FANDOM


Twórcą tego artykułu jest użytkownik: Sasha-chan
Jest on zatem właścicielem artykułu i nikt inny nie powinien edytować tego artykułu, chyba, że poprawia błędy lub został upoważniony do edycji przez właściciela.


Siła uczuć- jest to opowiadanie o sile uczuć, które każdy ma w sobie. O miłości, przyjaźni, więzach rodzinnych i o nieoczekiwanych zwrotach akcji, których nie potrafimy zgłębić. To wszystko kryje się w naszych sercach. Czy potrafimy choć trochę z nich odkryć...?

Drogi Użytkowniku czytasz na własne ryzyko:

-Treści tu zawarte (niektóre) są powiązane z mangą, jeżeli nie jesteś z nią na bieżąco, lepiej nie psuj sobie zabawy.

-Niektóre wyrażenia zawarte w tekście uchodzą za niecenzuralne.

-Niektóre wątki mogą się nie zgadzać z oryginalną fabułą

RozdziałyEdytuj

PrologEdytuj

Słońce padało na moją twarz, czułam się świetnie. Nic mnie nie bolało, nigdzie mi się nie spieszyło, nie miałam nic do zrobienia w związku z Oddziałem, po prostu wolny dzień.

-Tomoko wstawaj, pobudkaaa!- od razu poznałam, że to Aki, mój brat. Nikt inny o tak wczesnej porze nie przychodzi do mojego domu i nie drze się jak wariat, żebym wstała.

-Hadō 1. Shō (Droga Zniszczenia numer 1 Uderzenie)- rzuciłam zaklęciem w brata. O dziwo trafiłam, powodując u niego cofnięcie się o krok oraz śmiech.

-No no siostrzyczko widzę, że trenujesz Kidō, powiem Ci, że nie było tak źle. Trafiłaś mnie i zmusiłaś do cofnięcia się o krok. Jeżeli potrenujesz tak jeszcze z 10lat, to może nawet uda Ci się użyć Hadō 31. Shakkahō (Droga Zniszczenia numer 31 Działo Czerwonego Ognia) bez wybuchnięcia Ci w twarz podczas mówienia inkantacji- śmiał się dalej.

-Jeżeli Ty nauczysz się Hakudy to ja nauczę się Kidō- powiedziałam ze złośliwym uśmiechem, wstając z materaca. Zwinęłam go i postawiłam pod oknem (nigdy go nie chowałam, uważałam to za stratę czasu). Akiemu zrzedła mina, ale nic nie powiedział.

-Co Cię do mnie sprowadza? Bo wątpię, żeby to była towarzyska wizyta.

-Mam Ci do przekazania wiadomość od taicho- rzekł z powagą Aki. Z mojej twarzy zszedł złośliwy uśmiech, w mgnieniu oka stałam się poważna.

-O co chodzi?

-Vandenreich- po tym słowie poczułam się jakbym dostała obuchem w głowę, a brat dalej kontynuował.

-Mimo tego, że masz wolny dzień taicho prosi, żebyś była w ciągłej gotowości.

-Nie ma sprawy- odparłam -Coś jeszcze?

-To wszystko. Do zobaczenia siostrzyczko.

-Do zobaczenia- brat użył Shunpo i po chwili już go nie było. "Pięknie się zaczął dzień nie ma co"-uderzyłam pięścią w pobliską ścianę. Wiedziałam, że nic dobrego z tego nie wyniknie...

Rozdział 0 - HistoriaEdytuj

Biegałam po otwartym terenie wokół domu ubrana w dziecięce kimono. Chciałam trochę potrenować walkę na miecze albo chociaż na noże, ale mama zabrała mi wszystkie i schowała. Mieliśmy mieć dzisiaj gości, dwóch kapitanów z Gotei 13, więc chciała, żeby jej dziecko, te które zawsze najbardziej jest pobijane, tym razem dobrze się prezentowało, mimo tego, że to miała być tylko wizyta towarzyska. Zaczęłam gonić się z bratem. Aki jak zawsze starał się uciec, a ja go łapałam. W momencie, gdy mi się to udało wpadliśmy na białowłosego kapitana i jego przyjaciela, kapitana w sakkatcie i kwiecistym, różowym kimonie.

-Ohayō gozaimasu - powiedziałam w tej samej chwili co mój brat i schyliliśmy głowy.

-O czy to nie Tomoko-chan i Aki-chan, yare yare. Jak wy szybko rośniecie - powiedział kapitan w kimonie, a białowłosy tylko się uśmiechnął.

-Ohayō Kyōraku Ukitake - zawołali moi rodzice, którzy znaleźli się w połowie drogi od nas. Użyłam shunpo, podchodząc do nich, wzięłam rodziców za ręce i momentalnie przeniosłam do gości.

-To było Shunpo? - powiedział ze zdziwieniem białowłosy kapitan.

-Hai Ukitake, nasza mała Tomoko jest bardzo uzdolniona - powiedział ojciec z dumą i pogłaskał mnie po włosach. Uśmiechnęłam się do niego. Wiedziałam, że Akiemu zrobiło się smutno, gdyż dopiero uczył się Shunpo i posługiwał się nim niezbyt sprawnie. Podeszłam do niego i przytuliłam (od zawsze byłam bardzo uczuciowa w stosunku do bliskich mi osób).

-Aki też umie Shunpo, tylko dzisiaj nie jest jego dobry dzień. - powiedziałam ściskając brata, który odwzajemnił się tym samym.

-No no, Shum Fujiko macie bardzo zdolne dzieci- brązowowłosy kapitan kucnął tak, że jego oczy były na poziomie naszych i spojrzał na nas swoim przenikliwym wzrokiem.

-Będą dobrymi Shinigami.

-Już im tak nie schlebiaj, mają zamiar zostać Shinigami, a jak będą za bardzo wierzyć w swoją siłę, staną się pyszni, czego staramy się uniknąć. - wyraz twarzy mamy był wręcz komiczny, z jednej strony cieszyła się, że ktoś docenia jej dzieci, z drugiej martwiła się, że teraz będziemy mieli zbyt wysokie mniemanie o sobie.

-Komplement od czasu do czasu im nie zaszkodzi.

-Wierz mi Ukitake, Aki i Tomoko dostają raz na jakiś czas komplementy - widać było, że ojciec cieszy się, z rozmowy na nasz temat.

-Kiedy nasze drogie maluchy postanowią iść do Akademii? - zwrócił się bezpośrednio do nas białowłosy gość.

-My już chcemy, ale rodzice nie chcą - powiedział mój brat z buntowniczą miną. Co spowodowało śmiech wśród czwórki dorosłych.

-Przyjdzie na was czas. - mama była pewna swoich racji. Nie miała jednak pojęcia, że ten czas przyjdzie tak szybko...

Rozdział 1 - Nowe życie (Coś się zaczęło, coś się skończyło)Edytuj

Obudziłam się w środku nocy, cieszyłam się, że moja rodowa rezydencja położona jest daleko od serca Seireitei, gdzie znajdują się koszary Gotei 13, panowała tam straszna pożoga po śmierci Yamamoto, my Shinigami nie mogliśmy się otrząsnąć z szoku i żalu. Niektórzy próbowali się pozbierać, jakoś do kupy w grupach inni samotnie. Ja akurat musiałam wrócić do moich rodzinnych włości, gdyż nie czułam się na siłach po tym co zobaczyłam, po tych emocjach, które temu towarzyszyły, a miałam jeszcze obowiązki z tym związane. Ginrei Kuchiki-sama kazał mnie, Akiemu i dwójce naszych przyjaciół znaleźć ciało Yamamoto, przy pomocy Kidō (dla mojego brata i przyjaciela) nie było to trudne (ja i przyjaciółka byłyśmy tylko od eskorty), ale po odnalezieniu ciała staruszka, byłam pewna, że nigdy więcej w życiu nie chcę czegoś takiego oglądać.

A teraz w środku nocy, po przybyciu Straży Królewskiej, która zabrała, do Pałacu Króla Dusz, taicho 6. Oddziału oraz fukutaicho 6. i 13. Oddziału, którzy byli moimi uczniami, poczułam się jeszcze gorzej.

Wiedziałam co mnie obudziło, słyszałam dźwięki dochodzące z pokoju, w którym złożyliśmy ciało (oczekiwało pochówku gdy tylko Gotei 13 się trochę pozbiera). Wstałam lekko i po cichu przeszłam przez mój pokój. Nie wyczułam żadnego Reiatsu, a dźwięk się nie powtórzył. "Pewnie Hikari-chan i Miyako-san się tam kręcą” - z lekkim uśmieszkiem pomyślałam o starszej kobiecie i jej młodej córce, które opiekowały się rodową rezydencją. Hikari-chan była ode mnie młodsza, a Miyako-san odpowiednio starsza, ale jednocześnie młodsza od moich nie żyjących już rodziców (którzy swego czasu również byli Shinigami). Spojrzałam na moje Zanpakutō. Hōō (Feniks) leżał spokojnie razem z moim uniformem. „Pamiętaj córko, jeżeli masz do wyboru zabicie lub zostawienie przy życiu osoby, która poddała się w walce, zostaw ją przy życiu i weź ze sobą. Wtedy poznasz tajemnicę siły uczuć.” – podeszłam i położyłam na nim rękę.

– Pamiętam matko – szepnęłam. – Musiało Ci chodzić o uczucia miłości i nienawiści bo inne nie są tajemnicze. – przebrałam swój nocny strój na uniform, za obi włożyłam Zanpakutō . Swoje długie, za łopatki, blond włosy rozpuściłam i wybiegłam z rezydencji. Poruszałam się szybko, ale cicho by nie zbudzić opiekunek, które już pewnie udały się na spoczynek.

Od wczesnego dzieciństwa uwielbiałam nocne spacery, dzięki nim zawsze się uspokajałam i mogłam zebrać myśli, nawet powtarzając tą samą czynność za każdym razem, gdy czułam się skołowana, przez te wszystkie lata, nie wydawała mi się rutynowa, tylko nowa, bo dzięki niej, za każdym razem inaczej zapatrywałam się na życie, na moje kolejne problemy, czy też przyjemne sprawy. Biegnąc, wzdłuż terenów należących do mojej rodziny, przypominałam sobie moje dzieciństwo. „Ukitake-Ojisan (Wujku Ukitake) zobacz ulepszyłam swoje shunpo, teraz jestem jeszcze szybsza!” – wołałam radośnie do białowłosego kapitana. „Kiedyś Ojisan, a teraz przyjaciel i mój taicho.”-pomyślałam z uśmiechem. Wiedziałam, że niezależnie od tego co się stanie, mam przyjaciół, którzy zawsze mi pomogą. Nagle uderzyło mnie dobrze znane mi Reiatsu.

-Hisbak!- krzyknęłam, gdyż byłam już na otwartym terenie i nie musiałam się martwić, że kogoś obudzę.

-Shiroi-sensei - Hisbak pojawił się przede mną, przyklęknął na jedno kolano i schylił głowę.

-Wstań, prosiłam Cię, żebyś tak do mnie nie mówił. Twoi rodzice powierzyli mi Ciebie, opiekę nad Tobą, w razie ich śmierci bądź nie możności w zajmowaniu się Tobą. Mów do mnie po imieniu albo ciociu.

-Nie mogę Sensei, darze Cię szacunkiem, dlatego nie mógłbym inaczej się do Ciebie zwracać.

-Hisbak, Hisbak - powiedziałam kręcąc głową. -Wstań - wstał i podniósł głowę, a wtedy po raz kolejny uderzyło mnie, jak bardzo jest podobny do swojego ojca jak również rzuciły mi się w oczy cechy, które miał po matce, w szczególności te piękne oczy, fioletowe z niebieską domieszką.

-Twój ojciec jest poważnie ranny, więc nie może się Tobą zajmować. - powiedziałam

-Wiem. - wyczułam w jego głosie smutek. -Więc teraz Ty sprawujesz nade mną pieczę Shiroi-sensei.

-Tak masz rację. Więc moje pytanie brzmi: Co tu robisz?

-Nie mogłem zasnąć, martwię się stanem ojca.

-Hisbak, Twój ojciec jest pod najlepszą opieką jaka tylko może być, więc szybko wróci do zdrowia.

-Nie wątpię Sensei.

-Taki młody, a taki smutny- przygarnęłam go do siebie i przytuliłam. Był ode mnie niższy, jego głowa była na poziomie mojej szyi.

-Pamiętaj, że nigdy nie będziesz sam, masz nie tylko mnie, masz przyjaciół i rodzinę. - mówiłam to głaszcząc jego długie, czarne jak atrament włosy. Hisbak miał głowę odwróconą w prawą stronę widziałam, że zamknął oczy i czułam jak drży. Przytuliłam go mocniej obejmując jego ramiona.

-Hisbak-chini - po tych słowach otworzył oczy i zobaczyłam w nich zdziwieni i cień strachu, zrobił krok w tył, ale nie wzięłam rąk z jego ramion.

-Sensei - mówił z lekkim przestrachem. -Dawno tak do mnie nie mówiłaś

-Masz rację, różnie zwracam się do osób sobie znanych uzależnione jest to od danej sytuacji. Twój ojciec to wie, ale sądząc po Twojej minie, nie mówił Ci o tym. Czego się boisz?

-Dziwnie się czuje, gdy tak do mnie mówisz Sensei, ojciec opowiadał mi, że matka tak się do mnie zwracała.

-Jeżeli chcesz, możesz traktować mnie jak matkę, nie chcę Ci jej zastąpić, ale być kimś do kogo możesz zwrócić się w potrzebie.

-Już tak Cię traktuję Sensei - opuściły go wszystkie emocje, wyczułam to i w jego Reiatsu i w postawie. Tym razem sam przytulił się do mnie.

-Arigatō Sensei, jesteś dla mnie prawdziwą opoką cieszę się, że Cię mam - widziałam, że płacze.

-Podziwiam Cię uczniu, potrafisz okazywać uczucia, nie pamiętam już, kiedy ostatnim razem ja tak je okazywałam.

-Sensei Ty kiedyś płakałaś?

-Jak byłam młodsza to nie raz… - uśmiechnęłam się ironicznie -Płakałam zawsze, gdy czułam się bezsilna wobec niesprawiedliwości, gdy umierali moi młodzi przyjaciele, a ich rodzice i dziadkowie żyli długo po nich. Kiedy na misji ginęły osoby kompetentne i silne, a młokosy przeżywały. Kiedy śmierć zbierała żniwo w mojej rodzinie, a ja nie mogłam z tym nic zrobić. Łzy zawsze była dla mnie oznaką bezsilności, więc uznałam, że gdy przestanę płakać przestanę być bezsilna, ale to tak nie działa. Straciłam tylko możliwość okazywania uczuć w najprostszy sposób, ale wiem, że on nie był dla mnie. Ty Hisbak jesteś młody, nie pozwolę, żeby coś takiego Cię spotkało.

-Przepraszam, że spytałem, nie chciałem wywoływać u Ciebie Sensei bólu spowodowanego wspomnieniami

-Hisbak dzięki Tobie wiem, że czuję od momentu śmierci rodziców, nie miałam tych uczuć w sobie, a trzeba je mieć, trzeba je czuć, bo kto zapomina o uczuciach, które kiedyś czuł chociażby były przykre, ten zapomina o przeszłości, a kto o niej zapomni nie może mieć przyszłości.

-Więc co z Twoją przyszłością Sensei? - Hisbak patrzył na mnie przeszywającym wzrokiem

-Nie wiem - odpowiedziałam szczerze. –Wiem tylko dwie rzeczy, jedną z nich jest to, że od dzisiejszego dnia nie będę żyła z dnia na dzień tak jak do tej pory, a drugą, że na razie Ty zajmujesz większą część mojej przyszłości.

-Jak to? – był ogromnie zdziwiony. Otarłam mu łzy

-Hisbaku, chcesz zostać moim uczniem?- spytałam używając rytualnej formuły. Chłopiec to poczuł, uklęknął , pochylił głowę i rzekł podnosząc wzrok:

-Chcę - wyjęłam swoje Zanpakutō z pochwy, trzymając je za tsubę prawą ręką, a w lewą ujęłam czubek ostrza.

-Przyjmujesz wszystko co się z tym wiąże i jesteś gotów to wypełniać?

-Przyjmuję wszystko co się z tym wiąże i jestem w stanie to wypełniać. Jesteś moją Sensei, moim seniorem, a ja jestem Twoim uczniem, Twoim wasalem i chcę by to się narodziło.

-Taka jest moc i wiara, niech się stanie to co jest nam dane. – położyłam ostrze Zanpakutō na jego lewym a następnie prawym ramieniu i przecięłam swój prawy nadgarstek.

-Pieczętuje nasze wyznanie swoją krwią, krwią rodu wielkiego, prawie królewskiego dla Soul Society najważniejszego - wybuch Reiatsu, który po tym nastąpił był ogromny. Włosy Hisbaka się rozwiały tak samo jak i moje, przy jego stroju (podobnym do uniformu ucznia Akademii) pojawiła się pochwa a w niej miecz, nie było to Zanpakutō, raczej Reiatsu uformowane w coś na kształt miecza

-Sensei co to jest? – Hisbak był zdziwiony.

-To będzie Twoje Zanpakutō, na razie to tylko Asauchi (Płytkie Uderzenie) stworzone z Twojego Reiatsu.

-Nie rozumiem.

-Niebawem zrozumiesz.- uśmiechnęłam się szczerze, z głębi serca i ucałowałam jego czoło.

-Wstań mój uczniu – gdy wstał zobaczyłam pełnię zmian, które w nim zaistniały. Obi, które miał przewiązane w biodrach było błękitne (takie jak moje oczy) i zakończone poszarpanymi frędzlami, po lewej stronie jego biodra znajdowała się pochwa stworzona z Reiatsu, a w niej miecz stworzony w taki sam sposób. „Pierwszy raz widzę coś takiego.”-pomyślałam „Muszę poprosić o dostęp do Ogromnej Biblioteki Rodu Kuchiki, w mojej nie ma książki, której bym nie przeczytała, a i tak nie było w żadnej nawet wzmianki, że coś takiego może się wydarzyć.”- mimo to uśmiechnęłam się do Hisbaka. Wydawał się teraz wyższy i silniejszy, ale wiedziałam, że to tylko chwilowy stan spowodowany wybuchem Reiatsu, do którego doszło dzięki mojej krwi.

-Chodź Hisbak.

-Gdzie?-zapytał lekko oszołomiony

-Odprowadzę Cię do domu, a po drodze pokaże Ci jak możesz się ze mną kontaktować.

-Piekielnym Motylem

-Nie tylko mój uczniu nie tylko…

Po powrocie do rezydencji byłam zmęczona. Przysięga, wybuch Reiatsu i używanie shunpo do odprowadzenia Hisbaka, dały o sobie znać. Wcześniejsze emocje i krótki sen też przyczyniły się do mojego obecnego stanu. Wzięłam odżywczą kąpiel, po której byłam odprężona i zasnęłam szybko, a spałam lepiej oraz dłużej niż w przeciągu ostatnich paru dni…

Rozdział 2 - Wszystko od nowaEdytuj

-Och obudziłaś się Shiroi-sama- Miyako-san weszła do mojego pokoju gdy leżałam i rozkoszowałam się słońcem padającym na moją twarz. Była to kobieta w sędziwym wieku i na taki też wyglądała. Jej niegdyś kruczoczarne włosy pokrywała teraz leciutka siwizna, wyglądało to dość zjawiskowo (w szczególności w połączeniu z jej oczami), jakby śnieg przyprószył jej włosy. Oczy miała przenikliwe, koloru szmaragdowego. Gdy się komuś przyglądała można było odnieś wrażenie, że ma wgląd do duszy, a ciało jest dla niej nic nie znaczącą powłoką. Byłam pewna, że swego czasu miała mnóstwo adoratorów, dziwiło mnie tylko to, że nigdy nie poznałam jej męża i zarazem ojca Hikari-chan. Mimo wszystko, albo przez to wszystko bardzo ją lubiłam i szanowałam.

-Och tak- westchnęłam radośnie.

-Jesteś szczęśliwa Shiroi-sama. - kobieta uśmiechnęłam się dość blado.

-Wiem, że powinnam się smucić, ale znasz mnie od dziecka Miyako-san i wiesz, że nie ważne co się stanie ja i tak znajdę jakieś pozytywne strony lub będę robiła coś co sprawia mi przyjemność, dlatego też nie potrafię długo być smutna.

-Może na zewnątrz, ale w środku zawsze zostaje w Tobie smutek.

-Nie prawda, Miyako-san.

-Prawda Shiroi-sama, mnie nie oszukasz, nie oszukuj też samej siebie.

-Ale…

-Twój brat Aki-sama przyszedł się z Tobą spotkać. - przerwała mi starsza kobieta

-Niech poczeka. - westchnęłam z rezygnacją wiedziałam, że jej nie przekonam do mojej racji. Wstałam i poszłam wziąć kąpiel. Ten dom jest tak samo moim domem jak i mojego brata, dlatego też może na mnie poczekać i nie czuć się jak wyobcowany. Dzisiaj mimo dnia wolnego uznałam, że pójdę do baraków mojego oddziału, tym bardziej, że brak fukutaicho dawał się we znaki. Założyłam uniform wraz z moim czerwonym obi, zamiast standardowego białego i zatknęłam za nie, moje Zanpakutō.

-Ohayo Nii-chan.

-Ohayo Onee-chan.

-Widzę, że też idziesz na służbę braciszku.

-Ja w przeciwieństwie do Ciebie nie mam dnia wolnego młodsza siostrzyczko. - każdy kto widzi nas po raz pierwszy, nie może się nadziwić, że jesteśmy tak bardzo do siebie podobni. Takie same jasny blond włosy, w moim przypadku długie bo za łopatki, w przypadku Akiego półdługie bo tylko do ramion. Moje włosy są kręcone z grzywką opadającą na prawe stronę, brata proste bez grzywki. Takie same błękitne oczy i podobne rysy twarzy są kolejnym podobieństwem naszego wyglądu. Kolejną podobną w nas rzeczą (jedyną poza wyglądem) jest sposób wyciągania Zanpakutō. Poza tymi podobieństwami jesteśmy całkowicie różni.

Nii-chan tak samo jak ja nosił uniform członka 13. Oddziału z niestandardowym obi, z tym, że jego było koloru fioletowego, a za nie, na biodrze po lewej stronie, ma wetknięte Zanpakutō. Nie nosi także skarpet do sandałów, co zawsze uznawałam za przejaw bezmyślności, gdyż skarpety zabezpieczają, do pewnego stopnia, nogi podczas ataku przeciwnika. Ja za to nosiłam rękawiczki, gdyż Hakuda jest moją mocną stroną, a mojego Nii-chan nie, dzięki nim chronię w pewnym stopniu, dłonie podczas walki. Aki ma w uniformie rękawy tylko do łokci, a ja do nadgarstków, tak że rękawiczki są dobrze widoczne, co nie zostawia wątpliwości co do mojego ulubionego stylu walki.

-Co Cię do mnie sprowadza braciszku, bo na pewno nie przyszedłeś na herbatę. - mówiąc to weszłam do pokoju, w którym, po turecku, na podłodze siedział mój brat.

-Ranią mnie Twe słowa siostro. – Aki udawał zranionego.

-Nie udawaj. - rzekłam, siadając na podłodze w taki sam sposób jak on. Brat się zaśmiał. Jego uśmiech był szczery, bo docierał, aż do oczu.

-Teraz na poważnie Tomoko. Poczułem wczoraj wybuch Twojego reiatsu. - „Tak samo jak i pewnie połowa Seireitei”-pomyślałam z przekąsem. – Wiem, że to oznacza przysięgę.

-I w związku z tym?

-Nie powinnaś tego robić! – rzucił ze złością Aki. –On jest za młody na tak wielką przysięgę.

-Nie jest, aż taki młody, ma o parę lat mniej, niż my gdy zostaliśmy wyszkoleni, a przypominam Ci, że nasz trening nim rozpoczęliśmy naukę w Akademii, trwał 5 lat, więc zaczęliśmy szkolenie będą w jego wieku.

-Ale…

-Nie ma żadnego „ale”, można go z nami porównać i koniec.

-Jesteś uparta i nic Ci nie przemówi do rozsądku. – westchnął - A więc dobrze, będę tego pilnował mimo tego, że jestem temu przeciwny.

-Chodź, musimy już iść, taicho będzie nas potrzebował.

-W tym się z Tobą zgadzam.

***

-Trzeci Oficerze Kotetsu gdzie jest taicho? - spytałam niskiej blondynki, będącej obecnie najbliżej kapitana, z racji tymczasowego braku fukutaicho.

-W swoim gabinecie Moto - 3. Oficer, jak większość osób w „trzynastce” zwracała się do mnie po nazwisku (tylko reszta osób, oprócz drugiego 3. Oficera, wymawiała moje nazwisko ze strachem, bądź po dwóch sekundach od jego wypowiedzenia dodawała końcówkę -san lub -sama, co zawsze wywoływało na mojej twarzy złośliwy uśmiech).

Skierowałam się wraz z Aki do gabinetu naszego przełożonego. Chcieliśmy się dowiedzieć, jak teraz będzie funkcjonował oddział. Dzień wcześniej dostałam ostrą reprymendę, za wtykanie nosa w nie swoje sprawy, gdyż chciałam wiedzieć wszystko, a taicho stwierdził, że nawet jego porucznik nie wie wszystkiego. Okazałam swoje niezadowolenie trzaskając drzwiami z całej siły i niewiele brakło by znalazły się na ziemi w kawałeczkach (musiały być chronione jakimś dobrym Kidō). Dobrze wiedziała, że nie będę miała żadnych nieprzyjemności z tego powodu. Kapitan był za spokojnym i wyrozumiałym człowiekiem, a ja zbyt dobrym, od wielu lat, oficerem. Brat zapukał do drzwi.

-Kto tam?- rozległo się pytanie

-4. Oficerowie Aki i Tomoko Moto.

-Wejdźcie - weszliśmy. Taicho stał zwrócony twarzą w stronę okna.

-Martwisz się o Rukię, taicho. - bardziej stwierdziłam, niż spytałam, gdy Nii-chan zamknął drzwi.

-Nie tylko o nią.

-Kyōraku-taicho został sōtaicho, ale to nie powinno zmienić waszej przyjaźni- Aki wzruszył ramionami, dla nas nie miało znaczenia czy ktoś zmienia stanowisko, dalej zwracaliśmy się do niego tak samo jak na początku znajomości.

-O Kyōraku się nie martwię wiem, że Centrala 46 dokonała dobrego wyboru, przydzielając mu to stanowisko. Bardziej martwi mnie przyszłość 8. Oddziału i naszego 13. Mimo braku Rukii musimy przegrupować oddział.

-Jest to wykonalne? Taicho brakuje jeszcze 6. Oficera – gdy Aki to mówił przypomniałam sobie co stało się z 6 Oficerem.



-Aki tutaj! - zawołałam brat, klękając przy kolejnym rannym Shinigami. Aki jest wyśmienity z Kidō więc nie będzie miał problemu z leczeniem.

-Shimata! - to słowo, zabrzmiało dziwnie w jego ustach. -Tracimy ludzi Tomoko- spojrzał mi w oczy, klękając przy kolejnym poszkodowanym.

-Wiem - odparłam, dotknęłam rękojeści mojego Zanpakutō.

-Tomoko nie…

-Aki - przybrałam mój ostrzejszy ton – Nie mogę pozwolić, aby więcej osób zginęło lub zostało poszkodowanych, muszę powstrzymać tych najeźdźców.

-Nie dasz rady sama.

-Sama nie zatrzymam wszystkich, ale kilku dam radę. - wstałam z ziemi.

-Idź, pomóż walczącym wierzę w Ciebie siostrzyczko. - rzekł po chwili zastanowienia

-A ja w Ciebie braciszku, ulecz ich.

-Bułka z masłem. - prychnął mój bliźniak, a ja używając Shunpo pognałam do walki z wrogiem, do której, aż się paliłam. Zobaczyłam dwójkę walczących, 6. Oficer mojego oddziału i jakiś blondas-najeźdźca.

-6. Oficerze! – zawołałam biegnąc do walczących, a wtedy najeźdźca przeciął go na skos, od ramienia w dół.

-Nie! – krzyknęłam.

-O jeszcze jeden Shinigami – uśmiechnął się złośliwie blondas – Szkoda, że tym razem kobieta – prychnął

-Ty…ty…ty ścierwo! – gotując się ze złości nie mogłam znaleźć odpowiedniego słowa na opisanie tego typa.

-Kobieta używa takiego słowa? – z jego zachowania jasno wynikało, że nie uważa mnie za godnego przeciwnika i stara się jak najbardziej wyprowadzić mnie z równowagi, sprawiało mu to przyjemność.

-Jestem kobietą, która nazywa rzeczy po imieniu i może sprawić, że zostanie z Ciebie krwawa plama - mówiąc to podeszłam do 6. Oficera, by sprawdzić jego stan, nie spuszczając nawet na chwilę wzroku z przeciwnika. 6. Oficer jeszcze żył, ale ledwo co.

-Feniksie istoto piękna, w Tobie tkwi cała moja potęga, zabierz moc temu łajdakowi, niech się śmierci po stokroć boi. – wyszeptałam

-Co mówisz? – spytał zaciekawiony -Nic co mogłoby Cię interesować. - błyskawicznie wyciągnęłam Zanpakutō i rzuciłam się na niego. Z ledwością zablokował mój cios, a o to mi właśnie chodziło. W momencie zetknięcia się naszych mieczy, nastąpił wybuch, który odrzucił najeźdźcę na dobrych kilkanaście metrów.

-Co to ma być? – warknął

-Taka mała zabawa. – tym razem ja uśmiechnęłam się złośliwie . Mój przeciwnik znieruchomiał.

-Nie mam czasu się z Tobą bawić kobieto, mój Pan mnie wzywa – rzekł i zniknął. „Mam nadzieję, że zdechniesz w męczarniach psie.” Byłam ciekawa kiedy odkryje co mu zrobiłam.


-Siostrzyczko? - słysząc głos Akiego otrząsnęłam się ze wspomnień.

-Przepraszam, zamyśliłam się.

-Taicho? – mój bliźniak zwrócił się do kapitana.

-Tak jak już mówiłem, czego nie słyszałaś Tomoko, jest to wykonalne - Taicho nie był na mnie zły, po prostu stwierdził fakt. –Chociaż może nie najlepsze w naszej obecnej sytuacji, ale Rukia da radę po powrocie.

-To na pewno, nie na darmo trenowała przez 17 miesięcy od klęski Aizena, aż do momentu przywrócenia mocy Zastępczemu. - musiałam wtrącić swoje trzy grosze. Taicho odwrócił się do nas. Smutek był wyczuwalny w jego głosie jak i postawie oraz odbijał się w oczach.

-Nie chcę Ci zabierać wolnego dnia Tomoko, ale proszę Cię żebyś poszła po Kotetsu oraz Kotsubakiego i wróciła tu za godzinę. Aki, Ty zanieś te dokumenty do 1. Oddziału.

-Do Kyōraku-taicho?

-Tak, musi je przeczytać osobiście.- po chwili ani mnie, ani brata już nie było w gabinecie naszego przełożonego.

-3. Oficerze Kotetsu, gdzie jest 3. Oficer Kotsubaki?

-Nie mam pojęcia. A o co chodzi Moto?

-Rozkaz taicho. Za 50 minut mam się z wami stawić w jego gabinecie.

-4. Oficerze Moto co Ty tutaj robisz? - Kotsubaki w momencie zjawił się za mną.

-Prawdę mówiąc szukam Ciebie. Co się stało, że zwracasz się do mnie pełnym tytułem 3. Oficerze Kotsubaki?

-Jesteś silna, a silne osoby się szanuje.

-Dziękuje, Twoje słowa pochwały wiele dla mnie znaczą - postarałam uśmiechnąć się szczerze, co o dziwo mi wyszło.

-A co chciał od nas taicho? – wtrąciła się do rozmowy Kotetsu.

-Za 45 minut wszyscy się tego dowiemy. Jeszcze tylko Aki musi wrócić z baraków 1. Oddziału. Taicho go wysłał z jakimiś dokumentami – dodałam po zobaczeniu pytających min dwóch 3 oficerów. Wiedziałam dlaczego kapitan nas wezwał, to nie chodziło tylko o oddział, ale również o poszczególne osoby, ale nie przewidziałam, że aż tak nadszarpnie mi to nerwy…

***

-Aki dużo jeszcze ich zostało? – spytałam brata skacząc na ostatni budynek należący do 13. Oddziału.

-Ostatnie dwa pododdziały i koniec.

-Jak dobrze, znudziła mnie ta robota. Gorzej się z nimi porozumieć niż z chłopakami z „jedenastki”, którzy są na kacu – przeciągnęłam się, czym wyraziłam swoje znudzenie, w stosunku do wykonywanego przez nas zadania.

-Straszysz ich, dlatego nie potrafią powiedzieć jednego słowa bez jąkania się.

-Pff…- prychnęłam –Ja ich nie straszę, to są zwykli tchórze, boją się nawet własnego cienia.

-Jesteś dla nich zbyt surowa siostrzyczko.

-Surowa?! - zdziwiona podniosłam do góry jedną brew – Nigdy nie byłam surowa, nawet dla tych leni!

-Dla swoich uczniów może i nie jesteś surowa, ale dla innych członków oddziału owszem.

-Daj spokój. - machnęłam ręką. -Oni są po prostu tchórzami. Chodź chcę jak najszybciej to skończyć, żeby zdać raport, jestem zmęczona. – nagle uderzyło mnie znajome reiatsu. Stanęłam jak wryta.

-Onii-chan po… poczułeś to?

-Tak, ale jakim cudem?

-Nie mam pojęcia.

-Nie ważne siostrzyczko. –powiedział Aki – Chodźmy załatwić ważniejsze sprawy


-Nii-sama! Nii-sama!- krzyczałam wraz z bratem.

-Zostawcie go to nie jego wina. - wyrywałam się z rąk osób, które mnie trzymały i krzyczałam.

-On nie jest już Shinigami, musi ponieść karę. Jedyną karą odpowiednia dla niego jest zesłanie, więc nie powinniście się tak zachowywać, będzie żył.- mówił to jeden z idiotów trzymających mnie, nie rozumiał znaczenia tej sytuacji.

-Nie martwcie się o mnie, będzie dobrze. - od dwóch dni smutek nie opuszczał brązowych oczu Nii-sama, ale mimo smutku starał się uśmiechać.

-To jest nie w porządku!

-Bądź cicho dziecko. - powiedział groźnie Yamamoto i rzucił we mnie Kidō, które zakneblowało mi usta. Zaczęłam się jeszcze bardziej wyrywać i próbowałam coś mówić.

-Nie powinieneś tego robić Yama-jii. – Aki był zdenerwowany. Yamamoto doskonale wiedział, że Akiemu chodziło i o mnie i o Nii-sama.

-Ty też bądź cicho. - Wszech rzucił tym samym zaklęciem w mojego brata. A Aki… je zneutralizował!

-To na mnie nie działa – rzekł ze złośliwym uśmiechem. Zastanawiało mnie to dlaczego on się nie wyrywa tylko stoi spokojnie, mimo tego, że tak samo jak ja jest przeciwny zesłaniu naszego Nii-sama. –Przekonasz się jeszcze Yama-jii, że źle postąpiłeś.

-Sayonara Nii-sama. - powiedziałam wraz z bratem.

-Sayonara Onee-chan, Nii-chan- powiedział były Shinigami i wszedł w Senkaimon.

-Masz się tu nigdy więcej nie pokazywać, w przeciwnym razie zginiesz. – gdy Wszech wypowiadał te słowa młody chłopak już zniknął we wrotach. Coś we mnie pękło. Po policzku spłynęła mi łza i jakbym nagle odzyskała siły. Wyrwałam się czwórce Shinigami, którzy mnie trzymali i jednym uderzeniem reiatsu zakończyłam ich egzystencję, została z nich tylko krwawa plama, wiedziałam, że to nie było subtelne ani godne, ale byłam w furii i musiałam się wyżyć.

-Nigdy Ci tego nie wybaczę Yama-jii! Zrobiłeś coś czego nie powinieneś, odbije się to na Tobie.

-Mate Tomoko. - kapitan 13. Oddziału próbował mnie zatrzymać, ale ja go nie słuchałam, uciekłam od tego, czego nie mogłam znieść , w miejsce, w którym mogłam dać upust swojej wściekłości.


-Ziemia do Tomoko! – wydarł się mój brat.

-Czego? – warknęłam

-Pewnie nie zauważyłaś, że już obeszliśmy dwa ostatnie pododdziały.

-Przynajmniej nie musiałam zwracać uwagi na tych młokosów.

-On nie jest już taki sam, nie łudź się. – nie zdziwiło mnie to, że Aki wie o czym myślałam.

-Nie łudzę się, po prostu wiem jak było oraz, że tak nie będzie już nigdy.- wzruszyłam ramionami

-Chodź, trzeba odpocząć.

-Masz rację. A martwić się będę jak stanę przed faktem dokonanym.

-I z taką Tomoko się urodziłem i wychowałem. Musimy uczcić Twój powrót czarką sake.

-Doskonale wiesz, że wolę herbatę.

-Mówiłem o sobie a nie o Tobie. - to mówiąc wyszczerzył zęby.

-Osz Ty – zaśmiałam się i uderzyłam brata, na żarty, w ramię. Drugi raz w ciągu dnia coś sprawiło, że miałam lepszy humor. Spojrzałam na horyzont, za który chowało się słońce. Dzień się kończy, by noc mogła się zacząć, po czym ta noc mija, by dać początek nowemu dniu…

Ciekawostki dotyczące historiiEdytuj

  • Hisbak jest to jedyne imię wymyślone przez autorkę.
  • Hisbak swoim zachowaniem w stosunku do Tomoko, pokazuje jak wysoko ją ceni i szanuje.
  • Przysięga na ucznia zawsze brzmi tak samo i te same czynności są wykonywane nie zależnie od statusu społecznego osoby, która ją wypowiada.
  • W opowiadaniu staram się używać języka staropolskiego (mogą występować archaizmy).
  • Kursywą pisane są wspomnienia Tomoko bądź jej historia (jeżeli historia jest opisywana jako rozdział to tylko wtedy nie jest pisana kursywą)

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki