FANDOM


Twórcą tego artykułu jest użytkownik: RickLon
Jest on zatem właścicielem artykułu i nikt inny nie powinien edytować tego artykułu, chyba, że poprawia błędy lub został upoważniony do edycji przez właściciela.

Stojąc w cieniu - opowieść o shinigamim o imieniu Kurosaki Keita, który zostaje kapitanem 5. Oddziału.

TreśćEdytuj

Część 1. - NowyEdytuj

Dwa miesiące po ostatnim starciu Ichigo z Aizenem. Seireitei, kwatera główna 1. Oddziału. Na zebraniu kapitanów Głównodowodzący miał przedstawić wyniki przeprowadzonego niedawno egzaminu na kapitana. Wszyscy kapitanowie stali równo w szeregu, czterech po prawej i pięciu po lewej stronie miejsca na którym zaraz miał spocząć Głównodowodzący. Ciche rozmowy między nimi nie były niczym niezwykłym, były wręcz typowe i pojawiały się na prawie każdym zebraniu.

- Kto ich egzaminował? - zapytał kapitan Kyōraku Shunsui kierując swoje słowa do swojego wiernego przyjaciela, kapitana Ukitake Jūshirō.

- Na pewno Genryūsai-sensie i wydaje mi się, że kapitan Unohana i kapitan Komamura - odpowiedział z pewną niepewnością.

Na salę zebrań wkroczył kapitan pierwszej dywizji Yamamoto Genryūsai i zasiadł na swoim stałym miejscu wraz ze swym zanpakutō w formie laski, Ryūjin Jakka.

- Zebranie kapitanów uważam za rozpoczęte - wyrzekł swym poważnym i wzbudzającym szacunek głosem. - Egzamin na kapitana odbył się dwa dni temu, wzięło w nim udział szesnaście osób, egzaminowaliśmy ich: ja, kapitan Unohana i kapitan Komamura, pomyślnie egzamin zakończyła jedna osoba i została przydzielona zgodnie ze swoim życzeniem do piątego oddziału. Oto nowy Kapitan Piątego Oddziału Gotei 13, Kurosaki Keita.

Na dźwięk tego nazwiska wszyscy kapitanowie, oprócz Unohany i Komamury, wpadli w lekkie osłupienie, lecz szybko z niego wyszli i spoglądali jak nowy kapitan wchodzi na zebranie.

„Keita?! Jak to możliwe? On kapitanem?” - pomyślał Ukitake widząc członka swojego oddziału w kapitańskim haori. - „Nigdy nie używał nawet shikai i zawsze stał z tyłu. Wygląda na to, że wiele ukrywał.”

„Czy to nie ten chłopak od Ukitake, z którym czasem popijaliśmy herbatę? Mówił, że chciałby zostać kapitanem, ale dość szybko mu się to udało. Hmm, oprócz kapitana Hitsugayi będzie tu najmłodszy. Mam nadzieję, że dalej będzie piekł te swoje pyszne ciastka, one idealnie się komponują zarówno z herbatą jak i z sake” - to rzecz jasna myśli kapitana Kyōraku.

- Witam, nazywam się Kurosaki Keita. Jestem zaszczycony tym, że mogę pełnić tak chwalebną funkcję jak kapitan. Postaram się nie zawieść oczekiwań i jak najlepiej wypełniać swoje obowiązki.

- Dobrze, zatem spotkanie kapitanów uważam za zakończone, możecie wszyscy się rozejść - jak zwykle poważne i ciężkie słowa Yamamoto. Ukitake i Kyōraku podeszli do nowego kapitana i zaczęli z nim rozmawiać:

- Miło mi, kapitanie Kurosaki. Jak się miewasz? Co tam u ciebie? Widzę, że zrobiłeś to, o czym nam mówiłeś? - słowa kapitana Kyōraku jak zwykle proste i bezpośrednie.

- Kapitanie Kyōraku, kapitanie Ukitake, mówiłem, że chcę zostać kapitanem i wypełniłem swój cel. Mam nadzieję, że napijecie się ze mną herbaty i zjemy trochę ciastek, właśnie trochę skończyłem, co wy na to?

- Ja zawsze jestem chętny na herbatę i twoje ciastka, a ty Ukitake?

- Tak, i przy okazji trochę porozmawiamy o paru sprawach.

Miejsce na herbatę jakich mało i było to stałe miejsce ich spotkań. Spokojnie popijali i zajadali ciastka roboty Keity.

- Chciałbym zabrać ze sobą z trzynastego oddziału Phila Narsona i Narę Ahiko, jeśli oczywiście pozwolisz, kapitanie Ukitake.

- Dlaczego chcesz ich zabrać?

- Miałbym dla nich miejsce w piątym, a poza tym są mi tam potrzebni w ogarnięciu całego oddziału, co biorąc pod uwagę wydarzenia od zdrady kapitana Aizena, może być trudne.

- Jakie mieliby tam funkcję?

- Ahiko zostałby trzecim, a Phil czwartym oficerem.

- Wysokie rangi, jesteś pewien?

- Tak, są silniejsi niż się zdają.

- Tak jak ty? - wtrącił Kyōraku.

- Trochę tak, kapitanie Kyōraku.

- Dobrze, możesz ich zabrać, ale w trzynastej dywizji zawsze będzie dla nich miejsce, kapitanie Kurosaki.

- Dziękuje, muszę się już zbierać mam kilka spraw do załatwienie. Do widzenia kapitanie Ukitake i kapitanie Kyōraku.

Odszedł, ale Ukitake i Kyōraku pamiętali co powiedział im Yamamoto. „Pilnujcie go, jego powiązania z Kurosakim Ichigo nie kończą się na nazwisku.” Nie wiedzieli co miał na myśli ich dawny mistrz, ale wiedzieli, że jednak nie do końca znali tego chłopaka.

- Jestem.

- Nareszcie, kapitanie Kurosaki, Wiater prawie wydeptał ścieżkę czekając - to słowa chłopaka, nie o japońskim, a na pewno europejskim wyglądzie, to właśnie był Phil Narson.

- Nie żartuj, Phil, miałem trochę do zrobienia i nie mów do mnie per kapitan, to strasznie dziwnie brzmi.

- Kapitan brzmi odpowiednio i wyraża odpowiednio nasz szacunek do ciebie, Kurosaki-sensei - to już Japończyk, a co więcej nazywał się Nara Ahiko.

Część 2. - MocEdytuj

- Sensei? Heh, bez żartów! Niczego was nie nauczyłem.

- Jestem innego zdania, dzięki tobie nasza, wcześniej niewielka, siła wzrosła. A ja nauczyłem się używać swojego shikai, kapitanie Kurosaki.

- Phil, Phil, Phil... To był zwykły trening zwiększający reiatsu, umiejętności walki i kidō ulepszyliście sami - odpowiedział Keita zdejmując swoje haori i kładąc je na sporym kamieniu. - Pora na trening!

- Oczywiście, hmm...

- O co chodzi, Ahiko?

- Chodzi o to, że wnętrze Wzgórza Sōkyoku jest jedynym miejscem w Seireitei do którego nie docierają macki nikogo z Gotei 13. Nikt nie wie co się dzieję w środku i dlatego jest to idealne miejsce do treningów, nawet przy użyciu pełni sił.

- Wykopał je oraz odpowiednio umocnił i zabezpieczył sam Urahara-san, a on nie partaczy swojej pracy. Trenuję tutaj od osiemdziesięciu dziewięciu lat, od czasu ukończenia akademii i mojego wstąpienia do trzynastego oddziału i jeszcze nikt tego nie zauważył, więc jesteśmy bezpieczni - zawiał wiatr lekko smagając szarawe włosy Kurosakiego.

- Oczywiście - powiedział Ahiko jednocześnie atakując swojego kapitana uderzeniem pięści, które Keita bez problemu zablokował wierzchem dłoni, a następnie spróbował kopnąć Narę, ale Ahiko odskoczył i w tym samym momencie Narson zaatakował Keitę swoim zanpakutō z niebieską rękojeścią wykonując oburęczny zamach, jednak Keita uchylił się i uderzeniem ręki odrzucił Phila na kilka metrów.

- Teraz zaczną się prawdziwe ćwiczenia - powiedział spokojnie kapitan wyciągając swój zanpakutō z typową ciemno-czerwoną rękojeścią.

Szybkie uderzenie katany trzymanej jedną ręką zostało sparowane przez Phila, ale i tak został odepchnięty, a w tym samym czasie Nara uderzył oburącz, a Keita zablokował i użył kidō:

- Hadō no 31: Shakkahō.

Czerwona kula poleciała wprost w Narę znajdującego się około metr od niego, ale Ahiko był dość szybki by użyć shunpo i odskoczyć na kilkanaście metrów, a wystrzelone zaklęcie trafiło w głaz, który był około trzydzieści metrów od Keity i eksplodowała pozostawiając po nim krater.

Ahiko ułożył swoją katanę wzdłuż swojego środkowego palca, zaczęła się ona obracać, a Nara powiedział:

- Furattā(Trzepocz), Karasu(kruk)! - w miejsce katany pojawiła się włócznia z zaokrąglonym ostrzem i ząbkami tuż nad miejscem, gdzie trzymał go Nara, czyli około trzech piątych długości drzewca.

- Gotowy, Karasu? Dobrze - mówił i jednocześnie obracał tak, że ostrze znalazło się tuż przy ziemią, a reszta ułożona była wzdłuż lekko wykręconej do tyłu ręki. - Soyokaze(Lekki wiatr)!

Gwałtowny zamach ruch ręką i z Karasu wydobył się potężny podmuch, który trafił Keitę i odrzucił go na kilka metrów.

- Sam tego chciałeś! Getsuga Tenshō! - wycofanie ręki do tyłu i jednoręczny zamach wysyłający z katany smugę energii lecącej wprost w Narę. Z boku wyskoczył Narson, który swoim uwolnionym mieczem bez problemu pochłonął atak. Jego katana dalej była mieczem, ale teraz była szersza i miała cztery wystające ostrza ze strony tnącej i jedno haczykowate ostrze na samym końcu.

- Widzę, że uwolniłeś swojego Shīrudo(Tarcza)? To dobrze, przyda wam się jego moc. Trening trwał jeszcze dwie godziny, po tym czasie Ahiko i Phil byli, co najmniej, padnięci.

- Mam dość. Zdecydowanie mam dość - słowa Narsona były ciężkie i wolne. Keita wycelował w swych oficerów dziwnym urządzeniem przypominającym kalkulator, ale z małą liczbą przycisków i większym ekranem.

- No nieźle, Phil ma już dziewięćset, a Ahiko tysiąc punktów reiatsu. Naprawdę dobrze - oświadczył Keita spoglądając na wyniki skanowania wyświetlane na niewielkim urządzeniu.

- A ty ile masz, Kurosaki-sama?

Sposób w jaki Ahiko zwracał się do kapitana nie był dziwny, od czasu rozpoczęcia z nimi treningów i zademonstrowaniu swojej siły Keita, w jego mniemaniu, zasłużył sobie na jego głęboki szacunek; Phila zresztą też. Jedyną kwestią sporną była niekonsekwencja Ahiko w sposobie zwracania się do Keity.

- Ja mam cztery tysiące osiemset.

- A ile ma kapitan Kuchiki? - zadał pytanie Narsona.

- Dwa tysiące trzysta pięćdziesiąt. Skąd to pytanie?

- Jest jednym z najsilniejszych kapitanów i będzie to wyjątkowo wymierne porównanie sił.

- Eh... Lepiej już się zbierajmy, bo jeszcze wyślą za nami grupę poszukiwawczą.

Część 3. - RelaksEdytuj

- Witam, kapitanie Zaraki.

- O co chodzi? Nie mam czasu na bzdury! - miłe i uprzejme słowa Keity nie trafiły do demona walki jakim był Kenpachi.

- Miałbym dla ciebie pewną propozycję, kapitanie Zaraki.

- He?

Ikkaku i Yumichika nerwowo zmierzali do siedzib piątego oddziału mając nadzieję na odnalezienie swojego kapitana.

- Na pewno tak tam było? Jest w piątym oddziale, tak?

- Ikkaku, ile razy jeszcze będziesz się mnie o to pytał? Tak, napisał, że będzie w piątym oddziale, ale nie napisał po co.

- I to teraz jak jest nam potrzebny! Ehh... Właściwie to po co nam ten jego podpis?

- Zarządzenia z góry. Co zrobisz.

Po dojściu na miejsce dopytywali się członków oddziału piątego aż dowiedzieli się gdzie jest ich kapitan. Ruszyli w stronę centrum baraków piątki, na polanę między nimi, ale to co zobaczyli spowodowało u nich: wytrzeszcz oczu, otwarcie ust na niespotykaną u nich szerokość i pytanie w głowach obydwu oscylujące w granicach „Co się dzieję? Ale o co chodzi?”. A to co zobaczyli to ich kapitan, słynny demon walki - Zaraki Kenpachi siedzący na polanie przy sporym stoliku razem z dziewięciorgiem innych kapitan, brakowało tylko kapitana głównodowodzącego, i popijającego herbatę z wyraźnym zadowoleniem na twarzy.

- Wspaniała ta herbata. Skąd ją masz?

- Zrobiłem ją z kwiatu pewnej rośliny, która rośnie tylko w Rukongai, kapitanie Zaraki.

- Muszę przyznać, jest lepsza niż najdroższe herbaty jakie zwykle pijam - pochwała z ust kapitana Kuchiki była dość znacząca.

- Naprawdę pyszna - stwierdziła kapitan Unohana.

- Dodatkowo te twoje ciastka idealnie się z nią komponują - stwierdził kapitan Kyōraku i ugryzł ciastko roboty Keity. - A tobie jak smakuje, Ukitake?

- Muszę przyznać, że jest naprawdę świetna.

- Mógłbyś dostarczyć mi próbkę tej rośliny? - zapytał Kurotsuchi Mayuri.

- Tak, ale w jakim celu?

- Jej smak sugeruje, że może zawierać coś interesującego.

- Dobra herbata i dobra atmosfera, czegoż więcej potrzeba do wypoczynku - stwierdził kapitan Komamura.

- Niezbyt lubię gorące napoje, ale ta herbata jest po prostu świetna, jestem ciekaw skąd znasz na nią przepis, kapitanie Kurosaki? - pytanie Hitsugayi Tōshirō nie musiało długo czekać na odpowiedź.

- Nauczyła mnie ją parzyć moja matka.

- Aha, więc skoro ta roślina rośnie w Rukongai, to rozumiem, że tam mieszkałeś? Więc mamy coś wspólnego.

- Zgadza się.

- Odrobina relaksu i wyciszenia, czego więcej może chcieć zabójca - nietypowa wypowiedź kapitan Suì-Fēng. - Obawiam się jednak, ze nie będę mogła długo tu zabawić, mam pilne obowiązki. Przez następne parę sekund Ikkaku i Yumichika tępo przyglądali się tej sielance aż w końcu Kenpachi zapytał:

- O co wam chodzi?

- Eee... Potrzebujemy twojego podpisu pod tymi dokumentami, kapitanie - Ikkaku ciągle lekko zszokowany.

- Później się tym zajmę. Nara Ahiko podszedł i zapytał:

- Potrzeba czegoś jeszcze? - zapytał lekko się kłaniając. Jak zawsze, miał założone shihakusho bez rękawów.

- Na razie nie, ale potem zobaczymy - odpowiedział Keita.

- Kapitanie, o co tu w ogóle chodzi? Od kiedy pijesz herbatę? Od kiedy spokojnie siedzisz na kolanach? I gdzie jest porucznik? - Nie, szok Ikkaku nie mijał.

- Yachiru bawi się z tym całym, jak mu tam, no tym całym czwartym oficerem kapitana Kurosakiego - Kenpachi mówił jakby nie był sobą - a dobrze jest czasem zrobić coś innego, może nawet będę to dość często powtarzał.

- Może w przyszłym tygodniu?

- To świetny pomysł, kapitanie Kurosaki - stwierdziła Unohana. Reszta cicho się zgodziła.

„Co się tutaj dzieję do jasnej cholery?!” - głównie w taki sposób myślał teraz Ikkaku.

- Skoro wiecie co chcieliście, to nas zostawcie - słowa Kenpachiego wyraźnie nie były prośbą.

Ikkaku i Yumichika szybko się oddalili, a kapitanowie siedzieli i rozmawiali tak jeszcze przez kilkanaście minut.

- Było fajnie! Ten Phil to fajny koleś! I zna ekstra zabawy! - beztroskie słowa Yachiru siedzącej na barku Kenpachiego wracającego do baraków jedenastego oddziału.

- Tak, było miło, jeszcze to powtórzymy.

- To wspaniale!

Częśc 4. - RozmowaEdytuj

Wszyscy kapitanowie, którzy byli obecni na spotkaniu przy herbacie u Keity zebrali się i odeszli. Kapitan powiedział do swojego trzeciego oficera.

- Ahiko, wyczuwam w tobie niepewność. Coś się stało? Czy masz wątpliwości?

- Tak, mam, zastanawiam się nad czymś.

- Nad czym?

- Po raz pierwszy, od czasu jak nauczyłem się dobrze wyczuwać reiatsu, przebywałem w towarzystwie kapitana Zarakiego.

- Już chyba rozumiem.

- Jego reiatsu jest przerażające. Kapitan Zaraki nie zna imienia swego zanpakutō, ale mimo to jest niesamowicie silny. Jak to możliwe? Przecież to zanpakutō są źródłem naszej mocy, a on został kapitanem używając go tylko w charakterze broni. Przecież dla wszystkich silnych shinigami zanpakutō są partnerami w walce. On im dorównuję mimo tego, że walczy solo. Wyczułem to, mimo tego, że nosił tę opaskę to i tak wyczułem, że jego moc jest prawie tak ogromna jak kapitana Ukitake. Nie rozumiem tego. Proszę o pomoc, kapitanie Kurosaki.

- Sam sobie odpowiedz na swoje pytanie - powiedział niedbale Keita jednocześnie odwracając się w odwrotną stronę i robiąc krok do przodu.

- Ale jak?

- Być może znasz odpowiedź, tylko zadajesz sobie to pytanie w niewłaściwy sposób. Być może jakaś część ciebie może ci odpowiedzieć - powiedział i odszedł.

- Dobrze, dziękuję, kapitanie Kurosaki.

Ahiko odszedł zastanawiając się nad słowami swego dowódcy i nauczyciela. Razem z Philem trenował z nim od ponad czterech lat oraz znał jego siłę i wiedzę. Postanowił się nad tym zastanowić w jakimś cichym miejscu. Na dachu jednego z baraków piątego oddziału Nara usiadł i położył swój miecz na kolanach. Rozpoczął medytację w celu kontaktu ze swoim zanpakutō. Znalazł się w dziwnym miejscu, w którym nie było granicy między niebem, ziemią i powietrzem. Wszystko było wszędzie. Na środku stał mężczyzna w długim płaszczu z kapturem.

- O co chodzi, Ahiko?

- Mam do ciebie pytanie, Karasu.

- Tak, Ahiko. Co chcesz wiedzieć?

- Dlaczego mimo braku shikai i bankai kapitan Zaraki jest tak silny?

- My, zanpakutō, jesteśmy źródłem waszej siły i mocy. Jesteśmy tą częścią duszy człowieka, która jest shinigami. Wraz z rozwojem naszych więzi i komunikacji możemy lepiej wspomagać was w walce. Kiedy używacie shikai i bankai nie zwiększamy waszej siły, a tylko pomagamy wam wydobyć jej więcej i zwiększamy jej intensywność. Wasze reiatsu staje się wtedy silniejsze oraz wydobywa się z was go więcej. Tylko nieliczne z zanpakutō posiadają reiatsu różniące się od reiatsu shinigami. Ale takich osób jest niewiele, z czego jedna utraciła niedawno reiatsu.

- Kto?

- Nie wiesz? A może wiesz.

- Znowu zagadki, eh. Proszę, Karasu, wróćmy do tematu.

Mężczyzna kiwnął głową i znowu zaczął mówić:

- Istnieją ludzie o ogromnym, wrodzonym reiatsu, które może być wyzwolone przez ogromny wysiłek lub trening umysłu, a właśnie taką osobą jest Zaraki Kenpachi. Przez całe życie tylko walczył i przez to odnalazł sposób na uzyskanie takiego samego efektu jak w shikai czy bankai bez potrzeby poznania imienia swojego zanpakutō. Nawet gdyby poznał imię swojego miecza dałoby mu to co najwyżej broń lepiej do niego dostosowaną, ale nie większą moc. Dlatego jest on tak silny. Rozumiesz, Ahiko?

- Tak, rozumiem.

- Hmm..

- Coś się stało?

- Zastanawiam się nad Nejibaną, los który ją spotkał był okrutny.

- Była zniewolona przez członka espady, czyż nie?

- Tak, to straszny los, ale na szczęście została już uwolniona.

- To twoje bratnie zanpakutō, czy tak?

- Tak, nasze moce to dopełniające się siły wody i powietrza, ale nigdy nie mogliśmy współpracować. Jednak była między nami więź umożliwiająca komunikację.

- Nie wiedziałem, że zanpakutō mogą się komunikować.

- Gdybyśmy działali razem, nasza moc byłaby zwielokrotniona.

- Przynajmniej jest już wolna. Dziękuje, Karasu.

- Nie ma sprawy. Zawsze jestem do usług. Nara powrócił do świadomości, wstał, zszedł na ziemię i skierował się do pokoju ćwiczeń 5. Oddziału.

Część 5. - KłótniaEdytuj

W miejscu, w którym 5. Oddział spożywa posiłki, przy jednym stole siedzieli porucznik Hinamori Momo i czwarty oficer Phil Narson.

- Co tam trzymasz? - spytała Hinamori wskazując na przedmiot trzymany przez Narsona.

- Widelec.

- Dlaczego go używasz, a nie jesz pałeczkami?

- Bo nie umiem jeść pałeczkami - odpowiedział z lekkim rozdrażnieniem Phil.

- A co jest w tym trudnego? Trzymasz i jesz.

- Próbowałem się tego nauczyć przez bardzo długi czas i nic z tego nie wyszło, ale jeśli wolisz, mogę, tak jak przez bardzo długi czas, jeść rękami skoro tak ci przeszkadza mój widelec - widoczna irytacja Phila nasilała się.

- Nie musisz być niemiły, Narson-san. Pozo tym, jestem porucznikiem, twoim dowódcą i nie powinieneś się tak do mnie zwracać. Ta kropla przelała czarę.

- Nie, nie jesteś moim dowódcą. Moim jedynym dowódcą jest kapitan Kurosaki.

- Wypowiadasz mi posłuszeństwo?

- Przyszedłem do tego oddziału za kapitanem Kurosakim razem z Ahiko i tylko kapitan Kurosaki jest moim dowódcą, a ty nie powinnaś się do tego mieszać, poruczniku Hinamori.

- Narson-san... - Phil nie dał jej dokończyć.

- Nie mów do mnie po nazwisku, a tym bardziej „Narson-san”, nienawidzę tego japońskiego podejścia, u mnie w Wielkiej Brytanii mogliśmy już po chwili być po imieniu, a wam to zajmuję lata. Mów do mnie Phil, dobrze? Ewentualnie Philip.

- Nie wybuchaj tak, to, że nie przechodzimy u siebie po chwili na po imieniu nie znaczy, że jesteśmy gorsi.

- Możemy to sprawdzić.

- Jak?

- Wyzywam cię na pojedynek, dziś w sali treningowej. Okaże się, czy nie jesteście gorsi.

- Jaka broń?

- Drewniane miecze wystarczą.

Udali się do owej sali, wzięli po mieczu i rozpoczęli pojedynek. Hinamori próbowała zaatakować, ale Phil bez problemu zrobił unik i uderzył ją mieczem w ramię. Znowu spróbowała, ale znowu tylko oberwała.

- Słabo, jak na porucznika. Wygląda, że moją znajomość szermierki da się jednak przełożyć na tę miecze - znowu atak i znowu unik - powinniście lepiej się zapoznać z innymi sposobami walki niż tylko kendō.

- Kiedy nauczyłeś się tak walczyć? - powiedziała i jednocześnie ponownie wyprowadziła atak, ponownie nieskuteczny.

- Od piątego roku życia uczyłem się szermierki, a na Pierwszej Wojnie mogłem jeszcze doszlifować moje umiejętności, na drugiej już nie, ale starałem się nie wyjść z wprawy - mówił i jednocześnie robił bloki Narson.

- Jak to pierwsza wojna?

- Ja nie zapomniałem swojego życia na ziemi. Większość z was nie skupia się na życiu i o nim zapomina, ja na to nie pozwoliłem i wszystko pamiętam. Pamiętam swoją szkołę, swoją pierwszą miłość, swoją rodzinę, wszystko. Nawet to, czego bym nie chciał pamiętać. Kiedy tu trafiłem, moje ciało odmłodniało, ale w środku dalej jestem starym kombatantem i tak się składa, że wy byliście po drugiej stronie na drugiej wojnie, wiesz? Ale na szczęście ja nie musiałem z wami walczyć. Wbrew pozorom walka nie zwalniała tempa, ale rozmowa w tym nie przeszkadzała.

- Dobra, pora to kończyć - powiedział Phil i szybkim ciosem sprawił, że Hinamori zaczęła upadać, a drugim uderzeniem sprawił, że kość udowa porucznika chrupnęła. - To jeszcze nie koniec - powiedział widząc Hinamori, która dalej chciała walczyć i już zamierzał uderzyć, kiedy jego uderzenie zablokował Ahiko, a zrobił to swoim włożonym do pochwy mieczem i powiedział:

- Daj spokój, ona nie wie, że ma już dość.

- Dobra, trzeba jej pomóc, trochę przesadziłem z tą nogą.

- Spokojnie, poradzę sobie - powiedział, ukląkł przy Hinamori i rozpoczął leczenie. - Spokojnie, pomogę ci, poruczniku Hinamori, ci z czwartego oddziału robiliby to zbyt długo i jeszcze by cię u siebie zostawili. Ja szybciej się uwinę. Dotrzymał słowa, noga Hinamori była jak nowa, ale od tamtego czasu Hinamori była wrogo nastawiona do Phila.

Część 6. - Lekka zmianaEdytuj

-Cześć, Rukia! - zagaił Keita do właśnie spotkanej Rukii włóczącej się po Seireitei.

- Witam, kapitanie Kurosaki.

- Kapitanie Kurosaki?! Więc nie jesteśmy już przyjaciółmi? - mówił i jednocześnie kładł rękę na sercu. - Ranisz mnie!

- Kapitanie Kurosaki, jeśli to wszystko...

- Jak tak możesz?! Przecież jesteśmy przyjaciółmi z trzynastego oddziału! Pamiętasz naszą wymianę miecz za kidō? Ty mnie poduczyłaś w zaklęciach, a ja cię poduczyłem w mieczu. Byliśmy przyjaciółmi i teraz się ode mnie odwracasz, zwracając się do mnie 'kapitanie Kuroskai'?! Jesteś okrutna!

- Ale...

- Żadnych mi tu ale! - Keita cały czas się ruszał i gestykulował w taki sposób, że jego słowa nabierały większego znaczenia. - Czemu nie możesz do mnie mówić tak jak kiedyś, czyli „ Keita”?

- To nie wypada, a poza tym przepisy...

- Ja jestem kapitanem i ja decyduję jak mają się do mnie zwracać, więc ty masz mówić do mnie per Keita.

- Dobrze, niech ci będzie, Ke-i-ta.

- No widzisz, to nie było takie trudne. Rozmawiali jeszcze przez chwilę i tym razem Rukia zwracała się do swojego przyjaciela po imieniu.

Oddział piąty, polana.

- Podobno wynikła u ciebie jakaś bójka? - zapytał kapitan Kyōraku popijając herbatę.

- Tak, Phil miał małą sprzeczkę z porucznik Hinamori.

- I co?

- Złamanie kości w udzie.

- Rozumiem, że porucznik Hinamori nie obeszła się delikatnie z czwartym oficerem - wtrącił kapitan Komamura.

- Mam nadzieję, że Philipowi nic nie jest - wykazał troskę kapitan Ukitake.

- Ciekawe, o co poszło? - zaciekawił się kapitan Hitsugaya.

- Nie powiedziałem, że to Phil doznał tego złamania. - Oczy wszystkich kapitan zwróciły się na Keitę, a ten kontynuował: - Phil całkiem dobrze radzi sobie z mieczem i nie jest zbyt delikatny, ale spokojnie, Ahiko wyleczył złamanie i wszystko jest w porządku.

- Porucznik Hinamori powinna jednak zgłosić się do czwartego oddziału - stwierdziła Unohana.

- Oczywiście. Ahiko! Nara podszedł do swojego dowódcy i zapytał:

- O co chodzi, kapitanie?

- Przekaż porucznikowi, że ma się udać do czwartego oddziału na kontrolę w wiadomej sprawie.

Teraz rodzi się pytanie, jak zareagował na to Ahiko? Prosto, zrobił delikatną wersję miny niczym Polak który na imprezie usłyszał „Wódka się skończyła!”, ale naprawdę delikatną wersję.

- Dobrze, przekaże. Czy to wszystko?

- Tak, możesz odejść.

- Tak, kapitanie.

Kapitanowie kontynuowali swoją rozmowę przy herbacie, która chyba stanie się ważnym elementem ich planu zajęć. W międzyczasie, Hitsugaya postanowił, że będzie mieć tego Phila na oku, a Kurotsuchi Mayuri cieszył się z otrzymanego od Keity prezentu, czyli całego krzaku rośliny z której robiona była spożywana przez nich herbata. Keita nigdy i nikomu nie zdradził przepisu na swoje ciastka, była to tajemnica rodziny, jedna z niewielu rzeczy jaką miał po matce. Herbatka, ciasteczka i sielankowe rozmowy na pozornie błahe sprawy.

- Tak właściwie, zastanawiam się o co wynikła ta kłótnia między Philem i porucznik Hinamori? - pytanie pozornie od kapitana Ukitake, a w rzeczywistości trapiło to nawet Zarakiego Kenpachiego.

- O widelec.

- Co?

- Wiesz, kapitanie Ukitake, Phil za życia zdążył porządnie się zestarzeć i jakoś nie był w stanie nauczyć się jeść pałeczkami, dlatego używa widelca, a porucznik Hinamori była dośc nachalna w sprawie tegoż widelca.

- I o to wynikła bójka? - pytanie kapitana Hitsugayi.

- Tak, o tak błahą sprawę jak to, że porucznik Hinamori przeszkadzało to, że Phil nie umie jeść pałeczkami i jako europejczyk, a konkretnie Anglik, preferuje widelec i łyżkę.

- To ci dopiero historia! - skwitował kapitan Kyōraku.

- Kapitanie Ukitake, mam pytanie - zagaił Keita do Ukitake.

- O co chodzi kapitanie Kurosaki?

- Wiem, że pamięć o Kaienie Shibie jest wciąż żywa, ale czy nie czas oficjalnie mianować porucznika? Dwaj trzej oficerowie spełniają swoje zadanie, ale czas spokoju to wszakże czas na dopełnienie spraw i lepsze przygotowanie na czas kryzysu.

- Wiem, ale kto mógłby objąć to stanowisko? Do tej pory nie udało nam się dojść do kompromisu w sprawie nowego porucznika mojego oddziału - odpowiedział i spojrzał na Kuchiki Byakuye, który swoim zwyczajem przysłuchiwał się wszystkiemu z zamkniętymi oczami.

- Może Rukia? - Keita idealnie udawał niezorientowanego.

- Kandydatura Rukii na to stanowisko była przedmiotem już wielu dyskusji i jak do tej pory nie udała nam się dojść tutaj do kompromisu.

- Czemu nie? Rukia to idealna kandydatka. Jest w trzynastym oddziale już dość długo, jest wystarczająco silna na te stanowisko i co najważniejsze, ma cechy charakteru dowódcy. Idealna kandydatka - kontynuował Keita.

- Są pewne przeciwwskazania - odpowiedział Byakuya.

- Troskliwy braciszek chce chronić młodszą siostrę, ale nie widzi, że ona już wyrosła - skwitował Kenpachi.

Krotki pojedynek Kuchiki versus Zaraki na spojrzenia i...

- Jeśli nie znajdą się żadne powody przeciw, to nie będę protestował - powiedział kapitan Kuchiki.

I w tym momencie Keita pomyślał:

„To takie wspaniałe, że herbata potrafi tak wpłynąć nawet na takiego zatwardziałego szlachcica jak kapitan szóstego oddziału, Kuchiki Byakuya.” Swoją drogą, cały czas gubię duże literki. Nie, to żaden z bohaterów. To tylko ja, autor, który sztucznie przedłużam swój fanfic wtrącając zbędne komentarze ośmieszające mój niski poziom ortografii i umiejętności pisania na klawiaturze.

- Co w takim razie? - spytał dociekliwie Keita.

- Żeby oficjalnie to uzgodnić, trzeba zwołać zebranie, ale myślę, że to nie problem - odpowiedział do swojego dawnego podwładnego kapitan Ukitake.

„Oby Rukia doceniła mój prezent, ale w sumie i tak jest to potrzebne, więc może nawet nie docenić, a ja i tak mam co chciałem” - Keita myśli w dziwny i nieszablonowy sposób jednocześnie zachowując niepoznakę akurat biorąc łyk herbaty. Po tym jak kapitanowie się rozeszli, Phil podszedł do swojego kapitana i zapytał:

- Kapitan Hitsugaya nie da mi teraz spokoju, czy tak?

- Trzeba było się kontrolować. Aha, Ahiko, nie zapytałem jeszcze, czy znalazłeś przedwczoraj odpowiedź na swoje pytanie?

- Tak, ale mam jeszcze jedno.

- Słucham.

- Jakim sposobem udało ci się kapitanie zmusić kapitana Zarakiego do takiego cichego siedzenia przy herbacie?

- Zaoferowałem, że odbędziemy za jakiś czas wspólny sparing.

- Spodziewałem się czegoś takiego - ironiczne słowa Phila.

Część 7. - ArenaEdytuj

- Niezła robota, kapitanie Kurotsuchi - stwierdził uprzejmie Keita lewą ręką gładząc się po brodzie.

- Cała arena została wykonana w taki sposób, że pochłania reiatsu i uniemożliwia wyjście ataków poza jej granice, więc wasz sparing nie spowoduje szkód, a ja przetestuję moje dzieło! - mówił żywym głosem Mayuri.

- Więc dzięki temu nie narobimy zbytniego bałaganu? Świetnie! Będzie mniej czepiania się! - skomentował Kenpachi.

- Kapitanie, jesteś pewien, że to dobry pomysł? - spytał z szeroko otwartymi oczami Ahiko.

- Byłem pewien od początku. Razem z kapitanem Zarakim przetestujemy nową arenę dwunastego oddziału.

- Tylko zaczynajmy szybko!

Na trybunach, bo bez nich nie byłoby areny, siedzieli wszyscy pozostali kapitanowie, oprócz kapitana głównodowodzącego, oraz porucznicy i kilku oficerów. Keita i Kenpachi ustawili się naprzeciw sobie, w odległości siedmiu metrów od siebie. Keita wykonał ruch na który zaraz pojawił się obok niego Ahiko. Kurosaki zdjął swoje haori i powiedział:

- Weź je. Lepiej żeby się nie zniszczyło. Ahiko skinął głową i wykonał skok shunpo na trybuny.

- Czas zaczynać - stwierdził Keita z uśmiechem na twarzy.

- Mam nadzieję, że to będzie warte czekania! - powiedział z diabolicznym uśmiechem Kenpachi.

- Dobrze, czas zacząć. Walka powinna być uczciwa. Zakaz używania wysokopoziomowych zaklęć i uwalniania wysokich pokładów reiatsu oraz wyższych form zanpakutō. Rozumiecie? Dlaczego walce sędziował Phil? On jeden zgodził się bym posadził go tak blisko tego wydarzenia.

- Tak - spokojnym tonem odpowiedział Keita.

- I tak nie miałem zamiaru tego robić - stwierdził ironicznie Kanpachi.

- A zatem: raz, dwa, trzy i start! - powiedział i wykonał skok do tyłu w samą porę, by uniknąć zderzenia mieczy kapitanów.

Ostrza przejechały po sobie. Kenpachi próbował uderzyć Keitę z góry swoim powyszczerbianym mieczem, ale ten sparował ten cios, a następnie próbował ciąć Zarakiego z boku, ale tylko zahaczył jego haori.

„Trafił mnie, to dobrze dla niego rokuje!” - pomyślał Kenpachi uśmiechając się. Kenpachi spróbował zaatakować Kurosakiego z boku, ale ten łatwo uchylił się i wykonał skok shunpo na dość sporą odległość. Zaraki zaczął biec w jego stronę, a Keita zaczął... uciekać.

„Już wcześniej wydał mi się do kogoś podobny, teraz rozumiem. Jest zupełnie jak Ichigo! Nawet ucieka w ten sam sposób!” - myślał Kenpachi biegnąc na Kurosakiego. Kiedy już prawie trafił Keitę, ten zablokował jego cios uderzeniem, które odrzuciło jego miecz i ciął Zarakiego po brzuchu.

- Nieźle!

- Dziękuję, kapitanie Zaraki.

Znowu rzucili się na siebie, potężne zderzenie dwóch zanpakutō, cięcia i uniki. Powtarzało się to dosyć długo. Obydwaj byli dosyć pokiereszowani, ale żaden z nich nie miał dość.

- Przyznam, że nie spodziewałem się, że dostarczysz mi aż tyle rozrywki!

- Cała przyjemność po mojej stronie.

Znowu rzucili się ku sobie. Zderzyły się ich miecze, a uwolniona energia odrzuciła ich od siebie. Keita zatrzymał się wbijając swój zanpakutō w powierzchnię areny i nie wyciągając broni z ziemi ułożył dłonie jedna nad drugą oraz przednią stroną do siebie. Reiatsu skumulowało się w jego dłoniach oraz zaczęło przeskakiwać między dłońmi pod postacią małych wyładowań. Kapitan Kurosaki układając jednocześnie ręce po swojej prawej stronie powiedział:

- Hadō no 31: Shakkahō! - powiedział prostując tylko jedną, prawą rękę i wysyłając w Kenpachiego nie pocisk, a raczej czerwony strumień energii przed którym Zaraki ledwo zdołał zrobić unik.

Wysłany strumień energii zderzył się z podwyższeniem na którym stały trybuny. Nie wykonał na nim szkody, a został pochłonięty. „Całkiem niezła robota, kapitanie Kurotsuchi” - pomyślał Keita. - „Wytrzymało i pochłonęło moje zmodyfikowane Shakkahō. Muszę kiedyś sprawdzić granice wytrzymałości tej areny. Ale to później” - myślał Keita jednocześnie tocząc pojedynek szermierczy z Kanpachim.

- Niezwykłe. Całkiem ciekawe wykorzystanie tego zaklęcia - mówił kapitan Ukitake.

- Naładował je i zmienił jego formę, całkiem nieźle - powiedział Kyōraku. - Ciekawe kiedy to wymyślił.

- Pewnie już jakiś czas temu, bo nie zauważyłam by miał jakieś problemy w użyciu go - stwierdziła Unohana.

- Hmmmmmm - chichotał w swój dziwny i cichy sposób Mayuri.

- Rozumiem, że jesteś zadowolony ze swojego dzieła, kapitanie Kurotsuchi - powiedział Ukitake.

- Zgadza się. Idealnie wytrzymuje nienaruszona duże ilości reiatsu jakie tu są. Mam powody do zadowolenia.

Walka trwała jeszcze jakiś czas i nie mam zamiaru zanudzać jej opisem. W pewnym momencie, kiedy było już widać zmęczenie na obu kapitanach, Phil Narson powiedział:

- Jako sędzia zarządzam koniec walki!

- Nie ma mowy! Dopiero się rozkręcam! - wykrzyczał Kenpachi wyprowadzając kolejny atak na Keitę.

- Jesteś tego pewien, kapitanie Zaraki?

- Tak!

- Dobrze, skoro tak - powiedział cicho do siebie Phil wyciągając swoją katanę. - Odoroki(zaskocz), Shīrudo.

Broń Phila zmieniła się w miecz o szerszym ostrzu z czarna górną częścią i białą dolną. Chwycił miecz w lewą rękę i powiedział:

- Hadō no 63: Raikōhō - z ręki Narsona wyleciała kula złotej energii przed którą Keita i Kenpachi ledwo zdołali zrobić unik.

- Co ty wyprawiasz?! - wykrzyczał do Phila Kenpachi.

- Przed walką ty, kapitanie Zaraki, i kapitan Kurosaki zgodziliście się wykonywać moje polecenia jako arbitra, a jako że nie zastosowałeś się do mojego polecenia, musiałem zareagować. Walka skończona!

- Dobrze, Phil. Kapitanie Zaraki, sędzia przemówił, musimy zakończyć.

- Ehhhhh - syczał Zaraki. Kenpachi dał się uspokoić i odszedł do swojego oddziału, ale jedno było pewne, Philowi tego nie daruje.

Pominę zdziwienie kapitanów, ponieważ uznałem je za nieciekawe.

- Całkiem nieźle, Phil. Widzę, że nauczyłeś się wywoływać Shīrudo od razu w wybranym przez ciebie trybie. Wcześniej musiałeś najpierw go uwolnić, a dopiero potem wybrać tryb.

- Tak, bez tego trybu nie dałbym rady użyć zaklęcia poziomu sześćdziesiątego tak, by miało moc dość dużą bez inkantacji.


- Mayuri-sama, te odczyty powinny cię zainteresować.

- Co tam masz, Nemu? - powiedział i spojrzał na wydruk który podała mu jego porucznik. - Niemożliwe! - wydusił z siebie po chwili kapitan. - Czterokrotny wzrost energii u tego Kurosakiego?! Tylko chwilowy, ale jednak! Jego reiatsu jest wysokie, choć tego nie okazuje, oraz wzrost energii w czasie walki nie jest niczym niezwykłym, ale czterokrotny?! To po prostu niemożliwe!

Mayuri widział chwilowy wzrost energii Kurosakiego do poziomu cztery tysiące osiemset według skali urządzenia Urahary Kisuke. Keita nie okazywał takiego poziomu prawie wcale, więc dlaczego?

„Proszę, Tangetsu, więcej tego nie rób. Ten spowodowany przez ciebie niekontrolowany wzrost został na pewno wykryty i mogą z tego wyniknąć problemy.”

„Przepraszam, Keita, ale czułem, że bez tego możesz nie odbić miecza Kenpachiego.”

„Dziękuję, ale więcej tego nie rób w takiej sytuacji.” Keita rozmawiał jeszcze chwilę ze swoim partnerem - Tangetsu.

Część 8. - WiadomośćEdytuj

Noc, Keita spokojnie siedział w swojej kwaterze w piątym oddziale i pisał coś na papierze, gdy nagle odezwał się:

- Cześć, o co chodzi? - powiedział odwracając się do stojącego za nim wysokiego mężczyzny o czarnych, sterczących włosach, lodowato niebieskich oczach i zdrowym kolorze skóry europejczyka w dziwnym czarnym stroju, który zapewne miał zastosowanie bojowe, ponieważ można był zauważyć, że nie krępował ruchów. Na strój składały się krótkie rękawy, spodnie poniżej kolan i buty na płaskiej podeszwie wyglądające, z jednej strony na solidne, z drugiej na elastyczne. Mina przybysza mówiła wszystko. Była twarda, niczym wykuta z kamienia. Nawet nie drgnął, gdy powiedział:

- Oni się zbliżają - nie drgnął, ale w jego oczach było widać przerażenie. Keita zerwał się na równe nogi z wyrazem nie przerażenia, a uczucia nadchodzącej zagłady. Jego oczy latały mu i cały się trząsł, gdy mówił:

- Co?! Niemożliwe! NIEMOŻLIWE!! Jak?! Kyle, jesteś pewien?! - powiedział, ale całkowicie bez nadziei, bardziej jak skazaniec, który przed wykonaniem wyroku zapytał się swojego adwokata czy apelacja została przyjęta.

- Tak, jestem pewien. Coś musiało się stać, że to możliwe. Jakaś zmiana w strukturze energii.... Nie wiem, pierwszy raz muszę powiedzieć, że nie wiem! - powiedział z gniewem na samego siebie jednocześnie zaciskając dłonie w pięści. Jego, zapewne metalowa, bransoleta na prawym nadgarstku drgnęła. - Nie wiem jak to możliwe, ale musisz się przygotować - powiedział już spokojnie i dodał po chwili: - Nie będę mógł ci pomóc, ale muszę ci powiedzieć, że jeśli sobie nie poradzisz, to będzie to koniec nie tylko Soul Society, ale też całego tego świata.

- Rozumiem! Zaczynam od rana! Ile mamy czasu?

- Maksymalnie dwa do trzech tygodni.

- Za mało czasu! To najgorsza możliwa chwila, jeszcze nikt nie jest gotowy!

- Musicie sobie poradzić, zostawiam ci to - powiedział i położył na stoliku mały metalowy sześcian.

- Co to jest?

- Urządzenie, które może wam pomóc, zwiększa siłę przyciągania i zmniejsza ilość i intensywność energii możliwej do wydobycia.

- To będzie pomocne, ale i tak mamy za mało czasu!

- Nie mogę zrobić nic więcej. Muszę już iść. Powodzenia, Keita.

- Do zobaczenia, Kyle.

Przybysz zwany Kyle podniósł prawą rękę z otwartą dłonią i pojawił się przed nim dziwny, niebieski, płaski z boku obłok do którego wszedł i zniknął razem z nim. „Te jego portale są całkiem niezłe, ale nie czas na to! Muszę z samego rana zebrać kilka osób!” - myślał gorączkowo Keita. Próbował spać, jednak co chwilę się budził budzony koszmarami.


- Czego chcesz? - spytał swoim typowym głosem Kenpachi.

- Twojej pomocy, jesteś osobą odpowiednią do naszego planu. Pomożesz nam w zmianach jakie planujemy zaprowadzić. Musisz się zgodzić - powiedział mężczyzna w całości ubrany na biało do Kanpachiego, który jeszcze chwilę wcześniej spacerował sobie w nocy po Seireitei.

- Mam wam pomóc? A to niby dlaczego?

- Twój charakter i pragnienia są odpowiednie do tego. Dostaniesz tyle walki ile zechcesz i z bardzo silnymi przeciwnikami.

- Gdyby nie to, że wiem, że to pułapka, to może bym pomógł.

- Więc się nie zgadzasz?

- Miałbym zdradzić Gotei 13 i mój oddział? Chyba śnisz! - wykrzyczał i zaatakował swoim mieczem przybysza, który odskoczył kilka metrów do tyłu.

- Nie spodziewaliśmy się po tobie takiej nierozwagi - powiedział i w jego lewej dłoni pojawił miecz o białym ostrzu. - Skoro wolisz zginąć z mojej ręki, to proszę. Zaatakował, a jego miecz tylko prześliznął się po broni Zarakiego. Kenpachi wyprowadził cios, ale tamten zablokował go mieczem skierowanym ostrzem ku dołowi. Wtedy przybysz zamachnął się i ciął Zarakiego po brzuchu.

- Aaah! Hahahahaha! Co prawda ten cały Narson przerwał mi całkiem niezłą walkę, ale trafił mi się całkiem niezły przeciwnik z którym będę mógł się odrobinę zabawić! Heeeeeehe! - wydobył z siebie okrzyk Kenpachi atakując przeciwnika z siłą tak ogromną, że ten aż przyklęknął pod naporem mocy ciosu.

- Więc to dlatego miałem cię pozyskać. Całkowita odporność na obrażenia. Muszę przyznać, że to ciekawe - mówił spokojnie przybysz prostując się jednocześnie dalej zasłaniając się swoją bronią przed mieczem Kenpachiego. - Koniec rozgrzewki. Pora to zakończyć.

Wyrwał się spod miecza Zarakiego i potężnym uderzeniem, które co prawda kapitan sparował, posłał go kilkanaście metrów w tył, wprost na spory budynek, w który Kenpachi się wbił robiąc dużą wyrwę w ścianie.

- Choooleeraaa! - powiedział kapitan podnosząc się i zrywając swoją opaskę. Szarża i błyskawiczny atak powalił przeciwnika, który zaraz jednak podniósł się i powiedział:

- Nie jesteś wart mojego czasu. Przyjemnej śmierci - pojawił się dookoła niego fioletowy obłok, w którym zniknął.

- Przeklęty gnojek! - powiedział po czym wydał z siebie jęk: - Eeee! Niech to! - podparł się mieczem i złapał się za brzuch. - Tyle walk! Tylu pokonanych przeciwników! A tak urządził mnie jakiś biały dziwak! Cholera! Jeszcze nigdy tak nie oberwałem!

Powiedział i padł na ziemie nieprzytomny.

Część 9. - Początek treninguEdytuj

Wnętrze Wzgórza Sōkyoku. Phil Narson i Nara Ahiko rozmawiali:

- Dlaczego kapitan nas tu wezwał?

- Nie wiem, Phil, ale na pewno miał ważny powód. Kapitan Kurosaki nigdy nie robi nic bez przyczyny.

- Może opracował jakąś nową metodę treningową lub nową technikę, którą chce nam pokazać?

- Może.

Ich rozmowę przerwało pojawienie się porucznika szóstego oddziału Abaraia Renjiego oraz nowo mianowanego porucznika trzynastego oddziału Kuchiki Rukii. Zdziwili się przybyciem ich w tym samym czasie, co zaplanowane spotkanie z Keitą.

- Witam, poruczniku Abarai i porucznik Kuchiki - Ahiko ukłonił się. - Co was tutaj sprowadza?

- Witaj, Nara. Zaprosił nas tutaj Kei... znaczy kapitan Kurosaki.

- Jakieś pomysły dlaczego? - zapytał niespodziewanie Renji.

- My nie wiemy, ale to na pewno ważne - odpowiedział Phil.

Ich rozmowę przerwało nagłe pojawienie się Keity, w jednej chwili pojawił się znikąd.

„Jego szybkość jest niesamowita!” - pomyślał Narson.

Keita nic nie powiedział, po prostu podszedł do jednej ze ścian i położył tam jakiś przedmiot.

„Zobaczmy, możliwość zwiększenia grawitacji do 20 G. Hmmm, całkiem niezłe to urządzenie. Pamiętam, jak trenowałem przy pomocy podobnego urządzenia, co prawda tamto miało większe możliwości, ale niestety zepsuło się lata temu. No cóż, to musi wystarczyć!” - Keita wyprostował się i powiedział coś czego pozostali nie usłyszeli.

- Kapitanie Kurosaki, o co cho... - chciał zapytać Phil, ale nie mógł dokończyć.

- O cholera! - powiedział Renji i w tym momencie upadł na ziemię. - Nie mogę się podnieść!

Rukia tak samo leżała na ziemi, a Phil i Ahiko trzymali się na czworaka i to ledwie.

Keita spokojnie, bez problemu i z lekkością podszedł do nich i powiedział:

- Zablokowałem wyjście. Nie wyjdziecie dopóki nie zrobicie tego co teraz powiem - Wszyscy patrzyli na niego wzrokiem zdziwienia - a więc obecnie panuje tu grawitacja siedem razy taka jak zwykle. Nie jesteście w stanie się ruszać ponieważ skok grawitacji nastąpił nagle i nie jesteście przyzwyczajeni do większych wysiłków, jeśli chodzi o ciężar, poza Philem i Ahiko bo o nich zadbałem. Za chwilę przywykniecie i wtedy musicie mnie pokonać by wyjść - wszyscy spojrzeli na niego niezwykle zdziwionym wzrokiem.

„Pewnie chodzi o trening, ale nigdy jeszcze nie stosowałeś takich środków i prawie nigdy nie mówisz takim głosem. O co chodzi, kapitanie?” - myślał Ahiko.

- Radzę wam się przyzwyczaić.

- To tylko siedem razy więcej, więc dlaczego nie mogę się ruszyć kapitanie? - zapytał Ahiko.

- Wasza moc została ograniczona, więc będziecie musieli się dość wysilić by cokolwiek zrobić - powiedział, odwrócił się, odszedł kawałek i usiadł się na głazie. - Póki co, dam wam czas na przyzwyczajenie, a potem rozpoczną się wasze próby.

- Ehh, kapitanie, póki co brzmi to jak scenariusz kiepskiego komiksu - powiedział Phil z wielkim trudem wyciągając swój miecz z pochwy. Wyprostował się na kolanach i ułożył miecz prostopadle do wyprostowanych rąk. - Odoroki, Shīrudo - wykrztusił ciężko dysząc. - „Kto by pomyślał, że moja choroba płuc objawi się nawet po śmierci. Cholera! Nie mogę oddychać!” - Shīrudo przybrał kształt sporego miecza jednoręcznego z zakrzywionym ostrzem.

Udało mu się unieść i wstać na równe nogi.

- Widzę, że wykorzystałeś tryb twojego Shīrudo zwiększający twoją siłę. Niezły pomysł, Phil - stwierdził z trudem Ahiko podnoszący się powoli na równe nogi. - Wstać jest najtrudniej, potem wystarczy utrzymać się na nogach - zauważył po chwili.

Obydwaj podeszli do Renjiego i Rukii, by pomóc im wstać. Wszyscy ledwo trzymali się na nogach, oprócz Phila, którego też to dopadło, gdy dezaktywował swój zanpakutō. Początkowo wszyscy tylko ledwo się ruszali i szurali nogami po ziemi. Phil wtedy powiedział do Ahiko:

- Mam pomysł jak szybciej przyzwyczaić nogi.

- Jaki?

- Staraj się robić to co ja teraz - Phil ustał wyprostowany i zaczął podnosić szybko nogi tak, że udo było prostopadłe do ciała.

- Co to ma być? - zapytał zdziwiony Nara.

- Nie powiem ci na pewno, ale to się chyba nazywa skip a.

Ahiko rozpoczął ćwiczenie i kilku minutach zauważył, że jego nogi nie wydają się już tak ciężkie. Rukia i Renji również rozpoczęli ćwiczenie zauważając rezultaty u oficerów piątego oddziału.

- Dobra, to wystarczy. Teraz pora na coś innego - powiedział Ahiko do Phila. - Może spróbujemy biegów?

- Niech będzie, wyznacz trasę.

Rozpoczęli bieg, biegli równo, tuż obok siebie.

- Co z nimi?

- To nie nasz problem Phil. Muszą sobie sami radzić.

Po jakimś czasie Keita zwyczajnie pojawił się przy nich i powiedział:

- Widzę, że się przyzwyczailiście.

- Trzysta dziewięćdziesiąt jeden. Trzysta dziewięćdziesiąt dwa. Trzysta dziewięćdziesiąt trzy... - kontynuowali mimo tego Ahiko i Phil. Narson robił pompki, a Ahiko stał na rękach i unosił się równo z pompkami Phila.

- Rukia, poruczniku Abarai jak wam idzie? - zapytał wykonujących różne ćwiczenia poruczników.

- Całkiem nieźle - odpowiedziała Rukia.

- To dobrze, bo widzicie nadszedł czas na koniec rozgrzewki - powiedział i zaatakował kopnięciem Phila, który ledwo zdołał się ochronić.

- To chyba nieuczciwe atakować nas, kiedy jeszcze nie jesteśmy w stanie używać shunpo - stwierdził Ahiko zrywając się na nogi.

- Życie nie jest uczciwe - stwierdził i w mgnieniu oka pojawił się przy Abarai, zaatakował, a ten ledwo zdołał zablokować.

Ahiko próbował zaatakować, ale jego kapitan bez problemu przewidywał jego ruchy i blokował każdy atak. Keita błyskawicznym kopnięciem w brzuch powalił Narę na ziemię.

Opisałbym dokładnie sposoby dręczenia jakie stosował na nich, ale to dręczenie trwało jakieś półgodziny, więc pominę trochę.

- No dalej! Co tak słabo?! - wołał do wyraźnie zmęczonych shinigami. Renji zaatakował swoim wyzwolonym Zabimaru, a Keita widząc to po prostu spojrzał znużonym wzrokiem, wyprostował lewą rękę i odbił gołą dłonią jego shikai. Abarai widział to i w tej jednej chwili przypomniał mu się moment, kiedy to Aizen zrobił to dokładnie w taki sam sposób nawet się nie wysilając.

- Coś słabo, poruczniku - powiedział, w jednej chwili znalazł się tuż obok niego i ciął go w poprzek tułowia.

- Renji! - zawołał Rukia i powiedziała: - Tsugi no Mai, Hakuren!

Atak Rukii wystrzelił i trafił w Kurosakiego, lecz gdy powstała mgła opadła widać było Keitę stojące jak stał, czyli bokiem do Rukii, tyle, że zasłaniającego się zgiętą lewą ręką.

„Całkiem nieźle, jak na shinigami na poziomie porucznika” pomyślał, a powiedział: - Całkiem nieźle, Rukia. Jednak to za mało.

Błyskawicznie znalazł się przy swojej znajomej i gdy już chciał zadać cios usłyszał głos Ahiko dobiegający znad niego.

- Tsubasa no Furattā(Trzepot skrzydeł)! - wykonał zamach, a z jego broni wydobył się potężny podmuch który wyrzucił Keitę kilkanaście metrów do tyłu.

- Nieźle. - Wykonał zamach i wysłał w stronę Nary podmuch energii będący Getsugą, tyle, że słabszą ze względu na niewymówienie jej nazwy. Jednak błyskawicznie zablokował atak Phil, którego Shīrudo przybrał kolejną formę, tym razem sporego metalowego ochraniacza na rękę, z którego wydobyła się tarcza na której Getsuga nie wywołała żadnego wrażenia.

- Getsuga Tenshō! - tym razem oburęczny zamach zza pleców z lewej strony. Ten atak także nic nie zdziałał.

- Dobrze wiesz, kapitanie, że nawet twoja pełna Getsuga nie przebije się przez tarczę Shīrudo.

- Więc zademonstruję wam technikę nad którą pracowałem od jakiegoś czasu - mówił i jednocześnie kładł dłoń na samym początku ostrza swojej katany, a kiedy to zrobił to z miejsca które dotykał palcami zaczęły się wydobywać niewielkie smugi czarnego reiastu.

- Niemożliwe! - powiedzieli jednocześnie Ahiko i Phil kryjący się wraz z Rukią i rannym Abaraiem za tarczą Shīrudo.

„Nie jest tak silna jak pełna, ale zdecydowanie bardziej skoncentrowana.Powinna być idealna.”- Kuroi Getsuga - powiedział i wykonał jednoręczny zamach z lewej strony na przód. Z katany wydobyła się czarna smuga, która zderzając się z tarczą Shīrudo po prostu ją rozbiła, a chroniący się pod nią ledwo zdołali uciec.

- Jak to możliwe?! Czarna getsuga w nieuwolnionej formie?! - dziwił się Phil. Rukia myślał, że to niemożliwe. Wiedział, że możliwe jest, że ktoś jeszcze może umieć wykonać Getsuge, ale czarną i to w dodatku z nieuwolnionego miecz? Nie myślała, że kiedyś to zobaczy.

- Rozumiem, że jesteście zaskoczeni, pracowałem nad nią już od jakiegoś czasu i dopiero teraz mogłem ją wypróbować. Błyskawiczny skok i ciął jednocześnie Ahiko i Rukię. Phil zdołał odskoczyć używając shunpo.

- No nareszcie, shunpo. Już myślałem, że nie odzyskacie tej umiejętności.

- Też ci coś pokaże kapitanie - jego Shīrudo znów zmienił formę, stał się rapierem, Wykonał ruch odsuwając miecz za plecy i powiedział: - Getsuga Tenshō! - wykonał atak przed którym Kurosaki ledwo co zdołał się ustrzec.

- Wygląda na to, że pochłonąłeś tyle moich Getsug, że Shīrudo nauczył się je wyzwalać. Świetnie! Spodziewałem się, że masz takie zdolności, ale nie sądziłem, że uda ci się to tak szybko, ale musimy na razie kończyć.

Philip nawet nie widział ciosu, po prostu padł na ziemię.

Wszyscy leżeli pod aurą której widoczną zdolnością było leczenie.

- Czy to niezbyt okrutne? - spytał nieznany przybysz w czarnym stroju i opaską na czole.

- Nie, muszę ich wytrenować, a to jest najlepsza metoda treningu.

- Doprowadzanie ich na skraj śmierci po ogromnym wysiłku? No cóż, to działa, ale czy jesteś pewien, że zdążycie? - spytał krzyżując swoje ręce na piersiach. Na rękach i nogach miał dziwne i dość spore opaski.

- Nie, i pewnie dlatego tu jesteś? Pomożesz mi?

- Nie, muszę się zając swoimi stronami, ale pomogę w treningu. Mistrz mnie po to wysłał.

- Więc Pierwszy kazał ci tu przyjść? To świetnie, pomożesz mi wytrenować tych wymoczków by mogli przeciwko nim stanąć.

- Och, od razu wymoczków. Wcześniej nie narzekałeś na ich siłę - stwierdził kucając na skale na której do tej pory stał.

- Wcześniej mieliśmy czas, teraz muszę zastosować najbardziej intensywne metody treningowe jakie znam!

- A tak właściwie, to kiedy skończysz ich leczyć? - skinął głową w stronę leżących pod osłoną rannych shinigami.

- Kilka minut. Eh, szkoda, że nie można ich nauczyć kilku twoich sztuczek! Wtedy trening byłby znacznie efektywniejszy, szczególnie jakby nauczyli się robić te całe klony.

- To nie są 'te całe klony', tylko klony cienia!

- Niech ci będzie. A tak właściwie to jak mają się sprawy w twojej wiosce?

- Znowu chcą mnie przydzielać do misji typu sprzątanie, czy naprawienie płotu, gdyby tylko wiedzieli jak silny jestem!

- Niestety, tak samo jak ja, nie możesz tego zademonstrować.

- A tak właściwie, to czegoś nie rozumiem. Możesz w chwilę przywrócić komuś utraconą rękę czy nogę, ale nie jesteś w stanie ich natychmiast wyleczyć, dlaczego?

- Ich rany są wyżarte reiatsu i to moim własnym, takie rany najtrudniej jest wyleczyć.

- Ale to nie cała twoja moc czyż nie? Pamiętam jak pokazywałeś mi te swoje opancerzone ramiona. Czy takich samych mocy jak twoje nie posiada przypadkiem dwójka ludzi?

- Moce tego typu ma całkiem sporo osób.

- Więc nie potrzebna do ich posiadania pół-shinigami pól-człowieka nie potrafiącego kontrolować swoich mocy?

- Nie, są to moce hollowów, a ich moc jest dość powszechna w przejmowaniu przez ludzi którzy przed narodzinami zetknęli się z ich reshi. A poza tym moje moce są silniejsze niż tamtej dwójki.

- Dla ciebie są one w końcu naturalne, a oni przejęli je od wewnętrznego hollowa tego całego Ichigo.

- Tak to jest, ale czy wiesz czemu to właśnie oni dostali te moce, a nie ktoś inny?

- Dlaczego?

- Ponieważ z Sado Yasutorą spędzał on zawsze mnóstwo czasu, a ta cała Inoue Orihime była obecna w swojej duchowej formie przy jego formie shinigami i to dość długo.

- Czym jeszcze twoje moce różnią się od ich mocy?

- Opanowałem je jeszcze przed pójściem do akademii i byłem w stanie ich używać bez ograniczeń, ale i tak rzadkz nich korzystam, prawie nigdy. Tylko leczenie jest przydatne, ale i tego rzadko używam.

- Dlaczego?

- Po prostu ta moc jest mi zbędna. A lepiej jest nie sięgać do mocy hollowa, jeśli nie jest to konieczne.

- Urodziłeś się z nimi?

- Z czym?

- No, z tymi mocami?

- Jak wykazały badania Urahary-san jest to cecha typowa dla takich jak ja, ale denerwujące jest, że mam bliźniacze moce z mocami tego wymoczka Ichigo.

- Dlaczego jesteś wobec niego taki surowy?

- Taki, czyli jaki? Kiedy Rukia, osoba którą uznaję za przyjaciółkę, miała zostać zniszczona przez Sōkyoku, on czekał tutaj na stosowny moment do wkroczenia, a ten moment zbiegł się z momentem jak prawie ją trafił.

- Dlaczego jeszcze?

- To przez niego Aizen uciekł! Gdyby nie wlazł mi w drogę to Aizen już po chwili leżałby martwy! Tak jak na to zasłużył! - mówił i zaciskał pięści ze złości Keita. - Co więcej nie był ostrożny, w niedługim czasie po osiągnięciu bankai wrócił do świata ludzi, a tamtejsze niskie, w porównaniu do Soul Society, stężenie reishi sprawiło, że z jego szybkości i potężnego reiatsu została tylko pusta i słaba energia! Gdyby miał chociaż tę moc co w walce z Kuchiki Byakuyą, to ten wymoczek Grimmjow nie byłby przeszkodą dla niego! Lub też jak w sztucznej Karakurze walczył z Ichimaru Ginem! Powinien być o wiele silniejszy niż on, że już nie wspomnę o tym, że Ichimaru nie powinien w ogóle nadążać za Ichigo w formie bankai.

- Chyba jednak jesteś dla niego za ostry. W końcu to twój kuzyn.

- Do tej pory nie rozumiem, jak wuj Isshin może mieć tak wymoczkowatego syna! - wokół Keity pojawiła się potężna aura niebieskiego reiatsu i słychać było, że ranni zaczynają dyszeć.

- Tracisz nad sobą kontrolę. - Wyprostował się. - Na mnie nie wywrzesz tym wrażenia, a oni chyba zaraz się uduszą - stwierdził i wskazał palcem na rannych. Reiatsu zniknęło.

- Masz rację, lepiej żebym kontrolował swoją moc, nie chce w końcu stracić ludzi, których mam trenować - spojrzał na nich i po chwili dodał: - Tak właściwie to muszę ich nauczyć znosić nacisk dużego ciśnienia energii, ale na to przyjdzie jeszcze pora.

Część 10. - PrzyczynaEdytuj

Trzeba na chwilę zostawić trening, by coś wyjaśnić. Cofnijmy się o trochę ponad sto dziewięć lat.

Mężczyzna z gładką brodą wszedł do domu w jednym z okręgów Rukongai. Szedł powoli, miecz o czerwonej rękojeści, który nosił przy boku lekko się bujał. W końcu wszedł do pokoju, w którym siedziała czarnowłosa kobieta o ciemnoniebieskich oczach, która pisała coś na papierze.

- Co chcesz, Isshin-chan? - przybysz się zarumienił.

- Mówiłem, żebyś nie nazywała mnie Isshin-chan! Jestem już dorosły! A chciałem ci powiedzieć, że twój kapitan chce się z tobą widzieć, wiem to od Urahary.

- Dobrze, Isshin-chan - podniosła się, jej kimono lekko zafalowało.

- Dlaczego cały czas mnie tak nazywasz?! Jestem dorosły już od bardzo dawna, a w mieczu jestem prawie tak dobry jak ty!

- Dlaczego? Spójrz tam - wskazała palcem na otwarte przejście do drugiego pokoju. - Co widzisz?

- Czwórka twoich dzieci, ale co to ma wspólnego z tym jak mnie nazywasz?! Błyskawicznie zjawiła się koło niego.

- Nazywam cię tak, bo ciągle jesteś moim małym, niepoważnym braciszkiem. Czas się chyba ustatkować? Założyć rodzinę? Ta twoja znajoma, Sakura, wydaje się całkiem miła.

Zarumienił się jeszcze bardziej.

- Jesteś lepsza w szunpo, to wszystko! A Sakura to tylko znajoma! Zresztą, co dzieci mają wspólnego z tym jak mnie nazywasz?! Przez to, że jeszcze nie mam dzieci, nie możesz mówić, że jestem niepoważny!

- Ależ jesteś niepoważny. Dowodem tego jest to jak na to reagujesz. A swoją drogą, powiem ci tyle: obowiązkiem kobiety jest mieć dzieci i powiem ci, że mam już czwórkę, a chcę mieć jeszcze kilka, a obowiązkiem mężczyzny jest spoważnieć i założyć rodzinę.

- Jeszcze kilka? Ale przecież Abiru...

- Nie żyje, ale to nie oznacza, że nie mogę już mieć dzieci.

- Szybko się otrząsasz, nie ma co.

- To było dwa lata temu, żyjemy setki, a nawet tysiące lat, ale dwa lata to i tak długo.

Rozmawiali jeszcze przez chwilę, a następnie kobieta udała się do baraków trzeciego oddziału, a konkretnie, do kwatery swojego kapitana, Ōtoribashi Rōjūrō zwanego Rose.

- Chciałeś mnie widzieć kapitanie? -zapytała z lekkim ukłonieniem.

- Mam dla ciebie zadanie. Udasz się na misję do świata ludzi. Pojutrze wyruszasz.

- Oczywiście.

- I postaraj się znaleźć dobrego opiekuna dla dzieci.

- Oczywiście - powiedziała i oddaliła się.

Znowu była w domu.

- Znowu idziesz na misję, mamo?

- Tak.

- Kiedy wrócisz?

- Nie wiem, skarbie. Zajmie się wami wuj Isshin.

- Dobrze - mały chłopiec odszedł do swojego pokoju, a kobieta położyła się spać.

Dzień wyprawy. Właśnie zmierzała do Senkaimonu, gdy zaczepił ją kapitan dwunastej dywizji Urahara Kisuke.

- Zaczekaj, Hinata. Mam coś dla ciebie.

- Co takiego, Kisuke?

- Powinnaś uważać, gdyby ktoś zauważył, że mówisz do mnie po imieniu, mogłoby to być źle odebrane.

- A co w tym dziwnego, że mówię do znajomego z dzieciństwa po imieniu? Już nie pamiętasz ile razy wygrywałam z tobą pojedynki?

- Pamiętam - lekko zaśmiał się. - A wracając do sprawy! Weź to - podał jej dziwny metalowy pojemnik.

- Co to jest?

- Stabilizator duchowy w aerozolu.

- Co w czym?

- Stabilizator duchowy ustabilizuje twoją strukturę duchową i sprawi, że twoje działania w świecie żywych będą efektywniejsze, a aerozol to substancja lotna. Wystarczy, że zdejmiesz nakrętkę, naciśniesz przycisk i spryskasz się tym. I poprzedzam twoje pytanie o efektywność. Polega to na tym, że ludzie i zwierzęta będą w stanie cię zobaczyć, a co więcej nie będą widzieć różnicy między tobą a zwykłym człowiekiem.

- Dzięki, może się przyda.

Przeszła przez Senkaimon, błyskawicznie przeszła przez Dangai i znalazła się w świecie żywych.

- Teraz jeszcze tylko znaleźć sobie jakąś bazę wypadową. Szukała dość długo, aż w końcu trafiła na dość spory magazyn.

- To miejsce się nada.

Miała stacjonować tam przez co najmniej kilka miesięcy i patrolować okolicę. Nie była pewna dlaczego, ale nie miała w zwyczaju kwestionowania rozkazów.

Podczas jednego z kolejnych dni napotkała hollowa atakującego młodego mężczyznę.

- Szybko to załatwię!

Hollow zostawił leżącego na ziemi mężczyznę i rzucił się na Hinatę. Uderzenie, blok i cięcie, które zakończyło egzystencję hollowa.

Podeszła do mężczyzny i zapytała:

- Jak się czujesz? Co ja gadam! I tak mnie nie słyszysz.

- Jak to cię nie słyszę?

Ze zdziwienia aż odskoczyła.

- Musisz być świadomy duchowo.

- Czy to znaczy, że jesteś shinigami?

- Skąd wiesz?

- Moja rodzina zawsze miała sporo wspólnego z duchami.

- Przykro mi, ale i tak muszę ci lekko zmodyfikować pamięć i... - padła na ziemię.

- Co ci jest?! - podszedł do niej i zauważył dziwną ranę na ramieniu. - Co to jest?! Kiedy?! Muszę cię stąd zabrać! - położył ją sobie na plecy i poszedł z nią do domu.

- Babciu! Pomóż mi!

- O co chodzi? Co to za dziewczyna? - powiedziała wchodząca do pokoju starsza kobieta.

- To jest shinigami!

- Shinigami? A co jej jest?

- Chyba zrobił jej to hollow - pokazał jej ranę na ramieniu.

- Hmm, lekki okład z wzbogaconych reishi liści i będzie zdrowa - podeszła do pudełka z którego wyjęła pojemnik, a z niego owe liście.

- Czasem dobrze mieć szurniętą rodzinę - powiedział mężczyzna.

- Zawsze tak mówisz - powiedziała, a jednocześnie robiła okład na ręce Hinaty - a zawsze jak coś, to do nas lecisz.

Babci się udało. Hinata zaczęła spać spokojnie. W pewnym momencie otworzyła oczy i zauważyła siedzącego nad nią mężczyznę.

- O, już się obudziłaś? Jesteś silniejsza niż moja babcia myślała. Mówiła, że obudzisz się za co najmniej dwa dni, a tak przy okazji, jestem Tomari, a ty?

- Jestem Hinata, ile spałam?

- Trzy dni. Na twoje szczęście, moja babcia zna się na manipulacji reishi, czy czymś takim.

„Zwykli ludzie, którzy potrafią takie rzeczy? Muszę ich obserwować.”

Hinata próbowała wstać i poczuła jak jej noga mimowolnie się ugina.

- Nie wstawaj! - Podbiegł do niej i w ostatniej chwili przed upadkiem ją złapał. Pomógł jej usiąść na łóżko i powiedział: - Nie powinnaś się nadwyrężać, musisz jeszcze wypoczywać.

- Co chcecie ze mną zrobić?

- Jak to?

- Macie shinigami w niewoli, na pewno macie zamiar mnie do czegoś wykorzystać lub spróbować coś wymusić.

- Mówisz jakbyśmy nie mieli co robić, tylko przetrzymywać cię w niewoli. Pomogłem, bo byłaś w potrzebie, a wcześniej to ty mnie uratowałaś, tyle. Zresztą, my nigdy problemów nie szukaliśmy.

- Więc mówisz, że nic nie chcecie?

- My nic nie potrzebujemy.

Wypoczywała w domu Tomariego jeszcze kilka dni, a następnie opuściła go i odeszła z powrotem do magazynu.

- Tam się wygodniej spało.

Tomari w niedługim czasie, bo dwóch dni, pojawił się przy magazynie.

- Wyjdź, czuję cię. Zdążyłem przyzwyczaić się do twojej aury.

Wyszła i powiedziała:

- Czego chcesz?

- Babcia dała mi coś do jedzenia dla ciebie - pokazał jej sporą porcję jedzenia. Poczuła lekkie burczenie w brzuchu.

- Niech ci będzie.

Siedzieli w magazynie i zajadali ryż.

- Jak ci się powodzi?

- Co ci do tego?

- Interesuję się życiem shinigami z którą jem obiad.

- Nie najgorzej.

Jego wizyty powtarzały się co dzień. W końcu zaczęła nawet wyczekiwać jego wizyt.

- ...a mój znajomy, Kisuke, to dopiero farciarz! Z trzeciego oficera został kapitanem!

- Kiedy dostał ten awans?

- Niecały rok temu.

- Ciekawe te wasze Gotei 13. Co chwile jakaś ciekawa historia tam się zdarza.

- Oj tak!

Później.

- Co to jest?

- Duchowy stabilizator w aerozolu.

- Do czego to?

- Nie do końca zrozumiałam, ale chyba chodzi o to, że dzięki temu przez jakiś czas duchowe ciało nie różni się od prawdziwego.

- Ciekawe. Niech zgadnę! Zrobił to ten twój znajomy, Urahara?

- Zgadza się - powiedział i spryskała się substancją. - Teraz wreszcie pozwiedzam to miasto patrząc ludzkim okiem.

Wybrali się na spacer. Zwiedzili prawie wszystko co w mieście było do zwiedzenia, a Hinata co jakiś czas stosowała aerozol. W końcu przy zachodzie Słońca zatrzymali się nad rzeką.

- Piękne to miasto - powiedziała wpatrując się w wodę. - Ta rzeka przypomina mi Rukongai.

- Nie ma to jak dom.

- Tak, nie ma to jak dom. Niedługo moja misja dobiega końca.

- Ale przynajmniej zwiedziłaś normalne ludzkie miasto, w normalnym ludzkim stroju. Hinata spojrzała na swoje tymczasowe ubranie, które określała jako ładne. Spojrzała na Tomariego i tak się złożyło, że ich wzrok akurat się spotkał. Nie patrzeli już na nic tylko w swoje oczy. Zbliżyli się do siebie i nawet nie zauważyli gdy ich usta się spotkały. Objęli się nawzajem rękami i stali tak przez jakiś czas. Nie interesowali ich przechodzący ludzie, to że Słońce już dawno zaszło, interesowało ich tylko to co robili teraz. W pewnym momencie przestali. Hinata znowu użyła aerozolu.

- Lepiej już się zbierać - powiedziała.

- Odprowadzę cię.

Doszli do magazynu i weszli do środka. Nawet nie zauważyli gdy znowu znaleźli się w swoich objęciach, nie zauważyli tego gdy sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli, ale nie chcieli tego zauważać. Chcieli tylko tego co wtedy było. Hinata zaczęła lekko rozpinać strój Tamriego, który był zapinany na guziki, a następnie pozostawiła to jemu i zabrała się do swojego ubrania. Tomari całował ją namiętnie...

Hinata spojrzał na niego swoim wzrokiem w którym było widać ogromną przyjemność.

- Nigdy nie sądziłam, że skończę w łóżku z żywym człowiekiem - dyszała mówiąc.

- Ja też się tego nie spodziewałem, ale to było....

- Czy koniecznie było?

Tamari spojrzał na nią.

- Noc jeszcze się nie skończyła. Pocałowali się namiętnie po raz kolejny.

Jej misja dobiegła końca trzy dni później i były to zarówno jej jak i jego najlepsze trzy dni.

Po powrocie zdała raport i wróciła do swojej rodziny. Nikt nie rozumiał czemu będąc w Gotei 13 mieszka w Rukongai, ale nikt jej tego nie zabraniał. Zanim zorientowała się co się stało minęły trzy tygodnie.

- Co się stało, siostro? - spytał Isshin widząc swoją siostrę z dziwną miną.

- Isshin-chan - uśmiechnęła się - jestem w ciąży!

Widok miny Isshina gdy to usłyszał musiał być niezapomniany. Minęło osiem miesięcy i kilka dni, a na świat przyszedł mały chłopiec. Chłopiec, który urodził się ze związku shinigami i człowieka. Pierwszy znany pół-shinigami pół-człowiek.

- Jak go nazwiesz?

- Keita.

- Już się boję co to dziecko będzie odstawiać jak urośnie!

- Daj spokój!

- Sądząc po tym, co odstawili jego rodzice, to dziecko powinno być dość ciekawe. I przy okazji, dzięki, że oszczędziłaś mi szczegółów z misji.

- Nie ma za co - pobujała na rękach małego Keitę.

Później okazało się, że Keita odziedziczył po ojcu szarawy kolor włosów, a po matce niebieskie oczy.

Część 11. - Shun OmateEdytuj

- Tak się zastanawiam, że strasznie wolno ci to schodzi.

- Ale co?

- No mówiłeś, że zajmie ci to kilka minut, a minął już kwadrans. O co chodzi?

- Zająłeś mnie rozmową i nie mogłem się skupić.

- O, już się budzą.

Renji, Rukia, Ahiko i Phil powoli wstali. Renji i Rukia zdziwili się, gdy zobaczyli w czym się znajdują.

- Nie dziwcie się i nie pytajcie. Nie chcę mi się tłumaczyć - powiedział Keita, a struktura lecząca zmieniła się w dwa świecące punkty, które wleciały w dłoń Keity i zniknęły.

- Ale... - próbowała powiedzieć Rukia.

- Mówiłem żebyś nie pytała - powiedział Keita i w jednej chwili znalazł się tuż przy Rukii i już prawie ciął ją mieczem z góry gdy miecz się zatrzymał. Zatrzymał się na sporych bransoletach przybysza.

- Może najpierw wytłumaczymy im co nieco zanim znowu ich potniesz?

- Niech ci będzie - Keita schował miecz - ale szybko. Zebrali się w jednym miejscu i pierwszy wybuchnął Abarai.

- Jakim prawem nas tu trzymacie?!

- Słyszałem, że chcesz przerosnąć kapitana Kuchiki, czyżbyś zrezygnował ze swojego celu? Jeśli nie, to muszę ci powiedzieć, że możesz samemu się trudzić lub uciszyć i pozwolić mi ciebie wytrenować. Da to dużo lepsze efekty - odpowiedział Keita - a trzymam cię tu takim prawem, że musicie wzrosnąć szybko w siłę, możecie dość łatwo zginąć w zbliżającej się sytuacji. - Pauza. - Po twojej minie i milczeniu sugeruję, że tak, więc zaczynając od początku. - Obrócił głowę w stronę przybysza. - Weź się przedstaw naszym podopiecznym.

- Phil i Ahiko już mnie znają, jestem Omate Shun. Zostałem tutaj przysłany przez mojego Mistrza aby wspomóc trening zafundowany wam przez Keitę. Jakieś pytania?

- Skoro nic nie chcecie wiedzieć, to zaczynamy.

- Tylko tym razem, Keita, trochę słabiej, lepiej najpierw ich wprawić w walkę.

- Niech ci będzie. Shun skinął głową.

- Na początek, pokażcie jacy szybcy jesteście. Spróbujcie mnie zaatakować. Pierwszy spróbował Renji. Próbował ciąć swoim mieczem z lewej potem z prawej, z góry, z dołu i na skos, ale przed każdym atakiem Shun zrobił unik. Co więcej, te uniki wyglądały jakby siłował się z dzieckiem. Zadał błyskawiczny cios w brzuch, którym odrzucił Renjiego kilka metrów do tyłu.

- Za wolno, musisz przyspieszyć. Rukia próbowała zaatakować z wyskoku, ale Omate zablokował jej miecz tak samo jak miecz Keity, czyli bransoletą.

- Zbyt pewnie - kopnięcie dość silne by odrzucić, za słabe by połamać.

- Jak mamy cię uderzyć skoro ziemia tak nas ściąga, że ruszamy się muchy w smole?

- Nie przesadzaj, to tylko 7G. Widzieliście kiedyś na Ziemi program o siłaczach trzymających i podnoszących różne ciężary?

- Coś tam kiedyś widziałem.

- Więc spójrz na to - wyprostował ręce na boki. - Była tam dyscyplina trzymania ciężarów w taki sposób, ponieważ poprzez długość ręki wydają się one ważyć więcej. Popatrzcie na moje bransolety. Dostałem je od mojego mistrza, tego samego, który mnie tu przysłał, tak naprawdę są to odważniki z możliwością regulacji ciężaru, teraz są nastawione na wagę trzysta kilogramów każdy - Rukia i Renji spojrzeli na niego z wyrazem zdziwienia.

- Na każdej ręce masz trzysta kilogramów i możesz je tak spokojnie trzymać?! - zdziwił się Renji.

- Tak właściwie, to mam takie same na nogach, tylko te na nogach są nastawione na czterysta każdy, a poza tym tu jest przyciąganie 7G, więc na każdej ręce mam dwa tysiące sto kilogramów.

Wyrazy twarzy Rukii i Renjiego mówiły wszystko. Ahiko i Phil nie dziwili się, wiedzieli o tym. Shun opuścił ręce.

- Keita włącz na chwilę zwykłe przyciąganie.

- Dobra - podszedł do urządzeni9a, nacisnął przycisk i znalazł się z powrotem przy Shunie.

- Spróbujcie teraz podskoczyć nie używając żadnej techniki, po prostu zwykły skok. Spróbowali choć nie wiedzieli po co i zdziwili się gdy ich skoki okazały się niezwykle wysokie.

- Teraz użyjcie shunpo. Tym razem zdziwili się swoją prędkością.

- A wy, Phil i Ahiko, rozumiem, że znacie efekt treningu przy zwiększonym ciążeniu?

- Tak. Przyzwyczajone do obciążenia ciało potrafi szybciej i łatwiej poruszać się oraz znosić większe obciążenia - odpowiedział Ahiko.

- Wy dwaj możecie już używać shunpo przy 7G?

- Tak.

- Dobrze, w takim razie zwiększymy obciążenie do dziesięciu. Keita po raz kolejny znalazł się przy maszynie, znowu nacisnął przycisk.

- Pora na prawdziwy trening.

Błyskawicznie znalazł się przy czwórce podopiecznych i zaatakował. Cios dłonią, kopnięcie. Nie byli trudnymi przeciwnikami dla Shuna przyzwyczajonego do walki wręcz. Abarai zaatakował swoim shikai, ale był za wolny, a żaden z tańców shikai Rukii nie był w stanie jej dosięgnąć.

- Dlaczego tak właściwie zasłoniłeś sobie jedno oko?

- Jeśli myślisz, że po to żeby wam ułatwić, to się mylisz, wszystko widzę przez tę opaskę.

- Jak to?

- Tak to - odsłonił oko i ukazało im się czerwone oko z trzema łezkami. - To się nazywa sharingan. Mam go po matce.

Po około ośmiu cyklach polegających na walce, pobiciu i leczeniu, Keita i Shun ucięli sobie pogawędkę podczas leczenia.

- Zauważyłeś cechę łączną wszystkich dobrych uzdrowicieli płci żeńskiej?

- Jaką?

- Popatrz na tą Unohane i Kotetsu z czwartego oddziału i na panią Tsunade z mojej wioski, co ich łączy?

- Może jakaś podpowiedź?

- Nie udawaj.

- Zważywszy na wiek to ja powinienem być starym zbokiem, a nie ty.

- Mam siedemnaście lat i powiem ci, że nie jestem zboczeńcem, a po prostu zauważam pewną cechę wspólną.

- Tak, tak, duży biust.

- Więc jednak zauważyłeś?

- A można to przeoczyć?

- Chyba nie, biorąc pod uwagę, że niektórzy widujący panią Tsunade nie pamiętają jak wygląda jej twarz.. U ciebie jest z tym trochę lepiej, ponieważ ta kapitan Unohana nie eksponuje swoich gabarytów i mało kto zwraca na nie uwagę.

- A czy moglibyśmy porozmawiać o czymś innym niż kobiece piersi?

- Możemy, ale o czym?

- Może o tym co nas łączy?

- O zabójstwie rodziny?

- Czemu nie? Przynajmniej nawzajem się zrozumiemy, a przy okazji zdałem sobie sprawę, że nie znam twojej historii.

- Więc moja matka pochodziła z mezaliansu członka klanu Uchiha z jakąś kobietą. Ze względu na to została usunięta z klanu. Odziedziczyłem po niej sharingan. Oczywiście, nie wiedziałem o tym do czasu spotkania mistrza, wcześniej nie wiedziałem nawet, że go mam. Moi rodzice zginęli zabici gdy miałem osiem lat, to by było na tyle..

- Moją historię znasz. Moja matka została zabita przez popleczników Aizena, co jest dla mnie do teraz niezrozumiałe jak jakieś pionki mogły pokonać moją matkę. Siedmioro mojego rodzeństwa zginęło. Jestem jedynym z dwóch znanych osób, które oparły się wyssaniu reiryoku, zabrali mi niewielką jego część. Moja matka ostatkiem sił nałożyła na mnie pieczęć pieczętującą większość mojego reiatsu bym nie zwracał na siebie niczyjej uwagi, a następnie zmarła. Pieczęć mam do teraz, ale czasem zdejmuję ją na chwilę podczas treningu, ale bardzo rzadko. To tyle.

- Ciężkie te życie nawet w świecie zmarłych, a myślałem, że u mnie jest z tym ciężko.

- Bardziej przejmuję się zagrożeniem. Twój wymiar, mój wymiar, tyle wymiarów jest zagrożonych.

- Spokojnie! Wystarczy, że każdy z nas obroni swoją domenę i będzie w porządku.

- Nie jestem tego taki pewien.

Część 12. - IntruziEdytuj

- Co jest z wami?! Macie naturalne skłonności do shunpo, a i tak nie dajecie rady!

- Naturalne skłonności? - zdziwiła się Rukia.

- Potraficie techniką wymusić szybkość, tacy jak ja nie mają tak łatwo.

- Więc jak to robisz, że tak szybko się poruszasz? - zapytał ranny Renji.

- Jest po prostu szybki - powiedział Phil.

- Co? - powiedzieli jednocześnie Rukia i Renji.

- Omate-san nie wykorzystuje techniki do nadania sobie szybkości. Po prostu jest w stanie błyskawicznie iść, biec, a nawet skakać. Cała jego szybkość wynika z ruchów ciała - powiedział Ahiko.

- Zgadza się! - potwierdził Shun. - Zaskoczyłeś mnie swoją wiedzą! Może będą z ciebie ludzie! Ale teraz... - powiedział i ogłuszył całą czwórkę. - Wyjątkowo długo się trzymali. Co nie, Keita?

- To i tak za mało. Ich poziom wzrósł, ale za mało.

- Za dużo od nich wymagasz. Przecież jest jeszcze czas.

- Jesteśmy tu już cały dzień.

- Ale na zewnątrz minęło ledwie pół godziny.

- Co?

- Kyle ci nie powiedział? Tamta maszyna ma też moduł dylatacji czasu. Na tyle mała jest ta dylatacja by nie przyspieszyła przybycia.

- To dobrze. Czyli zostało nam jeszcze sporo czasu. Może zdążymy.

- Więcej optymizmu! I lecz ich trochę szybciej! Ja w międzyczasie się rozejrzę na zewnątrz, a ty się zajmij tym nieproszonym gościem, jego wtargnięcie wyłączyło nam dylatację.

- Jasne.

Shun znikł, a Keitę dobiegł znany głos.

- Keita, mogę wiedzieć co robisz tutaj z porucznikiem Abaraiem i z Kuchiki?

- Nic konkretnego, kapitanie Ukitake.

- Niestety, ale Kuchiki jest mi potrzebna i muszę ją zabrać.

- Przykro mi, ale to niemożliwe.

- Dlaczego?

- Muszę ich wszystkich tutaj zatrzymać, Rukię również.

- Mogę wiedzieć dlaczego?

- Kapitanie Ukitake, zamiast rozmowy, chciałbym zaproponować szybsze rozwiązanie. - Keita podszedł do skały i wziął leżące na nią dwa drewniane miecze. - Krótki pojedynek. Kto pierwszy trafi przeciwnika ten zabiera Rukię. Co ty na to, kapitanie Ukitake?

- Do pierwszego ciosu? Rozumiem i jestem skłonny się zgodzić. - Ukitake chwycił miecz rzucony przez Keitę.

Keita ruszył z szybkim uderzeniem, ale Ukitake je zablokował, po czym próbował uderzyć z boku, ale Keita też nie dał się trafić. Ukitake był szybki, ale Keicie też nic nie brakowała.


  • * *


-Eh, całkiem tu ładnie - powiedział sam do siebie Shun. - Mogliby tylko trochę zmienić kolorystykę - wykonał kolejny skok i znalazł się na kolejnym budynku. - O, to chyba siedziba tego całego pierwszego oddziału. Może sprawdzę jak się tam mają? Wyruszył w stronę siedziby pierwszego oddziału, ale w pewnym momencie zszedł na drogę i się zatrzymał.

- Wyłaź, wiem, że mnie śledzisz - powiedział, a zza rogu wyszedł nie kto inny jak Kichiki Byakuya. - Zapewne jesteś ciekaw kim jestem i co tutaj robię?

- Jedyne co mnie ciekawi to to jak przedostałeś się niezauważony.

- Zakradanie się niezauważonym to coś w czym jestem całkiem niezły. Niech zgadnę, chcesz mnie teraz zabić, bo mogę stanowić zagrożenie dla was?

- Zgadza się.

Byakuya zjawił się za Shunem i przeszył go na wylot swoim mieczem.

- Po kłopocie - ale ciało Shuna zniknęło w dymie. - Jak to?!

- Kage Bunshin no Jutsu, tak nazywa się ta technika - Shun znajdował się jakieś dziesięć metrów od Byakuyi. - Kiedy zacząłeś mnie śledzić stworzyłem klona i skryłem się z tyłu, tuż za tobą. Nie zauważyłeś mnie, a to oznacza, że przeceniłem poziom kapitana.

- Kage Bunshin? Kim ty jesteś?

- Jestem gościem, który przybyl z pomocą. I muszę ci powiedzieć, że klon którego załatwiłeś to mięso armatnie, całkowicie bezsilny, ale mogę zrobić całkiem sporo silnych.

- Czemu mają służyć twoje słowa?

- Nie chcę po prostu rozwiązywać tego na drodze przemocy, tylko się wynieść, a ty mnie już nie spotkasz.

- To niemożliwe - powiedział i wyjął miecz. Jego uderzenie zostało jednak zatrzymane przez Shuna bransoletą. - Czy to ty zaatakowałeś Zarakiego Kenpachiego? - zapytał siłując się z ręką Shuna.

- Nie - powiedział i odepchnął miecz Byakuyi - ale wiem kto to zrobił.

- Kto?

- Ktoś bardzo niebezpieczny. Przykro mi, ale nie mam już czasu - znalazł się tuż obok Byakuyi i powalił go ciosem dłoni. - „Obudzi się za jakieś pięć minut” - odwrócił się. - „Pora wracać” - odszedł.


- Całkiem nieźle, Keita, ale muszę się spieszy, więc... - znalazł się z mieczem na gardle Keity. - Chyba wygrałem. Keita wskazał palcem rękaw jego haori.

- Rozumiem, kiedy to zrobiłeś?

- Jakieś dziesięć sekund przed twoim atakiem.

- Więc dlatego nie sparowałeś, bo wiedziałeś, że już nie musisz.

- Tak.

- Dobrze, a zatem wygrałeś.

Ukitake odszedł.

- Strasznie długo się z nim bawiłeś.

- Nie mogłem bardziej tego skrócić. A swoją drogą, musiałeś się wplątać w konflikt z kapitanem Kuchiki?

- Bez takich! On pierwszy zaatakował! A tak właściwie, nie zauważy, że już na samym początku walki zrobiłeś mu szlaczek na plecach?

- Pewnie zauważy, ale to bez znaczenia. Pora wracać do treningu, są gotowi.

Część 13. - Misja i podziałEdytuj

Kilka dni wcześniej, Ahiko i Phil zostali wysłani na tajną misję do świata żywych.

Karakura.

- Gdzie on jest? Kapitan jednak miał rację gdy nazywał go nieudacznikiem.

- Kurosaki-sama nie mówi, gdy nie jest pewien o czym mówi.

- Sama? Nie przesadzasz z tą uprzejmością, Ahiko?

- Okazuję swój szacunek. Kapitan Kurosaki wiele razy mówił byśmy zwracali się do niego po imieniu, jednak cały czas mówisz o nim per kapitan, dlaczego?

- Gdy żyłeś to należałeś do rodziny samurajskiej, tak?

- Zgadza się, Phil.

- Ja gdy żyłem należałem rodziny szlacheckiej, której jedynym zajęciem od pokoleń była walka. Zawsze, nieważne czy muszę czy nie, zwracam się do przełożonych i o przełożonych tytułem lub mówiąc „sir”. Tak nauczył mnie ojciec i tak nauczyła mnie wojaczka.

- Rozumiem. Idzie.

Ichigo szedł spokojnym krokiem do swojej szkoły. Phil i Ahiko podeszli do niego i zaczęli iść równo z nim.

- Jak będzie tak późno wychodził, to nigdy nie zdąży na czas.

- To nie nasz problem, Ahiko. Idź tam, a ja użyję tego.

- Jasne.

Ahiko schował się za pobliską ścianą i czekał. Phil otworzył niewielki pojemnik otrzymany od Keity i wylał jego niebieską i lśniącą zawartość na bark Ichigo. W tym momencie Phil zniknął, a Ichigo zauważył szarego kota przebiegającego przez chodnik i przez ulicę do zaułka.

„Pewnie uciekł komuś z domu” - pomyślał i poszedł dalej.

Chwilę później.

- Więc jednak to możliwe. Reishi kapitana może wytworzyć reiatsu, które przywraca mu możliwość dostrzeżenia dusz - powiedział Ahiko.

- Misja wykonana, trzeba złożyć raport. Masz tego kota?

- Tak.

- To dobrze. W drodze powrotnej musimy zahaczyć o Rukongai i go zwrócić tej dziewczynce.

- Otworzę Senkaimon.

Zdali swój raport Keicie, który zareagował mówiąc jedynie „Rozumiem.”.

Czas obecny.

- Podziel jaskinię na dwie części. Ja będę trenował z Ahiko i Philem, a ty zajmiesz się Rukią i Renjim.

- Jasne! - Shun ułożył dłonie i powiedział: - Doton: Doryū Jōheki!

Jaskinia podzieliła się poprzez przegrodę powstałą na środku.

- Teraz możemy trenować na wyższym poziomie - powiedział do Ahiko i Phila.

- Co masz na myśli?

- Będziecie musieli użyć jinzen i porozumieć się z Karasu i Shīrudo.

- Dlaczego? - dopytywał Phil.

- Phil ma teraz tysiąc pięćdziesiąt, a Ahiko tysiąc sto siedemdziesiąt pięć punktów reiatsu. Już w obecnym momencie jesteście najsilniejszymi oficerami, a w ilości reiatsu przewyższacie najsłabszych kapitanów. To jest czas na to byście poznali prawdziwa moc swoich zanpakutō.

- Masz na myśli.... - zdziwił się Ahiko.

- Tak, co prawda zostało niewiele czasu, ale powinniśmy zdążyć z opanowaniem przez was bankai.

- Bankai? To byłoby niesamowite - powiedział Ahiko.

- Zatem bierzmy się do roboty.

W tym samym czasie, po drugiej stronie przegrody.

- Mówicie, że przeciwko iluzji nie da się walczyć?

- Oczywiście, że nie - powiedział Rukia.

- Przecież potraficie wyczuwać reiatsu, więc nikt nie powinien móc się przed wami ukryć.

- To nie tak działa...

- Dokładnie tak. Zawsze gdy poddawałem Keitę mojemu genjutsu, to i tak wiedział gdzie jestem, więc nie opowiadaj mi, kobieto, że się nie da.

- Więc jednak jest to możliwe?

- Tak i pokażę wam iluzję byście się w nich oćwiczyli.

- Ale użyj najsilniejszej iluzji! - zawołał Renji. - Chcę być maksymalnie dobrze przygotowany!

- Niech wam będzie - mrugnął i sharingan był aktywny. - Skoro chcecie to proszę bardzo. Mangekyō Sharingan! - trzy punkty w jego oku zlały się z jego źrenicą i utworzyły kształt pięciokąta z bokami przedłużonymi w kolce.

Rukia i Renji upadli.

- Już macie dość?

- Co to było? - zapytała cicho Rukia.

- Iluzja. Wszystko co czuliście było iluzją, a do tego moje genjutsu. Potrafi zakrzywiać odczuwanie czasu.

- Genjutsu...

- To jedna z moich technik ocznych. Dzięki mojemu mistrzowi opanowałem ich wiele. A teraz podnoście się, bo trzeba trenować dalej.

Część 14. - Kā-san Edytuj

Miło mi. Jest ciepło i przyjemnie. Mama jak zwykle przygotowała mi idealne posłanie. Kocham moja mamusię! Jest wspaniała! Robi dla nas wszystko! Dla mnie, dla Izo, dla Aiko, dla Hayato, dla Yukio, dla Katsumi, dla Masako i dla Umeki. Chyba jutro, z samego rana, ją uściskam, podziękuję i powiem, że ją kocham! Właśnie! Dokładnie tak zrobię! Powiem: „Dziękuję, mamo! Kocham cię!”. A ona powie „Też cię kocham, Keita.” i mnie przytuli. Tak będzie! Ale teraz już pójdę spać, żeby nie martwić mamy.

Co to? Hałas? Ktoś się przewrócił? Może sprawdzę?

- Mamo? Gdzie jesteś? Co to było?

Co to?! Dlaczego Umeki się nie rusza?! Dlaczego nigdzie nie ma Izo, Aiko, Hayato, Yukio, Katsumi i Masako?! Gdzie jest mama?!

- Mamo! Mamo! Gdzie jesteś?!

Krzyczę, ale cicho. Czemu tak cicho?

Krzyk?! Izo?! To stamtąd! Co to?! Co oni robią?! Coś się błyszczy w ich rękach! O nie! Yukio! Hayato! Katsumi! Aiko! Masako! Co oni wam zrobili?! Oni mnie widzą! Idą do mnie! Odejdźcie! Odejdźcie!

- Zostawcie mnie! Odejdźcie! Zostawcie mnie! Odejdźcie! Mamoooo! Pomóż mi!

- Mama ci nie pomoże.

- Co?

- Nie jest z nią najlepiej.

- Jak to?

Nic nie słyszę. Boję się! Mamo! Mamo! Gdzie jesteś! Rozrywa mnie od środka. Zabierają mnie. Nic nie widzę. Gdzie jestem? Mama. Yukio onii-san. Izo onii-san. Aiko otōto-san. Hayato onē-san. Masako imōto-san. Katsumi imōto-san. Umeki onē-san. Gdzie jesteście? Nie ma was? Czy ja... umarłem? Kto to? Moje ramie? Moje oczy. Mama? Dlaczego leży na ziemi? Jest ranna!

- Mamo! Jak się czujesz?

-...- Trzyma dłoń na moim ramieniu, mówi coś. Nie rozumiem. - Kocham cię, Keita.

Mama się nie rusza. Nie rusza się?

- Mamo? Mamo? Mamo?!

Mama... Mama nie żyje.


Keita padł na ziemię. Opadł całkowicie z sił.


Isshin wszedł do domu swojej siostry Hinaty. Zaczął się rozglądać i to co zobaczył zmroziło mu krew w żyłach.

- Co tu się stało? Hinata! Gdzie jesteś? - Isshin biegał desperacko po domu i szukał swojej siostry i jej dzieci. Niestety znalazł. - Hinata! Izo! Yukio! Aiko! Hayato! Masako! Katsumi! Umeki! Keita! Keita?! Żyjesz?! - podszedł, gdy zauważył, że Keita się rusza.


- Co zrobimy?

- Nie wiem, Urahara. Ale gdy znajdę odpowiedzialnego za to, to... - Isshin zaciskał pięści. Łzy ciekły mu po twarzy.

- Rozumiem twój ból. Przeprowadziłem testy. Reiryoku została wyrwane z ciał. Tak jak w sprawie sprzed roku.

- Aizen? - Yoruichi zacisnęła dłoń na pięści. Była wściekła. Strata przyjaciółki z dzieciństwa i jej dzieci, które bardzo lubiła, bolała ją.

- Tak, Yoruichi-san. To był Aizen. Zastanawia mnie co zrobimy z Keitą.

- Zamieszka ze mną.

- To oczywiste, ale zastanawia mnie co dalej. Z tego co wiem, to Hinata go trochę trenowała...

- Do czego zmierzasz?

- Swego czasu trochę go przebadałem na prośbę Hinaty. Dowiedziałem się, że ma on ogromne pokłady reiatsu i coś jeszcze.

- Co?

- Moc, której nie powinien mieć żaden shinigami, co nie stanowi przeszkody, znając jego pochodzenie.

- Kisuke, uważasz, że powinniśmy się nim zająć?

- Tak, Yoruichi-san. Co prawda jesteśmy wygnańcami, ale pewne tymczasowe pobyty w Soul Society nie powinny być trudne.

- Też będę go szkolił, a przy okazji i siebie. Gdy nadejdzie właściwa chwila, to będę gotowy - powiedział Isshin.

- Ale najpierw, chciałbym z nim chwilę porozmawiać.

- Oczywiście - złapał go za ramię, gdy ten już odchodził - ale delikatnie.

Keita był kilka pokoi obok. Urahara zbliżał się do niego, ale nie to go interesowało.


Mama nie żyje. Moja rodzina nie żyje. Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?! Ja żyję. Ale dlaczego? Co zrobiła mi mama? Co to za znak na moim ramieniu? O co tu chodzi? Czy to sen? Koszmar? Byłem za słaby! Nie mogłem ich obronić!


Gdy Urahara wszedł, Keita szlochał i trzymał swoja twarz w dłoniach.

- Rozumiem, że jest ci ciężko, Keita-kun. Hinata była dla nas bardzo ważna. Chciałbym cię o coś zapytać?

- O co - szloch - Urahara-san?

- To się może powtórzyć.

Keita uniósł wzrok. Miał oczy przesiąknięte strachem.

- Jak to?

- W przyszłości to może znowu mieć miejsce. Znowu mogą przyjść i chcieć zabić ciebie i twoich bliskich.

- Byłem słaby i teraz nie mam bliskich. Niczego mi już nie odbiorą.

- Mogą chcieć cię zabić. A w przyszłości możesz mieć bliskich przyjaciół i nie tylko. Mogą oni być w niebezpieczeństwie.

- Niebezpieczeństwo? Przyjaciele? Tacy jak Shino?

- Tak, ona może być w niebezpieczeństwie i twój przyjaciel, Naoki, również.

- On też?

- Tak. Chciałbym wiedzieć, czy chcesz być dość silnym, by móc ich obronić?

- Mógłbym ich ochronić? Jak? - spojrzał swoim przerażonym wzrokiem na Uraharę.

- Musisz stać się silniejszy. Potrzeba, by chronić innych daje ludziom siłę. Jeśli chcesz, to możemy pomóc ci stać się silnym.

- Urahara-san.

- Tak?

- Wiecie, kto to zrobił?

- Tak.

- Kto to?

- Nazywa się Aizen Sōsuke.

- Aizen...

- Pomożemy ci stać się silnym, byś mógł ochronić swoich bliskich przed nim.

- Aizen...

Urahara nie był gotowy na to co się wtedy stało. Poczuł silny nacisk, który wydobywał się od Keity. Toruichi i Isshin zaraz przybiegli.

- Co to za reiatsu?

- To jego - Urahara wskazał na Keitę.

Keita wstał, wyprostował się i zgiął ręce w łokciu.

Napór cały czas rósł. Wokół Keity pojawiła się widoczna, niebieska poświata reiatsu.

- Jego reiatsu cały czas rośnie!

- Niezwykłe! Jest o wiele silniejszy, niż przypuszczałem! - nie dowierzał Urahara.

- Uspokój się, Keita. Wszystko będzie dobrze - powoli podchodziła do niego Yoruichi. - Zajmiemy się tobą.

- Tak? - nacisk zaczął słabnąć.

- Tak, pomożemy ci stać się silnym - Yoruichi była już tuz obok niego. - Będzie dobrze - położyła dłoń na jego ramieniu i pochyliła się do niego. Nacisk zniknął.

- Czy...

- Możesz - uśmiechnęła się Yoruichi.

Keita rzucił się w jej ramiona i wtulił z całej siły.

- Dziękuję, Yoruichi-san!

- Nie ma sprawy.


Mamo. Pomszczę cię. Ten cały Aizen pożałuje. Pożałuje tego co zrobił. Przysięgam, że kiedy nadejdzie ta chwila, będę dość silny, by móc wszystkich obronić! Obiecuję! Obiecuję! Obiecuję!


Keita obudził się na swoim posłaniu w siedzibie kapitana piątego oddziału. Był zlany potem.

Złapał się za głowę.

„Kolejny koszmar dziś i znowu TEN koszmar. Wolałbym w ogóle nie śnić, niż mieć takie koszmary” - pomyślał. - „Kā-san, obiecuję, że obronię wszystkich. Jutro zaczynam trening. Uczynię ich silniejszymi. Obiecuję, kā-san. Ale teraz lepiej pójdę spać, żeby cię nie martwić.”

Część 15. - MetodaEdytuj

„Żałuję, że trzydniowa metoda Urahary-san nie działa na wszystkich. Musimy posłużyć się metodą, która normalnie nie daje szans na sukces, jednak dla nich są one jedynie minimalne, a to już coś. Zanpakutō w wewnętrznym świecie są nieporównywalnie silniejsze od shinigami. Zmuszenie ich do uległości będzie trudne i zajmie mnóstwo czasu, jednak spowoduje to zdecydowanie większy wzrost siły w stosunku do innych metod.”

Ahiko wypluł odrobinę krwi.

„Muszę nad nimi czuwać i wybudzać ich w odpowiednim momencie, by ich lekko podleczyć. Wszystkie rany, jakie tam odniosą z rąk swoich zanpakutō, odbiją się na nich tutaj. Przypomina mi to moment, w którym dowiedziałem się o takiej możliwości.”


Keita czekał. Jak na czternastolatka, był dość cierpliwy i rozumiał sytuację, w której znajdowała się osoba na którą czekał, ale spóźnienie wynosiło nie mniej, niż półtorej godziny i odrobinę to Keitę zaczęło denerwować. Z nudów sam zaczął trening, ale niezbyt mu on szedł, ponieważ ciągle był na etapie uczniowskim i nie umiał odpowiednio dobrać sobie treningu, cały czas potrzebował swoich sensei.

- Coś ci nie idzie - usłyszał męski głos dochodzący od czarnego kota o żółtych oczach.

- Byliśmy umówieni na trening, a ty się spóźniłaś, Yoruichi-san. Urahara-san i Isshin oji-san nigdy się tak nie spóźniają.

- Isshin ma cię na miejscu, a Urahara sam otwiera sobie Senkaimon. Mają łatwiej. Poza tym, co znaczy taka chwila spóźnienia? Nie bądź takim sztywniakiem, Keita!

- Nie jestem sztywniakiem - ależ jest, cały czas mówi oficjalnie i z odpowiednią intonacją, niczym dobrze przeszkolony urzędnik państwowy - a poza tym, czym byłby świat, gdyby ludzie nie doceniali punktualności? Niczym. Nic by nie istniało, bo niczego nie można by skoordynować - od pewnego momentu mówi z zamkniętymi oczami - i nic by... - otworzył oczy. Wyraz jego twarzy był, cóż, niecodzienny. Grymas przerażenia, wibrujące oczy i odkryte zęby.

Powodem tego było to, że w czasie jego zadufanej przemowy Yoruichi zmieniła postać na swoją zwykłą i, jak miała w zwyczaju, zapomniała, że po przemianie nie ma ubrań.

- Co ci jest, Keita? - zapytała z pytającą miną i zbliżyła się do Keity.

Keita zareagował przyspieszonym oddechem i rozszerzeniem naczyń krwionośnych pod skóra twarzy, czyli zwyczajnie się zarumienił.

- Coś nie tak? - zapytała ponownie Yoruichi lekko przekrzywiając głowę.

Keita wydał dziwny odgłos i się odwrócił. Odgłos ten przypominał chrząknięcie, ale nie do końca. Nie było to tez prychnięcie. Szkoda, że nie da się dobrze zapisać niektórych dźwięków.

- Co ci jest?

- Yoruichi-san...

- Tak?

- Mogłabyś... Mogłabyś...

- No co?

- Mogłabyś... Mogłabyś... założyć... coś.. na siebie?

- Co? - nie zrozumiała, Keita zbyt cicho mamrotał.

Keita wziął się na chwilę w garść, krew z powrotem, na chwilę, wróciła mu do mózgu; powiedział wtedy:

- Yoruichi-san! Mogłabyś się ubrać?! - zawołał szybko, bo bał się, że znowu go zatka.

- Och, zapomniało mi się.

Chwilę później.

Yoruichi stała okryta czymś na kształt płaszcza, ale nie ukrywał on nazbyt wiele i dużo było wciąż dobrze widocznego, po odpowiednim skierowaniu oczu i wytężeniu wzroku, oczywiście.

- Dobra, zabieramy się do ćwiczeń! - krzyknęła żywiołowo Yoruichi.

- Wolę, gdy nazywa się to treningiem.

- A ty znowu z tym sztywniactwem - powiedziała kręcąc głową. - Cały czas oficjalny, cały czas opanowany - Yoruichi złapała się pod boki i odwróciła się od niego - ale wystarczy - lekko pochyliła tułów - że przypadkiem zobaczy szczegóły kobiecego ciała, to już mięknie... - i wykonała prowokujące ruchy biodrami.

Keitę przeszedł dreszcz.

- Mo-Mogłabyś się trochę opanować?! Jeżeli liczysz, że wybijesz mnie z rytmu, to się mylisz! Ten cały okres dojrzewania nie ma na mnie żadnego wpływu! Nie rozproszysz mnie!

- I nie zamierzam! Wystarczy mi, że udało mi się skupić twoją uwagę na jednej rzeczy!

Keita dopiero teraz zauważył, że jego oczy błądzą za lekko kołyszącymi się biodrami Yoruichi. Zarumienił się mocniej.

- Hahaha! - śmiała się Yoruichi.

- Yoruichi-san! - chłopak znowu się zarumienił. - Mogłabyś przestać? - powiedział już ciszej przymykając oczy.

Kobieta odwróciła się całkowicie w stronę Keity i zmieniła wyraz twarzy na poważniejszy.

- Powinieneś więcej się śmiać. Nie można być poważnym przez całe życie. A teraz zaczynajmy trening.

- Na to czekałem!

Yoruichi nałożyła na Keitę niewielkie obciążenie i kazała mu się porządnie rozgrzać. Zajęło mu to chwilę, jednak nie mógł tego zaniedbać, bo z jakiegoś powodu obawiał się, że uszkodzi sobie mięśnie jeśli to zrobi niedbale. Potem przyszedł czas na trochę ambitniejsze ćwiczenia związane z wybijaniem się z ziemi.

- Dobra, to wystarczy. Teraz zdejmij obciążenie i... postaraj się mnie złapać! - klepnęła Keitę i uciekła.

- Eh, znowu więcej czasu stracimy na twoje zabawy, Yoruichi-san. - Zniknął.

Gonił Yoruichi przez ładną chwilę. Nawet nie zauważył, gdy ciągłe popychanie go przez nią zaczęło mu się podobać i zaczął się śmiać. Potem była to już bardziej zabawa, choć niewątpliwie męcząca.

- Dobra, pora na walkę wręcz.

Keita przyjął pozycję obronną, a Yoruichi dalej stała wyprostowana. Pierwszy cios padł, jak znikąd. Po prostu Keita nagle oberwał kopnięciem i przeleciał około jednego metra w bok. Zasłonił się ręką i dzięki temu zamortyzował większość siły kopnięcia, jednak odczuł je i to mocno. Nie spodziewał się tak silnego pierwszego ciosu.

- Powinieneś raczej skupić się na unikach. Parowanie ciosów może się skończyć dużymi obrażeniami, jeżeli będziesz to tak nieporadnie robił. Przygotuj się. Drugi już nie będzie taki łagodny.

Keita odniósł pewne obrażenia i konieczne było podleczenie, ale tym postanowili zająć się później, bo wolał trochę poleżeć na ziemi.

- Ach, jakie to przyjemne! - powiedział Keita.

- I jak, Keita? - zapytała Yoruichi stojąc nad nim.

- Tak właściwie, to dość przyjemne uczucie i... - wtedy spojrzał w złą stronę i przypomniał sobie, że Yoruichi ma tylko płaszcz narzucony na siebie i nic pod spodem. - Ach! - zerwał się na równe nogi. - Yoruichi-san! Mogłabyś mi tak nie robić?! To okrutne i strasznie krępujące!

- Przynajmniej będziesz mógł się pochwalić, ze widziałeś już nagą kobietę - odpowiedziała obracając głowę w bok.

- Tego typu zdarzenia mogą spowodować uraz do końca życia.

- Chcesz powiedzieć, że będziesz bał się kobiet, bo czasem zapominam, że jako człowiek muszę nosić ubranie? To, że narzekasz i się wzbraniasz potwierdza tylko, że jesteś zboczeńcem.

- Nie jestem żadnym zboczeńcem!

- Hahaha! Właśnie udowadniasz, ze jesteś! Ale spokojnie, bardziej bym się przejmowała, gdybyś o tym nie myślał - spojrzała na niego z uśmiechem na twarzy.

„Też mi troska” - pomyślał Keita.

- Yoruichi-san - powiedział po chwili Keita patrząc celowo w górę.

- Tak?

- Aby opanować bankai trzeba zmaterializować swoje zanpakutō, tak? Ale można się tez posłużyć metodą Urahary-san, ale ona jest ryzykowna...

- Już myślisz o bankai? To jeszcze nie ta pora. Dla ciebie będzie najlepiej jeśli osiągniesz je zwykłą metodą. Jest najpewniejsza. Bankai to zmuszenie zanpakutō do uległości wobec shinigami, bo tylko tak może wydobyć z siebie swoją pełną moc.

- Podporządkowanie, a można je podporządkować je jeszcze jakoś?

- Na pewno nie słownie, a walczyć możesz z nim już będąc w jinzen, ale wtedy twój miecz jest od ciebie o wiele silniejszy.

- Jinzen... Hmm...

Jakiś czas później przyszedł czas na powrót Yoruichi do świata ludzi. Nie mogła zbyt długo pozostawać w Soul Society, w końcu była banitą.

- Trzymaj się, Keita - spojrzała na niego wzrokiem pełnym serdeczności i szeroko się uśmiechnęła.

Keita pochylił się i powiedział.

- Dziękuję, Yoruichi-sensei.

Yoruichi spojrzała na niego lekko zdziwionym wzrokiem.

- Sensei? Nawet mi się to podoba! - Znowu się uśmiechnęła. - Trzymaj się i nie bądź takim sztywniakiem - przeszła przez Senkaimon.

- Do zobaczenia, Yoruichi-san.


„Zdecydowanie mi się ten pomysł przydał, a teraz pora ponownie go wykorzystać. Naprawdę dziękuję, Yoruichi-sensei.”

Część 16. - NadejścieEdytuj

Phil wypluł odrobinę krwi.

„Muszę się skupić. Ich rany odniesione tam odbiją na ich duchowych ciałach. Szkoda, że nie mogłem ich wpakować w gigai, to by sporo uprościło. W tej sytuacji, muszę uważać i wybudzać ich w odpowiednim momencie, żeby zapobiec nadmiernym uszkodzeniom, następnie podleczyć i pozwolić znowu wejść w jinzen” - myślał Keita. - „Chyba powinienem sprawdzić jak idzie Shunowi z Rukią i Abaraiem.”

Jak powiedział, tak uczynił.

- Shun, przyszedłem sprawdzić jak ci idzie z ni... - przerwał mówić, gdy spostrzegł, że Shun używa swojego Mangekyō Sharingana, a raczej nie tyle, że używa, ale że używa w okolicach jakiejkolwiek kobiety.

Keita z miną poważnego zdenerwowania kopnął Shuna w twarz odrzucając go na kilka ładnych metrów. Shun przekoziołkował.

- Keita! Draniu! Co ci odbiło?! - wykrzyczał podnosząc się.

- Jeszcze się pytasz? Zabroniłem ci go używać w wiadomych okolicznościach.

- O to ci chodzi?! Jesteś rąbnięty! Zwyczajnie ci odbiło!

- O co tutaj chodzi? - spytał zdezorientowany Abarai.

- O co chodzi? To proste. Shun ma zakaz używania Mangekyō Sharingana w towarzystwie jakiejkolwiek przedstawicielki płci przeciwnej.

- Co? Dlaczego?

- Jego sharingan jest bardzo potężny. Już zwykły jest niezwykle silny, ale jego ma moc, która przeraziłaby każdego jego przeciwnika, ale ma też jedną umiejętność, którą Shun wykorzystuje on najczęściej ze wszystkich.

- Jaką?

- Ta umiejętność to przeglądanie przez ściany i ubrania.

Ta, miny Renjiego i Rukii były dość... inne niż zazwyczaj.

- To znaczy, że... - mówiła powoli Rukia.

- Tak, stąd moje określenie na niego - Jedna, wielka, chodząca perwersja.

- Odczepiłbyś się wreszcie! Wcale nie używam jej najczęściej, a już na pewno nie do podglądania! A już na pewno nie skupiałbym się na takich sprawach w czasie zagrożenia!

- Co było kilka miesięcy temu, kiedy byłeś tu pierwszy raz?

- Czepiasz się...

- Może opowiesz o tym, jak przyłapałem cię na podglądaniu członkiń czwartego oddziału?

- To było kiedyś...

- Tym razem ci daruję, ale lepiej zapieczętuj im wspomnienia zanim Rukia się otrząśnie i potraktuje cię gorzej niż ja.

- Tak, tak - Shun wykonał pieczęć, a Rukia oraz Renji całkowicie zapomnieli o tym co powiedział Keita.

- Teraz tak, ich poziom reiatsu jest niski, więc naucz ich się skupiać i wykorzystywać je maksymalnie. Podszkol ich też w koncentrowaniu reiatsu w konkretnym miejscu, to się może im przydać.

Należy wspomnieć, że Renjiemu owa umiejętność przydała się podczas jego potyczki z Jackie Tristan, której kopnięcie sparował ręką.

„Eh, ten Shun. Tylko jedno mu w głowie” - myślał Keita pilnując medytujących Ahiko i Phila. - „Dobrze, że trening o tej intensywności przynosi ogromne efekty i świetnie, że przyjście efektów da się przyspieszyć poprzez cofanie obrażeń w czasie. Po wszystkim, muszą odbyć pełen trening.”


Mężczyzna w kapturze po raz kolejny cisnął Ahiko o ścianę.

- Mówiłem ci już, nie jesteś gotów na pełne władanie moją mocą. Czemu się tak upierasz, Ahiko?

- Kapitan Kurosaki uważa, że to odpowiedni moment - mówił podnosząc się - i wygląda na to, że uważa też, że sobie bez nich nie poradzimy w starciu z nimi.

- To nie ma znaczenia. Jeszcze żaden shinigami nie opanował swojego zanpakutō w wewnętrznym świecie. Dlatego istnieje metoda materializacji, ponieważ w wewnętrznym świecie jesteśmy dla was za silni.

- Co nie zmienia faktu, że zbytniej alternatywy nie ma - Ahiko zaatakował z całą swoją siłą.


- Czy nie masz dość, Philipie? - zapytał mężczyzna w szlacheckim stroju i z szablą u boku.

- Kiedyś mnie zastanawiało co kieruje moją dłonią kiedy walczę, teraz wydaje się to takie oczywiste - mówił ciężko oddychając - a co do twojego pytania, to nie mam dość i, co więcej, nie ma wyboru, Shīrudo. - Rzucił się w stronę przeciwnika.


„To już czas, muszę ich wybudzić!”

Keita położył dłonie na głowach Phila i Ahiko, a ci się obudzili.

- I jak?

- Strasznie! Tego nie da się nawet porównać do treningów z tobą, kapitanie.

- Zanpakutō to niebywale trudny przeciwnik. Moja szansa w walce z Karasu nadarzy się, kiedy będę mógł go czymś zaskoczyć.

- Wyleczę was w chwilę. - Keita rozpoczął leczenie. Rzeczywiście zajęło mu to tylko chwilę.

- Dobrze, że to były tylko zwykłe rany. Leczenie tych rzeczywiście zajmuję ci tylko chwilę, kapitanie Kurosaki - powiedział jak zwykle grzeczny i wyważony Ahiko.

Ahiko i Phil spróbowali się podnieść, ale natychmiast upadli nie mogąc się ruszyć.

- Co jest? - zdziwił się Phil.

Keita dotknął mięsień Ahiko.

- Tak jak myślałem. To nie kwestia ran. Wasze mięśnie mają po prostu dość. Potrzebna im zwykła regeneracja. Na szczęście, są tu specjalne gorące źródła, które regenerują rany, będę do tego idealne.

Źródła rzeczywiście pomogły. Mięśnie Phila i Ahiko przestały odmawiać im posłuszeństwa.

- Pora na drugą sesję w jinzen. Będę was wybudzał w krytycznych momentach.

Wybudzenia powtarzały się co jakiś czas.


Ahiko oberwał mocno. Karasu stał nad nim i mówił:

- Nie uda ci się, odstąp.

- Nie...

- Czemu? Czemu tego nie rozumiesz? Nikomu jeszcze nie udało się tak podporządkować swojej katany.


- Zrozum to, Philipie. To niemożliwe - mówił podnosząc palec.

- Ach, tak?


- Moja wiedza wskazuje na co innego, Karasu - Ahiko zaatakował.


Phil przez chwilę toczył nawet wyrównany pojedynek ze swoim mieczem. Jednak nie trwało to długo.

- Zrozum i zaakceptuj to. W wewnętrznym świecie jesteśmy dla was przeciwnikiem nie do pokonania.


- Jeszcze za życia, będąc członkiem rodu samurajów, dowiedziałem się, że nie ma przeciwników nie do pokonania - podniósł się Ahiko. - Zweryfikowały to całe pokolenia samurajów. To prawda, każdego przeciwnika da się pokonać.


- Choćbyś nie wiem ile razy to powtórzył, to nie zmieni to faktu, że po obu wojnach, mogę jasno stwierdzić, że zawsze da się wygrać, nawet walkę, która jest z góry skazana na porażkę.

- Człowiek zawsze jest człowiekiem, a to jest walka człowieka z istotą, która zdecydowanie go przewyższa.


- Nieprawda. Jesteście naszą siłą. My tylko chcemy, żebyście dali nam jej więcej.

- Nie rozumiesz, Ahiko. Bankai to cała moc zanpakutō. Żaden miecz wam jej nie da jeśli nie będzie pewien, że jesteście na to gotowi...


- ...dlatego trzeba sobie ten miecz podporządkować, bo to jest dowód gotowości.

- Interesujące, ale w twoim rozumowaniu nie zgadza się jedna rzecz.


- Twierdzisz, że myśląc popełniam błąd? Jaki?

- Twierdzisz, że nikt jeszcze nie opanował bankai w ten sposób, mylisz się. Była jedna osoba.


- Niemożliwe, to niemożliwe.

- Ale prawdziwe. Ktoś jednak pokonał swoją katanę w wewnętrznym świecie.

- Kto? Philipie, powiedz kto?


- Kapitan Kurosaki. Powiedział, że to była najcięższa walka w jego życiu, ale ją przeszedł i że nam też się uda.

- Niemożliwe...

Pierwszy raz na twarzy Ahiko zagościł cwany uśmieszek.


- Czyżby to było aż tak ciężkie do zaakceptowania, Shīrudo? Ciekawe, że jesteś teoretycznie częścią mnie, ale jednak tego nie wiedziałeś.

Phil zaatakował mocno i szybko. Pierwszy raz zranił Shīrudo.



Z ramienia Karasu spływała stróżka krwi.

- Więc jednak mogę cię zranić.


„Ciekawe, Ahiko się uśmiecha w podły sposób. Tego jeszcze było. Chyba zaczyna im dobrze iść” - pomyślał Keita widząc szelmowski uśmiech Ahiko.


Zakapturzony złapał się za ranę.

- Czyżbym cię nie docenił, Ahiko?

- Powiem więcej. Teraz jestem pewien, że mogę walczyć z tobą na równym poziomie, Karasu.


- Hmm, nie sądziłem, że będziesz potrafił sięgnąć po taką siłę, Philipie. Jednak nie myśl, że ci się poddam. W dalszym ciągu uważam, że nie jesteś gotów.


„Keita kazał mi po wszystkim zapieczętować ich wspomnienia, ale tak by siła po treningu została. Muszę go nauczyć, że pieczęć odbiera tylko wspomnienia, a nie umiejętności.”

- Nie tak - Shun podszedł do Rukii. - Musisz wykonać ten ruch płynnie - złapał ją za rękę i poprowadził. - Te ćwiczenia pomogą wam się skupić na celu i pominąć zbędne czynniki.

Chwilę później.

- Dobra, Abrai. Rób jak mówię. Skup reiatsu w dłoni i zablokuj moje kopnięcie.

- Spróbuję.

Shun wykonał kopnięcie. Stało się tak, jak się spodziewał. Kopnięcie odrzucił Renjiego, ale nie wyrządziło mu poważniejszych szkód.

- Świetnie! Jest coraz lepiej! Może jednak nie padniecie w pierwszych minutach.

- Co? - zapytali jednocześnie Rukia i Renji.

- Nieważne! W każdym razie, wasze ciała muszą przywyknąć do większej kontroli.

- Mam tylko jedno pytanie. Czy ten trening naprawdę przybliży mnie do kapitana Kuchiki? - zapytał Renji.

- Już cię przybliżył. Co prawda, do jego poziomu ci jeszcze daleko, ale wystarczy, że będziesz robił większe kroki niż on i na pewno go przegonisz.

- Eee... Co?

- To była taka metafora na temat różnic w intensywności treningu.


Pozwolę sobie ominąć resztę nudnego treningu.


- Hinamori-senpai! - młody shinigami podbiegł do Hinamori Momo.

- O co chodzi, Koji-kun?

- Chodzi o to, że...


- Hej, ty! Tak, ty mała miernoto!W jakim stanie jest kapitan Zaraki? - zapytał mężczyzna z wygolonym irokezem, będący członkiem jedenastego oddziału.

- Kapitan Zaraki? On, no cóż... Kapitan... - mieszał się członek czwartego oddziału. - On już wyszedł... Już kilka godzin temu...

- Co? Gdzie więc jest?

- Nic nie mówił, tylko wyszedł...


- Więc mówisz, że Keita-kun pokonał cię w pojedynku do pierwszego uderzenia? Ciekawe kiedy ten twój chłopak zrobił się tak silny... Kiedy to właściwie było?

- Pięć dni temu. Od tamtego czasu siedzi wewnątrz wzgórza razem z Rukią, porucznikiem Abraiem oraz moimi dawnymi podwładnymi,Philipem i Ahiko.

- Znając życie, to jest jakiś sekretny trening mający na celu szybki wzrost formy. Niejeden już tego próbował.


„To już sto dni treningu. Są już całkiem blisko, może jednak zdążymy. Na zewnątrz powinno minąć najwyżej pięć dni, Kyle mówił dwa do trzech tygodni. To jeszcze mnóstwo czasu” - myślał Keita obserwując Phila i Ahiko będących w jinzen. Po chwili jednak powiedział: - Nie... Nie... Nie! Nie! To za wcześnie! - wykrzyczał sam do siebie i po chwili powiedział sobie w myślach: - „Nie wyczuwam Shuna. Pewnie poczuł to co ja i szybko się stąd zabrał. Nie wyczuwam też Rukii i Abaraia. Pewnie odstawił ich błyskawicznie na ich miejsca. Eh, Shun to kretyn i zboczeniec, ale w razie czego, można na nim polegać. Mam nadzieję, że zapieczętował im wspomnienia. Szczerze nie chciałbym, by ktokolwiek dowiedział się o tym co tu widzieli. Ciekawe jaką bym dostał za to karę... Nie czas na to! Mam nadzieję, że są blisko!” - spojrzał na Ahiko i Phila.


Keita był pierwszy, lecz chwilę później wszyscy to poczuli. To nie było uczucie jak przy reiatsu. Nie wiedzieli co to, ale było dla nich przerażające. To była przytłaczająca energia, która emanowała z samego Seireitei.

Część 17. - BezbronnyEdytuj

- Co to za uczucie? - zapytał młody shinigami.

- Nie wiem, Koji-kun, ale to jest przerażające... - odpowiedziała Hinamori.


„Skoro się pojawili, to nie ma co liczyć na duży opór. Rukia i Abrai po treningu wytrzymałościowym przetrzymają dość długo byśmy zdążyli im pomóc, ale reszta poruczników, cóż, raczej przeżyją, ale czwarty oddział będzie miał mnóstwo roboty” - myślał Keita. - „Zdaje się, że wraz z przybyciem nasza dylatacja czasu przestała działać. Zbyt dokładnie wyczuwam reiatsu wszystkich. To chyba Hinamori właśnie padła. Ech, to będzie ciężka walka! Na szczęście, nie dobijają od razu przeciwników.” - Pospieszcie się! Ahiko! Phil! Bez was nie mogę wyruszyć.


- Hinamori! - wykrzyczał Renji widząc upadającego porucznika. - Niech was! Kim wy jesteście?!

- Wasza egzystencja nie potrwa na tyle długo, by ta wiedza miała dla was znaczenie - odpowiedział powoli i bez uczuć mężczyzna. Był ubrany całkowicie na biało, miał też białą skórę i biały miecz. - Twoja siła, mimo tego, że większa niż wynika z naszych informacji, jest wciąż zbyt mała byś stanowił dla nas zagrożenie. Interesujące jest jednak to, jak udało ci się wzmocnić w tajemnicy przed nami.

- O czym ty mówisz?!

- Jesteś silniejszy niż powinieneś być, jednak to wciąż za mało.


- Nie wiem, kim jesteście, ale wygląda na to, że stanowicie zagrożenie - mówił Kyōraku. - Co prawda, nie lubię tego robić, ale musimy was powstrzymać.

- Lepiej w takim razie udać się gdzie indziej. Aktualnie kilkoro z nas prowadzi walkę z resztą kapitanów, wszyscy udamy się w jedną stronę.

- A to niby czemu?

- Po pokonaniu nie dobijemy was od razu. Wolimy mieć was wszystkich na jedno uderzenie. W tę stronę - wskazał i udał się w wskazane przez siebie miejsce.

Mówił prawdę. Na miejscu zebrali się wszyscy kapitanowie, nawet głównodowodzący.

- Nawet Yama-jii miesza się do walki? Czuję, że to nie będzie łatwa przeprawa, Ukitake.

- Tak, masz rację...

Ukitake ledwo sparował cios, który po chwili otrzymał.

- Siła zgodna z informacjami. Chyba na tych dwóch porucznikach niespodzianki się skończą - napastnik odskoczył do tyłu.

- Porucznikach?

- Porucznicy, Abrai Renji i Kuchiki Rukia dysponują siłą większą niż wynika z informacji. To zapewne tylko niewielka anomalia. Wasza siła się zgadza - zatrzymał kopnięcie Suì-Fēng gołą ręką i spojrzał na nią. - Dokładnie taka jak wynika z informacji.

Suì-Fēng odskoczyła.

- Macie o nas informacje, ale one wam nie pomogą. Nie przepuścimy nikogo, kto zagraża Seireitei - mówił Byakuya.

- Możecie mówić, co chcecie, jednak nie zmieni to faktu, że nie macie szans w konflikcie z nami.


„Rukia i Abrai walczą razem, powinni wytrzymać. Na razie brak strat w normalnych shinigami i niższych oficerach. Kapitanowie rozpoczęli walkę. Powinni się na razie utrzymać. Szybciej! Ahiko! Phil!” - spoglądał cały czas na swoich oficerów, którzy nadal byli w jinzen.


Kapitanowie ciężko dyszeli, wszyscy. Nie spodziewaliby się, że może ich spotkać tak trudna walka. Przeciwnik był w stanie unikać ich ciosów i jednocześnie wyprowadzać własne, celne.

„Są silni, nawet bardzo. Bez bankai może być duży problem, by ich pokonać” - myślał Kyōraku. - Chyba nie mamy innego wyjścia...

Jeden z przeciwników, stojący do tej pory z tyłu, złapał broń kapitana. Nie tylko jednego. Dotknął miecze wszystkich kapitanów.

- Co chciałeś tym osiągnąć? - zapytał Yamamoto, po chwili jednak zauważył co. Jego miecz zgasnął. - Co?!

Wszystkie bronie kapitanów powróciły do zapieczętowanych postaci.

- Nie moglibyśmy pozwolić wam na użycie czegoś tak niebezpiecznego, jak bankai, przeciwko nam. Mogłoby to być kłopotliwe, a nie chcieliśmy angażować w tym świecie więcej swoich sił. Jestem pozbawiony broni, jednak moje dotknięcie wyłącza moc przeciwnika, w tym wypadku wasze zanpakutō. Cieszcie się, że były uwolnione, efekty w przypadku zapieczętowanej formy byłyby gorsze. W dalszym ciągu możecie walczyć, jednak wciąż jest to bezcelowe.

- Nie myśl sobie! Moja walka nigdy nie opierała się na mieczu! Dla mnie to bez różnicy! - mówił z pasją Kenpachi. W końcu to była jego najlepsza walka od dawna.

- Ach tak, ty - zniknął i pojawił się za Kenpachim.

Z Kenpachiego trysnęła krew.

- Wiemy o twojej odporności, ale nawet ty nie wytrzymasz takich obrażeń. Nie lubię wykorzystywać swojej maksymalnej prędkości, jednak mógłbyś być kłopotliwy, tak samo, jak posiadacze bankai. Kiedy się was pozbędziemy, zajmiemy się resztą shinigami, a wtedy zlikwidujemy wszystkie przeszkody. To będzie koniec dla waszego świata.


Ahiko i Phil przebudzili się.

- Nareszcie! Oni już nadeszli! Musimy szybko działać!

Opuścili wnętrze wzgórza.

- Wy skierujcie się w stronę poruczników i ich wspomóżcie, a ja udam się do kapitanów.

- Tak jest, kapitanie - odpowiedział Ahiko.

- Wedle rozkazu - odpowiedział Phil.


- To już chyba wasz koniec. Ty stoisz na nogach, ale twoja partnerka leży. Nie mieliście szans od początku.

- Nie poddam się! - Renji już ledwo miał siły by mówić.

- Nie musisz, po prostu cię pokonam, potem was dobijemy.

- Nie śpieszyłbym się tak z zakończeniem walki - powiedział Ahiko. - Przewidywanie wyniku przed końcem to domena głupców.

- Hmm, jesteście Nara Ahiko i Narson Philip. Wasza siła jest o wiele większa niż wynika z informacji. Poza kapitanami, nikt nie powinien tutaj dysponować taką mocą. - Uderzył w Renjiego, co sprawiło, że Abarai stracił przytomność.

- To jest to o czym mówił kapitan. Wiedzą o nas wszystko, poza pewnymi szczegółami - powiedział Phil. - Poza tym, nie jestem Narson Philip, tylko Philip Narson. Moje imię jest pierwsze, potem nazwisko.

- Nie mają informacji wynikających z obecności i działań kapitana. Musimy to wykorzystać. - Miecz Ahiko zaczął się obracać na jego wystawionej do przodu dłoni. - Furattā, Karasu.

Miecz przekształcił się w włócznię z zaokrąglonym ostrzem.

- Jest ich dwóch, nas też, to dobrze rokuje. Odoroki, Shīrudo.

Miecz Phila zmienił się w rapier.

- Jest nas więcej, pozostali czekają na sygnał do wybicia reszty shinigami.

- Najpierw chcecie się pozbyć najsilniejszych, a potem tych słabych. Przemyślana strategia, jednak nie uwzględnia możliwości waszej przegranej - mówił Ahiko.

- Zgadza się. Jest tak, ponieważ nie ma możliwości byście nam zagrozili. Znamy wasze możliwości i niczym nas nie zaskoczycie. Jedyna kłopotliwość w waszym przypadku to bankai, ale groźnymi posiadaczami tej zdolności już się zajęliśmy.

- Ach, tak? W takim razie, od razu musimy wejść na najwyższe obroty.

- Niech ci będzie, Ahiko.

- Najwyższe obroty? Czyżbyście byli jeszcze silniejsi? To wciąż nie będzie wielkie zagrożenie.

- W takim razie przypatrzcie się - powiedział Ahiko. - Jeszcze tego nie używaliśmy w walce, ale powinno na was zadziałać.

Przeciwnicy stal niewzruszony.

- Bankai - powiedzieli równocześnie Phil i Ahiko.

Napastników pierwszy raz zdziwiło to, co zobaczyli.

- Shiroi Karasu(Biały Kruk).

Ahiko w swoim bankai dysponował włócznią z wieloma wystającymi kolcami na drzewcu i czarnym płaszczem z kapturem zamiast stroju shinigami bez rękawów, który miał wcześniej. Jednak najbardziej zadziwiające było to, że posiadał parę ogromnych kruczysz skrzydeł wyrastających z pleców.

- Kishi no Shīrudo(Tarcza Rycerza).

Phil w swoim bankai miał na sobie elementy zbroi średniowiecznego rycerza i miecz półtoraręczny.

- To może być kłopotliwe. Jesteście na poziomie kapitanów, posiadacie bankai, a dodatkowo mają one egzotyczną, małą formę.


Napastnik potrafiący pieczętować moc przeciwnika oddalił się. Kapitanowie otrzymywali cios za ciosem, poza głównodowodzącym, który potrafił się obronić nawet bez shikai.

- To jest wasz koniec i koniec Soul Society.

- Bakudō no 61: Rikujōkōrō. - trzech przeciwników unieruchomiły ramiona oplecione dookoła brzucha. - Bakudō no 63: Sajo Sabaku. - czterech przeciwników oplotły łańcuchy emanujące złota energią. - Bakudō no 79: Kuyō Shibari. - Pozostałych czterech unieruchomiły czarne blaski z fioletową obwódką. - Czekałem aż się tak ustawicie. - Kapitanowie nie mogli się nadziwić widokiem Keity. Przeskoczył za przeciwników. - Jedyną wydajną metodą pozbycia się was jest pokonanie wszystkich naraz.

- Kim jesteś? - zapytał jeden z przeciwników schwytanych w zaklęcie numer 79.

- Nie wiecie kim jestem? Oczywiście. Nie macie informacji wynikających z mojej obecności. Jestem kapitanem Piątego Oddziału Trzynastu Oddziałów Obronnych Seireitei, jestem Kurosaki Keita - podniósł dwa palce na wysokość twarzy i mówił coś szybko i cicho. Pokryła go niebieska poświata reiatsu. Bardzo się skupiał. - „To musi zadziałać.” - Keita przestał mówić, objął swoją prawą rękę pod nadgarstkiem i wycelował w przeciwników. - Hadō no 88: Hiryū Gekizoku Shinten Raihō!

Strumień niebieskiej energii emanującej piorunami uderzył w unieruchomionych przeciwników i zmiótł ich dokładnie. Nie zostało z nich nic.

„Dobrze, dziesięciu najsilniejszych pokonane. Ahiko i Phil w tym czasie zajęli się jeszcze czterema. Zaklęcie po uderzeniu w ściany Seireitei się rozładuje. Wystrzeliłem pod odpowiednim kątem, by nic nie uszkodzić.” - Keita spojrzał na Kapitanów. - „Są ranni, dobrze, że szybko to zakończyłem. Lepiej teraz się uzbroję.” - Sięgnął po miecz i wyjął go z pochwy, lecz po chwili ostrze jego miecz trzymał jeden z przeciwników, ostrze pękło i rozpadło się na wiele kawałków. Przeciwnik kopnął Keitę w klatkę piersiową i posłał go kilka metrów do tyłu. Keita przejechał dłonią po swojej klatce piersiowej i powiedział:

- Zadałeś mi prawdziwy ból, mam złamane dwa żebra. Całkiem nieźle.

- Dwa żebra? Obrażenia powinny być większe. Interesujące. Kapitan o którym nie mamy informacji, dodatkowo silniejszy niż reszta. Szczytem nieostrożności byłoby pozwolić ci wyzwolić bankai.

Keita podniósł się i lekko otrzepał.

- Nie miałem zamiaru go używać w tej walce, jednak brak mojego Tangetsu może być kłopotliwy. - Spojrzał na rękojeść, którą trzymał w dłoni. - Uszkodziłeś mojego partnera, nie mogę ci tego darować. Ciekawe, że nie mogłem cię wyczuć, tak jakbyś był pozbawiony energii.

- Jak już zapewne zauważyłeś, nie mam broni, a energia, która wydzielam jest całkowicie inna od reszty.

- W takim razie, jeśli przywyknę, to przestaniesz być niewykrywalny.

- Jeśli zdążysz, lecz na nic ci się to nie zda.

Keita spojrzał na swoje dłonie.

- Zatem chcesz ze mną walczyć? Nie mam broni, ale ja jej nie potrzebuję. Wy z kolei opieracie całą swoją siłę na waszych mieczach. Zapewne liczysz na przewagę liczebną, ale spójrz na resztę kapitanów. Są ciężko ranni, a poza tym, paraliżuje ich strach przed nasz energią. Sama nasza energia ma działanie szkodliwe dla przeciwnika, a teraz, kiedy nie mają swoich zanpakutō, nic ich nie chroni przed jej wpływem. Jesteś jednym shinigami bez broni przeciwko mnie.

- Błędne założenia.

- Co?

- Masz dwa błędne założenia. Pierwsze to to, że liczę na przewagę liczebną. Nie lubię walczyć grupowo, wcale nie chcę pomocy. Ja walczę sam. Drugie - Keita zaczął zdejmować swoje haori - to to, że jestem bez broni - zdjął haori, położył z boku i zaczął rozpinać swój strój shinigami - moją bronią jest moje ciało. - Rozpiął swój strój, wyjął ramiona z rękawów i puścił go, a on opadł i zwisał mu z pleców. Widać było dziwny znak na jego ramieniu.

- Chcesz walczyć wręcz i nie chcesz, by coś krępowało twoje ruchy.

- Zgadza się, ale jest też inny powód. Nie chcę nazbyt zniszczyć swojego stroju.

Keita ugiął nogi i przybrał pozycję do walki.

- To nic nie zmieni.

Przeciwnik zaatakował, Keita jednak zrobił unik i wykonał kopnięcie, które posłało przeciwnika metry do tyłu.

- Nie jesteś jedynym umiejącym walczyć wręcz. Przygotuj się na prawdziwa walkę - mówił Keita do swojego przeciwnika.


Wiadomość od Autora: Nie, niechęć pozwolenia na uwolnienie bankai nie ma nic wspólnego z najnowszym arciem w mandze. Wymyśliłem to jeszcze w czasie trwania arcu o fullbringu.

Część 18. - Mistrz walki wręczEdytuj

- Kopnięcie wykonane w charakterystycznym stylu. Wydajesz się jeszcze silniejszy niż zakładałem. Keita nie czekał na dalsze słowa. Zaatakował pięścią, przeciwnik wykonał unik, więc Keita położył dłoń na ziemi, wykonał obrót i z dużą siłą kopnął oponenta. Ten się cofnął.

- Interesujący styl walki.

Przeciwnik rzucił się na Keitę i próbował zadać mu cios pięścią. Keita uniknął pięści, która mignęła mu tuż przed twarzą. Przeciwnik rozpoczął z Keitą wymianę ciosów. Cios, blok, unik i od nowa.

- Ten styl walki jest zgodny z informacjami, ale na temat innej osoby.

- Domyślam się.

Kapitanowie sparaliżowani energią przeciwnika, cały czas nie byli w stanie ruszyć się z miejsca. Jednak nie przeszkadzało im to śledzić walki. Suì-Fēng widząc jedno z kopnięć Keity, skojarzyła czyj styl walki przypomina.

„Niemożliwe... Yoruichi-sama?” - myślała patrząc na walkę Keity.

W istocie, styl walki Keity był niemal identyczny, jak styl walki byłego kapitana drugiego oddziału.

- Jesteś zaskakujący. Twój styl walki i poziom, który prezentujesz, stawia cię o wiele wyżej niż większość kapitanów. Dodatkowo posiadasz zdumiewającą energię - mówił przeciwnik kontynuując starcie z Keitą.

- Strasznie wygadany jesteś. Na twoje nieszczęście, ja nie lubię za dużo gadać, a szczególnie teraz, bo aktualnie skupiam się na pokonaniu cię. - „Jest silny, jednak mogę go pokonać. Nie opuszcza mnie jednak wrażenie, że coś jest nie tak.” - Keita spojrzał w stronę sparaliżowanych kapitanów. - „No tak, nie ma u nich zdziwienia. Jest strach i uczucie bezradności, jednak brak zdziwienia. Przed chwilą walczył obok nich Kapitan Głównodowodzący, jednak nie zdziwiło ich to, a zdecydowanie powinno. Poza tym, nie widać wielkich zniszczeń, czyli nie użył on dużo swojej mocy. To oznacza, że od początku mieszali kapitanom w głowie i osłabiali ich. Nie wiedziałem, że posiadają taką zdolność, na szczęście nie jestem tylko shinigami i moją mocną stroną jest odporność.”

- Twoja energia jest najbardziej interesująca ze wszystkiego, co sobą prezentujesz. Wydobywa się z ciebie jej całe mnóstwo, jednak perfekcyjnie ją kontrolujesz, a dodatkowo jest ona prawie identyczna jak u...

Keita lekko przymknął oczy w znaku irytacji i zaatakował potężnym kopnięciem, które odrzuciło przeciwnika do tyłu.

- Wiem co chciałeś powiedzieć i muszę stwierdzić, że szczerze nienawidzę porównywania mnie do niego. - Z oczu Keity dało się odczytać wściekłość.

- Interesujące. Byłbyś wspaniałym nabytkiem, jednak zbyt wszystko utrudniłeś. Muszę to zakończyć.

Powiedział i zaatakował Keitę potężnym uderzeniem pięści w brzuch. Shinigami stracił oddech. Następnie przeciwnik uderzył ręką w bark i wykonał kilka uderzeń w różne części ciała. Keita zwisał bezwładnie i wydawał jęki bólu, trzymany przez oponenta.

- To już chyba koniec - powiedział i rzucił Keitę kilka metrów przed siebie. - Walczyłeś dość zaciekle, jednak nie miałeś szans.

„Muszę zachować spokój! Niech pomyślę... Złamane żebra, złamany bark, obojczyk i kilka innych kości, a dodatkowo zerwanie ścięgien. Nieźle mnie urządził. Teraz szczerze żałuję, że jej przed walką nie poluzowałem. Chyba nie mam wyboru.” - myślał Keita i cicho pojękiwał.

- Teraz, kapitanowie, kiedy jesteście w jednym miejscu, mogę pozbyć się was wszystkich za jednym razem. Zgodnie z planem.

„Wyczuwam, że oprócz niego jest jeszcze około setki innych, choć ból utrudnia wyczuwanie energii. Muszę to zrobić.”

Oponent wystawił przed siebie dłonie i zaczął skupiać w nich swoją energię. Widać było, że szykuje się do ostatecznego ataku.

- Przykro mi, ale muszę ci przeszkodzić - mówił Keita wstając. - Nie mam ochoty rozstawać się jeszcze z tym światem. Przejścia z Soul Society do świata ludzi bywają opłakane w skutkach dla duszy - podniósł się, ale jego ramiona bezwładnie zwisały z jego przygarbionego ciała.

- Normalnie można by to określić jako niemożliwe - powiedział zaprzestając szykowań do ataku i przyjmując zwykłą postawę - jednak już kilka razy pokazałeś, że trzeba cię traktować w inny sposób niż resztę shinigami. Ta technika to...


Dziewięćdziesiąt dwa lata wcześniej.

- Mówisz, Naoki, że kim byłeś za życia? - zapytał Keita chłopaka w długich czarnych włosach.

- Quincy, przypomniałem to sobie jakiś czas temu.

- Wróciły ci wspomnienia z czasu życia? To dziwne biorąc pod uwagę, że od twojej śmierci musiało minąć co najmniej szesnaście lat.

- Pamiętam tylko trochę. Oprócz tego, że byłem Quincy i ogólników na ich temat, przypomniała mi się bardzo przydatna technika.

- Umiesz ją użyć?

- Wiem, jak ją wykonać, ale w moim obecnym stanie nie mam możliwości, jestem za słaby. Jednak ty byłbyś w stanie i chciałbym cię tej techniki nauczyć.

- Widzisz mój strój? Uniform akademii shinigami. Trochę słyszałem o Quincy i wiem, że to shinigami wybili większość z nich, a ja szkolę się na jednego z nich.

- To nie ma znaczenia. Nieważne, czy jesteś shinigami, czy nim będziesz, czy nie. jesteśmy przyjaciółmi, a ty zawsze mnie broniłeś i chce ci się w ten sposób odwdzięczyć.

- Niech ci będzie, ale wątpię, żebym mógł ją opanować. Shinigami i Quincy to zupełnie inne istoty.

- Wszyscy jesteśmy ludźmi i może nie przyjdzie ci to łatwo, ale na pewno możesz ją opanować.

- A tak właściwie, to na czym ona polega?

- Umożliwia kontrolowanie ruchów ciała poprzez manipulacje reishi. Miała pomagać starszym Quincy w wykonywaniu ich zajęć, ale może być przydatna przy uszkodzeniach ciała. Ta technika nazywa się...


- ...Ransgōtenai. Zdumiewające, że shinigami jest w stanie opanować technikę Quincy wysokiego poziomu.

„Przy najbliższej okazji, muszę podziękować Naokiemu i przeprosić go za mój sceptycyzm co do tej techniki.”

- Jednak nie pomoże ci to. Już wcześniej nie miałeś szans, teraz jedynie przedłużasz swoją agonię.

Keita wykonał skok przy pomocy shunpo i kopnął oponenta w bok głowy. Siła uderzenia odepchnęła przeciwnika.

- Przyspieszyłeś. Dodatkowo twoja siła jest większa.

- Wcześniejsze patyczkowanie zakończyło się dla mnie w dość niemiły sposób - mówił Keita przyjmując pozycję do ataku.

- Mimo wszystko, wciąż jesteś za słaby by mnie pokonać. Twoje uderzenia nie wyrządzą mi szkody.

- To się jeszcze okaże.

Keita przystąpił do błyskawicznego ataku. Wykonał mnóstwo ciosów z których każdy dosięgnął celu, a oponent nie był w stanie któregokolwiek sparować lub uniknąć.

- Zdumiewające. Twoja szybkość plasuje się na trzecim miejscu wśród shinigami - powiedział i przystąpił do własnego ataku. Uderzył we wszystkie części ciała Keity. - Jednak dalej nasz poziom jest zbyt różny byś mógł ze mną walczyć.

- Cholera! - powiedział Keita wycierając krew płynącą mu z kącika ust. - „Dzięki Ransgōtenai jestem w stanie utrzymać się w walce, ale przy moim obecnym poziomie, uderzając go tylko uszkadzam sobie knykcie. Jest niesamowicie wytrzymały. Teraz na serio żałuję, że jej nie poluzowałem przed walką! Eh, uszkodził sporo z moich wnętrzności! Dobrze, że ta technika, w moim wykonaniu, łagodzi ból.” - pomyślał Keita.

- Przed walką powiedziałeś, że nie zamierzałeś uwolnić bankai, teraz zapewne rozumiesz, dlaczego to co powiedziałeś było czystą głupotą.

- Mógłbyś wykończyć mnie już wcześniej, ale nie zrobiłeś tego, bo chciałeś mi pokazać, że bez bankai jestem bez szans? Jednak jesteście strasznie przyziemni - westchnął Keita. - W dalszym ciągu twierdzę, że nie uwolniłbym bankai. Ostrze w garści by wystarczyło, jednak skoro mój Tangetsu jest aktualnie niedostępny, muszę się posłużyć innymi metodami. - Keita zaczął głębiej oddychać.

- Wygląda na to, ze się zmęczyłeś.

- Jestem zmęczony, jednak muszę się przygotować do tego, co za chwilę zrobię.

- A cóż takiego zrobisz?

- Jeśli nie jestem w stanie cię uszkodzić normalnie - Keita przybrał pozycję do ataku - więc użyję całej swojej siły, żeby cię zmieść! - Dało się wyczuć, jak poziom reiatsu Keity się podnosi. - Jesteś pierwszym na kim tego użyję.

- Co ty zamierzasz?

- To! - Ciało Keity pokryła biała piorunująca poświata.

„Niemożliwe! Skąd ten dzieciak zna Shunkō?!” - pomyślała Suì-Fēng dalej nie mogąc się ruszyć.

- Tym razem mnie zaskoczyłeś. Nie spodziewałbym się, że ktokolwiek, oprócz Shihōin Yoruichi i Suì-Fēng, mógłby znać tę technikę. Jednak nawet jej autorka nie dokończyła i dobrze nie opanowała tej techniki. Źle opanowana nie jest groź... - nie zdążył dokończyć, ponieważ otrzymał potężne uderzenie pięści w twarz. Następnie kolejne w brzuch i silne kopnięcie w bok. Upadł na ziemię. - Więc jednak... - Zaczął się podnosić. - …jednak zaczynasz być groźny.

Keita pojawił się tuż przy nim i rozpoczął serię morderczych ciosów. Każdy cios zmuszał oponenta do cofnięcia się. Kopnął potężnie oponenta w szczękę i posłał go w powietrze. Doskoczył do niego i zaczął mówić.

- Myślisz, ze umiem tę technikę znikąd? - Uderzył go potężnie w brzuch. - Jestem jedyną osobą, której Yoruichi-san zdecydowała się przekazać tę technikę. - Cały czas uderzał oponenta w powietrzu. - Zrobiła to, bo uważała, że dam radę ją opanować i będę mógł ją łatwo używać. - Kopnięciem posłał przeciwnika w ziemię, a sam wylądował na równych nogach. - Jest tylko trzech użytkowników tej techniki i ze wszystkich trzech tylko ja opanowałem ją do tego stopnia.

Oponent błyskawicznie wstał, znalazł się obok Keity i uderzył go w brzuch. Kurosaki natychmiast odrzucił go uderzeniem pieści. Po chwili poczuł efekt ataku - ból rozchodzący się po całym ciele. Keita lekko zgiął się. Czymkolwiek był ten atak, odniósł skutek.

Kurosaki spostrzegł, że przeciwnik zaczyna się skupiać.

„Nie, nie pozwolę mu!” - pomyślał i rzucił się na przeciwnika zadając mu cios z pięści pod klatkę piersiową. Keita zatrzymał się przy uderzeniu, ale dalej napierał.

- Jednak musimy zaangażować większe siły - powiedział oponent czując rękę Keity, która przeszła przez jego ciało na wylot. Keita włożył w ten atak całą swoją siłę.

Ciało oponenta rozpłynęło się. Keita powoli szedł w stronę kapitanów, którzy nareszcie przestali być pod wpływem energii przeciwnika.

„Zaraz padnę, zużyłem prawie całą swoją energię. Dam radę dojść?”

Kulejąc i trzymając się za brzuch, przeszedł jeszcze kilka kroków, wyjął coś z kieszonki, którą miał w stroju, przyłożył sobie do brzucha i nacisnął na przycisk u góry małego przedmiotu. Słychać było dźwięk wstrzykiwania.

Kapitanowie powoli powracali ze stanu, w który wprowadzili ich przybysze. Zaczęli analizować to, co właśnie widzieli. Pierwszy odezwał się Ukitake.

- Jesteś niesamowity, Keita. Pokonałeś przeciwnika, który zagrażał Soul Society. Przepraszam za to, że nie byłem w stanie ci pomóc. Jako twój były przełożony i jako starszy człowiek się nie spisałem.

- Nie szkodzi, kapitanie Ukitake.

- Powiedz mi, czy to prawda, że Yoruichi-sama nauczyła cię Shunkō - zapytała Suì-Fēng.

- Tak. To było lata temu. Nie wiedziałem kim jest, a ona zaproponowała mi naukę - skłamał Keita. Nawet po tym, co pokazał, nie chciał wyjawiać wszystkiego.

- To było niesamowite, Keita-kun. Pokazałeś tym dziwakom, gdzie ich miejsce. Jesteś naprawdę silny.

- Dziękuję, kapitanie Kyōraku.

- Co tak właściwie robiłeś przed chwilą? - dopytał jeszcze Kyōraku.

- Wstrzykiwałem sobie bardzo mocny środek przeciwbólowy.

- Dlaczego?

- Właściwie, to dlatego. - Keita padł twarzą do ziemi, zaczął ciężko oddychać i wydawać jęki bólu, jednak postarał się uspokoić i powiedział: - Kapitan Unohana, mógłbym liczyć na twoją pomoc? - zapytał Keita w dalszym ciągu leżąc twarzą do ziemi.

- Oczywiście - powiedział Unohana, podeszła do rannego. i rozpoczęła oględziny.

Na początek przewróciła go na plecy. Po chwili sprawdzania obrażeń, pomyślała:

„Liczne złamania, strzaskany brak, zerwane ścięgna, mięśnie odeszły od reszty wnętrzności i duże uszkodzenia organów wewnętrznych. To cud, że dał radę walczyć z takimi obrażeniami, czy chociaż utrzymać się na nogach. Dodatkowo nie ma w sobie ani krzty reiatsu.”

Kurotsuchi wyciągnął ze swojego stroju niewielki przedmiot i nacisnął przycisk znajdujący się na nim.

„Jest źle. Jestem kompletnie połamany, nie mogę się podnieść, nie mam już reiatsu, a z słów tego ostatniego wynika, że pojawi się ich tutaj więcej. Spróbuję się skupić na pozytywach. Niewątpliwym plusem tego, że jestem ranny, jest to, że opatruje mnie piękna i dojrzała kobieta - kapitan Unohana. W tym wypadku mogę pozostać połamany jeszcze na długo... Moje myśli zaczynają mnie przerażać. Muszę przestać myśleć o kapitan Unohanie, choć to trudne, skoro się nade mną pochyla. Jak tak dalej pójdzie, to krew odpłynie mi z mózgu. Co jest ze mną, myślę o bzdurach mimo ogromnego bólu. Nie dość, że mam zaawansowany podział osobowości, to jeszcze dostaję odchyłów w złą stronę. Muszę nad tym zapanować.”

- Nie odzyskasz już pełni sił - powiedział niespodziewanie Mayuri.

- Co? - zapytał Keita.

- Oczywiście, same obrażenia można wyleczyć dość łatwo, jednak przeskanowałem cię na szybko i twoje ciało jest przesiąknięte energią tych przybyszy, która wyżera ci wnętrzności i powoduje uszkodzenia w systemie przepływu reishi. Naprawienie tego wymagałoby szybkiego zastosowania pewnych niekonwencjonalnych metod, jednak samo przygotowanie ich zajęłoby kilka godzin, a one nie są skuteczne dalej niż po pięciu minutach oraz dwudziestu i czterdziestu pięciu setnych sekundy. Innymi słowy, nawet jeśli przeżyjesz, to czeka cię życie inwalidy pozbawionego zdolności do manipulowania reishi i kontroli reiatsu. W takiej sytuacja nawet zdolności lecznicze kapitan Unohany na nic się zdadzą.

„Czyli to był ten jego ostatni cios. Ech, cholera! Chyba jednak nie mogę sobie zrobić przerwy i muszę się ruszyć. Najpierw muszę odzyskać dość reiatsu, by tego użyć.” - Kapitan Unohana, proszę, skup się na odnowieniu mojego reiatsu.

- Nie rozumiesz, ze to nic nie da? - zapytał Mayuri.

- Proszę mi zaufać, mam plan.

Unohana nie pytała o nic, tylko rozpoczęła regenerację reiatsu Keity.

„Ten chłopak zaskoczył mnie dziś na tyle, że jestem skłonna uwierzyć, iż wie co robi.”

„Świetnie, moje reiatsu wraca.”

Keita zaczął podnosić lewą rękę i skupiać w niej reiatsu.

- Co ty wyprawisz? Najpierw prosisz o regeneracje reiatsu, a teraz marnujesz je na bezsensowne ruchy - mówił Mayuri.

Keita przysunął swoją dłoń do twarzy i błyskawicznie przesunął nią po niej. Na twarzy pojawiła się mu maska z dwiema pionowymi liniami. Unohana natychmiast odskoczyła. Z Keity wydobyła się potężna fala reiatsu. Kapitanowie nie mogli wyjść ze zdziwienia.

„Muszę wyciągnąć ile zdołam!” - pomyślał Keita.

Aura reiatsu zniknęła, a Keita podniósł swój tors. Maska się rozpadła, a kawałki zleciały z jego twarzy. Keita przeciągnął się i ściągnął łopatki do siebie. Wstał i wykonał kilka kopnięć w powietrzu. Rozruszał kości palców, karku i kręgosłupa oraz zaczął rozgrzewać stawy i ścięgna.

„Zawsze sztywnieję po regeneracji.”

Przeciągał się i wykonywał ruchy rozgrzewające jeszcze przez chwilę, a następnie powiedział:

- Chyba jednak nie skończę jako kaleka, kapitanie Mayuri. - uśmiechnięty Keita cały czas ruszał barkami.

- Hollowfikacja? - zdziwił się Ukitake. - Jak to możliwe?

- To trochę bardziej skomplikowane niż by się mogło wydawać. - Keita położył swoją lewą dłoń na dziwnym, kolistym znaku na swoim prawym ramieniu. - Mogę jednak powiedzieć, że właśnie całkowicie się zregenerowałem i odnowiłem zapasy reiatsu. A teraz muszę zrobić coś, czego żałuję, że nie zrobiłem wcześniej.

Ukitake uśmiechnął się i pomyślał: - „Ten chłopak skrywa jeszcze niejedną tajemnicę. Czy był tak silny od zawsze? Jeśli tak, to oznacza to, że przez lata ukrywał swoją prawdziwą siłę. Teraz w pełni czuję siłę jego reiatsu. Jest tylko trochę mniejsze od mojego. Taka siła w tak młodym wieku. Kim będzie za sto lat?” - W tym momencie do niego i pozostałych kapitanów dotarła fala nowego reiatsu. - Co? Niemożliwe...

- To... niebywałe... - powiedział Komamura.

- Jego reiatsu... - próbował powiedzieć Hitsugaya.

„Jego reiatsu właśnie wzrosło czterokrotnie! Niemożliwe!” - pomyślał Mayuri. - „Szkoda, że nie padł. Mógłbym to dokładnie zbadać.”

- Teraz o wiele lepiej! Gdybym zrobił to przed walką - Keita założył górną część swojego stroju i swoje haori, które leżało niedaleko - nie miałbym żadnych problemów. - Kapitan cały czas się uśmiechał.

- Hollowfikacja, zdolność do podniesienia swojego reiatsu, techniki Quincy... Co jeszcze ukrywasz? - zapytał Yamamoto.

- Niewiele ponad to, co już widziałeś, Kapitanie Głównodowodzący.

- Twoja maska hollowa jest identyczna jak Kurosakiego Ichigo. To wyjątkowo dziwne. A poza tym, samym faktem posiadania takiej mocy, hańbisz stanowisko kapitana.

- Zdaję sobie sprawę ze stanowiska Gotei 13 względem hollowfikacji, lecz to nie była moja decyzja, a skoro już mam tę moc, to wykorzystanie jej w sytuacji zagrożenia, nie jest niewłaściwe.

- Hmm... - Yamamoto kierował swój ciężki wzrok w stronę Keity.

- Rozumiem, jeśli zechcesz odebrać mi z tego powodu stanowisko kapitana.

- Kiedy zagrożenie zostanie zażegnane, Rada 46 zapewne nakaże wykonanie na tobie egzekucji. - Ukitake spojrzał w stronę Głównodowodzącego ze strachem w oczach o swojego byłego podwładnego. - Jeśli taki wyrok zapadnie, nie będzie od niego żadnego odwołania - skończył mówić Yamamoto.

- Co? Ale przecież walczyłem w obronie Seireitei i ryzykowałem życiem! Czy tylko tyle jest warte poświęcenie i chęć obrony Soul Society?!

Potężna fala energii spadła na kapitanów znikąd.

- Co to? Jest jeszcze potężniejsze od poprzedniego - powiedział Kuchiki Byakuya.

- Biorąc pod uwagę wasz stan, zajmę się tym sam - powiedział Keita. - Jestem obecnie jedynym kapitanem zdolnym do ciężkiej walki.

Keita podniósł rękojeść oraz pozbierał wszystkiego fragmenty ostrza swojego zanpakutō. Fragmenty włożył sobie do lewej dłoni, a rękojeść trzymał w prawej. Przyłożył Lewą dłoń do początku połamanego ostrza wystającego z rękojeści i błyskawicznie odsunął od siebie obydwie dłonie. Jego miecz był cały.

- Mam nadzieję, ze jesteś gotowy do walki, Tangetsu - mówił patrząc na ostrze swojej broni po czym ją schował i dodał: - A to kolejna sztuczka, którą potrafię.

Keita zniknął. Kapitanowie nie wiedzieli gdzie dokładnie się skierował, lecz wiedzieli w jakim celu. Chciał zakończyć tę inwazję.

Część 19. - Wyrównany pojedynekEdytuj

Keita cały czas zmierzał w stronę nowej energii, która pojawiła się po jego zwycięstwie nad przybyszem o zdolności pozbawiania przeciwnika mocy. Przy okazji rozmyślał nad sytuacją

„Hmm, wygląda na to, że ich posiłki trochę nie trafiły w cel. Nowy pojawił się gdzieś w Rukongai. To nawet lepiej, tam nie narobię aż takiego bałaganu.” - Keita właśnie minął granicę Seireitei. - „Na pewno będę musiał się po wszystkim sporo tłumaczyć, ale na pewno kapitan Ukitake się za mną wstawi, więc jakoś to przeboleję.” - Zbliżał się do źródła nowej energii coraz bardziej. - „Jest silniejszy od poprzednich, ale nie będzie stanowił zbytniej przeszkody. Wystarczy, że użyję odpowiednio dużo siły. Hmm, takie niedocenianie przeciwnika nie jest w moim stylu, to przeciwne wszystkiemu czego uczyli mnie Urahara-san, Yoruichi-san i Isshin oji-san... Dobra, muszę przyspieszyć, bo za długo mi schodzi!” - Keita zdecydowanie zwiększył swoją prędkość i po chwili był na miejscu.

Źródłem energii okazał się przybysz różniący się od pozostałych wyglądem. Wcześniejsi nosili płaszcze lub stroje przypominające kimona, ten nosił przylegający do ciała biało-niebieski kombinezon, a dodatkowo nie miał białej, a różową, prawie ludzką, skórę.

- Więc to ty jesteś tymi większymi siłami? - Keita wskazał palcem na stojącego przed nim przybysza. - Spodziewałem się czegoś bardziej imponującego, szczególnie po opisie, który otrzymałem o istotach energetycznych.

Przybysz, który był pozbawiony wyrazu twarzy, powiedział bez uczuć:

- Znasz naszą naturę, to zawęża ilość opcji do zaledwie pięciuset siedemdziesięciu trzech miliardów czterysta pięćdziesięciu czterech milionów osiemset sześćdziesięciu sześciu tysięcy dwustu dziewięćdziesięciu dwóch.

- Nie lubię zbędnego gadania, ale chyba jednak wolę tych Eleanów, którzy jednak maja jakieś uczucia. Twoje gadanie jest nudne.

Przybysz spojrzał w niebo, po czym powiedział z uśmiechem:

- Rozumiem, więc wiesz o tym kim jesteśmy, to zawęża możliwe opcje do trochę ponad dwóch milionów.

- Teraz się uśmiechasz... - powiedział Keita lekko zmieszany.

- Doszliśmy do wniosku, że nasza emanacja posiadająca uczucia Podniesionych będzie efektywniejsza.

- I wysilacie się tak dla zwykłego wymiaru klasy D...

Na twarzy przybysza wymalował poważny wyraz twarzy.

- Rozumiem, jesteś jednym z popleczników Pierwszego. To do niego niepodobne, by wysługiwał się tak słabymi jednostkami jak ty.

- Nie popleczników, jesteśmy przyjaciółmi. A poza tym, nie lubię, gdy ktoś twierdzi, że jestem słaby, mając niewielkie pojęcie o mojej rzeczywistej sile. Jestem o wiele potężniejszy, niż w czasie walki z blokującym moc, ale o tym przekonasz się za chwilę - powiedział Keita wyjmując miecz z pochwy.

- Jest to wyczuwalne, zapewne posiadasz zaawansowaną technikę kontroli energii.

- Posiadam, jednak to nie to. Po prostu zazwyczaj większość mojej energii jest zapieczętowana i nie mogę z niej korzystać.

- Nie obawiasz się udzielać mi takich informacji, więc zapewne jesteś pewny zwycięstwa. Jednak muszę cię zawieść, polegniesz tu i teraz. Nasze działania poniosły klęskę w większości obszarów. Wszystko to z powodu nieznanych potencjałów oraz kilkorga bytów z nieokreślonym limitem.

- Byty z nieokreślonym limitem? Chyba wybiorę się z nimi na spotkanie, gdy już cię pokonam.

Elean uśmiechnął się i zmaterializował sobie w dłoni biały miecz, który przypominał katanę, jednak miał trochę smuklejsze ostrze.

- Jeśli ci się uda, to szczególnie polecam spotkanie z piątka interesujących wojowników z innego wymiaru klasy D! Byli zdumiewający w walce o przetrwanie!

„Okazuje uczucia, ale to chyba lekka przesada.” - Rozumiem, że będziesz walczyć ze mną na miecze, ostrzegam cię, jestem wprawnym szermierzem.

- Nie ma to znaczenia. Walczę mieczem, ponieważ muszę przyjąć zasady tego świata po wkroczeniu do niego. Dominującą mocą w tym wymiarze są shinigami posługujący się mieczami, więc ja także muszę go używać.

Keita zaatakował jako pierwszy, Elean sparował cios, jednak Kurosaki odtrącił miecz przeciwnika na bok i kopnął, ale i ten cios został sparowany, więc Keita spróbował uderzyć pięścią, i wyprowadzić jednocześnie jednoręczny atak mieczem, który został zablokowany, ale wtedy Keita powiedział:

- Getsuga Tenshō. - Z miecza Kurosakiego wydobył się silny podmuch, który pochłonął całkowicie przybysza.

Po opadnięciu kurzu, ukazał się zraniony przybysz.

- Potężny atak, idealna kara za moją nieostrożność. - Jego rany po chwili się zasklepiły.

„ Więc on tez potrafi się regenerować. Tak jak się spodziewałem, będę musiał go zniszczyć całego naraz” - starał się analizować sytuację Kurosaki. - „Jest na pewno ostatni, Phil i Ahiko zajęli się pozostałymi w Seireitei. Jednak żeby go pokonać muszę poznać dokładnie jego zdolności.”

Keita zaatakował po raz drugi. Tym razem starał się zadawać maksymalnie duża ilość ciosów w najkrótszym czasie. Przybysz jednak nadążał za Kurosakim. Ich miecze się odbiły, a oni sami nawzajem się odrzucili.

- Nie tylko twoja energia się podniosła, twoja prędkość również jest wyższa. Wcześniej zostałeś zaklasyfikowany przez nas jako trzeci pod względem prędkości wśród shinigami, obecnie zajął pierwsze miejsce.

„Niewielkie odkrycie, kiedy zdjąłem ograniczenia podniosła się moja energia, więc to normalne, że moje ciało lepiej pracuje przy lepszym zasilaniu.”

- Jednak wciąż nie wiemy jak oparłeś się naszej mocy, pozostaje to tajemnicą.

- Chodzi ci o waszą hipnozę? Mogłaby być dobra dla kogoś, kto nie potrafi dobrze wyczuwać energii, lecz ja do takich nie należę. Chociaż muszę przyznać, że wasze zdolności hipnotyczne są zdumiewające. Namieszaliście w umysłach wszystkich kapitanów. Jednak na mnie to nie zadziała. - Keita ponownie zaatakował. Wybił broń przeciwnika do góry i ciął go w poprzek, po czym odskoczył na paręnaście metrów do tylu, wskazał na Eleana dwoma połączonymi palcami i powiedział:

- Bakudō no 61: Rikujōkōrō. - Przybysza otoczyło sześć promieni, które go unieruchomiły. - Bakudō no 79: Kuyō Shibari. - Pojawiło się dziewięć czarnych blasków z fioletową obwódką. - Wole mieć pewność, że się nie ruszysz. To zaklęcie potrafi być dość wolne - powiedział Keita robiąc krótką przerwę i wyprostował zgięte palce dłoni celującej w przeciwnika. - Hadō no 91: Senjū Kōten Taihō. - Fioletowe promienie poleciały w stronę przeciwnika i wywołały potężna eksplozję.

„Więc nawet zaklęcie poziomu dziewięćdziesiątego nie jest w stanie od razu go zniszczyć. Jego zdolności regeneracyjne przypominają opisane przez Uraharę-san zdolności regeneracyjne Aizena. Mam nadzieję, że nie oprze się następnej technice. nie chcę sięgać do mocy wyższej niż to konieczne.”

Przybysz był mocno zraniony, stracił prawie połowę ciała.

- Rozumiem czemu Pierwszy zadał sobie trud pozbawienia nas informacji o takich jak ty. Jesteś potężnym mistrzem stylów walki shinigami. Perfekcyjnie wykonałeś zaklęcie tak wysokiego poziomu nie korzystając z inkantacji. Jesteś niebezpieczny, jednak do wygrania z nami będziesz potrzebować czegoś więcej. - Przeciwnik w chwilę całkowicie się zregenerował i rzucił do walki z Keitą. Rozpoczęła się walka w zwarciu na miecze. - Jednak z twojej znajomości z Pierwszym mogło wyniknąć sporo kłopotów dla twojego świata. Aizen Sōsuke mógł mu poważnie zaszkodzić, a ty nawet nie próbowałeś go zatrzymać.

„Nie próbowałem? Nie mogłem spróbować! Urahara-san obawiał się możliwości użycia przez Aizena Hōgyoku, które zawierało moje reiryoku. Obawiał się tego, bo nie miał pojęcia jaki mógłby być efekt, gdyby moje reiryoku i to wewnątrz Hōgyoku zareagowałyby ze sobą. Dlatego nie zabrał mnie ze sobą do sztucznej Karakury i kazał mi wierzyć, że Ichigo sobie poradzi, w końcu mamy takie samą moc. To prawda, mamy takie same moce, jednak ich jakość jest zupełnie inna. Moje reiatsu jest o wiele wyższe, a dodatkowo potrafię je dobrze kontrolować. Mimo to byłem w stanie to znieść. Chciałem walczyć z odpowiedzialnym za śmierć mojej matki, ale rozumiałem zagrożenie. Ostatecznie mój kuzyn poradził sobie jednocześnie tracąc moce shinigami. Chyba za bardzo odjeżdżam myślami od walki. jeśli nie wezmę się w garść, to uszkodzone ubranie nie będzie jedynym moim problemem” - gdy tylko skończył tę myśl, natychmiast został lekko cięty w ramię.

- Jesteś rozkojarzony. Czyżby coś odwracało twoją uwagę? - Elean wykonał jednoręczny zamach, który został sparowany przez Keitę.

- Racja, przeciwnik twojego poziomu nie powinien zająć mi aż tyle czasu. Pomimo tego, że jesteś silny, nie jesteś w stanie mnie poważnie zranić. Wasza prędkość jest za niska, by mogła mnie zaskoczyć.

- Zgadza się, jednak my także umiemy zwiększyć swoją moc. - Energia przeciwnika wzrosła.

- Rozumiem, wasza energia nie rośnie równomiernie, a skokowo. - „Jednak wnioskując z obserwacji, nie mogą zwiększać jej od razu. Zapewne mają na to limit czasowy.”

- Jesteś zastanawiającą istotą. Pomimo bycia shinigami, posiadasz energię przypominającą ludzką. Dodatkowo jest ona bardzo zbliżona do energii Kurosakiego Ichigo. Gdyby nie fakt, że to niemożliwe, bylibyśmy w stanie przyznać, że to właśnie Kurosaki Ichigo stoi przede mną.

„Sporo czasu zajęło mu dojście do tego.”

- Jesteś shinigami wartym uwagi. Zanim nasz poprzedni plan zawiódł, Aizen Sōsuke pozbywał się takich jak ty, stwarzających zagrożenie.

Słowa przybysza uderzyły Keitę.

„Poprzedni plan... Aizen... Czyli, że... Nie...” - Mam do ciebie pytanie. - Słowa Keity wywołały zdziwienie na twarzy Eleanea. - Czy to co powiedziałeś oznacza, że to wy staliście za poczynaniami Aizena?

- Tak, użyczyliśmy mu naszej siły oraz wspomagaliśmy na wiele sposobów. Przykładowo sparaliżowaliśmy kobietę, która była dość silna, by stanowić zagrożenie dla planów Aizena oraz wpłynęliśmy na niego tak, by nie mógł poddać krytycznemu osądowi sytuacji, w której grupa popleczników zabija osobę stanowiąca dla niego zagrożenie.

Źrenice Keity rozszerzyły się, poczuł krew pulsującą mu pod skórą twarzy, a jego mięśnie stężały. Po wiedział wówczas:

- Czy imię tej kobiety to Hinata?

- Zgadza się. Była nieoficjalna kandydatką na stanowisko kapitana 3. Oddziału.

Keita zaczął nieregularnie oddychać. Brał płytkie i częste wdechy, widać było, że walczy o oddech. Wyglądało to jak atak astmy.

Dziwne zachowanie Keity wywołało zdziwienie u przybysza, który postanowił wykorzystać sytuację i zaatakował Kurosakiego. Miecz Eleana już prawie dotykał ciało Keity.

  • * *

Wewnętrzny świat Keity bardzo przypominał Seireitei. Obecnie Keita znajdował się na odpowiedniku Wzgórza Sōkyoku. Stał obok niego ubrany na czarno młody mężczyzna.

- Kontroluj się, Keita! Nie pozwól by cokolwiek tobą kierowało!

Keita chciał włożyć dłoń w swój prawy rękaw.

- Nie! - Mężczyzna odtrącił rękę Keity. - Nie powinieneś sięgać do takich środków!

- Nie rozumiesz, Tangetsu. muszę ich zniszczyć, choćby nie wiem co!

- Wyzwolenie takiej ilości energii może się źle skończyć!

- To nieważne!

  • * *

Dotknięcie kolistego znaku na prawym ramieniu nastąpiło zarówno w wewnętrznym świecie Keity jak i w rzeczywistości.

Miecz przeciwnika prawie dotknął ciała Keity... Jednak pojawiła się ogromna fala reiatsu, która odrzuciła przybysza.

Keita wyprostował się, a jego aura zniknęła.

- Rozumiem, że wyzwoliłeś swoją pełną moc. To niezwykłe. Gdyby na moim miejscu był jakikolwiek shinigami, jedyne co mógłby zrobić byłoby popadnięcie w rozpacz. Twoja energia jest potworna...

- Naki (Płacz)... - mówił cicho Keita - ...Tangetsu...

Przybysz spodziewał się iż Keita wyzwala swoje shikai. Prawda jednak była taka, że Keita pojawił się tuz przed nim i wykonał błyskawiczny atak, polegający na wielokrotnym wbiciu miecza w ciało przeciwnika. Elean poczuł potężny ból i upadł na ziemię.

- Wiem, że czujecie ból tylko, jeśli atakuje was potężna ilość energii i wyżera waszą strukturę. Zadanie wam potężnego bólu to jedyny powód dla którego zdjąłem swoja pieczęć. Sprawię, że będziecie cierpieć! - ostatnie słowa Keity były pełne dzikiego sadyzmu.

Część 20. - Pierwszy PoziomEdytuj

Keita lekko poruszał ostrzem trzymanym przy szyi Eleana.

- Boisz się, to dobrze. Masz wszelkie powody do tego - mówił powoli Kurosaki. - Ukarzę was, ukarzę was ogromnym bólem. A teraz wstawaj! - wykrzyczał Keita i kopnął przeciwnika w twarz.

Przybysz podniósł się i spróbował zaatakować, jednak Keita zablokował cios po czym ciął go w ramię, a następnie uderzył pięścią i powiedział:

- Kuroi Getsuga! - posłał w przeciwnika czarną falę, która przecięła go w poprzek. - Kuroi Getsuga! - Kolejna, która trafił w Eleana. - Kuroi Getsuga! - Keita rozpoczął prawdziwy ostrzał, wykonywał kolejne machnięcia mieczem, każde posyłało w przeciwnika potężną czarną falę.

Normalnie prawie żadna znana Shinigami istota nie przetrwałaby nawet dwóch trafień Czarnej Getsugi Keity, nie po pełnym odpieczętowaniu jego reiatsu. Jednak Elean opierał się, cały czas dokonując regeneracji, która zdawała się nie mieć końca. W ich przypadku sprawa ma się zupełnie inaczej. Keita dziwił się, dlaczego ich siła jest tak mała w stosunku do oczekiwań, wiedział też, że należy się obawiać źródła tej dysproporcji. Keita spodziewał się wojowników o sile dość dużej by zmieść większość Shinigami nawet się nie wysilając. Zamiast tego natrafił na grupę o zdolnościach hipnotycznych i sile na poziomie wystarczającym do walki z kapitanami oraz tylko jednego blokera mocy. Spodziewał się zdecydowanie więcej i kiedy przybył walczyć z tym przeciwnikiem, nie spodziewał się kolejnego słabeusza. Jednak na takowego trafił, jedyna jego zdolność to regeneracja, która jedynie zwiększała jego cierpienia spowodowane uderzaniem go przeważającym w sile Reiatsu Keity., które wyżerało jego zbudowaną z energii strukturę. To cierpienie odczuwały naraz wszystkie świadomości, które ustanowiły swoją emanację pod postacią przeciwnika Keity. Obecnie przewagę mają w nim tak zwani Podniesieni, którzy spowodowali, że owa emanacja posiada. emocje. Podział wśród Elean jest dość prosty. Istnieją tam tak zwani Pierwotni i Podniesieni.

Pierwotni to istoty energetyczne, które pochodzą z wymiaru, w którym nie występuje materia i który stanowi główną siedzibę Eleanów. Nie posiadają oni uczuć i wszystkie decyzje podejmują na zasadzie logiczności wyboru. Są prawdziwymi Eleanami i stąd nazwa Pierwotni.

Podniesieni to istoty materialne, którym udało się przenieść na poziom energetyczny i dołączyli do Pierwotnych. Większość z nich to istoty, które zostały wyniesione do tego poziomu przez Pierwotnych, ponieważ zostali uznani za bardzo użytecznych, stąd nazwa Podniesieni.

Keita znał ten podział. Kyle i Pierwszy wszystko mu wyjaśnili, gdy mówili mu o możliwym zagrożeniu ze strony Eleanów. Przedstawili ich wtedy jako bardzo potężnych i niebezpiecznych oraz zdolnych do blokowania niektórych zdolności. Keita czułby się mocno zawiedziony, gdyby nie to, że był zbyt zajęty zadawaniem bólu swojemu przeciwnikowi, który właśnie został ciśnięty w skałę i się na niej zatrzymał.

Keita pojawił się tuż przed nim i wypowiedział nazwę:

- Getsuga Tenshō! - To nie była fala lub zwykłe uderzenie. To był ogromny podmuch o wielkości dość dużej by pochłonąć sporą część miasta.

Elean i to przetrwał.

- Jak ci się spodobała moja Pełna Getsuga Tenshō?

Elean uzupełnił błyskawicznie braki w swoim ciele i wstał.

- Ma ogromną moc, ale nie jest tak skoncentrowana jak twoja Kuroi Gestuga, przez co ma słabszą siłę przebicia. W wyniku tego osoba o odpowiednio mocnej ochronie energetycznej mogłaby osłonić się przed silną Pełną Getsugą, ale ulec słabszej Kuroi Getsudze.

- Jesteś w stanie normalnie mówić, to interesujące, jesteście odporniejsi niż myślałem - powiedział Keita zaskakująco spokojnym głosem.

- To podstęp? Niemożliwe by twój gniew minął.

- Nie minął, po prostu mam w zwyczaju nad nim panować i nie tracić nad sobą kontroli. Jesteś pierwszym od dawna, który wyprowadził mnie z równowagi, ale już powróciłem do pełni spokoju. Jednak nic to nie zmienia, w dalszym ciągu nie masz ze mną szans.

- Może zatem udzielisz nam informacji o twoim związku z ową Hinatą, o której wspomnienie cię rozgniewało?

- Chcecie wiedzieć? Hinata to moja matka. Matka, którą zamordowano przy waszej pomocy. - Spokój Keity zadziwiał Eleana. - Pewnie dziwi cię mój spokój. Tak się składa, że Aizen, któremu pomogliście ją zamordować, to osoba, którą o to obwiniałem i którą nienawidziłem przez lata, a mimo to byłem w stanie go mijać i nie dać czegokolwiek po sobie poznać. Nauczyłem się kontrolować swój gniew i udawać kogoś kim nie jestem. Jednak gdy dowiedziałem się, ze osoba, którą przez lata nienawidziłem, była w rzeczywistości pionkiem, a prawdziwy oprawca mojej matki stoi przede mną, straciłem na chwilę nad sobą kontrolę. Nawet wstyd mi z tego powodu.

- Najpierw oszalałeś w gniewie, teraz mówisz całkowicie spokojnie o tym, co powinno zadawać każdemu człowiekowi ogromny ból. Jesteś przerażający nie tylko jako wojownik, ale też jako osoba.

- Czyżby Podniesieni wśród was jednak nie do końca zapomnieli o czasach, gdy byli materialni? Zdaje się, że uczucia w waszej emanacji rosną w siłę, skoro przeraża was moja postawa.

- Mówisz o czymś takim jak zamordowanie twojej matki i mówisz o tym spokojnie, dla Podniesionych to przerażające, skoro chwilę wcześniej zacząłeś nas atakować w szale.

- Powtarzasz się, powiedziałem już, że cały czas mam w sobie gniew, ale go potrafię nad nim panować. Gniew stępia ostrze, jednak nie ma potężniejszej broni od ostrza pchanego kontrolowanym gniewem - powiedział Keita i ponownie posłał zwykłą Getsugę w Eleana, który poleciał do tyłu popchnięty atakiem.

- Teraz to zauważyłem. Twoja Getsuga Tenshō i Kuroi Getsuga to dwie zupełnie różne techniki, prawda? Niewiele Zanpakutō posiada jakieś właściwości w formie zapieczętowanej, a twój posiada aż dwie techniki.

- Staracie się mnie przeanalizować, czyż nie?

- Mamy o tobie już pewna ilość informacji, a ty cały czas dostarczasz nam ich więcej swoimi bezcelowymi atakami, które nie mogą nas pokonać.

- Nawet nie próbowałem was zniszczyć, nie byłbym w stanie, bo jestem na to za słaby. Ale dzięki temu, że ogarnął mnie gniew i zajmujecie mnie tą bezsensowną rozmową, mialem czas na wymyślenie sposobu na pozbycie się was.

- Chcesz się nas pozbyć? Gdybyś znał nasz cel...

- Znam go. - Mina Eleana była naprawdę zdziwiona. - Myśleliście, ze walczę nie wiedząc z czym? Doskonale wiem, że chcecie wykorzystać energię tego wymiaru do zwiększenia swoich możliwości i rozpoczęcia ogromnego procesu kreacji. W istocie szlachetny cel. Jego osiągnięcie jest warte zniszczenia tej niewielkiej liczby istot zamieszkujących ten wymiar, jednak są tu osoby na których mi zależy, a poza tym przed waszym przybyciem nie zdążyłem legalnie dobrać się do Aizena, a to jedyny powód mojego zostania kapitanem.

- Dostrzegasz sens naszych działań? Dziwne, ze Shinigami potrafi myśleć w ten sposób.

- Mam już pewne doświadczenie z istotami z innych wymiarów, a poza tym nie jestem dzieckiem, które wierzy w dobro i zło. Wychowanie jakie zaserwowano i moje życie skutecznie wyrzuciły mi z głowy podobne bzdury. Już jako dzieciak zdałem sobie sprawę z tego, że czasem trzeba coś poświęcić dla wyższego celu, jak Urahara-san, który świadomie zaszczuł mnie, kiedy byłem dzieckiem, przeciwko Aizenowi, by wykorzystać mnie jako broń. Środki niewątpliwie złe, ale efekt jak najbardziej dobry. Ale dość tych bredni, teraz się was pozbędę.

- Za późno...

- Co?

- Spóźniłeś się, dałeś nam dość czasu, byśmy mogli tego dokonać. Teraz to zakończymy.

Elean zaczął wyzwalać ogromne ilości energii, a Keita zrozumiał o co chodził jego przeciwnikowi.

Elean przestał wyzwalać energię.

- I co ty na to? Nasza moc teraz przewyższa twoją.

Keita nic nie mówił, po prostu zaatakował próbując kopnąć przeciwnika z boku, jednak jego cios został sparowany przez dłoń przybysza. Kurosaki zaatakował wtedy korzystając z pięści, został jednak schwytany za rękę.

- Jesteś niezły - powiedział Keita i wyrwał się przeciwnikowi, po czym zaatakował swoim mieczem.

Keita zrozumiałby wiele rzeczy. Wielokrotnie walczył wręcz i przegrywał lub remisował, wielokrotnie ktoś był od niego szybszy lub silniejszy, jednak tylko jedna osoba do tej pory dala radę sparować uderzenie jego miecza przy pomocy gołej dłoni, a zarówno wtedy jak i teraz jego pieczęć była zdjęta. Pomyślał tylko, że to niemożliwe, by moc Eleana wzrosła na tyle, by tego dokonać, a jednak widział dłoń Eleana, z którą stykał się jego miecz. Był zdziwiony na tyle, że zamarł w miejscu.

- Czyżby coś cię zdziwiło?

Słowa przeciwnika otrzeźwiły Keitę i ten natychmiast odskoczył od Eleana i powiedział:

- Jesteś silniejszy, o wiele silniejszy ode mnie... Tak, jak od początku być powinno! - powiedział Keita uśmiechając się. - Kiedy usłyszałem o tym, ze do nas zmierzacie, doznałem przerażenia, jednak także miałem cichą nadzieję na walkę z o wiele silniejszym ode mnie, a wcześniej nie spełnialiście tych oczekiwań. Teraz nareszcie mogę dać z siebie wszystko! - „Pokażę, że to koniec mojego ciągłego stania w cieniu! Pokonam go, będzie to tez zemsta za moją matkę, moje siostry i moich braci!” - Jednak tym razem samo moje wysokie reiatsu nie wystarczy i muszę sięgnąć do poważniejszych metod. - Keita wycelował miecz ostrzem do ziemi i chwycił się lewa dłonią za prawy nadgarstek oraz zaczął wydzielać bardzo dużo, jednak bardzo delikatnego reiatsu., po czym powiedział spokojnym głosem: - Ban-kai.

CiekawostkiEdytuj

  • ​Opowieść jest umieszczana jednocześnie na jednej z fanowskich stron o Bleachu, jednak wersja na tamtej stronie różni się tytułem oraz odrobinę akcją. W wersji ze strony znajdują się odniesienia w czwartego filmu kinowego i fillerów o reigai.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki