest to dźwięk jaki wydaje strzała Quincy. Arisawa widząc zmianę wyrazu twarzy, złapała ją za barki i ze spokojem odparła:

- Nie ma się czego bać! Tu są jedynie nasi przyjaciele! I ich doskonale znasz!

Po zrobieniu kilku kroków w końcu dotarli na poligon treningowy, gdzie trenowały cztery osoby. W zasadzie trzy oddawały strzały do tarczy a ostatnia instruowała, jak powinno się ustawić czy jak mocno napiąć duchowy łuk. Rukia początkowo nie mogła zobaczyć ich twarzy, gdyż byli odwróceni do niej plecami. Jedynie co rozpoznała, iż strzelały dziewczyny a trenował ich mężczyzna, który stał przy jednej z nich i coś pokazywał rękoma w kierunku tarczy. Po chwili odszedł od niej w celu sprawdzenia, czy technika wypuszczenia strzały jest prawidłowa czy trzeba jeszcze poprawić. Kuchiki w końcu zobaczyła jak wygląda instruktor i była w dość lekkim szoku. Mężczyzna miał typowe białe ubranie Quincy z wszytą w lewy rękaw japońską trójką, czarne krótkie włosy, które lekko siwiały po bokach, okulary i miał szczupłą sylwetkę. Kiedy dziewczyna miała już go zawołać, wtedy wyręczyła ją Tatsuki, która głośno odparła:

- Hej! Zobacz, kto Was dzisiaj odwiedził!

Postać szybko zareagowała na głos Tatsuki i zobaczywszy gości, odparła do trójki trenujących:

- Przerwijcie na moment trening. Mamy gości!

Po tych słowach, osoby ubrane jak normalni Shinigami tylko z kilkoma białymi i błękitnymi elementami, schowały swoją broń poprzez ich wyparowanie, zaczęły powoli zbliżać się do wizytatorów. Kuchiki początkowo mogła rozpoznać tylko dwie postacie, ale kiedy w miarę mogła zauważyć ich rysy twarzy, nie mogła uwierzyć własnym oczom. Wcześniej widziała ich kompletnie z innej perspektywy, ale gdyby nie spotkała ich w Świecie Żywych, być może nigdy by ich nie rozpoznała. A teraz, nie wiedząc co ma powiedzieć na ich widok, po prostu przyglądała się jak z każdym krokiem wyjawiały się z odmętach zapomnienia. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, jedna z „nieznajomych” też będąca w mocnym szoku dość niepewnie odparła:

- Ru... Rukia-chan? To naprawdę ty?

Epizod XXV - Niebiescy znajomi

Rukia Kuchiki nie mogła wyjść z głębokiego szoku, lecz nie aż takiego, co kilka godzin wcześniej, ale na tyle, że nie mogła wypowiedzieć ani jednego dźwięku. Jedynie mocno wpatrywała się w uczestników treningu w 3. Kwartecie. Jednego z nich po chwili rozpoznała, a była to córka Ichigo - Sachiko. Lecz pozostała dwójka była nie do rozpoznania. Jednakże to one szybciej rozpoznały zaginioną Shinigami. Także to były kobiety. Jedna miała długie jasnobrązowe włosy sięgające do ramion, brązowe źrenice, kobiecą sylwetkę i około 165 centymetrów wzrostu. Druga miała czarne włosy zapięte w koński kok włosy, ciemnobrązowe oczy była minimalnie wyższa od pierwszej postaci. Lecz te dwie dziewczyny miały bardzo podobne rysy twarzy do jej starego przyjaciela Ichigo. W końcu Kuchiki zrozumiawszy, kto przed nią stoi, odparła dość niepewnie:

- Nie do wiary... Karin? Yuzu?

Na tą odpowiedź, dwie wywołane osoby w tym momencie rzuciły się w ramiona przyjaciółki mając drobne łzy w oczach.

- Jak to dobrze!! Wiedziałam, że żyjesz, Rukia-chan! - krzyknęła ze szczęścia Yuzu.

W tym samym momencie pozostała trójka przyglądała się, jak młodsze siostry Kurosakiego z całych sił przytulały dawno zaginionego gościa w czasach, kiedy mieszkały w Karakurze. Sachiko, będąc lekko zirytowana, odparła wzdychając:

- Nigdy nie sądziłam, że moje ciocie mogą się aż tak nad kimś rozczulać...

- Wiesz, gdybyś przeżyła tą wojnę, to byś się nigdy nie dziwiła... - odpowiedziała jej matka będąca lekko zdenerwowana na komentarz swojej córki.

- Nie gniewaj się, Tatsuki-san... Sama wiesz, że ma taki charakter - wtrącił się Ishida, który z uśmiechem przyglądał się scence.

- Racja... I mam nadzieję, że nie zdarzy się to po raz kolejny...

- W porządku... Możecie... mnie już... puścić... - wydusiła z siebie Rukia próbując wziąć oddech z powodu zbyt mocnych uścisków.

- A tak... Wybacz - odparła Karin widząc wyraz twarzy Kuchiki.

Po kilku chwilach i złapania trzech głębokich oddechów, dawna wicekapitan 13. Oddziału zauważyła także Uryū Ishidę, który miał na sobie swój typowy biały uniform Quincy, lecz z tą różnicą, że miał także symbol 3. Oddziału. Lekko zdziwiona znakiem spytała się:

- Hej Ishida! Widzę, że jako jedyny nie jesteś zaskoczony moją obecnością... No i czemu masz...

- Jestem kapitanem tego oddziału - odpowiedział dość szybko czarnowłosy okularnik. Na taką odpowiedź Rukia się nie spodziewała. Uryū jako kapitan w Soul Society, było lekkim niedowierzaniem, ale po chwili przypominając słowa wypowiadane przez Tatsuki w końcu uwierzyła, po czym spytała:

- Ach tak, widzę. Tylko czemu jest tak mało członków pod Twoimi skrzydłami?

- Może dlatego, Kuchiki-san, że mój Oddział się nazywa 3. Kwartet i należą do niego wyłącznie osoby mające cząstkę Quincy. I dlatego mam same dziewczyny - wytłumaczył ze swoim spokojem Ishida poprawiając swoje okulary.

- I z tego powodu moje świadkowie i córka należą do niego - uśmiechnęła się Tatsuki stanąwszy obok Rukii.

- Właśnie. Czasami na nas mówią... Damski Oddział! - odparła zadowolona Karin powodując lekkie skrzywienie twarzy u dowódcy.

- Naprawdę? - zaśmiała się cicho Kuchiki - Nie sądziłam, że doczekam się dnia, gdzie dziewczyn będzie więcej niż chłopaków!

- Taki Ci los... - wzruszył ramionami Ishida.

- A właśnie... Czemu Ciebie nie zaskoczyłam wiadomością o powrocie Rukii? - spytała się kapitana 3. Kwartetu z zainteresowaniem Arisawa.

- Może dlatego, że wczoraj było zebranie dotyczące jej i dwójki nowych członków 5. Pułku?

- A no tak... zapomniałam...

- Chwila! - szybko wtrąciła się Rukia usłyszawszy o tamtej dwójce - A gdzie są Vasto Lorde i Adjuchas, którzy mnie uratowali? Chcę im podziękować...

- Tak jak mówiłem wcześniej. Są w 5. Pułku i powinni już przechodzić transformację w Arrancarów - spokojnie wytłumaczył czarnowłosej Uryū.

- Huh? Jak to transformacja?

- Powiem tak, w 5. Pułku są jedynie Arrancarzy a oni są pierwszymi, którzy się do nich dołączyli...

- Arrancarzy w Soul Society?! Jak to w ogóle jest możliwe??

- No cóż... - zaczęła dość kłopotliwie tłumaczyć Karin - Jak skończyło się to całe piekło, to wymiary były aż tak... „niepewne”, że trzeba było zatrzymać wszystkie silne osoby z energią duchową w jednym wymiarze, aby nie było większego bigosu... Czy coś w tym stylu...

- Nawet całkiem nieźle wytłumaczyłaś... Ale zapomniałaś wspomnieć, że nadal światy są niestabilne i nadal poszukujemy silnych dusz po różnych wymiarach. - dodał od siebie Ishida przyglądając się swojemu krzyżowi Quincy przy lewej dłoni.

- Niech zgadnę... I właśnie ta dwójka została wybrana, aby... - szybko wtrąciła się Tatsuki.

- Tylko jeden z nich ma na tyle Reiatsu, że spełnia dość wymagające kryteria. Natomiast drugiego to musieliśmy mimowolnie zabrać ze sobą, gdyż w przeciwnym wypadku, w ogóle nie byłoby ich tutaj - głośno dokończył swoje zdanie kapitan 3. Kwartetu.

- Ze względu na mnie? - spytała się poważnie Rukia.

- Hai. Z relacji Unohany-san zrozumiałem, że to właśnie Adjuchas uratował Ciebie przed wyczerpaniem duchowym. A Vasto Lorde jedynie napędził stracha Abaraiowi, skoro go wyrzucił na kilkanaście metrów... - leciutko uśmiechnął się pod nosem Uryū.

- Wiesz... Oni mają imiona... Nie musisz nazywać ich według klasyfikacji Hollowów...

- Naprawdę? A jak mają na imię? - spytała się z zainteresowaniem Yuzu, która baczne wsłuchiwała się w rozmowę.

- Xwadax... i chyba Q’Rusu... - pomyślała przez krótką chwilę „dawna zaginiona”.

- Chyba? Musisz ich znać, skoro poznałaś ich jako pierwsza?! - leciutko zirytowała się Tatsuki słysząc w głosie członkini rodziny Kuchiki zastanowienie w jej głosie.

- Miałabyś ten sam problem, gdybyś była na moim miejscu... - lekko skrzywiła się Rukia.

- Dobra, dobra... To może wpadniemy do nich z wizytą?

- Obawiam się, że musicie troszeczkę poczekać... - odparł Ishida.

- A to dlaczego?!

- Z czego to ja wiem od dowódczyni 5. Pułku wspominała, że w trakcie czegoś ważnego na ich „terenie” zamykają cały obszar z obawy o „komplikacjach”.

- Niby jakich?

- No cóż... Powiedzmy, że mają coś, co kiedyś miałaś i zapewnie używają tego pierwszy raz w tym celu...

- Huh? Niby co mogą mieć, jeśli nie mam z nimi nic...

W tym momencie dawna wicekapitan 13. Oddziału poczuła w sobie dziwne pulsowanie w okolicach mostka. Nie było to aż tak niespodziewanie gwałtowne, lecz dało jej to odpowiedź na pytanie dotyczącej rzeczy, z której już ktoś wyjął siłą. Rukia delikatnie przesuwając dłonią w tamte rejony swojego ciała milczała, jakby chciała na krótką chwilę odizolować się od wszystkich i pomyśleć o „kompanii pustynnej” i ich obecnej transformacji za pomocą Hōgyoku. Po kilkunastu sekundach milczenia wśród wszystkich obecnych na polu strzelniczym 3. Kwartetu, Kuchiki spytała się Ishidy:

- Kiedy zakończy się ich transformacja?

- Zdaje mi się, że za trzy dni... A czemu aż tak Ciebe zainteresowali? - odparł dość przenikliwie Uryū.

- Pewnie spodobał jej się ten fioletowłosy Vasto Lorde... - stwierdziła Tatsuki mocno uśmiechnąwszy się w stronę siostry Kapitana Głównodowodzącego.

Usłyszawszy zaczepkę od żony Ichigo początkowo wyszczerzyła oczy, po czym leciutko zaczerwieniła się na policzkach, aby ostatecznie odpowiedzieć dość mocno zirytowanym głosem:

- Głupia! Chcę jedynie mu podziękować, a nie zapraszać go na wspólne spotkanie!

- AA!!! Jednak to powiedziałaś! To na pewno zauroczenie! - odkrzyknęła Karin jednocześnie śmiejąc się z obecnej sytuacji.

- Zamknij się, kurna!

W tym momencie rozpoczęła się żarliwa dyskusja dotycząca związków rozmówczyni z określonymi męskimi typami, a dość mocno zmieszany okularnik, aby nie wywoływać dodatkowych emocji, po cichu i bez pożegnania się czmychnął na paluszkach z pola bitwy na głosy, który trwał aż do późnego wieczora.

Epizod XXVI - Przygotowania

Następny dzień był tak jak inne wcześniejsze z tą różnicą, że już wkrótce mieli dołączyć nowi członkowie 5. Pułku - Q’Rusu Enigma i Xwadax Avatar, którzy w tym momencie przechodzili przyspieszoną ewolucję na Arrancarów. Dodatkowo kilka osób przeszukuje informacje związku z dość dziwnym związkiem między Rukią Kuchiki - dawną zaginioną w czasie wojny z Vandereich a jej dawnym przełożonym - Adamem Rzegnicowskim, który poświęcił się dla dobra Soul Society kilka miesięcy przed ostatecznym starciem Shinigami z zbuntowanymi Quincy. Poranek był bezchmurny oraz dość chłodny, lecz to nie zrażało dwóch najważniejszych osób w 2. Oddziale - kapitana Suì-Fēng i jej zastępczyni i jednocześnie córką Rei-Fēng. Obie jednocześnie trenowały sztukę walki na placu treningowym, którego pilnowała tylko jeden strażnik. Tak jak reszta organizacji wojskowej w Soul Society, również Omnitsukidō cierpiało na braki kadrowe - w tej specjalistycznej dywizji było zaledwie piętnaście osób, a w czasach świetności mogło być nawet do 500 osób. Najmłodsza z rodziny Fēng, pomimo podobnej budowie i bycia osobą wyższą od matki, to nadal nie mogła osiągnąć jej poziomu z czasów, gdy dowódczyni trenowała wraz z swoją dawną mentorką - Yoruichi Shihōin, która obecnie jest uznana za zaginioną. Kiedy nastąpiła przerwa, dziewczyna mająca znamię przy lewym oku mocno dysząc usiadła na pobliskim głazie i spytała się:

- Czy w ogóle mamy dzisiaj coś do zrobienia, Okāsan? Normalnie byśmy kończyli z jakieś pół godziny temu...

- Nie, nic nie ma - odparła dość krótko i ponuro kobieta lekko ocierając prawą ręką o czoło.

- Rany, rany... Masz dzisiaj dość kiepski humor... Czy coś się stało? Suì-Fēng usłyszawszy ostatnie zdanie od swojej potomkini zwróciła swój wzrok w stronę dziewczyny i ujrzawszy jej troskę pomimo dość luźnej pozycji, odparła dość tajemniczo:

- Chodzi o Twojego ojca.

- A o co dokładnie?

- Eh... - mocno westchnęła matka i powoli odpowiedziała: - Wczoraj byłam u Unohana-taicho, która poinformowała, że znaleziono jego malutki ślad Reiatsu u Rukii Kuchiki...

- Że jak?! - gwałtownie zareagowała Rei- Fēng, która momentalnie wstała z miejsca. - Jak niby to wykryli, skoro Otōsan nie żyje od ponad 25 lat! To jest cholernie dziwne...

- Tak... Nie potrafię przestać myśleć o tej sytuacji - założyła ręce partnerka życiowa Adama.

- Chyba nie sądzisz, że on z nią...

- Oczywiście, że nie, ty głupia!

- Spokojnie! Tylko żartowałam! - uśmiechnęła się na matkę dziewczyna, po czym dodała: - Za bardzo się tym przejmujesz... Musisz na spokojnie wszystko rozważyć z innego punktu widzenia.

- Co masz na myśli?

- No... Jak ja mam z czymś problem, próbuje rozważyć sytuację pod innym kątem widzenia... Powiem prościej. Zobacz to jako osoba kompletnie obca lub nieogarnięta w temacie. Mi to pomaga... od czasu do czasu...

- To nie jest takie proste... - przysiadła obok kamienia kapitan 2. Oddziału poprawiając warkocze.

- Matka ciągle tak gada... Nie jest proste, to skomplikowane, to złożony proces... blablabla... Może ci pomogę rozwiać kilka niejasności? - kucnęła naprzeciw „trenerki życiowej” czarnowłosa dziewczyna bacznie przyglądając się jej twarzy.

- Skoro tak mówisz... A więc. Jak zapewne wiesz od moich opowiadań dotyczące taty, że...

- ... był porucznikiem 13. Oddziału pod kryptonimem Soh Akaike, pomógł pannie Kuchiki z kilkoma problemami i uratował ją i tego „łącznika” Kurosakiego przed wcześniejszą egzekucją i tym podobne... Znam to, mamo!! Mów o najnowszych informacjach! - szybko wtrąciła się lekko zniecierpliwiona nastolatka.

- Mogłabyś przynajmniej mi nie przerywać? Skoro tak chcesz, to wiedz, iż ponoć miał związek ze starożytną rasą, która wymarła wiele, wiele lat temu... Do tego tamten osobnik dał ojcu moce, którymi zadziwił wszystkich w Soul Society...

- A w sumie jaką mocą dysponował tata?

- Powiem szczerze... Nie mam pojęcia. Miał niby zdolności manipulacją wspomnieniami czy coś w tym rodzaju...

- Nie opisał ich w ogóle w pamiętniku?

- Ani jednego słówka... Pewnie nie zdążył ich zapisać, a wiem, że miał dwie formy uwolnienia Zanpakutō oraz trzecią formę miecza tak zwaną Senkai.

- I właśnie ten Sen... kai... uratował Ciebie... raczej Nas przed śmiercią? - Właśnie, ale w jaki sposób go tak szybko uaktywnił, to nie miałam pojęcia... Aż do ostatniej nocy.

- To znaczy? - przybliżyła się bliżej matki Rei-Fēng.

- Porozmawiałam ze swoim Zanpakutō, tak jak mi doradziła kapitan 4. Oddziału.

- No i? Czego się dowiedziałaś?

- Po długiej rozmowie z tą dość „nakreconą” duszą dowiedziałam się, że wraz z Nomemorim - Zanpakutō Otōsan była również jeszcze jedna postać, która nazywała się bodajże... Nemesis.

- Nemesis? Ale to był a druga dusza katany czy czegoś innego?

- Suzumebachi słysząc takie same pytanie, które właśnie zadałaś, odparła, że to ktoś z zamierzchłych czasów i był łudząco podobny do Hollowa. Generalnie miała bardzo szczątkowe informacje dotyczące tego osobnika, ale powiedziała mi, że to on wyjawił trzecią formę miecza ojcu...

- Dziwna historia... Czegoś się jeszcze dowiedziałaś?

- Tylko jedną rzecz. Ponoć Nomemori miał jej powiedzieć taką kwestię: „Śmierć nie jest końcem drogi, jest jedynie kolejną ścieżką, którą trzeba odkryć”. Po czym zniknął... To wszystko...

Kiedy Suì-Fēng skończyła opowiadać, spojrzała się na swoją córkę, która była mocno zamyślona. Po kilku minutach ciszy, w końcu Rei-Fēng odparła:

- Cholernie dziwna jak i ciekawa sprawa... Wygląda na to, że nasz tata nie powiedział ostatniego słowa... Lub może ten cały Nemesis wkrótce się pojawi, aby coś zrobić... A do tego za kilka dni rocznica śmierci... To się nazywa gorący temat...

- Tak... To prawda - powiedziała kapitan prostując prawy nadgarstek.

- No to co... Koniec przerwy?

- Zgadza się. Potrenujemy jeszcze z dwie godziny, a potem będą inne sprawy do załatwienia. - No dobra... - głęboko westchnęła zniechęcona dziewczyna, po czym dodała: - A może ten cały trening jest dla tego turnieju, w którym mam zadebiutować, hmm?

- Może tak..., a może i nie... - odpowiedziała tajemniczo matka mając lekki uśmieszek na twarzy.

__________________________________

Mijały kolejne godziny i nastąpiło południe - a dokładnie cztery dni przed świętem upamiętniającym poległych z czasów Krwawej Wojny z Vandenreich - Kanjō no Chōtei Hōden. Ta kilkudniowa uroczystość rozpoczynająca się w dniu śmierci innego bohatera sprzed ostatecznym starciem z Quincy - Adama Rzegnicowskiego a głównym elementem jest turniej dla każdego członka Seireitei, który ma odwagę stanąć naprzeciwko swoim kolegom i koleżankom. Nagrodą główną nie jest ani rzecz czy medal - tylko zapisanie się na specjalnej tablicy poświęconej ofiarom. Inicjatorami tego wydarzenia byli przez czysty przypadek Grimmjow i Ichigo, gdzie Arrancar postanowił wyładować swoją złość ze względu na niemożność powrotu do Hueco Mundo a ich walka trwała 72 godziny, gdzie ostatecznie był remis. W tym roku przypada 25 rocznica, ale zanim rozpocznie się turniej - dwójka inicjatorów ponownie skrzyżują swoje katany jako osobista potyczka. Jak do tej pory jest remis: 12-12. Dla pozostałych występuje osobna lista, na którą można się zapisać do momentu rozpoczęcia konkursu - maksymalnie godzinę przed. Nie jest ona obowiązkowa dla każdego, więc można uczestniczyć co roku, raz na kilka lat albo wcale. Obecnym liderem na kamiennej tabliczce zwycięzców jest Renji - 7 zwycięstw, następnie Suì-Fēng - 5, po 4 wygrane mają Byakuya i Ishida, 2 razy zwyciężyła Karin a po razie Tatsuki i Fastra. Lecz tegoroczna edycja ma być najbardziej zawziętą ze wszystkich, ponieważ zostało już zgłoszonych 14 osób - w tym córka Kurosakiego Sachiko oraz córka kapitana 2. Oddziału - Rei-Fēng, które są ponoć bardzo mocne i gotowe do walki do samego końca. Do tego momentu w turnieju mają uczestniczyć 8 Shinigami, 3 Arrancarów i 1 Quincy, ale największa ilość zapisów zawsze występuje na jeden dzień przed startem. Według plotek w turnieju ma wystąpić do 30 osób - najwięcej w historii, gdyż średnio przeliczając wszystkie lata uczestniczyło około 16 osób, lecz ta liczba jest niepewna. Za przygotowania do turnieju odpowiada najczęściej 1. lub 7. Oddział. Zasady obowiązujące to nie można było używać wyższych form niż Bankai, Segunda Etapa, czy Vollstaendig. Wszystko inne od Shikai, po magię można było używać w dowolnej ilości, a wygrywa ten, który dwukrotnie powali przeciwnika na łopatki. W tym roku zapisy odbywały się w 1. Oddziale, a dokładnie u wicekapitana Eiji Okamury - dawnego członka 9. Oddziału, gdzie zajmował funkcję 6. porucznika, a w czasie wojny pomógł w decydującej walce z Juhabachem. Był to mężczyzna z krótkimi ciemnobrązowymi włosami, średnią muskulaturą ciała, miał tradycyjny strój Shinigami z dwoma złotawymi elementami w kształcie muszli na prawym przedramieniu. Siedział przy swoim biurku w swoim gabinecie uzupełniając kilka paiperów. Po chwili do pokoju weszła postać mająca różowe haori i słomiany kapelusz. Gospodarz widząc go od razu wstała w dość szybkim tempie i odparła:

- Witam serdecznie, Kyōraku-taicho!

- Hej, Eiji-kun! Co słychać u Ciebie? - odparł ze swoim spokojnym głosem mężczyzna.

- Nie licząc sporej papierkowej roboty to nic szczególnego...

- Ta... Jak zwykle Byakuya musi przerzucać swoją część na zastępcę... - uśmiechnął się Shunsui i po czym od razu się spytał:

- Ile osób się zgłosiło do turnieju?

- Chwileczkę... - odpowiedział Okamura przekładając stosik dokumentów i gdy znalazł odpowiedni egzemplarz powiedział - Aktualnie mamy 14 uczestników.

- Tak więc zapisz, że teraz jest 15...

- A kogo dokładnie?

Kiedy porucznik oderwał wzrok od kartki papieru zauważył dość mile uśmiechającą się twarz kapitana 8. Oddziału.

- E... Że... pan? Naprawdę pan chce się zapisać? - odpowiedział dość niepewnie zastępca Kuchiki.

- Tak. Na taką edycję i poziomu uczestników, nie może mnie zabraknąć - uśmiechnął się Kyōraku poprawiając swoją opaskę na oko.

- Nigdy bym nie sądził, że będziesz uczestniczyć w turnieju, Kyōraku-san.

Obecna dwójka słysząc nowy, znajomy głos odwróciła się w kierunku wyjścia, gdzie ujrzeli pomarańczowowosego chłopaka opartego o framugę drzwi.

- Cześć Ichigo-kun! Co tutaj robisz? - odparł mężczyzna w kapeluszu.

- Dzień dobry, Kurosaki-taicho - skromnie odpowiedział Eiji.

- Właściwie to szukałem ciebie Kyōraku, bo mam ważną sprawę - odpowiedział Ichigo wchodząc do środka pomieszczenia.

- Tak? A jaką?

- To dość delikatna sprawa i dotyczy ona tylko kapitanów - odparł dość tajemniczo kapitan 7. Oddziału.

- Eh... No cóż... Proszę iść, Kyōraku-taicho. Ja już uzupełnię wszelkie formalności - powiedział wicekapitan 1. Oddziału lekko wzdychając.

Po pożegnaniu się z Okamurą, dwójka kapitanów wyszła z gabinetu i kierowała się ku wyjściu z budynku. Po kilku krokach, rozmowę zaczął Shunsui:

- A więc, o co chodzi?

- No cóż... Jest to dość drażliwy i skomplikowany temat... - odparł dość zakłopotany chłopak.

- Tak?

- Chodzi o Rukię Kuchiki.

- Czyżby coś jej zagrażało?

- Nie, nie ależ skąd... Tylko podczas jej rehabilitacji, Unohana-san wykryła u niej malutką ilość Reiatsu Adama...

- Hm... To dziwne... Przecież on nie żyje od prawie 25 lat.

- Właśnie. A do tego wyszła sprawa, że jego moc pochodzi od tajemniczego osobnika rasy Rikō.

- Hm... - zastanowił się przez chwilę Kyōraku, po czym odparł: - Pamiętam jak Yama-jii przed śmiercią Adam-kun był kompletnie zaskoczony informacją, że zna Nemesisa.

- Nemesisa? Tak miał na imię ten osobnik?

- Na to wygląda, nikt później nie mógł się dowiedzieć o nim cokolwiek... Staruszek zabrał informacje do grobu...

- A czy ten Nemesis ma coś wspólnego z Pierwotnym Hollowem, na którego próbował zatrzymać Ukitake-san?

- Ech... A więc dlatego to jest drażliwy temat z mojego punktu widzenia... - odparł lekko przychylając kapelusz do przodu Shunsui.

- Ta... I dlatego tutaj jestem.

- W takim razie opowiem ci wszystko co wiem o tajnej misji mojego przyjaciela, jeśli to pomoże choć przybliżyć sprawę do rozwiązania... - powiedział Kyōraku zatrzymując się tuż przed siedzibą 1. Oddziału.

- Byłbym ci wdzięczny, Kyōraku-san.

- No dobra... A więc misją Ukitake było...

__________________________________

Godziny wieczorne, teren 6. Oddziału. Renji kierował się do swojego pokoju, aby w końcu zdjąć ubranie „robocze”, gdyż pomimo przyjęcia fuchy kapitana, nie mógł przyzwyczaić się do niezbyt praktycznego haori. Gdy w końcu zbliżył się do swoich drzwi, lewym okiem zauważył Rukię, która również szła do swojego pokoju. Abarai od razu krzyknął:

- Hej, Rukia!

- Cześć Renji - powiedziała lekko zmęczona dziewczyna.

- Jak się czujesz?

- Nie najgorzej... Choć moja forma jest na niskim poziomie... - odparła prostując lewą rękę. - Tak... Skoro byłaś uwięziona przez 25 lat, nie dziwię się... Nie jesteś zbytnio zdezorientowana całym przemeblowaniem Seireitei?

- Jeszcze nie ogarniam, gdzie kto jest... Ale za kilka dni pewnie już zapamiętam!

- Pewnie nie...

- Niby czemu?!

- Bo widok Arrancarów i Quincy wśród Shinigami na pewno będą cię dezorientować! - uśmiechnął się żartobliwie Renji.

- Ale większość znam i to mnie nie przeraża! A poza tym zapamiętałam już tych nowych! - odszczeknęła się siostra Kapitana Głównodowodzącego.

- Nono... Słyszałem od Tatsuki, że się zabujałaś w Q’Rusu...

- TO NIEPRAWDA! To tylko mój... - zaczerwieniła się dziewczyna nie wiedząc jak skończyć zdanie.

- HA! Widzisz! Lubisz go! Jak chcesz go zobaczyć, to będziesz miała okazję jutro go poznać w nowej postaci.

- ... Aha... Ale wiedz, że on mnie nie pociąga i nie będzie! - odparła złowrogo dziewczyna. - Dobra dobra... A właśnie Rukia, mam do Ciebie pewne pytanie... - przypomniał sobie rozmowę z Unohaną czerwonowłosy mężczyzna.

- Tak? O co chodzi?

- Więc... Chodzi o Adama Rzegnicowskiego...

- Huh?! Czyżby znów jakieś romansowe pomysły?! - mocno skrzywiła się Rukia.

- Nie. Chodzi o to, że... że... Jak mam to ująć... że jego Reiatsu jakimś dziwnym trafem przetrwało przez 25 lat w Twoim ciele... - powiedział lekko zakłopotany kapitan próbując złączyć zdanie w logiczną całość.

- Słucham? - otworzyła usta z wrażenia - Niby jak?

- To dość delikatna sprawa i o niej wiedzą tylko kilku kapitanów - odparł poważnie mężczyzna.

- Nie rozumiem... Co masz...

- Unohana-taicho wykryła w Twoim ciele odrobinę Reiatsu Rzegnicowskiego i nie jest w stanie wytłumaczyć tego fenomenu. Więc nakazała mi, abym porozmawiał z Tobą o nim wszystko, co wiesz.

Rukia milczała przez kilka minut, nie mogąc ogarnąć, że sprawa jej dawnego przełożonego znów wróci jako temat numer jeden wśród kapitanów. W końcu czarnowłosa powiedziała:

- Potrzebuję czasu. Następnego dnia opowiem Ci o nim wszystko.

- Dobra. Dobranoc Rukia - odpowiedział Renji nie chcąc już mocno drażnić Rukii i skierował się do pokoju.

- Dobranoc...

Po kilku sekundach namysłu weszła do swego pokoju, usiadła na swoim łóżku i w czasie przypominania o swoim zmarłym koledze uroniła jedną drobną łzę.

Epizod XXVII - Szokująca zmiana

Następnego dnia w Budynku Technologicznym Arrancarów przed ekranami monitora siedział lekko zanudzony Maninouix, który opierając się na wielkim fotelu przyglądał się wiszącemu na ścianie zegarowi, który pokazywał godzinę 12:48. Po chwili wstał, aby przyjrzeć się „inkubatorom”, w których przebywali Q’Rusu i Xwadax. Nagle usłyszał dźwięk otwieranych drzwi, a po chwili wdarła się rozmowa pomiędzy Fastrą a kilkoma członkami 5. Pułku, w tym dowódczynię Tier. Mężczyzna widząc gości, od razu zwrócił się do nich i ukłoniwszy się nim powiedział:

- Witam bardzo serdecznie w naszym laboratorium, Haribel-sama!

- Miło Ciebie widzieć - odpowiedziała żółtowłosa, po czym dodała: - Jak tam sytuacja z rekrutami?

- Tak więc, do końca zostało 3 godziny i 11 minut do punktu zero. Rozwój przebiega sprawnie i bez zakłóceń, pani.

- Powiedz szczerze Hisho... Ty tutaj siedzisz bez przerwy czy tylko udajesz tak dokładnego? - spytał się Gantenbainne przyjrzawszy się skorupom pokrywających nowych członków oddziału.

- Zwariowałeś? Nie jestem robotem i muszę od czasu do czasu odpocząć... Skąd ten wymysł?

- Może po prostu zbytnio się starasz? - wtrąciła się Manila, która trzymała się z dala od urządzeń z dość dużą niepewnością.

- Przecież tutaj nie ma nic do roboty oprócz czytania mierników i odczytów co kwadrans... Lub co kilka godzin jak jest ciemno... - podrapał się po głowie opiekun BTA.

- Dobra, dobra lizusie... Co u Q’Rusa i Xwadaxa? - zbiła z tropu Fastra czując już w głosie nutę irytacji ze strony kolegi z pracy.

- Że co... A tak... Jak nadal widzisz od prawie czterdziestu pięciu godzin kompletnie NIC się nie zmieniło!

- E... Maninouix... A co to za dym za ekranem? - wtrąciła się Apacci pokazując palcem na pomieszczenie z Hōgyoku.

- Jaki dym? O czym ty... - odparł mężczyzna lecz szybko stracił głos widząc dużą kłębię dymu, który ni skąd ni z owąd pojawił się w inkubatorze.

Chwilę potem całym pomieszczeniem wstrząsnął alarm z głośników informujący o końcu transformacji, wywołując u opiekunów laboratorium szok i niedowierzanie. Od razu skoczyli do wskaźników i mierników i zaczęli sprawdzać poszczególne ekrany z różnymi wykresami. Lekko zaniepokojeni goście podbiegli do szyby, aby zobaczyli ewentualne wydarzenia, ale nic nie ujrzeli. W końcu Haribel spytała się:

- Co się dzieje? Dlaczego uruchomił się alarm?

- Za szybko... To nie alarm... To... - jąkał się Hisho, który mocno wytrzeszczył oczy na rezultat szybkiej analizy.

Jednakże nie zdążył skończyć kwestii, ponieważ skorupa otaczająca Vasto Lorde zaczynała pękać i wydobywać z siebie jeszcze większe pokłady gęstego jak mgła dymu. Tymczasem za ekranem, posąg wytworzony przez Enigma, zaczął się kruszyć w miejscu szpona ujawniając kawałek broni i skrawek nowego ciała. Po kilkunastu sekundach, Q’Rusu uwolnił się z więzienia wyrzucając w powietrze tak gęste powietrze, że widoczność była ograniczona do zaledwie pół metra. Mocno wykończony mężczyzna będąc nadal w tej samej pozycji co prawie dwa dni temu, poczuł jakiś upadający przedmiot przedtem ocierając się o lewą rękę. Mocno dysząc i pocąc się niemiłosiernie, Q’Rusu próbował wstać, lecz nie był w stanie „normalnie wstać” z nieznanego powodu.

„Nareszcie... Strasznie mi gorąco... Auł... moja głowa...”

Kiedy zamierzał wytrzeć czoło lewą ręką wyczuł, że nie ma już wcześniej potężnego kolca jedynie... odzwierciedlenie prawej ręki, która była w pełni ludzka. Następnie poczuł, że jego długość włosów również uległa zmianie. Zaczął dość nerwowo siebie obmacywać i zaszokowała kolejna drastyczna zmiana jak zmiana wyglądu i miękkość skóry, która była w pełni ludzka. Jedynie dziura Hollowa pozostała tam, gdzie była czyli na prawej piersi. Dość chaotycznie próbował wyczuć opuszkami „nowych” palców, czy twarz również uległa nagłej zmianie, lecz nie był w stanie określić, gdyż stracił zaufanie do „ nienormalnych” dłoni, które nie miały dawniejszych pazurów. Lekko spanikowany chciał szybko wstać, ale znowu został zszokowany z powodu kompletnej zmianie anatomicznej - kolana znajdowały się z przodu a nie z tyłu a potężne i szerokie łapy zostały zastąpione przez dziwne wąskie i krótkie stopy z bardzo miernymi palcami. Już kompletnie pomieszany w emocjach Arrancar zaczął krzyczeć:

- Xwadax! Fastra!! Maninouix! Ktokolwiek! POMOCY!!!

- Uspokój się Q’Rusu! Mów co ci jest? - odezwał się głos Fastry z głośnika.

- Co wyście ze mną zrobili?! Jestem kompletnie zdezorientowany!!! Wypuście mnie z stąd!!

- Właśnie dobiegła końca twoja przemiana. Musisz wytrwać te kilka minut, aż wentylatory zaczną w pełni mocy pracować, aby oczyścić pokój z dymu - odparł tym razem Hisho, który był lekko podenerwowany całą zaistniałą sytuacją.

Po dziesięciu sekundach pole widzenia członka zaczęło się poprawiać. Enigma poczuł się troszeczkę lepiej, ale nadal był w ciężkim szoku po odkryciach, pomimo, że nadal nie mógł siebie zobaczył w całej okazałości. W trakcie ekspresowego wietrzenia pomieszczenia, nowonarodzony mężczyzna spytał się mając lekkie drżenie głosu:

- A co z Xwadaxem?

- Na razie bez większych zmian... - odpowiedziała opiekunka BTA.

Lecz po chwili, Q’Rusu usłyszał z lewej strony dziwny hałas kruszenia skał lub lodu. W tym momencie spanikowany i kompletnie zdezorientowany mężczyzna zaczął odsuwać się jak najdalej od źródła dźwięku.

- A to, co to ma niby być?!

- Nie do wiary... On też?! - wybrzmiał czyjś głos z głośnika, jakby także za drugą stroną była lekka panika bądź zainteresowanie obecnym wydarzeniem.

Pomimo bardzo wydajnej klimatyzacji, to dym był tak gęsty, że można było z niej przygotować zupę bądź bardzo gęstą pianę do ciasta. Były Vasto Lorde będący przyklejony do ściany i mając wystrzeżony wzrok próbował cokolwiek zobaczyć, gdzie się podziewa kompan w nowej skórze. Po trzech minutach można już było dostrzec przeciwległe ściany pokoju, jednakże te sekundy trwały jak godziny zarówno dla Q’Rusa jak i pozostałych członków pułku. W końcu fioletowłosy mężczyzna usłyszał czyjś głos:

- Q’Rusu? Jesteś tam?

Przywoływana postać usłyszawszy pytanie wręcz osłupiała, gdyż nigdy w życiu nie słyszał takiej osoby z taką tonacją głosu.

„A kto to?! Nie kojarzę żadnej kobiety z taką tonacją głosu, która znałaby moje imię... To na pewno nie Fastra, Manila czy Haribel-sama... Więc kto to?”

W tym samym momencie wśród starszych członków również zamurowało, ponieważ pomimo braku widoczności, również nie mogli rozpoznać nowego kobiecego głosu. Jednak w największym szoku był Hisho, który jako jedyny wpatrywał się na ekrany monitorów, które pokazały dość jednoznaczne jak i zdumiewające wyniki. Po następnych długich pięćdziesięciu sekundach, mgła na tyle ustąpiła, że Q’Rusu ujrzał „jej” sylwetkę. Nagle ponownie usłyszał pytanie, ale dość tym razem charakterem kogoś przypominał:

- No co jest, kurna? Straciłeś słuch czy jak?!

- X...Xwadax? To ty? - spytał się dość niepewnie Q’Rusu.

- A kto niby miałby tam być, hę?! Cholerna mgła... Nic nie widzę...

Po chwili mężczyzna ujrzał wyraźne kształty kolegi... Jednakże bardzo przypominał dziewczynę niż chłopaka posługując się jedynie twarzą. Postać miała krótkie mocno granatowe włosy sięgające do barków, mały zgrabny nosek, średniej wielkości usta, oliwkowe oczy, a do tego białą cienką obwódkę obejmującą skronie, czoło oraz podbródek. Korpus był jeszcze lekko zamazany, ale można było rozpoznać, że jest niższa od mężczyzny oraz jest szczupła. Po kilku krokach i owa postać rozpoznała kolegę z Hueco Mundo i podeszła do niego na tyle blisko, że mogli na spokojnie się obejrzeć bez wyostrzania wzroku.

- Masz całkiem ciekawą twarz, Q’Rusu... Albo raczej mało widoczną... - odparła w uśmiechu dziewczyna.

- To naprawdę ty, Xwadaxie? - odparł nadal zamieszany mężczyzna.

- TAK, TO JA!!! A czemu pytasz?!

- No bo, z czego co ja kojarzę, to miałeś MĘSKI głos, a nie KOBIECY!!!

- Huh?! - skrzywiła się postać i spojrzała na siebie w dół.

Po chwilowych oględzinach dziewczyna krzyknęła z przerażenia, gdyż jej transformacja zbytnio zagalopowała zmieniając pająka z męskim głosem w kobietę z obiecującymi walorami wyglądu. W tym momencie wentylatory usunęły z pomieszczenia cały dym ujawniając dwójkę przed oblicze starych Arrancarów. A tam nastała długa cisza, która przeszła w reakcję w postaci zaczerwienień na twarzach u wszystkich. Powodem było bardzo bliska styczność osób przeciwnych płci. W końcu, kiedy Hisho i Manili poszła krew z nosa, wśród pozostałych rozpoczęła się dość głośna „debata” dotycząca ich wyglądu. Po kilku chwilach Fastra próbująca opanować sytuację odparła do mikrofonu:

- Moglibyście odejść od siebie na kilka kroków? Mam tutaj spore zamieszanie... Ej! Nie pchaj się cholero jedna...

W tym samym momencie Q’Rusu i żeńska wersja Xwadaxa stali naprzeciwko siebie oddaleni zaledwie o jeden krok kompletnie nie wzruszeni a do tego nie mieli na siebie żadnych ubrań. Mężczyzna w wzroście się nie zmienił, lecz anatomicznie był kompletnie przemodelowany, a jego masa mięśniowa była na zaawansowanym poziomie. Jego twarz była zakryta przez resztkę maski, która zasłaniała prawe oko, prawą skroń i całą brodę. Jego włosy były średniej długości i mocno rozczochrane. Natomiast kobieta miała zgrabne, szczupłe ciało z średnią wielkością piersiami oraz mocno umięśnionymi udami. Dwójka widząc za ekranem „dziwną” dla nich scenką spytała się jednocześnie:

- Niby czemu?

- Za długo to wyjaśniać! Oddalcie się i już! Poszukajcie swoich katan lub coś przypominającą broń i w miarę możliwości schowajcie się... A ja lecę po ubrania... - odparła dość zdenerwowana Shakunage zachowaniem gośćmi na widok golizny „braci pustynnych”.

- No dobra... Skoro tak mówisz... Chwila... Jak to katan czy coś?! - westchnął Q’Rusu drapiąc się lewą ręką po czym krzyknął z niedowierzania słysząc o broniach, które miałyby z nimi się „narodzić”.

- Nie pora na zachwyty czy zdziwienia, kuźwa! Ruszać się, bo inaczej...

- Wow... A co to takiego? - nagle wtrąciła się Avatar schylając się i pokazując na przednią dolną część miednicy przyjaciela.

- E... A bo ja wiem? - odparł mocno zdezorientowany mężczyzna spoglądając w tamtym kierunku.

- To nie fair! Ja też chcę takiego... A zamiast tego... w ogóle nic nie mam! - zirytowała się dziewczyna pokazując lewym palcem wskazującym na tą samą okolicę, co kilka chwil wcześniej.

- ZAMKNĄĆ SIĘ DO CHOLERY!!!! SPRĘŻAĆ SIĘ!!!! - wrzasnęła czerwonowłosa dziewczyna próbując zasłonić ekran przed coraz bardziej wścibską publicznością.

- No dobra, dobra, doktorku...

- Cholerne ciała z niedogodnościami... - pokręcił głową Enigma na dziwność efektu transformacji.

- Jak to mówili... Tu zawsze jest coś do roboty... - wybuchła śmiechem „Xwadax” udając się w kierunku swojej zrzuconej skóry z gracją, aby znaleźć miecz.

W budynku BTA nastąpiła oficjalne przyłączenie rekrutów w momencie wydostania się ze starych powłok w atmosferze cieknącej krwi, zaczerwienień, ogólnego zdenerwowania, pytania się o dziwne części ciała i poznania relacji przeciwnych płci od strony nagości. Jedynie dowódczyni stała z dala od całego cyrku, który wywoływał u niej lekkie rozgoryczenie, lecz również była lekko zawstydzona zaistniałą sytuacją.

Epizod XXVIII - Dwójka wybranych

Kilka godzin wstecz, Rukia wyszła ze swojej rezydencji dość wcześnie, gdyż nie mogła usnąć z powodu nurtujących pytań dotyczących ś.p. Rzegnicowskiego jak i jej stosunku do Q’Rusa. Wzięła szybki prysznic, ubrała nowe ubrania i skierowała się do pokoju Renjiego. Szybko i dynamicznie zapukała 3 razy do drzwi. Kilka chwil później wyszedł kapitan 6. Oddziału mający na sobie kimono i rozwiązane włosy, które częściowo zakrywały mu twarz. Ziewnąwszy głęboko ujrzał dość przygnębioną minę Kuchiki, po czym odparł:

- Hej. Jak Ci się spało?

- Dobrze - skłamała dziewczyna - Jestem gotowa, abym ci opowiedziała wszystko co wiem o swoim dawnym przełożonym.

- W porządku.

Po tym krótkim przywitaniu się, dwójka usiadła na podłodze w kierunku rozciągającego przed nimi ogrodu. W ciągu następnych 80 minut dawna wicekapitan 13. Oddziału powiedziała wszystkie znane jej informacje na temat Adama, który miał nick Soh Akaike. Gdy dziewczyna skończyła opowiadać, Abarai zastanowiwszy się przez trzy minuty, odparł:

- A więc, Adam był dla ciebie zarówno dobrym przyjacielem jak i członkiem Gotei...

- Przecież doskonale też go znałeś, Renji... - odparła spoglądając w bezchmurne niebo, na którym fruwały w radosnym locie ptaszki.

- Jak wiadomo, tylko jedynie co mnie trapi jest to, że nikt tak naprawdę nie widział ostatecznej walki Adama... Kapitan 2. Oddziału była nieprzytomna w krytycznym stanie, więc jedynie tutaj mamy niewiadomą...

- Kompletnie nic nie pamiętam całej walki, jedynie co zapamiętałam, że poszedłam z Ichigo pod górę Koifushi w jakimś celu i nagle... Nic... kompletna pustka mnie ogarnęła...

- Hmm... A powiedz mi... Kiedy się ocknęłaś po całej awanturze z równowagą mocą i dowiedziałaś się o jego śmierci... co wtedy czułaś?

- Ja... wtedy... czułam... to samo jak w czasie śmierci Kaien-dono... - powiedziała lekko łkając zdruzgotana Rukia.

- Wiem, że jest to dość delikatna sprawa, ale dla jego dobra musisz się „poświęcić”, że tak powiem...

Tym razem Kuchiki nie wymieniła zdania, gdyż w tym momencie po jej policzkach spłynęła łza, która znalazła swoje miejsce na podłodze kilka centymetrów od ubrania. Lekko zakłopotany Renji nie wiedząc, jak ją pocieszyć , przybliżył się do niej i objął ją lewym ramieniem i powiedział:

- No już, już dobrze...

Nagle ku zaskoczeniu Abaraia, Rukia przytuliła się do niego i mając twarz wtuloną w klatkę piersiową zaczęła płakać. Mężczyzna zostawszy uwiązany przez wrażliwą kobietę początkowo nie miał bladego pojęcia, co powinien zrobić w owej chwili. Zdecydował się na dość śmiały krok - zaczął wolną ręką delikatnie głaskać włosy Rukii, które mają za zadanie „szybsze uspokojenie” osoby. Jednakże po pięciu minutach w końcu Kuchiki uspokoiła się i odkleiła się od przyjaciela z dzieciństwa. Renji mając całe górne kimono mokre od łez leciutko skrzywił minę i odparł w wesołym tonie:

- A może tak odwiedzimy 5. Pułk, aby sprawdzić jak się mają twoi ratownicy, co Rukia?

- W porządku... Tylko ogarnijmy się... - odpowiedziała cicho dziewczyna wycierając cieknący noc rękawem.

__________________________


Przewinąwszy czas na godzinę 16:00 czyli po całej transformacji nowych członków Oddziału Arrancarów w Soul Society, „bracia pustynni” próbowali przebrać się w ludzkie ubrania. Dwójka była w jednym pokoju za zamkniętymi drzwiami, które pilnowała Fastra, żeby żaden intruz nie podglądał „nowych atrybutów” rekrutów. Q’Rusu i Xwadax mieli przed sobą przeróżne białe ubrania mające różne rozmiary i dodatki w postaci wcięć, kolorów czy ozdóbek. Na stole leżały katany - jeden z nich miał około półtora metra długości, miało cieńkie ostrze przy granatowej rękojeści, a końcówka rozszerzała się tworząc w całości broń przypominający wielki tasak. Natomiast drugi miecz był typowym wakizashi z ciemnoróżową rękojeścią schowany w czarną pochwę mającą biały element w postaci pajęczyny. Początkowo ich największym problemem było aklimatyzacja do nowych części ciała - tzn. nowych nóg, rąk i punkt całej równowagi nad korpusem. Kilka minut po wykluciu się z powłok, dwójka próbowała chodzić jak ludzie, lecz z dość mizernymi skutkami. Xwadax miała dużo większe problemy z chodzeniem ze względu na znaczną redukcję ilości kończyn. Z powodu dużego wrażenia zmian potrafiła chodzić, lecz po zdezorientowaniu się zaczęła raczkować. Q’Rusu miał ułatwione zadanie, jedynym kłopotem było zamiana położenia kolan względem nóg. Męski rekrut mający obecnie na sobie jedynie dolną część uniformu Arrancara - tradycyjne spodnie przyglądał się lustrze - a dokładniej swojej twarzy. Wyczuwał, że pod swoją maską ma jeszcze w pełni ukształtowane oko, które nie zdołało „wydostać” się na powierzchnię. Próbował przynajmniej zrobić mały otwór, lecz bezskutecznie. Po chwili usłyszał od swojej koleżanki pytanie:

- Zobacz! Czy taki strój MOŻE odpowiadać tym palantom?

Fioletowłosy mężczyzna odwrócił się i zobaczył pełny strój Xwadaxa. Była ubrana w szare spodnie sięgające do połowy łydek, biało-czarną kamizelkę, na lewej ręce miała długą czarną rękawicę sięgającą do połowy przedramienia, na prawej ręce miała białą bransoletę, z tyłu głowy w pośrodku miała mały warkoczyk. Miała usta pomalowane na ciemną czerwień, aby kontrastowała z pozostałością po masce. Enigma ujrzawszy nową wersję kolegi osłupiał z wrażenia. Po kilku chwilach, kiedy został oprzytomniony przez Xwadaxa za pomocą lekkiego uderzenia w lewy policzek odparł:

- Nieźle, naprawdę nieźle...

- Ta... Byłoby idealnie... GDYBY nie ten cholerny tatuaż! - krzyknęła dziewczyna pokazując, że na prawym udzie ma wytatuowaną dwunastkę.

- Przynajmniej masz zakrytą ubraniem... U mnie to jest większy problem... - skrzywił się Q’Rusu pokazując swoją lokalizację dziary - lewa strona szyi.

- Ech... Tak czy siak jestem gotowy... Tfu, gotowa! - plunęła Avatar próbując zakodować sobie o zmianie płci.

- A jak twój problem z chodzeniem jak człowiek? - spytał się mężczyzna zakładając cienką skórzaną czarną kurtkę z białymi elementami z tyłu ubrania przypominającymi ptasi szpon.

- To jest najgorsze ze wszystkich rzeczy, z którymi się spotkałam do tej pory... No i powinnam zmienić imię...

- Czemu? Nie jest ci najgorzej mając takie...

- A gadanie! Jest dobre, ale powiedzmy szczerze... Jest ZBYT męskie...

- Hm... A jakie masz na myśli? - spytał się zamyślony Q’Rusu próbujący jakoś założyć na siebie długą katanę.

- Czy ja wiem... Myślałam o Kaeke, Yukiyo, Sakura...

- SAKURA?! Chyba kpisz! Te imię na stówę ci nie odpowiada!

- W sumie... Myślałam, że kontrast wiśni i szminki będzie pasować w sam raz... Więc co proponujesz?

- Hm... - podrapał się po głowie mężczyzna po czym odpowiedział: - Może Xada?

- Xada.... Xada Avatar... Podoba mi się... Zgrabne, łatwe do zapamiętania i sefowne... - uśmiechnęła się kobieta zakładając przy lewej nodze swoją katanę.

- Sefowne? A co to niby znaczy?

- Nie sefowne tylko... Se... eeee.... chyba seksowne czy w tym guście.

- Nieważne. Mi się podoba.

- No to co? Wybijamy z stąd?

- Hai.

Po kilku potknięciach w końcu otworzyli drzwi, przy których z drugiej strony stała lekko zdenerwowana Shakunage, która odwróciwsza się do dwójka zrobiła mocny uśmiech i rzekła:

- No! Teraz wyglądacie jak normalni członkowie Pułku!

- Ale czy wcześniej byliśmy nienormalni? - zdziwił się Q’Rusu poprawiając swoje wyczesane włosy i katanę założoną na plecy tak, że rękojeść była z prawej strony.

- Przed ubraniem się... Jako Arrancarzy w małym stopniu jeśli chodzi o... Chwila! Zapomnieliście o obuwiu! - wskazała Fastra palcem na gołe stopy.

- Co?! Mamy niby założyć coś na s... dolne kończyny?! To bez sensu... - krzyknęła Xada próbując nauczyć się nowego słowa.

- Tak. I już - odparła twardo członkini BTA.

Po kilku minutach i męczarniach związanych z sposobem założenia ciemnych skarpet i założenia białych sandałów, trójka w końcu wyszła na zewnątrz, gdzie czekali już cała ekipa Pułku. Reszta Arrancarów była lekko zniecierpliwiona dość długim czekaniem na wyjście na światło dzienne nowych członków. Wśród grupki można było usłyszeć rozmowy:

- Nono... Naprawdę dobrze wyglądają - stwierdziła Manilia.

- Wygląda na to, że ktoś jest ładniejszy od ciebie, Mila-Rose! - szyderczo powiedziała Apacchi chcący dokopać swojej koleżance.

- Tak? Porównaj jej i swoje walory kobiecości - odgryzła się brązowowłosa dziewczyna.

- Tsk... Wygląd... Wolałbym zobaczyć ich siłę - żachnął Grimmjow będący najmniej zainteresowany wydarzeniem.

- Mam nadzieję, że nigdy nie poleci mi krew z nosa... - uśmiechnął się Maninouix przypominając jego pierwszą reakcję na ich nowy wygląd.

- Tak więc mogę oficjalnie powitać was w waszym nowym domu - Q’Rusu Enigma i Xwadaxie Avatarze... - podeszła do nowych Tier.

- Kchm, kchm... Nie Xwadax tylko Xada Avatar - odkaszlnęła „Xwadax” wymieniając swoje zmienione imię.

- A tak... Xado Avatarze - poprawiła się liderka Pułku.

- Tak więc... Co dalej? - spytał się spokojnie 11. Arrancar.

- Zobaczmy... Najpierw trzeba was przedszkolić w walce, nauczyć was korzystania z waszych Zanpakutō, ujawnić wasze atrybuty... Opowiedzieć wam, jakie są zadania w tym wymiarze i takie inne sprawy, które się pojawią w międzyczasie - zaczęła wymieniać dość zachęcająco Haribel.

- Ta... Trochę to potrwa... - leciutko skrzywiła się niebieskowłosa dziewczyna.

- A żeby was zmobilizować do szybkiej nauki, to zapiszemy was na turniej w czasie Kanjō no Chōtei Hōden - dodała od siebie Fastra.

- Słucham?! W tym turnieju? - odparł lekko zaskoczony Enigma.

- Tak jest! Waszym celem nie jest wygranie, ba bo to niemożliwe, tylko zdobycie doświadczenia poprzez samodzielność i dostania siniaków od silniejszych przeciwników - uśmiechnęła się Haribel widząc mocno zdziwione miny żółtodziobów.

- O cholera... Będzie z nas tylko mokra plama - skrzywiła się Xada na wieść o uczestnictwie w święcie.

- Ile mamy czasu? - spytał się niepewnie fioletowłosy mężczyzna.

- Turniej rozpocznie się drugiego dnia i trwa bez przerwy przez 48 godzin... Czyli za cztery dni.

- CO?! - wytrzeszczyli oczy z przerażenia kompania pustynna.

- Tak jest! - uśmiała się Fastra widząc miny kolejnych uczestników przyszłej bijatyki - Jeśli chcecie dość w szybkim tempie nauczyć się walki jak na Arrancara przystało, to pierwsze zajęcia rozpoczną się za godzinę a pierwszą nauczycielką będzie Manilia. Czy wszystko jasne?

- Ta... - odparła cicho zszokowana Avatar.

- A więc ustalone! Uczcie się pilnie, żebyście nie wypadli zbyt wcześnie z turnieju! - ogłosiła uroczyście 1. Arrancar, która po chwili nakazała rozejść się pozostałym, aby nie przeszkadzali rekrutom w przygotowaniach.

W tym czasie dwójka nie mogąc wyjść z szoku jeszcze przez kilkanaście sekund mieli szeroko otwarte usta, zaokrąglone oczy, ręce oklapnięte i mocno przychyleni do przodu, a kiedy zostali sami piewszy spytał się Q’Rusu:

- Jak sądzisz... Kiedy odpadniemy?

- Powiem szczerze... KUREWSKO SZYBKO!!! - wrzasnęła dziewczyna, która w tym momencie bezwładnie przewróciła się na plecy.

W tym samym momencie przy wejściu na teren Pułku całej scenie przyglądali się lekko rozbawieni Rukia i Renji, którzy nie mogli wyjść z podziwu, iż (dawniej) „bracia pustynni” zostali przymusowo zgłoszeni do największej w historii edycji turnieju w czasie Kanjō no Chōtei Hōden.

Epizod XXIX - Naturalna czynność

Nowi członkowie a jednocześnie kolejni uczestnicy turnieju siedziało na podłodze w dość ponurych nastrojach, gdyż ponownie zostali zmuszeni do wykonania dość „męczącego zadania”. Xada po minucie w końcu usiadła na podłodze po czym skomentowała decyzję Haribel:

- Jasna by ich cholera... Czemu akurat nas musieli zgłosić?!

- Sam słyszałeś... To dla naszego trening...

Nagle od dziewczyny dostał strzał w tył głowę i dość głośno odparła:

- Kurna jestem babą a nie facetem!

- Wybacz... - masował się po głowie Q’Rusu - JESZCZE nie mogę się przyzwyczaić!

- Dobra dobra... To przez te nerwy...

- A więc moja „siostro”... Co zamierzasz zrobić?

- Wiesz co? Pójdę na ten pieprzony trening, aby pokazać kolegom i koleżankom, że nie należy z nami zadzierać! - odparła dość głośno Avatar ściskając prawą dłoń w pięść.

- Wow... Jestem pod wrażeniem... Sądziłem, że się wycofasz...

- Może się boję, ale jeśli przetrwaliśmy 25 lat sami w istnym piekle, to co stoi nam na przeszkodzie, abyśmy skopali parę tyłków roztargnionym członkom Gotei? - wstała z miejsca Xada po czym zwróciła wzrok do Enigma.

- Wiesz... Przynajmniej raz coś sensownego powiedziałeś... to znaczy powiedziałaś! - stanął Q’Rusu obok dziewczyny otrząsając głowę w czasie powiedzenia błędu. - No! W takim razie może od razu...

Nie zdążyła dokończyć zdania, gdyż zauważyła, że do nich zbliżają się dwie postacie, które nie należały do ich Pułku. Był to wysoki mężczyzna z czerwonymi włosami z założonym haori oraz dość niska kobieta w czarnym Shihakushō mająca ciemne długie włosy. Początkowo Arrancarzy nie mogli ich rozpoznać, lecz po chwili rozpoznali wyższego gościa, natomiast do drugiej postaci mieli różne poglądy, kto to mógł być. Gdy nowi zbliżyli się na odpowiednią odległość, Q’Rusu będący w lekkim niedowierzaniu zapytał się kobiety:

- Czy ja dobrze widzę? To nasza zaginiona?

- Tak, to ja - uśmiechnęła się Rukia, po czym od razu powiedziała: - Widzę, że to bardziej Wy się zmieniliście od naszego ostatniego spotkania.

- Szczególnie ja... - westchnęła Xada, która zaczęła się przyglądać nowszej wersji Kuchiki.

- No... - pokiwał głową Renji przyglądając się ludzkiej formie dawnego Adjuchasa.

- Ale jak to się stało, że Xwadax aż tak się zmienił...

- NIE Xwadax, TYLKO Xada!! - krzyknęła wymieniona przed chwilą dziewczyna, aby podkreślić swoją „rezurekcję”.

- Hehe... Ale jej charakter się nie zmienił - uśmiechnął się Renji.

- Ta... Szkoda, że nie widzieliście min pozostałych Arrancarów, kiedy wydostaliśmy się z powłok! - zaczęła się śmiać niebieskowłosa na samą myśl o tamtym wydarzeniu.

- A co dokładnie? - spytała się z zainteresowaniem Rukia.

- E... Ten tego... Kiedy obaj myśmy zakończyli inkubację, początkowo nic nie widziałem, bo była BARDZO gęsta mgła... - rozpoczął dość niechętnie Q’Rusu.

- ... Właśnie! Początkowo nie wiedziałam, że zmienił mi się głos... Bo miałam zatkane uszy... Ale kiedy w końcu mgła opadła, to wtedy były dla nas dziwne rzeczy... - ciągnęła dalej Xada.

- Tak? A co takiego? - odparł Abarai.

- A więc... Byliśmi nadzy a stanęliśmy naprzeciw siebie oddaleni od siebie o zaledwie jeden krok... - odpowiedział ze spokojem Enigma.

- No właśnie i wtedy zaczęła się na nas wydzierać Fastra mówiąc, żebyśmy się oddalili od siebie... - dokończyła myśl Q’Rusa dawny Adjuchas.

- To było cholerne dziwne... Czemu tamtym zaczęło cieknąć krew z nosa, mdleli i pchali się do nas, aby...

Nie dokończył swojej kwestii dawny Vasto Lorde, gdyż kompania pustynna zauważyła u dwójki Shinigami duże zaczerwienione policzki. Avatar widząc ponownie tę scenę wybuchła:

- CO, WY TEŻ?! CHOLERA JASNA!!... CZY KTOŚ NORMALNY MÓGŁBY NAM WYTŁUMACZYĆ, O CO CHODZI Z TĄ NAGOŚCIĄ?!

- No cóż... Ten temat jest dość intymny dla prawie wszystkich tutaj osób... - jąknął się kapitan 6. Oddziału drapiąc się po lewej łopatce.

- A co to znaczy intymny? - spytał się Q’Rusu słysząc kolejne nowe słówko.

- Zazwyczaj... no... e... kobieta... jak i mężczyzna... nie pokazuje... swojej nagości... przed... publiką... - odparła mocno zakłopotana Rukia gestykulując rękoma.

- A to niby dlaczego?! Przecież myśmy od 25 lat byliśmy sobie bez zbędnych tkanin na sobie a teraz wszyscy się czepili naszych... „elementów” - skrzywiła się Xada próbując jakoś określić punkty intymne.

- No tak... ale...

- ŻADNE ALE!! Tłumaczcie i to już! - nie dawała za wygraną Avatar, która nawet przeraziła swojego kolegę.

„Mam co do tego złe przeczucia” - odparł przerażony Q’Rusu pomyślawszy o najgorszych scenariuszach najbliższych scen.

- Nie wiem jak to dość „kulturalnie” wyjaśnić... Ale zadam takie pytanie... - podrapał się po głowie Renji mając nadal wypieki na twarzy: - Czy wiecie, jak pojawiają się... istoty?

- Huh? Do czego to niby... - odparła zaskoczona dziewczyna.

- Wydostają się z spod ziemi z dolnej części Hueco Mundo - powiedział szybko Q’Rusu chcący zahamować swoją agresywną koleżankę.

- O rany... To pewnie dlatego... - skrzywiła się Kuchiki usłyszawszy odpowiedź.

- To co? Jest jeszcze inny sposób? - zapytał Rukię spokojny fioletowłosy mężczyzna.

W tym momencie Shinigami jeszcze bardziej przypominali mocno dojrzałe pomidory ponownie denerwując Xadę, która w tym momencie powiedziała nadzwyczaj spokojnie z grubej rury:

- Czy to jest związane z tym czymś zwisającym przy nogach Q’Rusa i brak tego u mnie?

W tym momencie weszła w minę gości, którzy w tym momencie zemdleli po usłyszeniu „tabu” dotyczący związków partnerskich, seksu i dzieci. Xada widząc ich reakcję nie wytrzymała i wybuchła śmiechem z niedowierzania, że ten temat dotyczy również innych ras.

- Ja pierniczę! Buahahaha! Oni również mają problemy z tym! - nie mogła wytrzymać ze śmiechu dziewczyna, która po chwili zaczęła tarzać się po ziemi.

- Rany, rany... Chyba trochę przesadziliśmy... - ciężko westchnął Enigma po czym podszedł do Shinigami sprawdzić ich stan „nagrzania”.

Przez przypadek całą scenę związaną z upadkiem zauważyła Fastra, która zamykała laboratorium i chciała wrócić do domu po męczącym południu. Podbiegła do czwórki, po czym spytała dość zdziwiona:

- A oni z jakiego powodu leżą nieprzytomni?

- Ech... Szkoda gadać... - żachnął Q’Rusu.

- MAJĄ TE SAME PROBLEMY CO TAMTE GŁOMBY!!! - odparła Xada ciągle śmiejąc się z tej sytuacji.

- No tak... To było do przewidzenia... - złapała się za głowę opiekunka BTA, po czym kazała rekrutce przestać się śmiać z „nieszczęścia”.

- EJ! Przestań mnie kopać!

- Dopóki wstaniesz i przestaniesz robić z siebie idiotki, baka!

- Kurna... Myślałem, że odpowiedzą na pytanie... - Q’Rusu zaczął klepać po policzku Rukię.

- ...skąd biorą się istoty na tym świecie? - szybko wtrąciła się Fastra podnosząc nieprzytomnego Renjiego, po czym szybko wyjaśniła:

- Żeby nie przedłużać... Kobieta i mężczyzna, którzy się lubią wzajemnie w pewnym momencie zakochują się, po czym zaczynają się „igraszki”. Czyli obejmowanie się, całowanie w usta oraz dotykanie właśnie waszych miejsc intymnych... Szczególnie tych przy nogach. Natomiast nowa istota w naszych formach pojawia się w tylko jeden sposób. Mężczyzna wkłada to coś zwisającego w otwór znajdujący w podobnym miejscu u kobiety. Po wyczuciu, że... Hmm... eksplodowało coś wewnątrz dziewczyny i przy sprzyjających okolicznościach zwiększa się jej brzuch, gdzie po około 9 miesiącach przychodzi na świat miniaturka mężczyzny i kobiety. To wszystko.

Rekruci usłyszawszy wyczerpującą odpowiedź spojrzeli na siebie wspominając wcześniejsze wydarzenia, po czym Xada spytała się dość spokojnie:

- To czemu niektórym leci krew z nosa a innym to wręcz się napalają?

- Charakter, natura... Kto wie? - żachnęła Shakunage podrzucając kapitana Gotei.

- Hm... Jak ich teraz obudzimy? - zastanowił się Enigma, który bezskutecznie próbował obudzić czarnowłosą.

- Zabierzcie dziewczynę i idziemy do najbliższego stawu. To będzie frajda!

Po minucie Arrancarzy wrzucili Shinigami do stawu, w którym była na tyle chłodna woda, że od razu Rukia i Renji wyskoczyli z wody jak łososie dążące na tarło. Zszokowani i mokrzy do suchej nitki Shinigami próbowali wyrównać oddech, ale w tym momencie pytanie zadała im uradowana Shakunage:

- No i co? Jak wam się pływało?

- Bardzo śmieszne... Co ty sobie wyobrażasz, że można ot tak sobie wrzucać kapitana do stawu?! - spochmurniał Renji wykręcając lewy rękaw z wody.

- Trzeba było nie mdleć po usłyszeniu pytania o członka i dziurkę!

- Członek i dziurka? - spytał się Q’Rusu starszej koleżanki, ale po chwili skojarzywszy szybkie wytłumaczenie i kompletnie mokrych Shinigami odparł - A tak... Już wiem o co biega...

- Bardzo śmieszne... Naprawdę - zirytowała się Kuchiki próbująca wysuszyć się.

- To trzeba było zaliczyć swój pierwszy raz a nie trzymać tego aż do ślubu! - szeroko uśmiechnęła się Fastra poprawiając swoje piersi, aby wywołać jeszcze większą irytację z ich strony.

„Wow... Ta to jednak ma gadane...” - pomyślał Q’Rusu otwierając usta po usłyszeniu słów opiekunki BTA.

Rukia i Renji będący mokrzy do suchej nitki i ponownie zaczerwienieni na policzkach odwrócili się od trójki i skierowała się do siebie, aby się przebrać. Fastra jak i Xada zaczęły się śmiać z całej sytuacji a do tego niebieskonowłosa krzyknęła:

- Możecie już od razu zrobić swój pierwszy raz jak zdejmiecie ubrania!

- ZAMKNIJ SIĘ, KURNA!!! - krzyknęli jednocześnie rozzłoszczeni Shinigami.

- Jestem ciekawa, jak będą ciebie niszczyć, Xado! - odszczeknęła szybko Rukia chcąc się od razu zemścić.

- A ja wygrałem największą ilość turniejów, więc uważaj na słowa, zdziro! - krzyknął mając złowrogi uśmieszek Abarai.

- ŻE JAK MNIE NAZWAŁEŚ?! CZEKAJ NO... - zdenerwowała się Arrancar z oliwkowymi źrenicami i gdy chciała coś od siebie dodać, wtedy otrzymała z łokcia w brzuch od Fastry, która w stoickim spokoju odparła:

- Nie pozwalaj sobie na takie odzywki. Masz trening za pół godziny... Chyba, że chcesz leżeć w łóżku przez miesiąc z powodu połamanych wszystkich kości?

Enigma przez wcześniejszą chwilę nie powiedział ani słowa, ze względu na to, iż nie miał aż tak wybuchowego temperamentu i dobrych odzywek. Gdy próbował pomóc swojej siostrzyczce wstać, która nie zmogła złapać tchu po oberwaniu w splot słoneczny, rozmyślał o pewnej kwestii:

„Hm... Mam dziwne wrażenie, że coś z Rukią jest nie tak... A może to tylko moje pomieszane myśli w związku z dzisiejszą transformacją i mimowolnym zapisaniem się do turnieju?”

Po kilku chwilach trójka Arrancarów wróciła do siebie, aby zająć się swoimi sprawami - Fastra musi pouzupełniać w formularzach dotyczących nowych członków, a Xada i Q’Rusu poszli w powolnym tempie na pierwszy trening, który mają z Menoly Manillą - już nie ostatnią członkinią 5. Pułku.

Epizod XXX - Podstawy walki

W jednym z pokoi w lecznicy 4. Oddziału, Hanatarō sprawdzał stan techniczy inkubatora, w którym Rukia Kuchiki przebywała w czasie swojego leczenia. Za pomocą specjalnego detektora mającego wielkość telefonu komórkowego sprawdzał zawirowania w Reiatsu, które mogło wywołać szybkie uzdrowienie Kuchiki oraz jej przetrwanie w „broni ostatecznej” Wandenreich - Keimusho Reiteki Kyūtai. Były to specjalne kule tworzone przez najsilniejszych Stern Ritter, które zamykało dany cel w pułapce w kształcie kuli, które miało skorupę niedo przebicia oraz powoli wysysało duchową energię, aby jeszcze bardziej wzmocnić kulę. Aby jeszcze spotęgować efekty działania, Quincy wysyłały takie „paczki” do Dangai lub w miejsca ciężko dostępne nawet dla nich samych.Dodatkowo jeżeli w ciągu roku więzień nie wydostanie się z kuli, wtedy ona ginie z wycieńczenia. Miał to być gwóźdź do trumny wszystkich Shinigami - w tym również Rukii Kuchiki. Jednakże wytrzymała 25 lat i nikt z żyjących obecnie Shinigami nie potrafi wytłumaczyć jej fenomenu. Dodatkowo sprawy się jeszcze bardziej skomplikowały, gdyż w Reiatsu Rukii wykryto śladową ilość energii duchowej Adama Rzegnicowskiego - dawnego 4. porucznika 13. Oddziału przed wojną z Wandenreich. Yamada miał nadzieję, że odkryje coś, co pozwoli choć w niewielkim stopniu wyjaśnić tajemnicę. Do pomieszczenia weszła Unohana, która zobaczywszy pracującego zastępcę rzekła:

- Jak przebiegają sprawy?

- Więc... Nic szczególnego nie znalazłem do tej pory, Unohana-taicho.

- Sate... Już nie musisz badać inkubatora.

- A dlaczego?

- Przeanalizowałam Reiatsu Rzegnicowskiego i odkryłam ciekawą rzecz.

- A co dokładnie, taicho? - odparł Hanatarō odkładając detektor na stół.

- Pomimo bardzo śladowej ilości, odkryłam, że miał bardzo nietypowe Reiatsu. Miał w sobie część Shinigamiego oraz coś co przypomina Hollowów, lecz nie pasuje ani do nich ani nawet do Arrancarów.

- Słucham? Jak to nie podobne?

- Ten rodzaj jest podobny do Hollowów w 25 procentach a Arrancarów zaledwie 10 procent... Nie włączam do analizy Quincy, gdyż jest to zupełnie inna natura do nich.

- No to, co teraz? - odparł mocno zdezorientowany wicekapitan.

- Trzeba ogłosić zebranie osób wtajemniczonych w tą sprawę. Najlepiej jutro - odpowiedziała Retsu ze swoim charakterystycznym sposobem.

- Hai! - powiedział Yamada, który po chwili wyszedł z pokój, aby wykonać rozkaz swojego kapitana.

______________________________


Plac treningowy Arranccarów nie różnił się zbytnio od wersji Shinigami. Poza tym, że stał od jakiegoś czasu pusty ze względu na braku żadnych incydentów czy zagrożeń. Jednak dziś wyjątkowo przyjdą rekruci Pułku, aby poznali podstawowe pojęcia stylu walki dawnych wrogów Bogów Śmierci. Na miejscu już była Menoly, która cierpliwie czekała na Q’Rusa i Xadę oraz czytała jakąś kartkę papieru. Po dwóch minutach na spotkanie przyszła dwójka lekko zdenerwowana.

- Witajcie! - powiedziała Manilia, która kącikiem swojego lewego oka zauważyła żółtodziobów.

- Hejka! - uśmiechnęła się Xada.

- Witam - grzecznie odpowiedział Q’Rusu widząc swoją „pierwszą” trenerkę.

- Czy jesteście gotowi na trening? - podeszła do nich 10. Arrancar.

- Czy ja wiem... Chyba tak... - podrapał się po głowie mężczyzna.

- Wiecie, to także mój pierwszy raz, więc to ja powinnam być zdenerwowana...

- Spokojnie, dasz sobie radę! - zmobilizowała koleżankę Avatar.

- A co trzymasz w ręku? - spytał się Enigma wskazując wzrokiem na świstek papieru.

- To? To tylko raport z BTA dotyczący waszych ukrytych zdolności - rzekła dziewczyna z blond włosami.

- Słyszałem o tym... Więc coś się jeszcze zmieniło?

- A więc... - spojrzała na kartkę z emblematem Instytutu Badawczego Pułku po czym zarecytowała:

- „Xwadax...” A nie to przekreślone... „Xada posiada zdolności budowania wytrzymałych obiektów, kamuflowania się oraz analizowania siły przeciwników... Do odkrycia ma prawdopodobnie produkowanie wszelakich trucizn...”

- Wow! Ja mogę produkować trucizny? Chwila... A co to są te trucizny? - zdziwiła się niebieskowłosa po usłyszeniu ukrytej umiejętności.

- To specjalne substancje, które wywołują szkody u przeciwnika a nawet śmierć - rzekła trenerka po czym kontynuowała

- „Słabe punkty to walka na dystans oraz wytrzymałość.”

- No to widzę, nad czym mam pracować.... A co jest o Q’Rusu?

- „Q’Rusu pod każdym względem ma mocne i słabe strony. Jego atrybuty to prędkość, siła ataków oraz wytrzymałość. Jego słabymi punktami są kiepskie techniki dalekiego zasięgu oraz słaba natychmiastowa regeneracja.” - Nie jest ze mną aż tak tragicznie... - stwierdził Enigma po usłyszeniu raportu.

- A jeszcze jedno - wtrąciła się Menoly i rzekła: „Nie można dokładnie określić poziomu mocy ze względu na w pełni niewykształconą resztką maski.”

- Huh? A co to ma znaczyć - zaskoczona była w głosie Xada po usłyszeniu ostatniego zdania.

- Wygląda na to, że maska nie do końca się wykształciła... - podrapała się po głowie trenerka.

- Na to wygląda... Wyczuwam jak moje prawe oko jest schowane za skorupą - potwierdził zdanie Q’Rusu pokazując palcem na maskę.

- Tak czy siak, musisz poczekać jak sama pozostałość przybędzie swoją prawdziwą formę.

- Dlaczego?

- Szczerze... Sama nie wiem... Ponoć to może zablokować moc - wzruszyła rękoma Manilia.

- W porządku... To... Co będziemy robić? - podrapała się po głowie Avatar wyraźnie oczekująca na trening.

- Na początku muszę wam wyjaśnić kilka zdolności, które posiada każdy Arrancar.

- A ile ich jest? - spytał się z zainteresowaniem mężczyzna.

- Dokładnie... Sześć na stan dzisiejszy - przeliczyła po cichu trenerka.

- Aż tyle?! To ile będziemy się tego uczyć?! - krzyknęła z wrażenia Xada mając bezwładne ręce.

- Nie martw się... Są to wrodzone zdolności i trzeba je jedynie wyćwiczyć - uspokoiła rekrutkę 10. Arrancar.

- To jak się one nazywają?

- Cero, Bala, Sonído, Hierro, Pesquisa i Chōsoku Saisei (Natychmiastowa regeneracja).

- Nic te nazwy mi nie mówią - skrzywiła się Xada.

- Czy Sonído to szybkie przemieszczanie się? - spytał się ostrożne Q’Rusu.

- Zgadza się - potwierdziła Menoly uśmiechając się.

- A no tak, zapomniałam! - klepnęła się w głowę Avatar.

- A reszta? - skrzywił się mężczyzna po zobaczeniu reakcji „siostry”.

- Może zaprezentuje te umiejętności i będę je tłumaczyć?

- Przecież ty masz nas uczyć, więc się nie pytaj... - żachnęła Avatar.

- A no tak... Zapomniałam... A więc zaczniemy od tego...

Nagle skierowała lewą rękę w kierunku półki skalnej, uniosła ją, po czym pojawiła się średniej wielkości zielona kula, która chwilę później wystrzeliła w kierunku skał wywołując lekki wybuch. Rekruci w momencie uderzenia kuli Reiastu w cel podskoczyli z wrażenia.

- To jest Cero, nasza podstawowa broń ofensywna. Można je wystrzelić z ręki albo z ust - uśmiechnęła się Manilia widząc twarze rekrutów.

- Fajne! To mi się podoba! - zachwyciła się techniką Xada.

- A czy każdego jest koloru zielonego? - spytał się lekko wystraszony Enigma.

- Nie. Każda osoba ma różnego koloru Cero, choć może się zdarzyć, że więcej osób mają ten sam kolor - szybko odpowiedziała dziewczyna w blond włosach.

- A jak silne jest to Cero?

- To co pokazałam, było zaledwie ułamkiem mojego całkowitej sile Cero. Są to bardzo destrukcyjne pociski. Ponadto niektórzy posiadają różne warianty Cero, które mają przeróżne właściwości i moc destrukcji.

- Zapowiada się całkiem nieźle... - pokiwał głową ze zdumienia mężczyzna.

- No ba! A to dopiero początek - rzekła dziewczyna po czym niespodziewanie wystrzeliła w szybkim tempie zielony pocisk tylko dużo mniejszy w kierunku kamieni.

Tym razem „kompania pustynna” była kompletnie zdezorientowana, co przed chwilą nastąpiło. Nie mogąc się pozbierać po szoku, Q’Rusu ostrożnie się spytał:

- To było znowu Cero czy co innego?

- To była Bala. Do Cero różni się tym, że jest dużo mniejsza, słabsza, ale DUŻO szybsza - wyjaśniła Manilia.

- Bardziej wolę Balę od Cero... Jest ciężkie do skontrowania - stwierdził Enigma po krótkim namyśle.

- Ja wolę siłę od szybkości, ot co! - stwierdziła głośno Xada poprawiając swoje granatowe włosy.

- O Sonído nie będę pokazywać, skoro już to widzieliście... W takim razie teraz będzie Pesquisa... - podrapała się w głowę trenerka.

- A co chodzi?

- Jest to cholernie ciężko pokazać...

- A na czym to polega? - zdziwił się reakcją trenerki Q’Rusu.

- Służy do wykrywania Reaistu innych osób oraz ich poziom... Jest wiele różnych sposobów, aby to pokazać...

- No dobra... Skumałem na czym to polega...

- No... W sumie ja też... Ogarnie się to w praniu - lekko odparła Xada.

- No to zostało nam Hierro i Chōsoku Saisei... - wyliczył Enigma.

- Chōsoku Saisei jak nazwa wskazuje, każdy z nas posiada zdolność szybkiego powrotu do walki czy zdrowia, tylko w różnym stopniu - szybko wytłumaczyła Manilia.

- A to Hierro?

- Aby to pokazać, ktoś będzie musiał na mnie wypróbować swoją katanę...

- Huh?! Co masz na myśli? - zdziwił się odpowiedzą Q’Rusu.

- Nie powiem, póki ktoś z was tego nie zrobi.

- No dobra! - krzyknęła Xada, która wyciągnęła swoją broń, po czym dość niezręcznie zaatakowała trenerkę.

Manilia bardzo pewna siebie nawet nie drgnęła na widok atakującej rekrutki. Xada podbiegła do niej i spróbowała zranić jej lewą rękę. Lecz, kiedy ostrze dotknęło ciało, zamiast krwi, niebieskowłosa zauważyła jedynie iskry lecące w kontakcie z ciałem Menoly. Kompletnie zaskoczeni 11. i 12. Arranacar nie wiedzieli co powiedzieć, a trenerka wyraźnie rozbawiona ich minami odparła:

- Hierro to nasza obrona. Dzięki zagęszczeniu Reiryoku (mocy duchowej) w odpowiednich punktach, możemy odpierać zmasowane ataki przeciwnika. Była to również dawniej nasza główna broń przeciwko Shikai Shinigami, ponieważ mogliśmy wtedy z nimi walczyć samymi pięściami i nogami!

- Naprawdę? I to każdy z nas to ma? - nie mogła uwierzyć Avatar próbująca schować swoją broń.

- Oczywiście. Mówiłam przecież o naturalnych zdolnościach, czyż nie?

- Faktycznie... To będziemy trenować te techniki czy... - chciał coś powiedzieć Q’Rusu, ale szybko wtrąciła się Manilia.

- Zanim będziemy ćwiczyć, to powinnam jeszcze wspomnieć o naszej broni numer jeden w arsenale.

- A co to takiego?

- Każdy z Arrancarów ma inną formę, lecz nazwa tej umiejętności jest wspólna. Dokładniej mówiąc, jest to Resurrección.

- Resurrección? A cóż to nowego? - podrapała się po głowie próbując wymienić nową nieznaną dla niej nazwę.

- To co trzymasz w ręku - wskazała na katanę trenerka.

- Huh?! Że niby te bronie?

- Nie do końca... Każdy Arrancar posiada katanę, która nazywa się Zanpakutō, czyli to co macie. Shinigami również je mają. Jedyną różnicą jest to, że my potrafimy scalić się w jedność z kataną a Shinigami nie.

- Scalić się w jedność? Czyli co będę mieć miecz zamiast ręki? To bezsensu... - skrzywiła się Avatar.

- Naprawdę? To powiedz mi dlaczego Fastra i Maninouix zrobili wasze podobizny zanim nastąpiła wasza przyspieszona ewolucja?

- To znaczy, że... Ta umiejętność pozwala powrócić... do pierwotnego stanu? - wyostrzył wzrok mężczyzna.

- Do pewnego stopnia tak. Zdjęcia zostały zrobione nie po to, aby było pamiątką, tylko ułatwieniem do szybkiego odkrycia swojego własnego Resurrección.

- A kiedy to nastąpi? - zniecierpliwiła się niebieskowłosa rekrutka.

- Może jutro... Zobaczymy jak będzie wam szło - pomyślała przez chwilę nauczycielka.

- A na czym polega, jeśli można się spytać? - zainteresował się tematem zakłopotany Enigma.

- A więc... Każde Zanpakutō ma własne imię. U nas to najczęściej nazwa formy, z której się wyewoluowało. Aby uwolnić Resurrección, trzeba również znać komendę uwolnienia i odpowiednią kombinację ruchów.

- Kombinacja ruchów? Komenda wywołania? Coraz więcej niewiadomych... - podrapała się po głowie lekko wystraszona Xada.

- Ale dzięki bodajże... Nelliel lub Gantenbainnego zdołacie to zrobić - pocieszyła dwójkę Manilia.

- No to na co czekamy?! Dalejże, trenujmy!! - krzyknęła zdeterminowana Xada wyraźnie chcąca zdobyć wiedzę o uwolnieniu Resurrección.

- Im szybciej to poznamy, tym mniejsza będzie u mnie nostalgia... I zażenowanie tym nowym ciałem - powiedział również zmobilizowany do działania Q’Rusu.

- W porządku! W takim razie zaczynamy od Cero! - uśmiechnęła się szeroko Manilia widząc determinację nowych członków 5. Pułku.

Po chwili nowi mający duży zapas energii i zapału zaczęła pilnie się uczyć wszystkich pierwotnych zdolności, jakie powinien znać Arrancar.

Epizod XXXI - Chikara

Następnego dnia przed placem treningowym stali dwaj Arrancarzy - Gantenbainne mający założone ręce wysłuchiwał Nelliel, która opowiada o wydarzeniach, które nastąpiły ostatniej nocy. Pogoda była w miarę pogodna z kilkoma większymi cumulusami, które od czasu do czasu zasłaniały promienie słoneczne. W końcu na miejsce dotarli rekruci, którzy wczoraj trenowali do późnych godzin nocnych byli lekko zmęczeni. Q’Rusu prostował kręgosłup a Xada nie mogła zamknąć buzi z powodu mocnego ziewania. Dzień wcześniej dostali nieźle w kość - na początku nic im nie wychodziło. Ciągle coś wybuchało im w rękach, polało się sporo krwi i kilka opakowań opatrunków i plastrów. Lecz w końcu udało im się przynajmniej w mniejszym stopniu opanować wszystkie sześć zdolności. Starsi koledzy z Pułku zauważywszy uczniów skończyli między sobą rozmowę i zwrócili swą uwagę na tęgie miny świeżaków. Pierwszy zaczął mężczyzna z afro:

- Coś wyście tacy bez życia?

- Dzień dobry... - głośno ziewnęła granatowłosa.

- Ledwo czuję swoje... kończyny... - kręcił lewym ramieniem Enigma w celu rozruszania go.

- Przynajmniej widać, że staracie się nie wypaść blado przed turniejem... - lekko uśmiechnęła się zielonowłosa.

- Ta... Chyba wcześniej odpadną nam ręce i nogi jak tak dalej pójdzie... - żachnęła Xada. Na te słowa, cała czwórka zaczęła się śmiać, aby trochę rozluźnić atmosferę i kilka chwil później, Nelliel z normalnym tonem głosu spytała się:

- W takim razie... Moglibyście zaprezentować wasze Cero?

- E... To jest ta duża czy małe... - podrapała się w głowę dawna Adjuchas.

- Duża, Xada... Duża - szybko odpowiedział Q’Rusu.

- Duża kula?! - uśmiechnął się szeroko ze zdumienia Mosqueda.

- Takie jej nazewnictwo pozwala szybciej ogarnąć umiejętności. Nigdy nie miała zdolności szybkiego zapamiętywania nowych nazw.

- A to ci numer... No ale do rzeczy... Który z Was chce się pochwalić?

- Dobra, dobra już wykonuje... - odparła dość pewnie Xada.

Dziewczyna spokojnie, bez pośpiechu podeszła do wyznaczonego miejsca otoczonego białą obwódką, skierowała się ku trochę zniszczonej półce skalnej i uniosła obie ręce naprzeciw celowi. Po kilku sekundach skupienia, przed dłońmi zaczęła tworzyć się ciemnoczerwona kula energii, która po chwili została wystrzelona. Po kontakcie nastąpił niezbyt wielki wybuch wyrzucając w powietrze niezbyt dużą ilość kurzu. Było jednak na tyle silne, aby pozostał po impakcie ślad krateru o średnicy około półtora metra. Avatar zobaczywszy efekt swojego treningu, szyderczo uśmiechnęła się, odwróciła się do kolegów i spytała się:

- No i jak? Nieźle jak na pierwszy dzień?

- Hm... Nie najgorzej... - podrapał się po brodzie Gantenbainne.

- Nieźle... Ale trzeba jeszcze nad tym popracować - rzekła neutralnie Nelliel.

Nie na takie odpowiedzi oczekiwała młoda członkini Pułku. Mając lekko otwartą szczękę nie mogła wykrztusić z siebie żadnego słowa. Po chwili Q’Rusu mając lekko zazdrosną minę stwierdził:

- Hehe... Ja wypadnę na pewno jeszcze gorzej... Cero jest dla mnie trudne do wykonania...

- Nie wierzę... Arrancar typu Vasto Lorde jest zazdrosny o Cero Arrancara typu Adjuchasa... Powinieneś ją bardziej przygnębić a nie pocieszać! - kompletnie się zdziwił dawny Privaron Espada w Hueco Mundo.

- A to niby dlaczego? Tu nie o moc chodzi, lecz dodanie otuchy... najbliższym - wzruszył ramionami fioletowłosy.

- No dobra. Zobaczymy jak wygląda twoje Cero - oparła się o najbliższą belkę Nelliel wyraźnie znudzona narzekaniem Mosquedy.

- Eh... Skoro tak mówisz...

Po tych słowach, Enigma stanął na miejscu, gdzie przed chwilą była jej pustynna siostra. Przyglądając się jeszcze nowemu śladowi na skalnej ścianie, która już była prawie serem szwajcarskim, zaczął powoli kumulować Reiatsu. Dłonie miał dość blisko siebie z prawej strony ciała i Q’Rusu zaczął tworzyć Cero, które było koloru kobaltowego. Po około minuty skupienia i kumulowania mocy, mężczyzna miał już skierować pocisk na ścianę, lecz w ostatnim momencie barwa zmieniła się na bardzo ciemny atrament, która kompletnie zaskoczyła trójkę obserwatorów. Enigma nie zauważywszy zmiany posłał Cero do celu. Po paru chwilach nastąpił wybuch dużo gwałtowniejszy i potężniejszy od poprzedniego wywołując całkiem mocny podmuch powietrza i zasłaniając na parę chwil pole widzenia. Eksplozja była widoczna z dobrych kilkunastu metrów. Zdezorientowana czwórka kaszląc i próbując rozrzedzić powietrze z zanieczyszczeń, w końcu ujrzała wynik końcowy.

- O jasna cholera! - krzyknął ze zdziwienia Mosqueda.

- Kurna... - opadła szczęka Xadzie na ziemię.

- Nie... możliwe - rozszerzyła wzrok Nelliel wyłaniając się za belki.

- Ale... jakim cudem? - nie mógł uwierzyć Enigma widząc zniszczenia.

Cero Q’Rusa wyrządziła niemałe szkody. W centralnej części ściany pozostał krater mający przynajmniej 7 metrów średnicy i głębokości około półtora metra, sąsiednie miejsca zostały dość poważnie uszkodzone, a do tego z góry sypały się okruchy skalne. Na miejsce „katastrofy” przybyła sama Tier Haribel wraz ze swoją „Fracción”, które chciały sprawdzić, co takiego dzieje się na placu treningowym. Gdy kolejna czwórka ujrzała przyczynę nagłej eksplozji, pierwsza wtrąciła się lekko przestraszona Apacci:

- Hej! Tylko nie rozwalcie nam tego miejsca, kurna!

- Wow! Całkiem niezła eksplozja, Nelliel! Chciałaś pokazać nowym jak powinno wyglądać Cero? - szeroko uśmiechnęła się Mila Rose poprawiając swoje długie brązowe włosy.

- No tak... Tobie tylko jedno w głowie... - skrzywiła się 7. Arrancar.

- Że niby co? Zazdrość cię zżera? - uśmiechnęła się złowrogo ciemnoskóra dziewczyna.

- Tia... I tak twoje Cero jest mniej efektowne niż Nelliel...

- Co powiedziałaś?!

- Nelliel-sama... dlaczego tak na nas patrzysz? - rzekła skromnie Sung-Sun w swoim charakterystycznym stylem mówienia.

- Właśnie, Nelliel... Co tutaj się wydarzyło? - spytała się Haribel widząc małe zamieszanie. W tym momencie nastąpiła dość krótka cisza przerywana kłótnią między Mila-Rose a Apacci. W końcu 2. Arrancar w 5. Pułku przerywając odparła:

- To nie byłam ja... To zrobił... Q’Rusu...

Ostatnie słowo kompletnie zatkało liderkę, Sung-Sun, a nawet dwie kłócące się panny, które od razu zamilknęły i wszyscy spojrzeli się na Enigma, który nadal nie mógł wyjść z szoku wywołanym przez niespodziewaną moc swojego Cero. W końcu Xada, która jako pierwsza pozbierała się podeszła do kolegi, klepnęła go po ramieniu i stwierdziła:

- Ty skurczybyku! Powiedz mi szczerze... Trenowałeś całą noc?!

- Ja... eeee... NIE SKĄD!!! - krzyknął wyraźnie przecząco Q’Rusu otrząsnąwszy się z letargu.

- To jak to do cholery zrobiłeś?!

- Ja... nie mam pojęcia.

- Wygląda na to, że Enigma jest o wiele potężniejszy niż sądziliśmy... - odparła Tier przyglądając się zniszczeniom.

- To... Co robimy dalej? Trenujemy tak jak zwykle czy... - spytała się Nelliel.

- Ja zastąpię Mosquedę i będę kontrolować Enigmę w czasie uwalniania Resurrección - szybko odpowiedziała liderka Pułku zaskakując pozostałych zgromadzonych.

- Że co proszę? A to niby dlaczego? - zdziwił się Gantenbainne.

- Ponieważ możesz nie dać rady powstrzymać wybuchu Reiatsu Enigmy.

- Ale to przecież JA jestem naturalnym Arrancarem i bez żadnej pomocy odblokowałem swoje uwolnienie katany...

- Tak, ale ja mam techniki defensywne a Twoje Resurrección jest dość... destrukcyjne...

- Skoro tak mówisz, Haribel-sama... Nie będę dalej dyskutować - powiedział po kilku chwilach namysłu.

- W porządku. Nelliel, ty zajmiesz się Avatarem w czasie ich pierwszego uwolnienia - stanowczo powiedziała Tier do zielonowłosej.

- W porządku. I jak gotowi? - zwróciła się Nelliel do rekrutów, którzy nadal nie mogli się nadziwić skali zniszczeniom spowodowaną przez Cero Q’Rusa.

- Ch... yba tak, co nie? - odparła Xada.

- Tak, oczywiście... Kiedy zaczynamy? - podrapał się po głowie fioletowłosy mężczyzna.

- Za dziesięć minut przed moją siedzibą. Będziemy mieli przed sobą ciężkie godziny... - odpowiedziała żółtowłosa kobieta, po czym zniknęła z pola widzenia pozostałym.

Po tym zdaniu, reszta członków Arrancarów zaczęła dyskusję dotyczącą ewentualnym zmianom w kolejności numerów Arrancarów w 5. Pułku.

Epizod XXXII

Kilka dni później, godzina 8.00.

Niedaleko pod wzgórzem Sōkyoku znajdowało się kilka aren, trybuny oraz pomniejsze budynki a wśród nich kręcili się ludzie ze wszystkich oddziałów oraz spora liczba gości i stałych sympatyków corocznego święta Kanjō no Chōtei Hōden. Trwający około trzy dni w zależności od ilości uczestników i długości pojedynków festiwal ma ściśle określony harmonogram. Na początku wszyscy oddają hołd wszystkim poległym w czasie wojny z Vandereich, a następnie są wybierane pary na zasadzie eliminacji – typu 1/16 finału, 1/8, ćwierćfinały, itd. Po ogłoszeniu zaplanowanych potyczek jest rozgrywana coroczna rywalizacja między Kyūseishu – Ichigo Kurosakim a jego największym obecnie żyjącym rywalem – Arrancarem Grimmjowem Jaegerjaquezem. A pod koniec dnia jest rozpoczęcie głównych zawodów w postaci jednej potyczki. Jednak same święto nie żyje tylko walką – organizowane są także różne konkursy na sprawność, siłę czy spryt. W tych przypadkach liczy się tylko dobra zabawa i zawiązywanie przyjaźni. Ponadto wszyscy spotykają się w tym miejscu, aby porozmawiać o sprawach obecnych, powspominać dawne czasy czy zawiązywać nowe znajomości. Prawie wszyscy się tutaj znają – za wyjątkiem dwóch nowych członków 5. Pułku – Q'Rusu Enigmy i Xady Avatara, dla których to jest pierwsza edycja pod względem samego wydarzenia jak i pojedynku. Początkowo byli lekko zdezorientowani pod względem dużej ilości ludzi, gdyż dawniej widywali bardzą małą liczbę istot a w ostatnim czasie poznali tak dużą ilość postaci, że już z tym „fenomenem” się oswoili. W dodatku nie byli oni sami – cały ich rodzimy oddział był obecny na miejscu i tłumaczyli im, kto kim jest i kogo powinni poznać czy odkryć. W pewnym momencie Kapitan Głównodowodzący – Byakuya Kuchiki rozpoczął festiwal poprzez odgłos gongu i wypowiedzeniu kwestii:

- Witam wszystkich bardzo serdecznie na otwarciu 25. Kanjō no Chōtei Hōden, gdzie jak co roku…

- Za chwilę trzeba będzie zachować dwie minuty ciszy, aby uczcić pamięć poległych. - szepnęła Fastra do nowych rekrutów.

- W porządku. Widać, że bardzo starają się o pamięć innych – uznał z szacunkiem Q'Rusu.

- Początkowo było to dla Nas troszeczkę dziwne, ale później przyzwyczailiśmy się do tego. Po kilku minutach przemówień i po odczekaniu ciszy, kapitan uderzył kilka razy w duży miedziany gong, aby oficjalnie otworzyć święto. Po chwili pojawił się zastępca kapitana – Eiji Okamura w towarzystwie kilku Shinigami ze szklanymi kulami z piłeczkami, po czym ogłosił:

- Witam wszystkich zgromadzonych! Za chwilę wylosujemy pary do wielkiego turnieju. Ale zanim rozpoczniemy, wyjaśnię zasady obowiązujące w potyczkach.

Po chwili wyciągnął kawałek papieru, chrząknął i zaczął czytać:

- Pojedynki będą rozgrywane na specjalnych arenach otoczonych specjalną powłoką w celu zabezpieczenia widzów. Każdy z uczestników może korzystać ze wszystkich znanych mu technik za wyjątkiem aktywacji form: Bankai, Resurrección – Secunda Etapa oraz Quincy: Vollständig i technik z nimi związanymi. Wygrywa ta osoba, która znokautuje przeciwnika na 10 sekund lub dwukrotnie unieruchomi go na 5 sekund…

- Można spokojnie nawet zabić przeciwnika, gdyż arena posiada specjalną powłokę, która niweluje śmierć. - wtrącił się Maninouix stojący obok Xady.

- Aha… Czyli będziemy tak czy siak „martwi” na dzień dobry – prychnęła dziewczyna.

- W tym roku będzie największa ilość uczestników – w sumie jest ich 32! W tym trzech Arrancarów, 1 Quincy oraz trzech gości spoza Seireitei. - kontynuował Eiji.

- Będzie się działo… I to bardzo. – stwierdził Q'Rusu. - … W tym roku oprócz stałych bywalców, mamy także pięciu nowych. Są to: Sachiko Kurosaki – członkini 3. Kwartetu, Rieko Shaoling – wicekapitana 2. Oddziału, Q'Rusu Enigma i Xada Avatar – 11. i 12. Arrancara z 5. Pułku oraz uwaga! Kapitana 8. Oddziału, Shunsuia Kyōraku!

- Kapitana?! To oni mogą uczestniczyć? - zdziwiła się Xada.

- Przypadkiem nie zapomniałaś o Abaraiu? Przecież jest kapitanem a do tego ma największą liczbę zwycięstw – odpowiedziała jej lekko zdziwiona Fastra wpatrując się w adepkę.

- A… Ano tak… Zapomniałam…

- Pora na losowanie par! - ogłosił uroczyście wicekapitan 1. Oddziału. Po tych słowach pozostali Shinigami stojący obok „maszyn losujących” zaczęli swoją część zadania – kręcenia piłeczkami oraz zapisywania par. Po chwili jeden z nich wyciągnął kulę, otworzył ją, wyjął małą karteczkę z napisemi i po chwili głośnio i wyraźnie przeczytał:

- Q'Rusu Enigma.

Na tą wieść, 11. Arrancar był lekko zaskoczony, że tak szybko zostanie wylosowany, ale żeby nie zdradzić siebie nie zareagował ciałem na tę wieść. W tłumie wszyscy zaczęli się rozglądać, jak wygląda wyczytana postać, a Xada była zaciekawiona, z kim może mieć pojedynek. Nie musiała długo czekać, gdyż po chwili usłyszała odpowiedź losującego:

- A jego przeciwnikiem będzie… Junko Komatsuzaki! O to pierwsza para!

W tłumie trwała już dyskusja o sile pojedynku, natomiast w obozie Arrancarów było nadzwyczaj spokojnie. Po chwili Q'Rusu zaciekawiony przeciwniczką, spytał się:

- Kim jest ta… Junko?

- Członkini 7. Oddziału, chyba jest 5. porucznikiem jak dobrze pamiętam, ma czasami przebłyski w umiejętnościach, ale niezbyt ma duże szczęście do zawodników. - odparła Haribel ze stoickim spokojem.

- Ma aż takiego pecha?

- Startowała chyba 6 razy i tylko raz kogoś na początku pokonała… - rzekł Gantenbainme drapiąc się po głowie. - Ale według mnie, powinieneś wygrać.

- No dobra…

Minęło kilkanaście sekund, aż w końcu mężczyzna wyczytał imię Xady, która na ten słowa ożywiła się przez długotrwałe oczekiwanie. Była to 14. para, więc miała prawo być lekko przynudzona wsłuchując się we wszystkie nazwiska uczestników. Po chwili Shinigami wyczytał przeciwnika:

- Xada Avatar zmierzy się z Mayumi Meteniko! Pora na parę numer piętnaście…

- A ja kogo mam? - spytała się zaciekawiona granatowłosa dziewczyna.

- No cóż… - rzekła Franceska słysząc przeciwniczkę koleżanki – jest ona bardzo nieprzewidywalna i potrafi zajść za skórę…

- Czemu tak trwierdzisz?

- Pewnie dlatego, że raz została przez nią pokonana w tamtym roku! - rzekła spokojnie Sung-Sun.

- Dostała takie manto, że nie mogła się pozbierać! - głośnio wtrąciła się Apacci.

- Tak, tak… Dostałam i tyle… Przynajmniej wytrzymałam DŁUŻEJ od ciebie! - odszczęknęłą Franceska.

- Że jak!?

- Spokój. - uspokoiła całą trójkę Haribel, po czym odparła: - Mayumi nie jest Shinigami, choć posiada takie zdolności, a do tego należy do klanu Meteniko, którzy w sztuce walki są całkiem nieźli. Potrafią dokopać niejednemu Shinigami czy nawet Arrancarowi. A ta dziewczyna może być nawet najlepsza w historii…

Na tą wieść Xada była lekko wyblakła i troszeczkę zszokowana wiadomością, że ma tak „niepozornie” mocną przeciwniczkę. Q'Rusu chciał coś od siebie dodać, lecz nagłe usłyszał głos Eijiego, który ogłosił:

- Mamy już wszystkie pary! I z tej okazji mam z radością ogłosić, że będzie jeszcze jedno, specjalne głosowanie!

Na tą wieść tłum był lekko zaskoczony, bo nigdy wcześniej nie było dodatkowych losowań, zwłaszcza jeśli chodzi o sam początek turnieju. Gdy ludzie zaczęli dość głośno szeptać między sobą, „mistrz losowań” sprostował swoją wypowiedź:

- To ze względu na rekordową ilość par. Teraz wybierzemy 2. określone pary i ta osoba, która wygra w tej parzy, otrzyma specjalny przywilej – będzie mógł później szybciej wygrać swoją potyczkę POPRZEZ... - zaznaczając ostatnie słowo: - jednokrotne unieruchomienie przeciwnika bądź znokautoanie go na 5 sekund!

Po tych słowach z tłumu wybrzmiał aplauz po czym z drugiej kuli zaczęto losować dwie szczęśliwe pary. Kilkanaście sekund później wyciągnięto dwie czerwone kule, a po otwarciu ich, Okamura rzekł:

- Wylosowane liczby to… Para numer 13. - Shunsui Kyōraku i Taizo Mori!

- A niech to szlag! - przewróciła się na plecy Xada słysząc dość bliski numer łapiąc się za głowę.

- Oraz… Para numer 1! Q'Rusu Enigma kontra Junko Komatsuzaki!

Na tę wiadomość, Q'Rusu będąc opierty się o najbliższy słup, rozszerzył swoje oko i lekko otworzyła mu się buzia a w obozie 5.Pułku zabrzmiał mocny, pozytywny entuzjazm. Nawet Xada słysząc to, od razu się pozbierała i pogratulowała szczęścia przyjacielowi.

- Masz farta, przyjacielu!

- Tak… Zobaczymy jak to dalej się potoczy…

Po chwili wicekapitan 1. Oddziału na koniec odrzekł, że pojedynek otwarcia między Ichigo a Grimmjowem, rozpocznie się za dwie godziny, po czym zszedł z platformy znikając z pola widzenia. Wszyscy zgromadzeni przy miejscu losowań, zaczęli obstawiać zwycięzców pojedynków oraz mistrza 25. edycji pojedynku. Natomiast przy uczestnikach rozpoczęto mobilizację przed pierwszym pojedynkiem, który ma się odbyć w okolicach godzin wieczornych.

Epizod XXXIII

Wkrótce

Najciekawsze zdania

Aby zobaczyć, kliknij "Rozwiń".

Ale... gdy ich zjemy, to kto będzie o nich pamiętał, że kiedyś istnieli?

Q'Rusu do Xwadaxa o pokonanych Quincych[1]

ŻE KURNA JAK??!! Jak śmiesz porównywać nas do tych marnych istot??!! Ja jestem Adjuchasem a mój kolega to Vasto Lorde... Trochę szacunku, KOBIETO!!!

— Xwadax do Rukii Kuchiki o określeniu nt. Hollowów[2]

Nie jesteśmy barbarzyńcami, pomimo naszego wyglądu i nie zabijamy bez powodu. Więc proszę, odłóż broń i porozmawiajmy jak cywilizowane istoty duchowe...

— Q'Rusu do Rukii[2]

Kolejni kretyni, którzy nie rozróżniają Adjuchasa od porąbanych pustaków!!!

— Xwadax do Ichigo Kurosakiego i Renjiego Abaraia[3]

Tak... Herbaty nie zdążyłem im zrobić, Q’Rusu...

— Xwadax do Q'Rusa, który ochronił go przed śmiercią[4]

No to przed wami stoi skamielina...

— Do Ichigo Kurosakiego o sobie po usłyszeniu kwestii "ostatni Vasto Lorde"[4]

Przez kogo została uratowana? Pierwszy raz widzę taki typ opatrunków. Jeden niewłaściwy ruch, a mogę zrobić Kuchiki jeszcze większą krzywdę...

— Retsu Unohana o stanie Rukii[5]

Aż przypadkowo ja znalazłem obok beczki jakąś karteczkę z instrukcją dotyczącą „parzenia liści” za pomocą wody, która była w owej beczce. Po jakimś czasie i ogrzaniu całej wody z roślinami spróbowaliśmy i stwierdziliśmy, że jest całkiem niezła, ale... była dla mnie ZA GORZKA!!

— Xwadax do Tier Haribel o piciu herbaty[6]

Jasne... Zobaczymy za kilka dni jak nasze żółtodzioby będą mocne, kiedy przejdą na nasz poziom...

— Grimmjow Jaegerjaquez o nowych członkach 5. Pułku[7]

Jesteśmy połączeni z przeszłością i teraźniejszością innych ludzi. Każdą zbrodnią i aktem dobroci tworzymy własną przyszłość.

— Jeden z cytatów z pamiętnika Adama Rzegnicowskiego[8]

Wiem no... Ciekawa jestem, gdzie tym razem znajdę nauczyciela, kiedy będzie popijał sobie sake.

Rei-Fēng do Suì-Fēng o Shunsuim Kyōraku[8]

Hōgyoku... Cholernie potężna rzecz, która nie powinna wpaść w niepowołane ręce... O dziwo w jaki sposób ci Quincy mogli o nim wiedzieć...

— Fastra o Hōgyoku[9]

Niezależnie od wyglądu, kształtu czy usposobień, to powinno się pamiętać o takich rzeczach, abyśmy mogli znaleźć odpowiedzi na to, kiedy będziemy mieli jakieś dylemat o swoim wyglądzie czy pochodzeniu

— Q'Rusu o swoim wyglądzie[10]

O rany... Tak to będziemy cały miesiąc o tym rozmawiać! Waląc prosto z mostu... Ja jestem ich córką!!

Sachiko Kurosaki odpowiada Rukii o swoim pochodzeniu[11]

Spróbuj przynajmniej porozmawiać ze swoim Zanpakutō, czasami dusze mocno związanych ze sobą dusz wymieniają między sobą informacje.

— Retsu Unohana do Suì-Fēng[12]

Właśnie. Czasami na nas mówią... Damski Oddział!

— Karin Kurosaki o swoim Oddziale w Soul Society[13]

Matka ciągle tak gada... Nie jest proste, to skomplikowane, to złożony proces... blablabla... Może ci pomogę rozwiać kilka niejasności?

— Rei-Fēng o swojej matce[14]

Aha... Ale wiedz, że on mnie nie pociąga i nie będzie!

— Rukia zapytana przez Renjiego o Q'Rusa[14]

Cholerne ciała z niedogodnościami...

— Q'Rusu o swoim i "Xwadaxa" nowych ciałach[15]

Może się boję, ale jeśli przetrwaliśmy 25 lat sami w istnym piekle, to co stoi nam na przeszkodzie, abyśmy skopali parę tyłków roztargnionym członkom Gotei?

— Xada do Q'Rusu[16]

Odniesienia

  1. Prolog
  2. 2,0 2,1 Epizod I
  3. Epizod II
  4. 4,0 4,1 Epizod III
  5. Epizod V
  6. Epizod VII
  7. Epizod VIII
  8. 8,0 8,1 Epizod X
  9. Epizod XII
  10. Epizod XIII
  11. Epizod XIV
  12. Epizod XXIV
  13. Epizod XXV
  14. 14,0 14,1 Epizod XXVI
  15. Epizod XXVII
  16. Epizod XXIX

Porównania mangi do fanowskiej opowieści

Aby zobaczyć, kliknij "Rozwiń".

W mini-serii Kroniki Kyūseishu występują kompletnie inne wydarzenia niż te ukazane w mandze lub są podobne, więc uwaga na możliwe spoilery!

Różnice

  • Retsu Unohana u mnie nadal ma się dobrze a w mandze ginie po walce z Zarakim Kenpachim w Muken
  • Zarówno 1. i 11. Kenpachi są ciężko ranni w barakach 4. Oddziału, natomiast normalnie Zaraki odnosi niewielkie obrażenia, a Retsu patrz wyżej
  • Brak wglądu do walki Ichigo i Renjiego z Asauchi
  • Renji pokonuje je w ciągu dnia a Ichigo uwalnia się w cztery dni, natomiast oryginalnie po trzech dniach Abarai pokonuje je w przeciwieństwie do Ichigo
  • Nimaiya naprawia Zanpakutō Ichigo, a normalnie wysyła Zastępczego do "domu"
  • Czas pobytu w Reiōkyū trwa kilka miesięcy, a normalnie prawdopodobnie 3-4 dni
  • Ichigo poznaje historię ojca częściowo od swoich krewnych i w swoim domu od głowy rodziny a oryginalnie od ojca w Karakurze
  • Wraz z ojcem Ichigo w czasie wyjaśniania historii przybywają Uryū i Ryūken, a normalnie nie ma takiego miejsca w mandze
  • Isshin poznał Ryūkena, Masaki w Karakurze a w powieści Quincy w Soul Society
  • Isshin znał Sōkena w Soul Society, oryginalnie prawdopodobnie nie spotkał go
  • Isshin Shiba wcześniej przybywa do Karakury niż Urahara - 9 lat przed akcją "Odwrócenie wahadła", a normalnie Urahara wcześniej przybywa do Świata Ludzi o około 100 lat
  • Isshin uratował Masaki w Soul Society, a w mandze było na odwrót i w Karakurze
  • Akcja ratowania Masaki dzieje się w XIX wieku na Ziemi, a w mandze ok 9-10 lat przed śmiercią matki Ichigo
  • Sōken, Ryūken i Masaki żyli w Soul Society a normalnie mieszkali w Karakurze
  • Hollow Ichigo pochodzi prawdopodobnie od White'a - eksperymentalnego Hollowa z mocą Shinigamiego stworzonego przez Sōsuke Aizena, a w powieści jego pochodzenie jest nadal nieznane
  • Uryū Ishida przyłącza się do grupy Wandenreich, a w powieści idzie do Soul Society wraz z ojcem Ryūkenem.
  • Okazuje się, że Zangetsu to Yhwach z czasów młodości a w opowieści jego status jest niezmienny/nieznany.
  • Senjumaru Shutara oryginalnie tworzy specjalne ubrania dla Shinigami a w powieści ma bardziej zaawansowane laboratorium od Mayuriego
  • Ōsho Ijiri oryginalnie nazywa się Ichibei Hyōsube
  • Tatsuki, Keigo i Mizuiro otrzymują od Kyōraku bilety duchowe do Soul Society, a w opowieści Tatsuki zostaje zmuszona do podróży do świata Shinigami, natomiast Keigo i Mizuiro giną w wyniku wybuchu bomby duchowej
  • Druga inwazja nadeszła przed przybyciem całej czwórki do siebie a normalnie brak informacji o następnej inwazji
  • Urahara przybywa do Soul Society z Hueco Mundo a tutaj z Karakury
  • Inoue i Chad w mandze przybywają w Hueco Mundo a w opowieści giną w Karakurze.
  • Rukia i Renji wracają pierwsi do Soul Society, następnie Ichigo rusza za nimi, a Byakuya zostaje w Wymiarze Królewskim, a tutaj wszyscy wracają jednocześnie do SS

Podobieństwa

  • Isshin Kurosaki oryginalnie miał na nazwisko Shiba i był kapitanem 10. Oddziału
  • Masaki Kurosaki była sierotą (jako ostatnia ze swojej rodziny)

Ciekawostki dotyczące opowieści

  • Cytaty Xwadaxa i Q'Rusa dotyczące herbaty są analogią do zwyczaju podawania napoju przez Aizena Sōsuke w czasach, kiedy sprawował władzę w Hueco Mundo.
  • Akon w mandze nie ma jeszcze ujawnionego nazwiska.
  • Shino w mandze nie ma jeszcze ujawnionego nazwiska.
  • Juhabach (oryginalnie nazywa się Yhwach) w mandze nie ma jeszcze ujawnionego nazwiska.
  • Tytuł rozdziału XXXI - Chikara (力) oznacza moc.

Ciekawostki dotyczące autora

  • Autor nie jest "orłem" z języka polskiego.
  • Nazwisko Q'Rusa to także ulubiony zespół muzyczny - Enigma i jest również nieodmienne.
  • Przyjęte nazwisko Xwadaxa - Avatar nawiązuje do filmu J. Camerona pod tym samym tytułem.

Notki od autora

To moje drugie opowiadanie, które przedstawia moją wizję końca Bleacha oraz ostateczny los bohaterów.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki